Między paragrafem a empatią. Czy polska policja zgubiła ducha służby?

W ciszy wielkopostnych rekolekcji, gdy lokalne parafie wypełniają się gwarem dziecięcych głosów i miarowym krokiem seniorów, na poboczach dróg szybkiego ruchu rozgrywa się spektakl, który rzuca cień na wizerunek formacji powołanej do ochrony obywatela. Widok lśniącego radiowozu, zaparkowanego strategicznie nieopodal świątyni, zamiast budzić poczucie bezpieczeństwa, coraz częściej wywołuje jedynie smutną refleksję nad priorytetami współczesnej służby.

Mandat ważniejszy niż bezpieczeństwo najmłodszych?

Sytuacja wydaje się niemal symboliczna: z jednej strony pędząca trasa, brak świateł i tłum najmłodszych parafian próbujących sforsować drogę, by zdążyć do szkoły na kolejne lekcje. Z drugiej – funkcjonariusze, ukryci za szybami radiowozu, z laserowym miernikiem prędkości w dłoniach, skupieni na „łapaniu” kierowców. Choć formalnie wykonują oni swoje zadania, w oczach postronnego obserwatora brakuje w tym obrazie najważniejszego elementu: bezpieczeństwa tu i teraz.

Pojawia się fundamentalne pytanie: czy policjant to jedynie urzędnik od egzekwowania kar, czy może wciąż „stróż porządku”, którego obecność powinna być kojarzona z realną pomocą? Fakt, że żaden z mundurowych nie pofatygował się, by zabezpieczyć przejście dla dzieci, budzi uzasadniony opór moralny. W tej konkretnej chwili to nie prędkość oddalonego o kilkaset metrów auta była największym zagrożeniem, lecz chaos na przejściu dla pieszych tuż pod oknem radiowozu.

System, który pożera etos

Gdzie leży źródło tej znieczulicy? Czy to brak wyobraźni pojedynczych funkcjonariuszy, czy może systemowa pułapka „wyników”? Od lat w debacie publicznej powraca zarzut, że policja stała się formacją rozliczaną ze statystyk i wpływów do budżetu, a nie z faktycznego poczucia bezpieczeństwa obywateli. Jeśli nadrzędnym celem staje się wypełnienie limitu mandatów, to na empatię i bezinteresowną pomoc – taką jak przeprowadzenie dziecka przez ruchliwą trasę – po prostu brakuje czasu w grafiku.

Tymczasem rota ślubowania mówi wyraźnie o „służeniu Narodowi” i „ochronie prawnego porządku”. Porządek ten nie jest jednak celem samym w sobie – ma on służyć człowiekowi. Kiedy litera prawa przesłania drugą osobę, służba zamienia się w bezduszną procedurę.

W poszukiwaniu utraconego zaufania

Prawdziwa siła policji nie bierze się z liczby wystawionych kwitów, lecz z szacunku, jaki buduje wśród lokalnej społeczności. Chwila, w której funkcjonariusz wyszedłby z auta, wstrzymał ruch i uśmiechnął się do idącej na rekolekcje młodzieży, zrobiłaby dla wizerunku formacji więcej niż najdroższa kampania promocyjna.

Dziś, patrząc na radiowóz stojący obok kościoła, wielu obywateli nie czuje opieki. Czuje jedynie chłodną obserwację. Czas zadać pytanie decydentom: czy chcemy policji, która jedynie karze za błędy, czy takiej, która zapobiega nieszczęściom, zanim do nich dojdzie? Służba to nie tylko paragrafy – to przede wszystkim obecność tam, gdzie człowiek czuje się zagrożony. Szczególnie ten najmniejszy.

Views: 32