W naszych miastach i wioskach rozgrywa się dramat, którego nie chcemy widzieć. Za zamkniętymi drzwiami mieszkań w blokach i w pustych domach na wsiach żyją ludzie, o których świat zapomniał. To nasi seniorzy. Zostali sami, bo dzieci wyjechały za chlebem do dużych miast lub za granicę.
Dom, który stał się więzieniem
Dla wielu starszych osób ich własne cztery ściany stały się pułapką. Schorowani, słabi, często od lat nie wychodzą na zewnątrz. Nie dlatego, że nie chcą. Po prostu nie mają siły zejść po schodach. W blokach, gdzie kiedyś tętniło życie, dziś panuje głucha cisza. Bywa, że na dziesięć mieszkań zajęte są tylko dwa lub trzy – przez osoby w podobnym wieku, równie schorowane. Sąsiedzi nie mogą sobie pomóc, bo sami ledwo wiążą koniec z końcem.
Głód i pragnienie w środku Europy
To brzmi niewiarygodnie, ale w dzisiejszych czasach nasi seniorzy mogą umierać z głodu. Są tak słabi, że nie potrafią zrobić zakupów ani przygotować posiłku. Czasem podanie szklanki wody staje się wysiłkiem ponad siły. Opieka społeczna robi, co może, ale opiekunek jest dramatycznie za mało. System nie nadąża za rzeczywistością.
Samotność, która zabija
Brak sił fizycznych to tylko połowa problemu. Drugą jest przeszywająca samotność. Rodzi się z niej ciężka depresja i lęk przed każdym kolejnym dniem. Seniorzy czują się niepotrzebni, odrzuceni przez społeczeństwo. Coraz częściej, nie widząc nadziei, targają się na własne życie. Czy naprawdę możemy patrzeć na to z obojętnością?
Czas na alarm dla władz
To nie jest problem, który rozwiąże się sam. To wielkie wyzwanie dla nas wszystkich, a przede wszystkim dla władz samorządowych. Potrzebne są pilne działania: lokalne centra wsparcia, wolontariat sąsiedzki i realne zwiększenie liczby opiekunów.
Nie możemy udawać, że nie widzimy tego problemu. Ci ludzie budowali nasz kraj, wychowywali pokolenia. Dziś to oni potrzebują naszej dłoni. Obojętność jest w tym przypadku najgorszym wyrokiem.
Ks. K. Bielawny
Views: 3

