Niepodległośc wyszła z Gietrzwałdu

Ks. Krzysztof Bielawny

Wstęp

Zapewne tytuł książki nasuwa wiele pytań. I każe się zastanowić: jak to, niepodległość wyszła z Gietrzwałdu? To chyba jakaś fantazja. A dlaczego nie z Jasnej Góry albo królewskiego Krakowa, czemu nie z Warszawy naszej ukochanej stolicy albo nie z Wilna? Przecież każde z tych miejsc ma swą bogatą historię.

Za każdym razem takie pytania padały. Wielu moich rozmówców, słysząc, że Gietrzwałd i objawienia maryjne odegrały bardzo ważną rolę w drodze do niepodległości Polski w 1918 r. , patrzyło na mnie, delikatnie mówiąc, z niedowierzaniem.

Radzono mi, żebym zrezygnował z tej koncepcji, bo nie ma ona uzasadnienia faktograficznego. Określano to moim wymysłem na potrzeby miejsca, w którym obecnie mieszkam. Jednak z uporem starałem się przeanalizować szereg wydarzeń, które miały miejsce w czasie naszej niewoli. Było ich bardzo wiele, i to o różnym znaczeniu, większym i mniejszym. Jednak to, co się wydarzyło w 1877 r. w Gietrzwałdzie i jakie miało oddziaływanie na Polaków, nie ma sobie równych. By lepiej zrozumieć, co się w tym miejscu wydarzyło, zachęcam do lektury poniższej publikacji, w której staram się uzasadnić, dlaczego to miejsce winno być szczególnie umiłowane przez Polaków.

W wyniku trzech rozbiorów, Polaka utraciła niepodległość na 123 lata. Spowodowało to osłabienie wielu ośrodków gospodarczych i kulturotwórczych. Od pierwszych lat po utracie wolności, Polacy podejmowali próby budzenia świadomości narodowej wśród ludności polskiej. Na różnych płaszczyznach, m.in. poprzez kulturę, organizacje niepodległościowe, działania oświatowe, organizacje religijne, pielgrzymki, czytelnictwo, wydawanie czasopism polskojęzycznych, przypominanie ważnych rocznic z dziejów narodu polskiego. Podejmowano także próby odzyskania niepodległości w sposób zbrojny, wywołując powstania narodowościowo wyzwoleńcze. Każde z powstań kończyło się klęską, listopadowe w 1831 r. i styczniowe w 1864. Skutki działań zbrojnych dla ludności polskiej pod zaborem rosyjskim i pruskim były bardzo smutne. Każde z nich wzmagało u zaborców agresję wobec Polaków. Wywożono tysiącami działaczy politycznych, społecznych i duchowych na Syberię, konfiskowano majątki powstańcom, ograniczano działalność Kościoła rzymskokatolickiego i grekokatolickiego. Emigracja polityczna do Europy Zachodniej i Ameryki pozbawiała Polaków znacznej części inteligencji, rozpoczął się czas wynaradawiania ludności polskiej poprzez wprowadzanie języka niemieckiego czy rosyjskiego do szkół, urzędów czy kościołów. Ograniczano działalność zakonów, oświatową, charytatywną czy kulturotwórczą, konfiskując nieruchomości i domy zakonne. Po upadku powstania styczniowego w 1864 r. nastał czas bardzo trudny dla ludności polskiej. Polacy pozbawieni byli przywódców, zaś zaborcy rozpoczęli politykę wynaradawiania. Apatia, beznadzieja i lęk przed kolejnymi represjami ograniczały podejmowanie działań społecznych i politycznych mających charakter propolski. Nastały trudne lata dla ludności polskiej, wielu działaczy wycofało się zupełnie z życia społecznego i politycznego, nad czym dość często ubolewano na łamach prasy polskojęzycznej.

Ważnym wydarzeniem w tym trudnym, mrocznym czasie była dla Polaków pielgrzymka do Rzymu z okazji złotego jubileuszu biskupstwa Piusa IX. Uczestniczyło w niej około 600 Polaków. Inicjatorem zorganizowania pielgrzymki był Maurycy hrabia Dzieduszycki, mieszkający we Lwowie1. Do inicjatywy tej niebawem dołączyli działacze społeczni z Wielkopolski na czele z księciem Adamem Czartoryskim. Z powodów politycznych nie powstała grupa inicjująca wyjazd pod zaborem rosyjskim, choć niewielka grupa z zaboru rosyjskiego uczestniczyła w wyjeździe do Rzymu. Pius IX przyjął pątników polskich na audiencji prywatnej 6 czerwca 1877 r. Wygłosił krótkie przemówienie, w którym zawarł propozycję programu narodu polskiego w dążeniu do niepodległości. Ojciec Święty prosił: „(…) by Polacy dążyli do odzyskania wolności w sposób pokojowy, a nie zbrojny”. Przywołał scenę biblijną, kiedy to św. Piotr wyciągnął miecz, by bronić Jezusa. Pan Jezus zganił św. Piotra. Tak też wzywał Polaków Pius IX, by nie siłą, ale modlitwą wypraszali wolność dla swej Ojczyzny. Ojciec św. wskazał, że największym naszym wrogiem jest grzech.

Nie trzeba było długo czekać, by Polacy otrzymali konkretne wytyczne w drodze do niepodległości. Trzy tygodnie później, 27 czerwca 1877 r., rozpoczęły się objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie na polskiej Warmii. Rozmawiała Ona z wizjonerkami w języku dla nich zrozumiałym, czyli po warmińsku. Tak nazywano używany w Gietrzwałdzie język polski z wieloma naleciałościami. W przekazanym orędziu Maryja prosiła o modlitwę, przede wszystkim różańcową, o Msze św., a także wymieniła grzechy, które nas najbardziej niszczyły jako Polaków, m.in. alkoholizm, rozwiązłość czy pycha. Objawienia maryjne zakończyły się 16 września 1877 r.

Przez pierwsze cztery lata po objawieniach przewinęło się przez Gietrzwałd ponad milion pątników. W roku objawień Gietrzwałd nawiedziło około pół miliona pielgrzymów. W kolejnych dwóch latach ruch pątniczy był znacznie większy niż w roku objawień2. Ruch pielgrzymkowy był spontaniczny, nikt nim nie kierował. Warto tu nadmienić, że pielgrzymi to przede wszystkim włościanie spod trzech zaborów. Nie angażowali się w powstania, choć zapraszano ich do udziału w walce zbrojnej3. Ale odpowiedzieli w sposób spontaniczny, przybywając w kompaniach do miejsca objawień maryjnych, do Gietrzwałdu. Przybywali oni z różnych stron nie istniejącej Polski: z Pomorza, z Mazowsza, Śląska, z Wileńszczyzny, Małopolski, Wielkopolski i Galicji, a także spoza granic Polski. Orędzie gietrzwałdzkie docierało pod strzechy domostw Polaków4. Polacy, zamiast miecza, otrzymali do rąk różaniec, poprzez który wypraszali wiele łask. Jeśli każdy z pielgrzymów dotarł z orędziem do kolejnych pięciu osób, to można z całą odpowiedzialnością wskazać, że orędzie Matki Bożej z Gietrzwałdu dotarło do 5 mln Polaków. I działo się to w czasie, kiedy Polacy mieszkający w trzech zaborach liczyli około 10 mln obywateli5. Ta ogromna armia modlących się na różańcu realizowała program nakreślony 6 czerwca 1877 r. przez Piusa IX, program powrotu do niepodległości Polski.

Celem niniejszej publikacji jest wydobycie wątków historycznych, które w sposób znaczący przyczyniły się do odzyskania niepodległości Polski poprzez objawienia maryjne w Gietrzwałdzie. To w Gietrzwałdzie Polacy w czasie objawień maryjnych powstawali z kolan. Tu dowiadywali się, że Maryja mówi po polsku, a zatem pojęli, jak ważny musi być ten język, że nawet w niebie nim nie gardzą. Po prawie stu latach niewoli, w Gietrzwałdzie Polacy odkrywali, że w przeszłości mieli swych królów, wolną Ojczyznę.

Niewielka grupa pątników z Gietrzwałdu udała się nawet do Krakowa, by sprawdzić, czy faktycznie mieliśmy królów. Spontaniczny ruch pielgrzymkowy, na niespotykaną skalę, pozwolił Polakom rozpocząć drogę do wolnej Ojczyzny. Choć droga była długa i Polacy czynili to w sposób nakreślony przez Piusa IX 6 czerwca 1877 r., a mianowicie cierpliwie, towarzyszyła im stałość i odwaga. To dary Ducha Świętego. Bo to, co działo się w Gietrzwałdzie w 1877 r., to było bierzmowanie Narodu Polskiego, który na nowo odkrywał swoją godność, budziła się w nim świadomość narodowa. Na to wezwanie nie odpowiedziała ani arystokracja, ani szlachta, ani mieszczanie ale odpowiedział lud polski. Jego manifestem w drodze do niepodległej Polski było orędzie gietrzwałdzkie, codzienny pacierz, codzienna modlitwa różańcowa, zdrowa moralnie rodzina, zachowanie przykazań Bożych i trzeźwość. To była polska pokojowa rewolucja duchowa, która dokonywała się w rodzinach i w parafiach katolickich. Rewolucja pokojowa, która skupiła nie 150 tys. czy 200 tys. jak powstania zbrojne, ale miliony Polaków, prowadząc naród do niepodległości. Początkiem pokojowej rewolucji duchowej były objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie.

Publikacja obejmuje lata 1772-1885, choć w niektórych fragmentach przekracza ramy chronologiczne, kreśląc obraz sanktuarium w XX i XXI stuleciu. Punktem wyjścia jest rok, w którym dokonano pierwszego rozbioru Polski, a datą końcową przeniesienie ks. bpa Filipa Krementza z diecezji warmińskiej na arcybiskupstwo w Kolonii w 1885 r., gdzie posługiwał do swej śmierci w 1899 r. W tym okresie najważniejszym wydarzeniem dla Gietrzwałdu i całej Polski były objawienia Matki Bożej, które rozpoczęły się 27 czerwca i trwały do 16 września 1877 r. Spowodowało to spontaniczny napływ pielgrzymów na niespotykaną skalę.

W historiografii polskiej do tej pory istniało przeświadczenie, że dzięki objawieniom maryjnym w Gietrzwałdzie mieszkańcy polskiej Warmii odzyskiwali świadomość narodową. Jest to słuszne twierdzenie, bo tak było6. Jednak budziła się nie tylko Warmia, ponieważ pielgrzymi, którzy przybywali z innych objętych zaborami terenów również doświadczali swoistego budzenia ducha narodowego. Ta ogromna masa pielgrzymów, nie gdzie indziej, ale właśnie w Gietrzwałdzie odkrywała swe bogactwo narodowe w tradycji polskiej. To w Gietrzwałdzie rodziła się świadomość narodowa na skalę globalną wśród Polaków. W dziejach Polski, po upadku powstania styczniowego w 1864 r., nie mamy żadnego ważniejszego wydarzenia, jak objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie w 1877 r. i masowy udział w nich Polaków. To dało impuls i zwrot w dziejach narodu ku wolnej Polsce.

Na rynku wydawniczym pojawiło się dość sporo opracowań o Gietrzwałdzie i jego historii. Sanktuarium gietrzwałdzkim zajmowali się historycy, teolodzy, prawnicy, a także publicyści. Opisywano historię objawień i dzieje sanktuarium. Po zakończonym Kongresie Mariologicznym i Maryjnym w 1977 r. Gietrzwałd doczekał się wielu opracowań historycznych, teologicznych czy prawniczych7. Autorem wielu cennych artykułów historycznych o Gietrzwałdzie był ks. bp Jan Obłąk8. O roli sanktuarium gietrzwałdzkiego w okresie międzywojennym pisał ks. Marian Borzyszkowski9. Tadeusz Grygier w dość obszernym artykule zaprezentował stosunek władz pruskich do sanktuarium gietrzwałdzkiego10. O Gietrzwałdzie pisali także: Irena Józefa Krause11, Władysław Nowak12, Tadeusz Pawluk13, Józefa Piskorska14, Edmund Piszcz15, Władysław Piwowarski16.

W 125. rocznicę objawień maryjnych w Gietrzwałdzie ukazała się praca zbiorowa zatytułowana „Maryjne orędzie z Gietrzwałdu”. Publikacja była pokłosiem Ogólnopolskiego Kongresu Mariologicznego. Na uwagę zasługują artykuły ks. Jacka Macieja Wojtkowskiego17, Andrzeja Kopiczki18 i Adama Ornatka19. Na rynku wydawniczym w 2005 r. pojawiła się następna praca zbiorowa dotycząca Gietrzwałdu, zatytułowana „Orędzie gietrzwałdzkie wczoraj i dziś” pod redakcją Katarzyny Parzych. Jest to zbiór artykułów, dotyczących sanktuarium gietrzwałdzkiego i treści teologicznych orędzia przekazanego przez Maryję w Gietrzwałdzie. Na uwagę zasługują artykuły Katarzyny Parzych20, Pawła Rabczyńskiego21, Anny Leniec22, Urszuli Niemiro23, Janusza Wieszczyńskiego24 i Krzysztofa Bielawnego25. Wiele swych prac naukowych sanktuarium gietrzwałdzkiemu poświęcił wybitny znawca Warmii Janusz Hochleitner26.

Z materiałów drukowanych najważniejsze znaczenie dla niniejszej pracy miała prasa polskojęzyczna wydawana w zaborze pruskim, przede wszystkim „Pielgrzym”, „Goniec Wielkopolski”, „Kurier Poznański”, „Orędownik”, „Niedziela”, „Gazeta Toruńska”, „Warta”, „Gazeta Olsztyńska”, a także prasa polska wydawana w zaborze austrowęgierskim „Czas” czy „Gazeta Lwowska”.

Podjęty temat i przedstawiona problematyka zdecydowały o metodzie pracy. Zastosowano metodę historyczno-krytyczną, a także opisową. Metoda historyczno-krytyczna posłużyła analizie prasy polskojęzycznej z czasów objawień i z kolejnych lat po wydarzeniach gietrzwałdzkich. Dzięki tej metodzie, informacje tam zawarte rzucają nowe światło na wiele wydarzeń i wyjaśniają niezrozumiałe do tej pory fakty historyczne.

Publikacja zawiera siedem rozdziałów. Pierwszy, oparty na istniejących opracowaniach, ukazuje w krótkim skrócie dzieje ludności polskiej po utracie państwa polskiego w wyniku rozbiorów, a przed objawieniami Matki Bożej w Gietrzwałdzie w 1877 r. W wielkim skrócie ukazano sytuację społeczno-polityczną ludności polskiej na początku XIX w., w czasie powstań listopadowego i styczniowego, a także sytuację Polaków po powstaniu styczniowym w 1863/4 r.

Drugi rozdział przedstawia pielgrzymkę Polaków do Rzymu na przełomie maja i czerwca 1877 r. z okazji złotego jubileuszu biskupstwa Piusa IX. Uczestniczyło w niej około 600 Polaków z trzech zaborów. Najważniejszym wydarzeniem była audiencja Polaków u Piusa IX 6 czerwca 1877 r. Zaprezentowano dokładny opis tego wydarzenia, a także inne zdarzenia, które towarzyszyły Polakom w pielgrzymce do Rzymu. Jeden z podrozdziałów, poświęcono także pielgrzymce bpa warmińskiego Filipa Krementza do Rzymu, z okazji tej uroczystości. Uczestniczył w narodowej pielgrzymce Niemców do Rzymu.

Trzeci rozdział opisuje wydarzenia gietrzwałdzkie w czasie objawień maryjnych, prezentując fragmenty orędzia gietrzwałdzkiego odnoszące się do przemówienia Piusa IX z 6 czerwca 1877 r., a w kolejnych podrozdziałach prezentowane są sylwetki wizjonerek, Justyny Szafryńskiej i Barbary Samulowskiej.

Rozdział czwarty prezentuje ruch pielgrzymkowy w czasie objawień maryjnych w 1877 r. i przez pierwsze lata po zakończeniu objawień maryjnych w Gietrzwałdzie. Autor pokusił się, by zaprezentować, największe zgromadzenia wiernych w Gietrzwałdzie na przestrzeni 140 lat.

Piaty rozdział prezentuje próbę zdyskredytowania objawień gietrzwałdzkich przez środowiska liberalne, a także przez prasę niemiecką. W kolejnych podrozdziałach przedstawiane są zarządzenia władz pruskich ograniczające ruch pielgrzymkowy do Gietrzwałdu i ograniczenia działalności duszpasterskiej duchownych przybywających do miejsca objawień.

Kolejny rozdział, szósty przedstawia pozytywne skutki objawień maryjnych w Gietrzwałdzie, które przyczyniły się do odrodzenia życia religijnego zarówno w wielu regionach udręczonej zaborami Polski, jak i w różnych regionach Europy. Działo się to poprzez powstawanie bractw różańcowych czy trzeźwościowych, powstanie nowych zgromadzeń zakonnych.

Rozdział siódmy prezentuje budzenie się świadomości narodowej Polaków na skalę dotąd niespotykaną. Uczestniczy w tym wydarzeniu przede wszystkim lud polski, często opuszczony i zostawiony sam sobie. W budzenie ducha narodowego wnieśli ogromny wkład m.in. wydawcy, publikując literaturę dotyczącą objawień w różnych językach, oraz Kościół poprzez duchownych, którzy stawali się nieformalnymi krzewicielami polskości jak m.in. bł. o. Honorat Koźmiński. Czy Jasna Góra, która w 1882 r. obchodziła 500-lecie przybycia obrazu Matki Bożej do Częstochowy. Ważnym wydarzeniem było także powstanie „Gazety Olsztyńskiej” w 1886 r.

Rozdział I

Ogólna charakterystyka ludności polskiej przed objawieniami

Sytuacja Polski pod koniec XVIII w.

Druga połowa XVIII w. dla Rzeczpospolitej była bardzo trudna w wymiarze społecznym, politycznym, religijnym27 i gospodarczym. Na wiele trudności złożyło się wiele czynników, Polskę dotknął przede wszystkim kryzys polityczny i gospodarczy. Jedna z przyczyn, która pojawiła się już w XVII stuleciu, to użycie w 1652 r. po raz pierwszy przez Władysława Sicińskiego liberum veto. Od tego czasu w sejmie było używane aż 73 razy. Taka sytuacja zupełnie zdezorganizowała pracę ustawodawczą w Polsce, co nie pozwoliło przeprowadzić żadnych reform umożliwiających rozwój kraju. Toteż władza króla była bardzo ograniczona28. Kolejna przyczyna osłabienia Rzeczypospolitej to wojny z wieloma krajami, przede wszystkim ze Szwecją, Turcją i Rosją. Ciągłe działania wojenne hamowały rozwój gospodarczy kraju, przede wszystkim rzemiosło i rolnictwo. Wiele do życzenia miały stosunki społeczne, chłopi nadal byli pozbawieni wielu praw29.

Rosja ingerowała w wewnętrze sprawy Polski poprzez swego ambasadora Mikołaja Repnina. Ale przede wszystkim niepokoił fakt narzucenia przez Rosję kandydata do polskiego tronu Stanisława Augusta Poniatowskiego, który w 1764 r. rozpoczął zmiany ustrojowe w Polsce. Zmieniało to dotychczasowe prawa demokracji szlacheckiej, z czym nie godziła się spora wpływowa część społeczeństwa polskiego30.

W roku 1767 zawiązano konfederację radomską, na której szlachta starała się bronić dotychczasowych praw. Jednak szybko wpływ na nią uzyskał ambasador Rosji Repnin. W czasie obrad uchwalono prawa kardynalne, a mianowicie powtórzono większość praw jakie miała szlachta, wolną elekcję i liberum veto. Były one skierowane przeciwko królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu, zmuszając króla do wypełnienia woli carycy Katarzyny II. Kością niezgody było równouprawnienie innowierców31.

W kolejnym roku zawiązano konfederację barską. W skład nowej konfederacji weszła nowa grupa szlachty. Skierowana była przeciwko innowiercom, carycy Katarzynie II i poddanemu jej królowi Stanisławowi Augustowi Poniatowskiemu. Celem konfederacji było wyrugowanie praw narzuconych przez Rosję. Wielu historyków głosi, że było to pierwsze polskie powstanie narodowe32. Z czasem konfederaci objęli swym wpływem Małopolskę, Wielkopolskę, Ukrainę i Litwę. W różnego rodzaju walkach po stronie konfederatów uczestniczyło około 100 tys. osób, stoczono około 500 większych i mniejszych bitw z wojskami rosyjskimi33. W roku 1768 Kazimierz Pułaski z konfederatami i z cywilami bronił Berdyczowa przez 17 dni. Przez cztery lata Pułaski walczył w różnych częściach Rzeczypospolitej z wojskami królewskimi i rosyjskimi. Po upadku konfederacji barskiej w 1772 r. dokonano I rozbioru Polski. Na Sybir wywieziono ponad 14 tys. konfederatów, resztę osadzono w obozach przejściowych w wielu miastach polskich m.in. w Warszawie czy w Połonnem na Ukrainie. Nie znamy dokładnej liczby poległych i zmarłych na wygnaniu34.

W wyniku I rozbioru Polski Austria anektowała całą południową Polskę po Zbrucz z Lwowem, ale bez Krakowa (83 km2, 2,7 miliona mieszkańców). Prusy anektowały Warmię i Prusy Królewskie, ale bez Gdańska i Torunia (36 km2 i 580 tys. mieszkańców). Fryderyk II Wielki, król Pruski, zrealizował swe plany władania jednym wielkim obszarem od Niemna po Łabę, co się stało w wyniku I rozbioru Polski. Rosja dokonała zaboru Inflant polskich oraz wschodnich peryferii Rzeczypospolitej za Dnieprem, Drucią i Dźwiną (ogółem 92 km2 i 1,3 miliona mieszkańców). Ogółem Polska i Litwa straciły 211 km2 i 4,5 miliona mieszkańców35.

Mimo trudnej sytuacji, podjęto próbę ratowania Polski. Powstała Rada Nieustająca w 1773 r., której zadaniem było kierowanie państwem Polskim. Także działalność Sejmu Czteroletniego, w latach 1788-1792, miała ratować życie społeczne i polityczne w Polsce. Działalność obu instytucji doprowadziła do uzyskania porozumienia 3 maja 1791 r., czego skutkiem była Konstytucja 3 Maja. Wprowadziła bardzo ważne zmiany, a mianowicie znosiła konfederacje, liberum veto oraz wolną elekcję. Wprowadziła w Polsce monarchię konstytucyjną. Mimo wielu prób stabilizacji sytuacji w kraju, państwa ościenne podjęły decyzję o II rozbiorze Polski w 1793 r., a dwa lata później Polska zupełnie zniknęła z map świata na długie lata. Rosja zagarnęła 462 km2 terytorium Polski, i 5,5 miliona ludności, Prusacy zagarnęły 141 km2 obszaru polskiego i 2,6 mln ludności, a Austria 130 km2 obszaru i 4,2 mln ludności36.

Warto tu nadmienić, że rozbiory odbyły się przy milczącej zgodzie państw europejskich. Były najsmutniejszym wydarzeniem w Europie po Rewolucji Francuskiej pod koniec XVIII stulecia.

Polacy po rozbiorach

Nowa sytuacja osłabiła wiele znaczących miast i regionów Polski. Nowe granice utrudniały komunikację pomiędzy miastami, a także przecięły znaczące szlaki komunikacyjne. To spowodowało osłabienie gospodarcze na ziemiach polskich. Wiele dotychczasowych ośrodków miejskich straciło swe znaczenie, stając się mało znaczącymi miastami, jak np. Berdyczów. Zaborcy na przyłączonych obszarach wprowadzili nowe podziały administracyjne, na znaczące urzędy wprowadzali swych obywateli, którzy najczęściej nie znali języka polskiego ani zwyczajów panujących w danym regionie. To powodowało wiele konfliktów i trudności w życiu społecznym ludności polskiej. Wielu dotychczasowych działaczy społecznych i politycznych usunęło się w cień, część wyemigrowała, a niewielka grupa Polaków podejmowała próbę ratowania Ojczyzny poprzez działalność polityczną czy kulturalną37.

Zaborcy od pierwszych lat podjęli wobec ludności politykę asymilacji. To sprawiło zahamowanie rozwoju kultury i nauki polskiej. Prusacy na zajętych ziemiach podjęli politykę germanizacji wobec ludności polskiej, sprowadzali kolonizatorów, podobnie w zaborze rosyjskim władze zastosowały politykę rusyfikacyjną wobec ludności, by osłabić żywioł polski. W pierwszych latach po utracie niepodległości wśród Polaków panowało przygnębienie, a uczucie klęski było wszechobecne. Nie wszyscy jednak pogodzili się z taką sytuacją. Warto tu nadmienić, że działaczom polskim na terenie zaboru rosyjskiego groziła zsyłka na Syberię. Mimo to, wielu Polaków podejmowało konspiracyjną działalność niepodległościową. W zaborze austriackim ruch konspiracyjny zrodził się we Lwowie pod przywódctwem Wiktoryna Waleriana hr. Dzieduszyckiego. Powstało Zgromadzenie Centralne powszechnie nazywane Centralizacją Lwowską. Niebawem idee organizacji rozpowszechniły się na ziemie polskie w innych zaborach. Zadaniem organizacji było podejmowanie działań niepodległościowych. W swych szeregach skupiali szlachtę i mieszczaństwo. Nawiązali działalność z emigracją polską. Po aresztowaniach wielu działaczy niepodległościowych w Galicji, działalność organizacji niepodległościowych przeniosła się do Warszawy. Tam w roku 1798 zawiązała się tajna organizacja niepodległościowa pod nazwą Towarzystwo Republikanów Polskich38. Członkowie Towarzystwa współpracowali z działaczami polskimi na emigracji w Paryżu.

Podejmowano także pracę na polu kultury i nauki. W latach 1807-1814 wydano „Słownik języka polskiego”, którego autorem był Samuel Bogumił Linde39. Izabela z Flemingów Czartoryska w swej siedzibie w Puławach gromadziła „narodowe pamiątki”, które świadczyły o wielkości Rzeczypospolitej. Zbiory polskiej sztuki i literatury gromadził też powstały w 1817 r. Zakład Narodowy im. Ossolińskich40. Wielkie zasługi na polu nauki i kultury miało Towarzystwo Warszawskie Przyjaciół Nauk, założone przez Stanisława Sołtyka w 1800 r. w Warszawie. Podejmowano starania o kształcenie młodego pokolenia Polaków. Na tym polu duże zasługi miał przyjaciel młodego cara Aleksandra I, książę Adam Jerzy Czartoryski, który od 1803 r. pełnił funkcję kuratora Wileńskiego Okręgu Naukowego. To on przyczynił się w znacznym stopniu do rozwoju Uniwersytetu Wileńskiego i szkolnictwa średniego. Ważną rolę odegrało Gimnazjum Wołyńskie (późniejsze Liceum Krzemienieckie), w którym starano się zachować wysoki poziom nauczania41.

Sytuacja gospodarcza ludności polskiej w pierwszych latach istnienia, powstałego w 1815 r. na terenie zaboru rosyjskiego, Królestwa Polskiego nie była łatwa. Państwo było zniszczone w wyniku wielu wojen, jakie toczyły się na jego terytorium. Wojska Napoleona dokonały ogromnych zniszczeń i spustoszeń. Do osłabienia gospodarczego przyczyniła się także okupacja rosyjska od 1795 r.42. Po roku 1815 przystąpiono do wielu prac naprawczych gospodarki państwa. Reformę zainicjował minister skarbu w rządzie Królestwa Polskiego książę Ksawery Drucki-Lubecki. Przyczynił się do rozwoju przemysłu włókienniczego i przemysłu wydobywczego w okolicach Kielc i Sandomierza. Zadbał o stabilizację finansów publicznych. Do rozwoju gospodarczego przyczyniła się także Szkoła Górnicza założona w Kielcach w 1816 r. przez Stanisława Staszica43. W roku 1828 założono w Warszawie Bank Polski, dzięki któremu można było prowadzić wiele inwestycji ogólnokrajowych.

Powstanie listopadowe 1830-1831

Królestwo Polskie powstałe w 1815 r. było połączone unią personalną z dynastią Romanowów panujących w Rosji. Car przyjmował koronę równocześnie, przyjmując w Warszawie godność króla polskiego. Konstytucja narzucona przez władze Rosji, oddzielna armia, administracja rządowa i szkolnictwo miały gwarantować autonomię. Jednak z czasem wszystkie prawa nadane przez konstytucję były coraz bardziej naruszane i gwałcone przez Rosjan. W państwie coraz większą rolę odgrywała policja i cenzura. Pośród Polaków wzrastały nastroje niezadowolenia. Coraz dynamiczniej działały organizacje niepodległościowe. Sytuacja międzynarodowa miała ogromny wpływ na nastroje społeczne wśród ludności polskiej, Grecja odzyskała niepodległość w 1829 r., we Francji w maju 1830 r. wybuchła rewolucja, w sierpniu 1830 r. w Belgii wybuchło powstanie niepodległościowe. W atmosferze niezadowolenia i nadchodzących informacji z różnych stron Europy o walkach wyzwoleńczych, w Polsce od 1828 r. działało tajne sprzysiężenie, które założył wśród uczniów podchorąży warszawskiej Szkoły Podchorążych Piechoty, podporucznik Piotr Wysocki44.

W tej sytuacji w nocy z 29 na 30 listopada 1830 r. wybuchło w Warszawie powstanie przeciwko imperium rosyjskiemu. Ludność cywilna zaatakowała Belweder, chcąc pojmać Konstantego, jednak ten w przebraniu za niewiastę uciekł z Warszawy. Sygnałem do walk powstańczych było podpalenie browaru na Solcu. Arystokracja warszawska nie poparła powstańców, natomiast po ich stronie stanął lud Warszawy. Arystokraci podjęli rozmowy z Konstantym, nawołując do spokoju i zaprzestania walk. W odpowiedzi na działania arystokracji warszawskiej powstańcy zawiązali Towarzystwo Patriotyczne, na czele którego stanął Joachim Lelewel. Organizatorzy powstania żądali: zaprzestania rozmów z Rosją i więcej praw w życiu społecznym, pod naciskiem Towarzystwa Patriotycznego Rada Administracyjna utworzyła tymczasowy rząd, na którego czele stanął Adam Jerzy Czartoryski. Na czele grupy, która nie popierała działań powstańców, stanął Józef Chłopicki i ogłosił się dyktatorem45, starał się pertraktować z carem Mikołajem46. Ku niezadowoleniu Chłopickiego sejm 18 grudnia 1830 r. poparł powstańców, zaś 25 stycznia 1831 r. zdetronizowano Mikołaja I. Po tym wydarzeniu nadzieje na ugodę z carem się skończyły. A 20 stycznia 1831 r. sejm odwołał Chłopickiego z wodza naczelnego, mianując na jego miejsce Michała Radziwiłla, osobę o marnych zdolnościach przywódczych47.

Powstanie objęło obszar Królestwa Polskiego, Litwę, Żmudź i Wołyń. W lutym rozpoczęły się walki zbrojne pomiędzy powstańcami a wojskami rosyjskimi. Po stronie rosyjskiej było 130 tys. żołnierzy, zaś po stronie polskiej zaledwie 50 tys. Mimo wielu bitew, kilku zwycięstw, powstańcy ostatecznie ponieśli klęskę. W efekcie 21 października 1831 r. skapitulowała jako ostatnia twierdza Zamość, to wydarzenie uważa się za koniec powstania listopadowego48. Zapewne do upadku powstania przyczynili się wątpiący w zwycięstwo przywódcy polityczni, chcący pertraktacji z carem Mikołajem I i wspierani przez arystokrację. Także znaczna przewaga militarna wojsk rosyjskich nad polskimi przyczyniła się do ich zwycięstwa nad powstańcami, którzy nie otrzymali żadnej pomocy spoza granic. Wielu przywódców państw europejskich napiętnowało powstańców jako tych, którzy wprowadzają zamęt w porządek społeczny i polityczny Europy. Cesarz Mikołaj I po upadku powstania listopadowego oznajmił wobec świata: „(…) nie wiem, czy będzie jeszcze kiedy jaka Polska, ale tego jestem pewien, że nie będzie już Polaków”49. Mimo takich deklaracji i Polska, i Polacy nadal są na mapie Europy. Papież Grzegorz XVI potępił wybuch powstania, wzywając biskupów „do posłannictwa pokoju”50.

Powstanie w swych skutkach było tragiczne dla ludności polskiej. Jesienią 1831 r. Rosjanie powołali Rząd Tymczasowy, którego zadaniem było spacyfikowanie ostatnich ognisk powstańczych w Królestwie, zwiększenie liczebności wojsk rosyjskich, na czele administracji stanęli naczelnicy wojskowi. W 1832 r. ograniczono autonomię w Królestwie Polskim, w miejsce Konstytucji wprowadzono Statut Organiczny, wojsko polskie wcielono do armii rosyjskiej, zlikwidowano polski sejm i samorządy polskie, nastąpiła systematyczna rusyfikacja ludności polskiej w administracji państwowej. W dziedzinie oświaty nastąpiły także istotne zmiany na niekorzyść Polaków. Podjęto likwidację polskiego szkolnictwa wyższego, obniżono poziom nauczania w szkołach średnich, ograniczono, i to znacznie liczbę szkół elementarnych, język rosyjski stał się językiem dodatkowym w szkołach średnich. W wymiarze gospodarczym starano się wprowadzić porządek rosyjski. Podjęto decyzje o nałożeniu wysokich kontrybucji, z podatków Polaków wybudowano w Warszawie Cytadelę51, w której stacjonował oddział rosyjski, na granicy polsko-rosyjskiej wprowadzono barierę celną. A po roku 1840 wprowadzono rosyjski system miar i wag, a także zmieniono walutę, od tej pory obowiązywał rubel rosyjski. W swych skutkach upadek powstania przyczynił się do zapaści demograficznej w Królestwie Polskim, przybywający do Królestwa żołnierze rosyjscy przynieśli ze sobą epidemię cholery, która dziesiątkowała ludność. W wyniku powstania Królestwo Polskie opuściło około 11 tys. Polaków, udając się na emigrację. Do nich należał ks. Adam Jerzy Czartoryski, który skupiał w ramach tzw. Wielkiej Emigracji licznych polskich patriotów we Francji. Wielu Polaków zesłano na Syberię. W kolejnych latach na długi czas do armii rosyjskiej52 wcielono wielu mężczyzn.

W sposób szczególny podjęto walkę z Kościołem rzymskokatolickim, natomiast wzmacniano prawosławie. Odbierano katolikom wiele świątyń, klasztorów, przede wszystkim na Litwie i Ukrainie, zamieniając je na klasztory i cerkwie prawosławne. Rozpoczęto konfiskatę majątku kościelnego. Duchownym zaczęto wypłacać pensje z budżetu państwa. Znacznie mocniej zaczęto ograniczać prawa Kościoła unijnego, około 160 duchownych pozbawiono wolności albo zesłano na Syberię53.

Upadek powstania listopadowego wpłynął także niekorzystnie na sytuację społeczno-polityczną ludności polskiej pod zaborem pruskim. Represjonowani byli powstańcy, około 1600 osób. Konfiskowano majątki ziemskie (około 10% ogólnej powierzchni własności szlacheckiej), szlachta polska utraciła możliwość pełnienia urzędów landratów i wójtów. Od 1832 r. językiem urzędowym był tylko niemiecki. Podjęto akcje wykupu ziemi z rąk polskich, wzmacniano akcje kolonizacji54.

Pod zaborem austriackim sytuacja ludności polskiej niewiele się zmieniła. Jednak ponieważ Austria z Rosją utrzymywała pozytywne kontakty gospodarcze, więc wielu uciekinierów z Królestwa usunięto z Galicji.

Powstanie krakowskie i rabacja w Galicji w 1846 r. nie przyniosły ludności polskiej wolności, choć ukonstytuowany Rząd Narodowy z Janem Tyssowskim, który ogłosił 22 lutego manifest do narodu polskiego. Zwrócono uwagę w nim na podział kraju przez zaborców, represje i pozbawianie ludności polskiej własnej historii i języka. Austriacy spacyfikowali powstanie. Wydarzenia w Galicji przeszły do historii jako rabacja chłopska. Nieudane powstanie w 1846 r. w Galicji i seria represji policyjnych na obszarach zaborczych, spowodowało, że społeczeństwo polskie bardzo słabo zareagowało na wybuch rewolucji Wiosny Ludów w Europie w 1848 r.55.

Powstanie styczniowe 1863-1864

W początkach lat sześćdziesiątych XIX stulecia w zaborze rosyjskim tworzyły się organizacje niepodległościowe. Ludność polska w Królestwie Polskim swe sympatie dzieliła na trzy nurty. Arystokracja i bogatsza część społeczeństwa nawoływała do przeprowadzenia reform i do powrotu praw sprzed 1830 r. Na czele tego obozu stał margrabia Aleksander Wielopolski, który był zwolennikiem współpracy z Rosją, chcąc pozyskać autonomię w granicach imperium rosyjskiego. Szlachta i mieszczanie w swym programie nawoływali do reform w nawiązaniu do pracy u podstaw. Byli za odbudową niepodległościowego państwa polskiego, ale poprzez dialog z klasą panującą w Rosji. Zaś Stronnictwo Czerwonych, które dopiero kształtowało zręby swego istnienia, głosiło dążenie do niepodległego państwa polskiego w granicach przedrozbiorowych poprzez walkę zbrojną. Organizacja utworzyła Komitet Centralny Narodowy, który stał na czele przygotowań do powstania56

Po przegranej przez Rosję w 1856 roku wojnie krymskiej odsłoniła się słabość wewnętrzna imperium rosyjskiego57. Car Aleksander II mianował w maju 1862 r. namiestnikiem Królestwa swego młodszego brata wielkiego księcia Konstantego Mikołajewicza (1827-1892). W tym czasie dokonano rozdziału administracji cywilnej od wojskowej. Rządy przekazano w ręce polskie. Utworzono Rząd Cywilny, na czele którego stali Wielkopolanie. Przeprowadzono szereg reform, m.in. reformę oświaty, opodatkowano chłopów, ale nie wprowadzono jeszcze ich uwłaszczenia. Część społeczeństwa, przede wszystkim zamożniejsza, z uznaniem przyjęła reformy, zaś Stronnictwo Czerwonych odrzuciło ugodę z carem. By nie dopuścić do porozumienia pomiędzy arystokracją a carem, czerwoni dokonali kilku zamachów na wlk. ks. Konstantego, A. Wielopolskiego i wielu innych wpływowych osobistości. Przygotowania do powstania cały czas trwały. Tymczasem Wielopolski zarządził przeprowadzenie „branki”, czyli przymusowy pobór do wojska58. W tej bardzo trudnej sytuacji podjęto decyzję o ogłoszeniu rozpoczęcia powstania na dzień 22 stycznia 1863 r. Komitet Centralny Narodowy przekształcono w Tymczasowy Rząd Narodowy, który proklamował manifest59. Wzywano całą ludność polską do walki zbrojnej, obiecując równość wszystkich stanów po zwycięstwie. By pozyskać włościan, wydano dwa dekrety uwłaszczeniowe, w których obiecywano: uwłaszczenie chłopów na uprawianych przez nich gruntach, trzy morgi ziemi dla chłopów bezrolnych i odszkodowania dla ziemian60.

Działania zbrojne powstańców miały nierówny charakter. Polacy nie mieli regularnej armii, nie było doświadczonej kadry wojskowej, brak było broni, amunicji i wielu innych jakże ważnych elementów, które ją tworzyły. Powstańcy liczyli około 20 tys., zaś armia rosyjska 100 tys. żołnierzy. Walka od samego początku była nierówna. Z chwilą rozpoczęcia powstania przyłączyli się do niej Biali, czyli liberalna szlachta i mieszczaństwo, którzy przez cały czas liczyli na pertraktacje z carem. Nie byli zainteresowani walką zbrojną61. Papież Pius IX wielokrotnie wspierał ludność polską. Bp Józef Sebastian Pelczar, opisując reakcje rządów europejskich wobec Polaków, którzy wzniecili powstanie narodowowyzwoleńcze, tak posumował elity: „(…) jeden tylko Pius IX był szczerym przyjacielem Polski”62.

Powstanie objęło swym zasięgiem całe Królestwo Polskie i część ziem zabranych. Mimo słabości militarnej, wiele oddziałów partyzanckich przeprowadziło szereg bitew, w których pokonały wojska rosyjskie. Rosjanie wobec powstańców byli bezwzględni, pojmanych powstańców zabijali, rannych dobijali, a lekarzy pomagających powstańcom mordowali, zaś z zabitych zdejmowali odzienie, pozostawiając ich na pastwę losu. Wobec ludności cywilnej Rosjanie byli bezwzględni, po bitwach palili całe wioski, niszcząc całe mienie, przede wszystkim tam, gdzie ludność wspierała powstańców. Niszczono materialne dziedzictwo narodu polskiego, m.in. spalono Archiwum Ordynacji Zamojskiej w Zwierzyńcu63.

Powstańcy walczyli do wiosny 1864 r. Słabą stroną powstania był nikły udział ludności chłopskiej. Do oddziałów powstańczych rekrutowała się przede wszystkim młodzież, drobna szlachta i robotnicy. Rząd carski 2 marca 1864 r. ogłosił 4 ukazy w prawie chłopów. Włościanie w Królestwie otrzymali na własność całą ziemię, którą posiadali w swym użytkowaniu. Równocześnie byli zobowiązani do płacenia podatku za otrzymany grunt. W ten sposób, nie kto inny, ale car zrealizował reformę zapowiadaną przez Rząd Narodowy w 1863 r. Ostatecznie chłopi stanęli po stronie cara, a przeciwko powstańcom. W ten sposób powstanie dobiegało końca. Jego dyktator, Romuald Traugutt, wraz ze swymi współpracownikami został aresztowany 11 kwietnia 1864 r. Zaś 5 sierpnia wszystkich stracono na stokach warszawskiej Cytadeli64.

Ludność polska po powstaniu

Skutki powstania były bardzo bolesne dla ludności polskiej. Zniesiono ostateczne resztki autonomii Królestwa Polskiego. Rozpoczęły się represje ludności polskiej. Tysiące ludzi stracono, kilka tysięcy osób wcielono do karnej armii carskiej, około 38 tys. wysłano na katorgę lub na Sybir65, dziesiątki tysięcy wysiedlono z pogranicza polsko-ukraińskiego. Wielu, chcąc tego uniknąć, udało się na emigrację polityczną do Francji, Anglii, Włoch czy Ameryki. Łącznie z Polski wyemigrowało około 10 tys. osób66. Ponadto skonfiskowano majątki powstańców. W roku 1865 do szkół i administracji wprowadzono język rosyjski, rozpoczęła się masowa rusyfikacja ludności polskiej. Zlikwidowano w Warszawie Szkołę Główną, a utworzono uniwersytet rosyjski. Obszar Królestwa podzielono na 10 guberni, wprowadzając nowy podział administracyjny. W roku 1867 zniesiono resztki autonomii w Królestwie Polskim, od tego czasu obszar ten nazywano także Krajem Nadwiślańskim67.

Ostre represje dotknęły Kościół katolicki i grekokatolicki. Oto 8 listopada 1864 r. wszedł w życie ukaz likwidujący męskie i żeńskie klasztory liczące mniej niż ośmiu członków, a także te, które wspierały powstańców. Skonfiskowano wszelkie dobra zakonne na rzecz skarbu państwa. Skonfiskowane dobra parafialne, duchownym wyznaczono marne pensje. Ograniczono także władzę biskupów, pozbawiając wielu swych stolic, wypędzając z diecezji. Z początkiem 1866 r. zakazano katolikom zgromadzeń poza obrębem kościelnym, duchowni nie mogli nieść pomocy duszpasterskiej w sąsiednich parafiach. A 17 lipca 1867 r. rozwiązano akademie duchowną w Warszawie, gdzie alumni przygotowywali się do kapłaństwa. Wielu z nich wyjechało za granicę, by kontynuować studia. Rządzący starali się podporządkować swym decyzjom biskupów, ale wielu z nich odpowiedziało non possumus. Tak uczynił m.in. bp płocki Teofil Popiel. Odpowiadając pisał: „(…) w sprawach Kościoła nigdy. Jako biskup katolicki jednej tylko Głowie winienem posłuszeństwo, a tą jest Jego Świątobliwość Papież rzymski. Jakąż odpowiedź dałbyś, mości Jenerale, temu, ktoby cię chciał odwieść od posłuszeństwa dla J. C. Mości? Rzekłbyś: Nigdy! Oto moja odpowiedź; zresztą róbcie ze mną co chcecie”. Został aresztowany i wywieziony na Sybir68. W kościołach nakazano używanie tylko języka rosyjskiego, w tym nauczanie katechizmu także tylko po rosyjsku69. Rozpoczęto politykę rusyfikacji przede wszystkim przeciwko unitom. Biskupstwo w Chełmnie zlikwidowano w 1875 r., a grekokatolików włączono w struktury Kościoła prawosławnego. Tę decyzję Synodu Prawosławnego zatwierdził car Aleksander II w maju 1875 r. Wierni Kościoła greckokatolickiego świadomie omijali nowe cerkwie carskiej religii. Nie identyfikowali się z prawosławiem70

Na dawnych ziemiach polskich, nie tylko w zaborze rosyjskim, zapanował bardzo trudny czas zmagania się o zachowanie tożsamości narodowej. W zaborze pruskim przeprowadzono wiele represji, choć może na znacznie mniejszą skalę. Kanclerz Otto von Bismarck rozpoczął politykę zjednoczenia Niemiec. Na przeszkodzie stały mu m.in. odrębności narodowe, na obszarze przyłączonym do Prus w wyniku zaborów ziem polskich. Rozpoczął się czas walki z kulturą – zwany Kulturkampfem. Ograniczono działalność Kościoła katolickiego, rozpoczęły się represje wobec duchowieństwa i działaczy polskich. Zakazy objęły m.in. działalność propolską nauczycieli, a młodzieży polskiej zakazano tworzenia organizacji polskich. Rugowano język polski ze szkół, urzędów czy kościołów. Prowadzono kolonizację dawnych ziem polskich, wykupując i prowadząc osadnictwo rodzin niemieckich, były to tzw. rugi pruskie71.

Największą autonomią Polacy cieszyli się w zaborze austriackim. To pozwoliło na rozwój kultury, oświaty i działalność społeczną i polityczną72.

***

Utrata niepodległości przez Polaków w wyniku trzech rozbiorów spowodowała zaprzestanie działalności wielu organizacji społecznych i politycznych. Choć bezpośrednio przed rozbiorami podejmowano próby ratowania Ojczyzny, mimo wielu wysiłków, nie udało się zachować wolnej Ojczyzny. W kolejnych latach, po utracie niepodległości podejmowano różnego rodzaju działania, mające na celu budzenie świadomości narodowej Polaków. Działania te miały zazwyczaj pewien wpływ na elity, jednak nie miały wpływu na ogół społeczeństwa. Powstania zbrojne, listopadowe i styczniowe, nie przyniosły oczekiwanego rezultatu. Każde z nich kończyło się klęską i ogromnymi stratami. W działania niepodległościowe bardzo słabo angażowali się chłopi. Powstańcy stanowili nikły procent z ogółu włościaństwa. Ruszyła wywózka wielu działaczy politycznych, społecznych i duchownych na Sybir, konfiskata mienia, emigracja do krajów Europy Zachodniej. Po powstaniu styczniowym rozpoczęła się nasilona germanizacja i rusyfikacja ludności polskiej. Podjęto próbę pozbawienia Polaków tożsamości narodowej. Kard. Mieczysław Ledóchowski, od 1866 roku Prymas Polski, w 1874 roku został uwięziony, a od 1876 roku był na wygnaniu w Watykanie; wielu biskupów było pozbawionych swych diecezji. Represje wobec Kościoła i Polaków nasilały się z każdym dniem i miesiącem. Przyszłość ludności polskiej rysowała się raczej pesymistycznie.

Rozdział II

Złoty jubileusz biskupstwa Piusa IX w 1877 r.

W roku 1877 papież Pius IX obchodził 50-lecie sakry biskupiej. Główne uroczystości odbyły się w Rzymie 3 czerwca Do Rzymu pielgrzymowali katolicy ze wszystkich stron. Pośród wielu pątników był także rządca diecezji warmińskiej ks. bp Filip Krementz z pielgrzymką niemiecką. Swą pielgrzymkę do Rzymu, do Piusa IX, zorganizowali także Polacy. Najliczniejsze grupy wyjechały z zaboru pruskiego i austriackiego. Natomiast najmniejsza liczba pielgrzymów z zaboru rosyjskiego dołączyła do pielgrzymki austro-węgierskiej. Pielgrzymów polskich na audiencji u Piusa IX przyjęto 6 czerwca 1877 r. Pośród wielu gości był obecny także ks. kard. M. Ledóchowski, wygnaniec z diecezji gnieźnieńskiej.

Papież Pius IX w czasie spotkania z Polakami wygłosił krótkie przemówienie, w którym zawarł propozycję programu narodu polskiego w dążeniu do niepodległości. Ojciec Święty prosił, by Polacy dążyli do odzyskania wolności w sposób pokojowy, by droga była uścielona modlitwą, największym bowiem wrogiem jest grzech. Słowa te stały się programem ideowym Polaków w drodze do niepodległości. Nie musieli długo czekać na dokładne wskazówki, otrzymali je w Gietrzwałdzie w czasie objawień Matki Bożej.

Pielgrzymka Niemców do Rzymu

W ostatnią niedzielę kwietnia 1877 r. we wszystkich kościołach diecezji warmińskiej po kazaniach odmawiano modlitwę za papieża Piusa IX, a po południu przez trzy godziny był wystawiony Najświętszy Sakrament, na zakończenie adoracji odmawiano litanię o Najświętszym Sakramencie albo do Imienia Jezus. Adorację kończono śpiewem Te Deum i błogosławieństwem73.

Z okazji złotego jubileuszu biskupstwa Piusa IX do Rzymu odbył pielgrzymkę ks. bp Filip Krementz, biskup warmiński. Uczestniczył w gronie kilku kapłanów warmińskich w ogólnonarodowej pielgrzymce niemieckiej do Rzymu. Uczestnicy pielgrzymki wspólnie wyruszyli 3 maja 1877 r. z Monachium do Rzymu74. Diecezję warmińską bp F. Krementz opuścił w pierwszych dniach maja 1877 r.75. Do Rzymu przybył 8 maja tegoż roku. W pielgrzymce uczestniczył także kapelan ks. Edward Löffter, dziekan malborski Jan Wien, ks. Edward Hermann z Biskupca, proboszcz August Schwark, kapelan Robfleisch z Elbląga, kapelan Walenty Grunenberg z Pieniężna, kapelan August Wessler z parafii Lichnowy, ks. August Stadge, a także kilka osób świeckich z diecezji warmińskiej. Ojciec Święty Pius IX delegację warmińską przyjął na audiencji prywatnej 11 maja76. Korespondenci „Pielgrzyma” pelplińskiego informowali: „Wrażenie, (…) jakie Ojciec św. zrobił na wchodzących, nie jest do opisania, cichy pokój, niewypowiedziana słodycz spoczywała na Jego miłem obliczu. Każdy ukląkł przed nim, całował z najgłębszem wzruszeniem ojcowską rękę i odbierał błogosławieństwo papieskie. Ojciec św. policzył nas dokładnie, podziwiał jędrne postacie i rzekł wtedy w bolesnym tonie po łacinie: Propter dolores in membris omnibus surgere non possum (dla boleści we wszystkich kościach nie mogę wstać). Pobłogosławił nas jeszcze raz wspólnie i rozstaliśmy się z Ojcem chrześcijaństwa. O Piusie, kto Ciebie widzi, kto Ciebie słyszy, tego serce sobie zjednałeś, ten mocno stoi przy Tobie i przy sprawie, którą zastępujesz!”. Kończono korespondencję pochwałą ks. bpa F. Krementza za wielką elokwencję i łatwość wypowiedzi po łacinie77.

W przededniu audiencji, wieczorem 16 maja 1877 r., pielgrzymi niemieccy spotkali się w Rzymie w jednej z wynajętych dużych sal. Na spotkaniu obecnych było siedmiu biskupów, spośród których trzech nie rezydowało w swych diecezjach, zostali bowiem usunięci administracyjnie przez władze państwowe. Każdy z nich witany był owacyjnie. Na zakończenie spotkania głos zabrał biskup moguncki, abp Wilhelm Emmanuel Ketteler. Mówił do zebranych: „(…) jeden z najgłębszych myślicieli naszego wieku, X Kardynał Wiseman, wyraził się przy pewnej okazyi, że owe wielkie kwestye, które niepokoją umysły naszego wieku, ostatecznie zostaną rozstrzygnięte na piaszczystych równinach Marchii (gdzie leży Berlin, stolica teraźniejsza Niemiec). Zdaje się, że te słowa wielkiego męża zaczynają się spełniać przed oczyma naszemi. – Jakkolwiek z rozdartem boleścią sercem i ze łzami w oczach patrzymy na ruiny i spustoszenia, które w naszej ojczyźnie sprowadziła walka o odwieczne i najświętsze zasady wiary i Kościoła, to jednakowoż jedna myśl w tej ciężkiej klęsce powinna nas pocieszać, dla mnie przynajmniej jest ta uwaga otuchą i pokrzepieniem w tych nader smutnych czasach: Nasz naród, panowie, wobec Boga i wobec świata ciężką na siebie zaciągnął winę; w jego łonie poczęło się, w jego łonie dojrzało owo nieszczęsne rozdwojenie religijne, które przez trzy wieki z górą rozdziera nasz Kościół święty. I otóż, jaką ze względu na tę dla nas tak smutną i tak upokarzającą prawdę, z teraźniejszych klęsk naszych wynoszę dla siebie pociechę: że Bóg nasz naród, który tyle zawinił, postawił obecnie w pierwszych szeregach swoich wojowników, że domaga się po nas, abyśmy łzami, a może i krwią naszą zmyli owę winę naszego narodu. To jest owa myśl, która mnie pociesza i zarazem dodaje odwagi i zachęty do wytrwania w tej ciężkiej próbie – w tem przekonaniu składam przed Bogiem w pokorze serca wszystkie teraźniejsze nasze cierpienia na zadosyćuczynienie za winy ojców naszych”78. Warto tu nadmienić, że pielgrzymi niemieccy wzorowo byli zorganizowani. Zwiedzali Wieczne Miasto pod przewodnictwem doskonałego znawcy katakumb ks. de Waala i innych księży niemieckich mieszkających w Rzymie79.

Narodowa pielgrzymka Niemców miała spotkanie z papieżem Piusem IX w dniu 17 maja 1877 r. W imieniu Episkopatu Niemieckiego życzenia składał Ojcu św. arcybiskup Paulus Melchers z Kolonii, zaś w imieniu katolików świeckich baron Löe. W mowie skierowanej do pielgrzymów z Niemiec Pius IX mówił: „(…) tak poszczególnych ludzi, jak i całe narody nawiedzają choroby – na które potrzeba środków raz łagodnych, drugi raz ostrych. I naród niemiecki był bardzo chory i spał. Bóg go zbudził. Powstał nowy A(ntychryst – przyp. aut.) ale biskupi czuwali. Karano i wypędzano ich pospołu ze świeckimi. Przez takie cierpienia Kościół się oczyścił – a Niemcy stali się pociechą dla całego świata. Daj Boże, abyście wytrwali – a Bóg daje tę łaskę tym, którzy go o nią proszą. Niechaj błogosławi Bóg we wierze i miłości was, wasze rodziny i waszych krewnych”80. Kończąc przemówienie Ojciec św. prosił pielgrzymów z Niemiec o modlitwę w swojej intencji81. Korespondent z Rzymu informował czytelników, że pośród pielgrzymów niemieckich było także wielu Polaków82.

W diecezji warmińskiej z okazji złotego jubileuszu biskupstwa Ojca św. Piusa IX wydano małą książeczkę zatytułowaną Series Episcoporum Warmiensium (Szereg Biskupów warmińskich). Pierwsze wydanie tejże publikacji ukazało się drukiem w 1680 r., w drukarni ojców cystersów w Oliwie. Publikacja zawiera wiersze w języku łacińskim ułożone przez bpa warmińskiego Jana Stefana Wydżgę w 1677 r. Wiersze zawierają najciekawsze wątki z rządów poszczególnych biskupów warmińskich83. Drugie wydanie ukazało się prawie po dwustu latach, w 1877 r.

Parafia Blanki, w dekanacie lidzbarskim, po zakończeniu złotego jubileuszu Piusa IX otrzymała w podarunku od Ojca św. kielich i patenę84. Kielich wykonany w stylu romańskim, przez Baumersa w Düsseldorfie. Zaś parafia misyjna w Pasymiu od Ojca św. Piusa IX otrzymała w darze po złotym jubileuszu obrus na ołtarz i stułę z napisem „Przywróć mi Panie, stułę nieśmiertelności, abym zasłużył, Panie, wesele wieczne”85. Kolejna parafia misyjna w diecezji warmińskiej, Prabuty, otrzymała w darze biały ornat, wykonany przez angielskie sercanki86.

Pielgrzymka Polaków do Rzymu w 1877 r.

Po wielu zrywach wyzwoleńczych Polacy, po raz pierwszy z trzech dzielnic Polski, spotkali się w Rzymie z okazji złotego jubileuszu biskupiego Piusa IX w czerwcu 1877 r. Inicjatywa zorganizowania pielgrzymki powstała we Lwowie pod koniec lutego 1877 r.87. Na czele komitetu organizacyjnego stanął Maurycy hrabia Dzieduszycki, kierujący przez kilkanaście lat Zakładem Narodowym im. Ossolińskich. Jednak niedługo przewodził komitetowi organizacyjnemu, zmarł 22 kwietnia 1877 r. Kolejny komitet organizacyjny powstał w Krakowie, a na jego czele stanęli Piotr Moszyński i Paweł Popiel88.

Równocześnie w Wielkopolsce zaczęto organizować wyjazd do Rzymu. Pierwsze spotkanie dotyczące organizacji pielgrzymki odbyło się 1 marca 1877 r. w Poznaniu w sali bazarowej89. Wybrano komitet organizacyjny, na którego czele stanął książę Roman Czartoryski. Do komitetu organizacyjnego książę Czartoryski wybrał hrabiego Adolfa Bnińskiego, Maksymiliana Jackowskiego, pana syndyka Wyczyńskiego i gospodarza Piotrowskiego z Niepartu90. W czasie spotkania wygłoszono kilka mów, wszystkie one dotyczyły przywiązania Polaków do Kościoła rzymskokatolickiego i Ojca Św. Piusa IX. Autor korespondencji informował czytelników pelplińskiego „Pielgrzyma”: „(…) broniąc wiary naszej, bronimy części naszego istnienia narodowego. (…) Mówcy wysławiali dalej władzę papieską, jej znaczenie w Kościele katolickim, zasługi Piusa IX około obrony Kościoła, jego zasługi około narodu polskiego, bo on jedyny z monarchów ujmował się publicznie za prześladowaną Polską, gdy inni ją męczyli a drudzy milczeli”. W czasie tego spotkania zapadła decyzja, by: „(…) za przykładem Galicyi i innych krajów katolickich urządzić z W. Księstwa Poznańskiego pielgrzymkę do miasta wiecznego”91. Przed zakończeniem spotkania wybrano grupę kilkunastu osób, która odpowiadała za zorganizowanie pielgrzymki do Rzymu. Tworzyli ją przede wszystkim księża i kilka osób świeckich92. Spotkanie zakończył książę Czartoryski wzniesieniem okrzyku na cześć Piusa IX93. W spotkaniu uczestniczyli delegaci z różnych miast Wielkiego Księstwa Poznańskiego94.

W kilku diecezjach wierni podpisywali się pod listem, który pielgrzymi planowali wręczyć Ojcu Świętemu w czasie audiencji wraz z darami95. W archidiecezji poznańskiej pod listem podpisało się 254 tys. osób, zaś w gnieźnieńskiej 115 tys., łącznie w dwóch archidiecezjach swój podpis pod listem do Ojca Świętego złożyło 369 tys. wiernych. Korespondent „Pielgrzyma” pelplińskiego informował, że: „(…) tylko dorośli katolicy adres podpisywali, natenczas śmiało rzec można, iż bardzo mała jest liczba tych, którzy nazwiska swego pod adresem nie położyli”96. Z początkiem maja 1877 r. zakończono zbieranie podpisów97.

Z archidiecezji gnieźnieńskiej i poznańskiej w darach planowano ofiarować ozdobny relikwiarz spoczywającego w Gnieźnie św. Wojciecha, a także relikwie bł. Jolanty98. Relikwiarz planowano zakupić z ofiar zbieranych we wszystkich dzielnicach podzielonej Polski99. W połowie maja 1877 r. relikwiarz był już gotowy. Cały ze srebra, pozłacany, ozdobiony szlachetnymi kamieniami, w stylu gotyckim. Wysokości około 70 cm. Wykonał go złotnik z Paryża, Placide Poussielgue-Rusand. Postument po bokach ozdobiony był figurkami polskich świętych: św. Stanisława wskrzeszającego Piotrowina, św. Jana Kantego i św. Kazimierza królewicza. W wieżyczce umieszczono relikwie świętych, zaś po bokach trzy posążki: św. Wojciecha, bł. Jolanty i św. Jozafata Kuncewicza. Na szczycie relikwiarza umieszczono statuetkę Matki Bożej. Napis umieszczony w środku wieżyczki głosił: Summo Pontifici. Pio IX. Quinquagesima Anniversaria Die Episcopatus Christifidelis Archidioecesium Gnesnensis et Poznaniensis d.d.d. MDCCCLXXVII. Księgę jubileuszową z podpisami oprawiono w pracowni Teodora Szulca100.

Pielgrzymi z diecezji chełmińskiej jako dar przygotowali kapliczkę hebanową z krzyżem bursztynowym101.

Na kilka miesięcy przed pielgrzymką na łamach prasy polskojęzycznej apelowano do czytelników o zapisywanie się na wyjazd. Informowano także o kosztach, które kalkulowano na 100 talarów. Warunkiem udziału w pielgrzymce była opinia od swego proboszcza, że się jest dobrym i szlachetnym człowiekiem. „Ci z włościan, którzy by sami się zgłaszali, trzeba żeby dołączyli od swego proboszcza, albo od innej poważnej osoby słówko polecenia i poświadczenia, że są ludźmi porządnymi i moralnymi”. Zaznaczono także, że nieznani i o złej opinii nie mogą uczestniczyć w pielgrzymce. Podano także, że w pielgrzymce będą uczestniczyć sami mężczyźni. Program podany będzie później102.

Przygotowania do pielgrzymki trwały przez kilka miesięcy. Wielu było chętnych, ale nie wszystkich było stać na taki wydatek. Jeden z chętnych, nie mogąc sprostać wymogom finansowym, pisał z żalem do komitetu organizacyjnego: „(…) Więc widzę, żeby mi było ciężko jechać do Rzymu, bo są ciężkie czasy, a mam dużą familią, to też w gospodarstwie dużo rozchodu. Proszę przeto o przebaczenie, że już jechać nie mogę, jest mi bardzo ciężko na sercu, że z takiej sposobności nie mogę korzystać, ale darmo, bo bez pieniędzy nie można nic rozpocząć. Upraszam Wielebnego Ojca, niech też nie zapomni prosić o błogosławieństwo dla tych, którzy mają chęć do pielgrzymki – a nie mogą z niej korzystać”. Dalej informował organizatorów, że będzie łączył się duchowo z nimi, będzie myślami i w Krakowie, i w Rzymie103.

Uroczystości jubileuszowe w parafiach

Na łamach „Gazety Toruńskiej” w przededniu uroczystości jubileuszowych podano, że w ostatnich latach trzeci to wielki jubileusz Piusa IX. W roku 1869, 10 kwietnia, Ojciec Św. obchodził sekundycje kapłańskie104, dwa lata później, dwudziestopięcioletni jubileusz papieski 16 czerwca 1871, a 3 czerwca br. złoty jubileusz biskupstwa. Do tej informacji dodano także, że: „(…) nie było przecież dotąd papieża, który by tak długie lata siedział na Stolicy Piotrowej i na niej trzy takie jubileusze obchodził”105. Kończono informację, że Ojciec Św. zawsze wspierał Polaków i był im życzliwy w trudnym położeniu społeczno-politycznym106.

Na kilka tygodni przed uroczystościami jubileuszowymi Ojca Świętego Piusa IX biskupi w swych diecezjach wystosowali na tę okoliczność listy pasterskie. Biskup chełmiński Jan Nepomucen Marwitz, 28 kwietnia 1877 r. w liście pasterskim do swych diecezjan pisał: „(…) Ojciec Św. na ten dzień (3 czerwca – przyp. aut.), w którym pięćdziesięcioletni Jubileusz Biskupstwa Swego za łaską Bożą obchodzić będzie, w Brewe z dnia 27 lutego r. b. na prośbę stowarzyszenia młodzieży włoskiej, tudzież w zamiarze, aby uroczystość ta wszystkim wiernym duchową korzyść przyniosła, udzielił wszystkim, którzy we wspomnianym dniu w jakimkolwiek bądź kościele lub kaplicy Mszy św. wysłuchają, sakramenta Pokuty i Komunii godnie przyjmą, o odpuszczenie grzechów, rozkrzewianie wiary katolickiej i o pokój i tryumf Kościoła rzymsko-katolickiego się pomodlą, odpustu zupełnego, który też za dusze, co w miłości z Bogiem połączone z tego świata zeszły, ofiarowany być może”107. Rządca diecezji chełmińskiej zarządził, by w przeddzień uroczystości dzwony oznajmiły to święto wiernym. W dniu święta o godz. 6.00 rano wszystkie dzwony miały ponownie przypomnieć o święcie. We wszystkich kościołach parafialnych odprawiane miały być uroczyste sumy z kazaniem. Po sumie należało odśpiewać Te Deum108. Po uroczystościach jubileuszowych w parafiach czytelnicy nadsyłali listy, w których dość dokładnie opisywali przebieg modlitw i festynów parafialnych z tej okazji109.

Na łamach gazet polskojęzycznych pojawiło się sporo relacji z uroczystości parafialnych, opisujących nabożeństwa w intencji Ojca Św. „Pielgrzym” pelpliński zamieszczał listy osób, które opisywały ten szczególny dzień. W liście z Piaseczna czytamy: „(…) najbardziej do godnego obchodu jubileuszu Ojca Św. przyczynili się u nas nasi panowie kościelni”. Kościół oświetlono świecami, w każdym oknie stały 24 świece, kościół wypełniony był wiernymi po brzegi. Po nabożeństwie grano na trąbkach aż do późnych godzin nocnych. Na zakończenie uroczystości jubileuszowych puszczono sztuczne ognie. Kolejne relacje pojawiają się z parafii w Subkowach k. Tczewa. Z tym, że w Tczewie w tym dniu nawiedził parafię ks. biskup Jerzy Jeschke udzielając sakramentu bierzmowania, do którego przystąpiło 2650 osób110. Z Chełma donoszono o przepięknej iluminacji świątyni i śpiewach na cześć Ojca Św., trwających do późnych godzin nocnych111. W Nowym Mieście Lubawskim na kilka dni przed uroczystościami jubileuszowymi, wierni jednali się z Panem Bogiem w sakramencie pokuty. Na łamach „Pielgrzyma” czytamy: „(…) już w sobotę po południu zaczęli się schodzić pobożni ludzie z okolicznych wiosek tak licznie, że na nieszporach już kościół był dość napełniony, a konfesjonały zupełnie oblężone, boć każdy chciał korzystać z łask jubileuszowych, garnąc się do spowiedników, którzy nie mało potu wylali, słuchając nawet z nadwerężeniem zdrowia aż do późnej nocy”. Dalej relacjonowano o wspaniałej iluminacji w kościele parafialnym i wielu domach112 Dość obszerna relacja pojawiła się z parafii śliwickiej. Korespondent zaskoczony zaangażowaniem wiernych w przystrojenie swoich domostw na tę uroczystość donosił: „(…) wszystkie domy katolickie były umajone, prawie z każdej chaty powiewały chorągwie papieskie albo też białe z napisem: Pius IX”. Uroczystości trwały do późnych godzin wieczornych, zakończyły się wspólnym śpiewem w świątyni113. Kolejne listy opisujące uroczystości jubileuszowe nadesłano m.in. z Lubawy, z parafii prątnickiej i z Torunia114.

Uroczystość jubileuszową Ojca Św. obchodzono także w Berlinie, zorganizowało ją Towarzystwo polskie115.

Uroczystości jubileuszowe obchodzono prawie we wszystkich parafiach diecezji chełmińskiej. W kolejnych numerach „Pielgrzyma” pelplińskiego w rubryce, listy od przyjaciół „Pielgrzyma” informowano czytelników o uroczystościach jubileuszowych w parafiach, m.in.: w Brzeszczu, Chełmnie, Wielkich Konarzynach czy Kurzętniku. O uroczystościach w Kurzętniku czytamy: „(…) bardzo świetnie obchodziliśmy Jubileusz papieski. Bez niczyjej zachęty lud sam wiele robił na godny obchód. Na wieży kościelnej chorągwie były wywieszone. Przed nieszporami odmówiono w kościele różaniec za Ojca św. przed przystrojonym ołtarzem Matki Boskiej. Na wieczór była powszechna iluminacya”. Dodano do informacji, że nawet żydzi i luteranie oświetlali swe domostwa. Kościół wypełniony był wiernymi przez wszystkie nabożeństwa116. W kolejnym numerze „Pielgrzyma” dość obszerna relacja z uroczystości jubileuszowych pojawiła się ze Świecia117.

W kościołach lwowskich 3 czerwca 1877 r. odbywały się uroczyste nabożeństwa w intencji Ojca św. Piusa IX. W katedrze lwowskiej, w południe, głównemu nabożeństwu przewodniczył ks. abp Franciszek Ksawery Wierzchlejski, metropolita lwowski. Nabożeństwo kończono procesją. Po południu o godz. 16.00 odprawiono w katedrze nieszpory118. Wieczorem w wielu domach odbyła się iluminacja na cześć Ojca Św.119. Na łamach „Gazety Lwowskiej”, w 50. rocznicę sakry biskupiej Piusa IX, informowano czytelników o tym ważnym pontyfikacie dla Kościoła powszechnego120. Po uroczystościach jubileuszowych na łamach „Czasu” krakowskiego pojawiła się informacja, że we Lwowie „(…) iluminacja ku uczczeniu jubileuszu 50-letniego biskupstwa Ojca Św. wypadła bardzo okazale”. Znaczna część budynków starówki była oświetlona. Najpiękniej oświetlono pałac arcybiskupi św. Jura, plac kapitulny, plac Bernardyński, hotel Langa, budynek redakcji „Gazety Narodowej”, pałace Gołuchowskich, Siemieńskich, Mirów, kasyno obywatelskie, zakład Ossolińskich, Wydział krajowy, dom sióstr zakonnych Serca Jezusowego, ochronkę Felicjanek i kilka znaczniejszych budynków121.

Na łamach „Czasu” pojawiła się informacja, że w Poznaniu i w całej prowincji uroczyście obchodzono złoty jubileusz Ojca św. „(…) Nie było zakątka wiejskiego, nie było chaty włościańskiej, gdzieby nie zapalono świeczki, a kupcy nie mogli nastarczyć światła i transparentów Ojca Św., lamp i ogni bengalskich. Tak powszechnego udziału w żadnej uroczystości nie widzieliśmy”. Ponadto informowano, że czytelnicy spragnieni są wszelkich szczegółów z pielgrzymki Polaków do Rzymu122.

Na łamach licznych czasopism w przededniu uroczystości jubileuszowych opisywano trudne położenie Ojca Św. Jednak zaznaczano, że mimo wielu przeciwności, jakie napotyka Kościół ze strony rewolucjonistów, masonerii i liberałów, autorytet papiestwa wzrasta. „(…) Wśród tryumfów Kościoła, jakie ten w dziejach odnosił nad mnogiemi nieprzyjaciółmi, tryumf to jeden z najświetniejszych. Nieraz mocarze, co zapowiadali zniszczenie Kościoła, lub niewolą zagrażali Papieżom, korzyli się przed potęgą Stolicy Apostolskiej. Lecz zwycięstwo większe odnosi dziś Pius IX, niż ongi Grzegorz VII w Canossie, bo u jego stóp nie imperator w pokutniczej korzy się szacie, ale ludy i narody”. Daremnie próbowano od Kościoła oderwać narody poprzez reformacje czy rewolucje francuską. Informowano czytelników, że oto najliczniejsze pielgrzymki do Rzymu przybyły z protestanckiej Anglii, rewolucyjnej Francji. Z Polski, mimo podziału na trzy dzielnice, stanęli obok siebie przed tronem Ojca Św. włościanie, duchowni i szlachta. Bo: „(…) na znak, że dopokąd jedność z Rzymem nie zerwana, żadna przemoc nie rozerwie tych węzłów, które wszystkie części Polski i wszystkie jej warstwy w jeden łączy organizm”123.

Nie wszędzie władze policyjne pozwalały na uroczyste obchodzenie uroczystości jubileuszowych Ojca Św. Władze policyjne zakazywały oświetlenia prywatnych domostw i kościołów m.in. w Gnieźnie pod karą 300 marek, „(…) gaszono świece przy pomocy żandarmów, aresztowano chorągwie, jak w Chodzieżu, i innych chwytano się środków, niezgodnych z ustawa policyjną”. A zatem gorliwość wielu stróżów prawa przekraczała swoje kompetencje, nad czym ubolewał dziennikarz „Kuriera Poznańskiego”124. Podobne trudności miały miejsce w Kamieniu, Złotowie i Wejherowie125.

Pamiątki jubileuszowe

Z okazji jubileuszu Ojca Św. Piusa IX nakładem księgarni J. N. Romana w Pelplinie wydano pamiątkę, na której umieszczono informacje o możliwości uzyskania odpustu zupełnego, a także krótki biogram Piusa IX, pismo papieskie ogłaszające odpust zupełny i modlitwy odpustowe126. Zaś w Toruniu Zakład Litograficzny Teodora Szulca jako pamiątkę jubileuszową produkował o dość dużych wymiarach portret papieża Piusa IX127.

W połowie maja 1877 r. na łamach „Pielgrzyma” pelplińskiego informowano czytelników o pielgrzymach jadących do Rzymu. Podano, że z archidiecezji gnieźnieńskiej i poznańskiej zgłosiło się 7 obywateli, 30 księży, 42 włościan i mieszczan. Ubolewano, że chętnych było znacznie więcej, ale skromność finansowa nie pozwoliła ich wesprzeć pieniężnie. Tylko osiemnastu pątnikom można było pomóc finansowo. Zaś z diecezji chełmińskiej w pielgrzymce uczestniczyło 30 księży i 63 osoby świeckie. Dodano, że: „(…) prócz tych, więcej jak drugie tyle osób już wyjechało do Rzymu, którzy dopiero w samym Rzymie do pielgrzymki wspólnej: poznańskiej i lwowskiej się przyłączą i Ojcu Św. się przedstawią”. Ubolewano, że z niektórych stron na pielgrzymkę nikt się nie zgłosił128.

Podróż do Rzymu

Pątnicy polscy wyruszali z różnych stron podzielonej Polski. Korespondent „Pielgrzyma” pelplińskiego, informował czytelników, że pątnicy z diecezji chełmińskiej wyruszyli do Rzymu 23 maja 1877 r. „Po drodze coraz więcej pielgrzymów się przyłączało, a wszędzie, gdzie przejeżdżali, witano ich serdecznie, mianowicie w Kościanie, Bojanowie i na różnych stacyach Górnego Szląska. (…) W Boguminie (Oderberg) przyłączyli się Galicyanie. W czwartek rano wszyscy dotarli do Wiednia. Jechali do tamtąd noc całą – skracając ją sobie śpiewaniem nabożnych pieśni i różańca”129. Pierwszy dłuższy postój odbył się w Wiedniu. Pielgrzymi o godz. 9.00 uczestniczyli we Mszy św. w kościele św. Szczepana. Po Eucharystii oddali cześć relikwiom św. Stanisława Kostki, które znajdowały się w kaplicy na plebanii. Tam też modlili się za młodzież polską, o ducha wiary i pobożności130.

Spotkanie pątników polskich z nuncjuszem apostolskim abp. Ludovico Jocobinim w Wiedniu odbyło się w godzinach popołudniowych. Przed spotkaniem wizytę nuncjuszowi złożyli przewodnik pielgrzymki z Galicji w towarzystwie ks. Edwarda Podolskiego i Antoniego Z., przedstawiciela i współpracownika „Czasu” krakowskiego. Przybyli z prośbą, by spotkanie odbyło się po południu ze względu na to, że połowa pielgrzymów przybędzie do Wiednia dopiero w godzinach południowych. Ks. abp Jacobini na prośbę odpowiedział pozytywnie. W czasie spotkania zagadnął swych gości o wiele szczegółów dotyczących pielgrzymki. Odpowiedziano, że do Rzymu jedzie na spotkanie z Ojcem Św. około 500 osób. Usłyszawszy te słowa, nuncjusz rzekł: „O jakże to piękna zapowiedź dla Waszej Ojczyzny, skoro takie składa dowody swojej wiary, która sama jedna da jej niespożytą siłę do wytrwania w przeciwnościach i przyszłość jej zapewni”. Urzekła abpa Jocobina wiadomość o darach jakie pątnicy wiozą Ojcu Św. Przede wszystkim, kiedy dowiedział się, że pośród darów: „(…) z głębi Litwy biedne polskie wdowy, których mężowie pomarli na wygnaniu w stepach Sybiru, przeznaczyły cały swój majątek, jaki w spadku po swych małżonkach otrzymały, tj. ślubne złote obrączki składają Ojcu Św.”. Nuncjusz odpowiedział: „(…) nie sprzedawaj tych obrączek, złóż je tak, jak są, Ojcu św., z nich to bowiem, jako z drogocennych nadzwyczaj ogniw złoży się łańcuch przedziwny, który mówić będzie, że wierna Ojczyna, przykuta do Skały Piotrowej, w jej tryumfie przyszłość swoją obchodzić będzie”. Do księcia Konstantego Czartoryskiego nuncjusz rzekł: „O jakże to wszystko ucieszy Ojca Św., Jego, który szczególniejszą miłością swego ojcowskiego serca otacza katolicką Polskę”131.

Spotkanie nuncjusza z pielgrzymami polskimi rozpoczęło się w godzinach popołudniowych, około 16.00. W czasie spotkania pierwszy przemówił w języku francuskim w imieniu pielgrzymów książę Czartoryski, mówił o przywiązaniu Polaków do Stolicy św. i prosił ks. abpa Jocobiniego o błogosławieństwo. Nuncjusz apostolski również w języku francuskim rzekł: „(…) szczęśliwy jestem, rzekł między innemi, że po raz pierwszy mam szczęście widzieć tak znaczną naraz liczbę Polaków udających się do Rzymu, dla złożenia żyjącemu, w osobie Piusa IX, Piotrowi Św. hołdu czci i przywiązania, dla otrzymania od Niego błogosławieństwa apostolskiego, jako zadatku błogosławieństwa Bożego dla kraju całego, dla zapewnienia ponownie świata całego, że w piersiach Polaków żywo zawsze bije serce dla Kościoła, dla tej wiary, dla której tyle cierpień i prześladowań ochoczo ponoszą”132. W dalszych słowach nuncjusz złożył gratulacje księciu Czartoryskiemu, że staje na czele tak wspaniałej uroczystości. Książę odrzekł, że zawdzięcza to swym rodakom, którzy go tym zaszczytem obdarzyli. W dalszej części audiencji, książę Czartoryski przedstawił nuncjuszowi zacniejszych pątników, a mianowicie księcia Jabłonowskiego, pana Zakrzewskiego z Wielkopolski i redaktora „Przeglądu”. Nuncjusz rzekł do księcia Jabłonowskiego: „Ucieszy się Ojciec Św. (…), skoro księcia zobaczy, przekona się bowiem, że wiara święta ożywia w Polsce wszystkie warstwy społeczeństwa, że jak duchowieństwo i włościanie, tak i panowie najpierwsi w kraju, a jak z dekoracyji widzę, w bojach zasłużeni książęta, zarówno serdecznie są przywiązani do Stolicy św.”. Słowa te wzruszyły księcia, ukląkł i prosił o pasterskie błogosławieństwo. Po udzieleniu błogosławieństwa nuncjusz podszedł do pozostałych pielgrzymów i powiedział: „(…) jakże w tej chwili serdecznie żałuję, (…) że nie mogę do was ojczystym przemówić językiem. Bądź moim tłumaczem, zwracając się do redaktora <Przeglądu>, powiedz im, że do nich przemawiam”. Ks. abp Jacobini podchodził niemal do każdego z osobna i błogosławił. Podszedłszy do pątników z Podlasia i Litwy, skierował do nich słowa: „Tak, to są wyznawcy Chrystusa. Krew, wylana przez ich braci za wiarę, zaważy na szali Miłosierdzia Bożego nad Polską”. Po zakończeniu audiencji, nuncjusz przez chwilę spotkał się z duchowieństwem z diecezji lwowskiej, tarnowskiej, przemyskiej i krakowskiej133. Od Wiednia pątnicy z Polski jechali wszyscy razem134.

W kolejnych dniach podróży zwiedzili Wenecję, Padwę, Loreto i Asyż135. W Padwie pątnicy nawiedzili grób św. Antoniego, modlili się także przed ołtarzem św. Stanisława biskupa i męczennika, a także przy nagrobkach polskich jak Sapiehy (1637), Poniatowskiego (1598), Erazma z Kretkowa (1558) a także odwiedzili akademię, w której kształciło się wielu Polaków136. Na łamach „Czasu” krakowskiego pojawił się opis podróży pielgrzymów polskich do Wiecznego Miasta. Czytamy w nim: „(…) trzeba było widzieć tych pielgrzymów, z jakim zapałem, przejęciem się odbywali podróż, nie dla próżnej ciekawości, nie dla zabawy lub wykształcenia umysłu, ale w celu rzeczywistej pielgrzymki ad limina Apostolorum, jak począwszy od Krakowa, przez całą prawie drogę śpiewali pieśni pobożne, jak później w Lorecie i Asyżu modlili się przed tak drogiemi dla serca katolickiego relikwiami, żeby mieć miarę pobożności naszego ludu. W Lorecie księża włoscy budowali się z ich zachowania, bo pomimo niewygód i gorąca nie słychać było ani skarg, ani narzekań, wszystkie przykrości znosili z poddaniem się i radością, dziękując swym przewodnikom za tak troskliwą opiekę”137. Dodano, że należą się słowa uznania i podziękowania komitetom organizacyjnym, które tak wiele trudu włożyły w organizację pielgrzymki, ks. Ottonowi Hołyńskiemu ze Lwowa, sekretarzowi komitetu i ks. prałatowi Maryńskiemu z Poznania. Pątników swą troską otoczyli ojcowie pasjoniści i zmartwychwstańcy138.

W Loreto pątnicy modlili się przy domku, w którym Najświętsza Maryja Panna mieszkała w Nazarecie. Uczestniczyli we Mszy św., zaś jeden z kapłanów, ks. dr Kantecki z Poznania po Eucharystii i odśpiewaniu kilku pieśni maryjnych wygłosił przemówienie, w którym nakreślił dzieje kultu maryjnego w Polsce, zaznaczając, że Maryja zawsze otaczała opieką swe królestwo – Polskę. Przywołał wydarzenia z ostatnich lat, kiedy to wielu unitów, oddawało swe życie za wierność Kościołowi rzymskokatolickiemu. Korespondent „Katolika” śląskiego odnotował: „Kiedy nam przypomniano krew męczenników naszych Unitów, pomordowanych i popalonych w ostatnich czasach za wiarę św. lub jęczących w kajdanach na Sybirze; kiedyśmy sobie przypomnieli tysiące kapłanów, redaktorów i innych Wyznawców, cierpiących w więzieniach, serca się nasze krajały, lecz zaraz cieszyły, że nasz naród i w najnowszych czasach szczycić się może tak wielką liczbą Męczenników i Wyznawców”139. Po krótkim pobycie w Loreto pątnicy ruszyli w kierunku Asyżu.

Do Rzymu pielgrzymka polska dotarła w środę 30 maja w godzinach wieczornych140.

Uroczystości jubileuszowe w Rzymie

Ojciec Św. Pius IX pierwszą grupę katolików z okazji złotego jubileuszu swego biskupstwa przyjął 5 maja 1877 r. Byli to pielgrzymi z Francji. Jak przekazał korespondent „Pielgrzyma” pelplińskiego było ich nad podziw bardzo wielu. W dniu 10 maja, w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, papież na audiencji przyjął pielgrzymów z Anglii, którym przewodził książę Norfolk. Potem 17 maja swoją audiencję u Ojca św. mieli pątnicy z Niemiec, w tej grupie byli także Polacy, Włosi i Francuzi. W audiencji uczestniczyło około 800 osób. Pielgrzymi z Belgii spotkali się na audiencji z Ojcem Św. 23 maja, przybyło ich około 1000. Korespondent w dalszej części informował, że: „(…) na każdej z tych wielkich audyencyi miewa Ojciec Św. do pielgrzymów mowę, w której uwzględnia potrzeby narodu, do którego mówi, i daje odnośne napomnienia i przestrogi141. W dniu 12 czerwca 1877 r. papież na audiencji przyjął pątników z Hiszpanii. Przybyło ich do Wiecznego Miasta około 1000142, pod przewodnictwem dwóch kardynałów i siedmiu biskupów143. Korespondent „Czasu” krakowskiego, tak scharakteryzował przemowy papieża do poszczególnych europejskich narodów: „(…) Francuzom przypomniał ich niezgodę, rozterki wewnętrzne, Niemcom wytknął racyonalizm w nauce i zobojętnienie w życiu, austryackiej pielgrzymce zwrócił uwagę na rozgałęzioną w monarchii sektę, na zły plon, jaki wydał posiew liberalizmu w łonie rządu i pośród społeczeństwa”144.

Pobyt Polaków w Rzymie

Pielgrzymi z Polski przybyli do Wiecznego Miasta 30 maja 1877 r. w godzinach wieczornych. Pielgrzymka polska liczyła około 500 pątników. Pątnik z diecezji chełmińskiej w liście przesłanym do „Pielgrzyma” pelplińskiego, informował czytelników, że „udział w pielgrzymce jest nadspodziewanie wielki”145. W pielgrzymce uczestniczyli Polacy z trzech zaborów. Najliczniej Polaków reprezentowali mieszkańcy Galicji, później Wielkopolanie, Ślązacy i ludność polska z Prus. Do Polaków z Galicji dołączyli kapłani uniccy a także chłopi, wygnańcy z Kongresówki146.

Wielu pątników, przede wszystkim włościan nocowało w pomieszczeniach papieskich, o które zatroszczył się ks. kard. M. Ledóchowski. Byli przyjmowani bardzo życzliwie przez Rzymian. Opiekę nad pielgrzymami sprawowali zacni mieszkańcy Rzymu, z Komitetu Jubileuszowego. Na łamach „Katolika” śląskiego czytamy: „(…) w Rzymie znaleźliśmy bardzo miłe przyjęcie i starannie przygotowane kwatery. Szczególnie wieśniaków polskich uczczono ślicznym zwyczajem katolickim”. Dalszy opis ściska za serce, jak Rzymianie gościli ubogich Polaków: „Pobożni Rzymianie należący do pewnego bractwa, zgromadzili się w naszej gospodzie, zdejmowali pielgrzymom obuwie, umywali i ucałowali nogi nasze grzeszne, a potem prosili nas do uczty. To nas do łez rozczuliło”147. Można rzec, była to prawdziwa chrześcijańska miłość.

Pątników polskich podzielono na kilka grup148. W dniu 2 czerwca 1877 r., przed południem, jedna z grup pielgrzymów zwiedzała Rzym. Kolejną grupę, dość dużą, około 200 osób na audiencji przyjął ks. kard. M. Ledóchowski. W tej grupie byli duchowni, włościanie i obywatele z różnych części Polski149. W czasie spotkania przedstawiciele delegacji polskiej wręczyli ks. kard. Ledóchowskiemu złoty medal, wybity na pamiątkę uwięzienia ks. Prymasa w Ostrowie i wyniesienia do godności kardynalskiej. Ks. kard. Ledóchowski w swej przemowie do pielgrzymów polskich wskazał na ważność wspólnego spotkania Polaków z trzech dzielnic podzielonej Ojczyny. Przywołał także potrzebę jedności w Kościele, którą próbują podzielić m.in. masoni i liberałowie. Zwrócił się także z prośbą o podjęcie wysiłku kształtowania jedności pośród Polaków150 Mówił do zgromadzonych: „(…) kiedy P. Bóg ujrzy, iż po tylu próbach i doświadczeniach, przez które już od stu lat przechodzimy, umieliśmy zachować jedność religijną i staramy się zachować i ową jedność w porządku przyrodzonym, wtenczas może spojrzy na nas łaskawym okiem i zarządzi, że się kiedyś znowu zobaczymy w pomyślniejszych stosunkach”151. Na zakończenie audiencji, zgromadzonym pątnikom ks. Prymas udzielił pasterskiego błogosławieństwa152.

Tego samego dnia, 2 czerwca 1877 r., z tym, że po południu, z księdzem Prymasem spotkała się kolejna grupa pielgrzymów z Polski153. Ks. kard. M. Ledóchowski mówił do zgromadzonych: „(…) dziękuję Wam, żeście tak licznie zebrani mnie tu odwiedzili. Żadnego Biskupa tu z Wami nie ma, jedni, wstrzymani wiekiem, drudzy chorobą lub innemi okolicznościami towarzyszą Wam tylko swem błogosławieństwem. (…) Nie mniej licznie stawiliby się tu i Bracia nasi z zaboru moskiewskiego, by dać dowód przywiązania swego do Stolicy Apostolskiej, gdyby nie powstrzymała ich ciężka dłoń rządu tamecznego”. W dalszej części przemówienia zachęcał wiernych do trwania przy Kościele rzymskokatolickim154.

Audiencja Polaków u Piusa IX w dniu 6 czerwca 1877 r.

Na spotkanie z Ojcem św. w Sali Konsystorskiej Watykanu przybyło nieco ponad 600 Polaków. Pośród pątników byli pielgrzymi z Prus, Poznańskiego, Galicji i z Królestwa. Na łamach tygodnika katolickiego „Niedziela” czytamy: „(…) w środę (6go b.m.) rano, przed ósmą, szeregi wiernych Polaków w narodowych strojach ciągnęły ulicami Rzymu do Watykanu, zwracając na siebie uwagę przechodniów i rysów wyrazistością i strojów, i powabem”. Pierwsze kroki pątnicy z Polski kierowali do grobu św. Piotra w bazylice watykańskiej. W kaplicy Najświętszego Sakramentu pielgrzymi uczestniczyli we Mszy św., której przewodniczył kard. Monaco de la Valette, wikariusz Ojca Św. W bazylice piotrowej z ust ponad 600 pątników zabrzmiał polski śpiew. Z wielu oczu popłynęły łzy, że po stu latach niewoli, po wielu cierpieniach, Polacy z trzech dzielnic rozebranej Ojczyzny spotkali się wspólnie u grobów św. Piotra zjednoczeni w jednej wierze, nadziei i miłości u stóp polskiego Prymasa kard. M. Ledóchowskiego. Autor korespondencji z Rzymu, na łamach katolickiego tygodnika „Niedziela” pytał: „Czyż to nie wielka i uroczysta chwila ? Czyż to nie nagroda za wytrwałość wielu pokoleń Polaków, czyż to nie zapowiedź lepszej przyszłości? Naród, który wytrwa w cierpieniach – pisze korespondent „Niedzieli” – umie się poświęcić, nie tylko na polu walki, ale i za Chrystusa krew przelać, taki naród ma przyszłość, zapewnione zwycięstwo”155.

Poza pątnikami z Polski w Sali Konsystorskiej zgromadziło się około 100 osób − Rzymian, wielu dygnitarzy i kilku dziennikarzy156. Nad głowami pielgrzymów z Polski powiewała flaga z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej157. Pośrodku sali stali wszyscy, którzy wręczali Ojcu Św. dary. Do Sali Konsystorskiej wniesiono papieża koło południa, w asyście 23 kardynałów, około 50 biskupów, prałatów i gwardii szwajcarskiej158. Uczestnik pielgrzymki z diecezji chełmińskiej w liście przesłanym do „Pielgrzyma” tak opisał swe wrażenia z pobytu na audiencji: „(…) byłem na trzech audyencyach, na niemieckiej, austryackiej i polskiej, ale na żadnej nie widziałem Ojca Św. tak czerstwym i tak widocznie ukontentowanym jak dzisiaj. (…) Ojciec Św. skoro tylko został wniesiony do sali, obejrzał się na Pielgrzymów, uśmiechnął się i powiedział: Cari Polacchi!”. Jako pierwszy przemówił kard. M. Ledóchowski, Prymas Polski. Obok Księdza Prymasa stali, z Galicji książę Konstanty Czartoryski, z Wielkiego Księstwa Poznańskiego hrabia Franciszek Żółtowski159. Prymas Polski ks. kard. Ledóchowski, w słowie skierowanym do Ojca św. dziękował za wszelkie dobro, które płynie dla całego Kościoła, jak i dla świata. Przywołał zasługi, które dzięki Papieżowi otrzymali wierni160. Mówił: (…) Wdzięczność jak największą żywimy dla Ciebie, Najwyższy Pasterzu, żeś ogłosił Najświętszą Maryą Pannę Niepokalanie poczętą i zwołałeś św. Sobór watykański; żeś w czasie, kiedy niewątpliwie objawiały się znaki zbliżającego się prześladowania, przedłożył dawną naukę o nieomylności rzymskiego Biskupa w nauczycielstwie, jako dogmat przez Boga objawiony, do wierzenia wiernym. (…) żeś nareszcie tuląc do siebie wszystkich jedną i tą samą miłością, przede wszystkim jednak ukochał nędznych i osieroconych, czego świadkami są Kościół i Ojczyzna nasza”. W dalszej mowie ks. kard. Ledóchowski dziękował dostojnemu Jubilatowi za wspieranie Polaków w trudnych chwilach ich dziejów, a także za wyniesienie na ołtarze dwóch męczenników – Andrzeja Bobolę i Jozafata Kuncewicza. Dziękował za utworzenie kolegium, by polscy alumni mogli się kształcić. Wspomniał, że wielokrotnie bronił papież Pius IX prześladowanych Unitów161.

Następnie delegacje wręczały dary na ręce Ojca Św. Jako pierwszy do papieża Piusa IX podszedł książę Konstanty Czartoryski162. Korespondent „Gazety Lwowskiej” odnotował: „(…) Papież najdłużej zwrócił uwagę na śliczny kielich, pomysłu i wykończenia p. Lenartowicza, a złożony u jego nóg w imieniu Galicyi przez księdza Edwarda Podolskiego”. Ojciec Święty pytał o świętych trzymających tiarę, o znaczenie godeł Korony i Litwy. Był pod wrażeniem krzyża wykonanego z bursztynu, ofiarowanego przez pątników z diecezji chełmińskiej i pięknego relikwiarza z Poznania. Papież wzruszył się, otrzymawszy prosty krzyż drewniany, wystrugany przez domorosłego rzeźbiarza. Stanisław Chłapowski wręczył Ojcu Św. złoty medal wybity na pamiątkę dwuletniego uwięzienia kard. Ledóchowskiego w Ostrowie i podziękował Papieżowi: „(…) za wynagrodzenie stałości arcybiskupa godnością kardynalską”. Ojciec Św. rzekł: „Cenię sobie bardzo ten dowód waszego przywiązania do Stolicy św. i do waszego pasterza, którego mieliście słuszność uczcić przed światem, bo jego męstwo i jego cierpienie stały się chwałą św. kolegium i waszego narodu”163. Nieliczni Polacy przybyli z zaboru rosyjskiego bez żadnego daru, bo za kordonem moskiewskim stłumiono wszelki objaw wolności i ducha164.

Przed błogosławieństwem, papież wspomniał jeszcze śp. generała Szymanowskiego, który dość często był przyjmowany przez papieża Piusa IX. Na każdym spotkaniu prosił Namiestnika Chrystusowego o modlitwę w intencji Ojczyzny, wyznając winy narodu. Ojciec św. wspominał go jeszcze kilka razy na spotkaniu z grupą Polaków w swej prywatnej bibliotece165.

W czasie audiencji miała miejsce także ujmująca scena, kiedy to Ojcu św. przedstawiono Rusina z Podlasia, jednego z uciekinierów męczenników pratulińskich. Zbliżył się na klęczkach do Ojca św., papież zapytał: „Czy z Chełma?”, zanim padła odpowiedź, Pius IX uczynił nad pielgrzymem znak krzyża św., po chwili drugi w powietrzu, nad tymi którzy cierpią prześladowania i być ich nie mogło wraz z Ojcem św. Korespondent krakowskiego „Czasu” podsumował to słowami: „(…) nie dojdzie może o nim wiadomość na Podlasie, ale ten krzyż zawiśnie z pewnością nad Bugiem, rozniesienie błogosławieństwo po wioskach, wyryje się niewidzialnie w sercach tego ludu, którego krew dawna i świeża winy nasze odkupuje i przybliży może chwilę zmiłowania pańskiego”166.

Po wręczeniu wszystkich darów papież przemówił po włosku do zgromadzonych Polaków. Na zakończenie mowy powstał i udzielił błogosławieństwa pielgrzymom, ich rodzinom i Królestwu Polskiemu167.

Przemówienie papieża Piusa IX do Polaków

Warto tu przytoczyć przemówienie Ojca Świętego Piusa IX do pielgrzymów polskichzebranych w Sali Konsystorskiej Watykanu, wygłoszone w dniu 6 czerwca 1877 r. Pius IX w przemówieniu do Polaków mówił:

„Synowie mili! Nie wiele będę mógł do was mówić, gdyż słaby jestem i strudzony, atoli dam Wam choć kilka rad i napomnień, które w Waszym położeniu przydać się Wam mogą. Między licznemi pielgrzymkami, które przybyły do Rzymu, aby pocieszyć Namiestnika Chrystusowego w jego opuszczeniu obecnem – bardzo miłą dla mnie jest pielgrzymka polska, tem milsza, i tem piękniejsza, że walczyć musiała z tylu przeszkodami i trudnościami, o których nie tu miejsce szeroko się rozwodzić. Dziś na całym świecie Kościół św. walczyć musi i potykać się nieustannie, walka ta i bój wre i w waszych dzielnicach. Aby w niej wytrwać, potrzeba Wam trzech przymiotów: cierpliwości (pazienza), stałości (fermezza) i odwagi (coraggio). Cierpliwości potrzeba, bo do cierpień stworzeni jesteśmy. Stałości, bo ona tylko zwyciężyć zdoła wszystkie prześladowania. Odwagi we wszystkiem, aby się nie obawiać pogróżek prześladowców. O te dary prosić będę dla Polski. Nie brakowało pomiędzy Wami ludzi, którzy utrzymywali, jakoby siłą prześladowanie odeprzeć należało; jest to niedobre zadanie, nie dobre dla Polski, która pamiętać powinna, że nie przemocą – jeno modlitwą przemoc odbierać należy. A na stwierdzenie słów moich przytoczę Wam słowa, które Zbawiciel wyrzekł do pierwszego Namiestnika swego, kiedy tenże miecza dobył na obronę jego: Schowaj miecz twój do pochwy ( Mitte gladium in vaginam). Nie siłą przeto, powtarzam raz jeszcze, jeno modlitwą odpierajcie prześladowania, nie zapominając o środkach, które zaleca roztropność. Wierzajcie, że modlitwa uciemiężonego, jeśli nie nawróci prześladowcy – to stanie się zarzewiem płonącym na głowie jego. Módlmy się wszelako za prześladowców, aby nie uczuli ciężaru gniewu sprawiedliwego Boga, który jest nieubłaganym sędzią i straszliwie mścić się będzie za uciemiężone syny swoje – tu Ojciec Św. powstał – Błogosławię Koronie Polskiej (regno di Polonia) i proszę Boga, aby to błogosławieństwo spłynęło na całą ziemię Waszą. Ku temu celowi starajcie się usunąć przyczynę niedoli Waszej, którą jest grzech, przyczyna wszelkiego prześladowania; przypominam sobie, że mi to pomiędzy innemi powiedział o przyczynie upadku Waszego jeden z jenerałów polskich, nie tylko na polu bitew waleczny, ale i pobożnością się odznaczający. Błogosławię Wam tu obecnym, rodzinom waszym, błogosławię Wam pod względem doczesnym i wiecznym”168.

W prasie polskojęzycznej odnajdujemy liczne komentarze na temat przemówienia Piusa IX do Polaków. Na łamach krakowskiego „Czasu”, czytamy, że po raz pierwszy Ojciec Św. w swym przemówieniu mówił nie za Polaków, ale do Polaków. Dodano także, że cały program dla narodu polskiego sięgający w przeszłość i w przyszłość zawarty był w słowach: „(…) w prześladowaniu trzech głównie cnót potrzeba, a wam bardziej niż komukolwiek, cierpliwości, stałości i odwagi”169. W tych trzech słowach zawarto program, który ma swą mistyczną, nadprzyrodzoną moc, a także praktyczne zastosowanie. Będzie służył za sztandar na przyszłe pokolenia170. Ojciec św. zachęca Polaków do odpierania siły nie siłą, ale modlitwą i tymi środkami, które nakazuje roztropność, z tych słów płynie nie tylko nauka, ale przede wszystkim ogromna otucha. Przywołanie przez papieża księcia apostołów św. Piotra jako przykład, nie czyni z narodu polskiego wspólnoty bezideowej, ale ostrzega przed nieprzemyślanymi i pochopnymi decyzjami, by używać tylko tych „środków ,które nakazuje roztropność”. Papież nie gani narodu za grzechy z przeszłości i teraźniejszości, ale do skruchy i poprawy zachęca, przywołując walecznego generała, który dał wspaniałe świadectwo polskiego żołnierza. Ostatnim wezwaniem Ojca Św. są słowa, które zachęcają naród do poprawy moralnej, a ostrzeżeniem przed sądem Boskim prześladowców. Przemawiając do uciśnionych przedstawicieli narodu polskiego, papież uczynił to z ogromną miłością, ale przede wszystkim wniknął w sumienie narodu, solidaryzując się z jego cierpieniem. Nie wskazywał tylko przyczyn jego cierpień, ale pobłogosławił Koronie Polskiej. Poprzez swoje błogosławieństwo, tym jednym gestem „zatwierdził najwyższy pasterz wspólność i nierozerwalność sprawy wiary ze sprawą narodu”. Zjednał Polaków w jeden naród, mimo podziałów trwających od tak długiego czasu171.

Zaś w „Gońcu Wielkopolskim” autor wzywa Polaków, by padli na kolana i dziękowali Panu Bogu za Ojca Św., który błogosławi Polskiemu Królestwu, całej nierozerwanej Rzeczpospolitej. Autor zachęca do głębszej refleksji na słowami Ojca Św.: „Rozebrani na części, przyłączeni do trzech potężnych mocarstw Moskwy, Austryi i Prus, my biedni Polacy ani nawet szemrać już głośno nie śmiemy na los, jaki nam przeznaczyła Opatrzność. Wszyscy, czerwoni i biali, katolicy i poganie, wszyscy przyszliśmy do tego przekonania, że nam nie przystoi już rwać się do oręża; że cierpliwie znosić nam trzeba to, co nam dzisiejsi rządzący nasi nakładają. (…) Nawet myśli nam stanęły, i nie wiemy, za jakimby cudem niepodległość nasza nastąpić mogła dzisiaj w Europie”.

Dalej autor zastanawia się, co nam czynić trzeba. Po chwili odpowiada, żadnych powstań zbrojnych już nie będzie. „My wierzym, że Bóg sam udaruje nas wolnością. Bo czemużby nawet i u Panów naszych dzisiejszych nie mogła nadejść ta chwila, gdzieby syci i boju zaborów i sławy, a widząc ogólny i ciągły w Europie niepokój, zgodnie razem wyrzekli: Dość tych zamieszek, dość zaciętej walki; połóżmy koniec nieufności, złóżmy miecze do pochwy, a wskrzeszmy sami z siebie ów naród, który nam był dobrym i spokojnym sąsiadem?”. Autor konkluduje słowami, że jak zgodzono się na nasz rozbiór, tak i na nasze wskrzeszenie mogą się zgodzić. Wierzymy mocno, że: „(…) my bez powstania, bez krwi rozlewu, bez porywania się na dzisiejszych władców, z Bożego ramienia będziemy wolni i niepodlegli”, jak to orzekł Ojciec Św. w dniu 6 czerwca 1877 r. Nieznany autor tekstu w „Gońcu Wielkopolskim” podaje, że obecne Królestwo Polskie nie ma widocznych kształtów na ziemi, nie ma granic, ale „prorockie, kapłańskie i królestwie oko Piusa IX widzi je wyraźnie, i widzieć musi, gdy mu błogosławi”172.

Zaś na łamach „Warty” tygodnika poświęconego nauce, rozrywce i wychowaniu, ubolewano, że od wielu lat społeczeństwo polskie w Wielkopolskie opanował duch obojętności na polu narodowym. Duch narodu struchlał i podzielił się pomiędzy różne stronnictwa. Pod względem politycznym Polacy głos w monarchii utracili, stali się politycznymi helotami. Pod względem kościelnym pozbawieni hierarchów, a także i proboszczów na wielu parafiach. Pod względem wychowania młodzieży Polacy nie mieli już większego wpływu. Niemcy kształtowali postawy młodzieży polskiej. Pod względem handlu Polacy stali się cieniem i echem handlu zachodniego. Pod względem gospodarczym zarówno włościanie, jak i szlachta, a także mieszczanie borykają się z wieloma trudnościami. Wszystkie warstwy społeczne przeniknął duch pesymizmu, które swą przyszłość budowały na ideologii materialistycznej, nie ma w nich ducha i wizji przyszłości, a jedynie teraźniejszość173.

Autor tekstu nie rozpacza, zaznaczając, że zawsze w społecznościach nadchodzą chwile obojętności, zmęczenia, „zimowego snu”. Choć po zimie zawsze wschodzi wiosna, która dodaje skrzydeł i mocy do nowego życia. Taką nadzieję wlał poprzez swoje przemówienie w Polaków Pius IX. „Zadanie to dzisiaj na szczęście bardzo ułatwione od czasu, jak i Stolica Apostolska rozlała na cały kraj nasz święte swoje i osobliwe błogosławieństwo”. Papieskie wezwanie o ducha cierpliwości, stałości i odwagi należy rozumieć w wymiarze apostolskim, narodowym i uniwersalnym. „O cierpliwość prosim, nie już tę bierną, która znosi wszystkie uciski zewnętrzne, lecz o tę głównie, która nie przestaje mówić do braci, chociażby ci wierzyć nie chcieli i zżymali się na podnoszenie ich ducha. O stałość prosim tę, żeby naczelnicy narodu nie ustąpili, choćby blizkie wypadki za Renem zdawały się zapowiadać upadek Kościoła, upadek całej cywilizacji łacińskiej, a za nią i polsko-słowiańskiej. O odwagę prosim, zwłaszcza w tych czasach, gdzie omdlenie tak się rozpanoszyło, jiż usta zatyka każdemu, ktoby śmiał mieć odwagę i siłę, by mówić o lepszej przyszłości”. Autor konkluduje, że niełatwe to zadanie dla piszącego te słowa, ale jedyna pociecha jest w Bogu. Polakom nie wolno tracić nadziei, bo dopóki Kościół Chrystusowy stoi na naszej ziemi, jesteśmy wolni i mamy nadzieję że On zwycięży a „z tym Kościołem wszystko to, co pod jego sklepieniem stanęło”174.

Echa spotkania z Ojcem św. Piusem IX nie przebrzmiały szybko. Refleksje nad tym wydarzeniem pojawiały się jeszcze przez kilka tygodni. Zaznaczając, że był to dzień „nadzwyczajny i niezwykły”, choć słowa te nie oddają tego, co wówczas się wydarzyło. W bolesnych dziejach porozbiorowych był to dzień polskiego tryumfu narodowego, „pierwszy blask odrodzenia”. Tryumf polskiej idei narodowej, bo była to wspaniała manifestacja narodu polskiego w obecności Ojca św. Zameldowały się przed Piusem IX wszystkie dzielnice rozszarpanej Polski, dawnej Korony Polskiej. Przybyli do Rzymu: Polacy, Litwini, Rusini, Ślązacy, Żmudzini i mieszkańcy Prus. Była to manifestacja iście narodowa, powszechna, która połączyła wszystkich Polaków, pod jednym sztandarem Królowej Polski, Matki Bożej Częstochowskiej. Wszyscy polscy pielgrzymi stanęli pod wodzą Prymasa Polski, który był na wygnaniu, a w czasach bezkrólewia był głową całego narodu. Był to dzień odrodzenia, „(…) bo przez usta Piusa przemówił, rzec można, Chrystus do Polski – boć słowa Namiestnika Chrystusowego powiedziane w tak poważnej chwili prawdziwie za słowo Chrystusa poczytać należy”. Refleksje nad tekstem papieskim autor kończy stwierdzeniem, że były to słowa prorocze, potężne, silne i błogosławiące. Słowa, które w całym polskim narodzie znalazły swój oddźwięk175.

Przemówienie kard. M. Ledóchowskiego na pożegnanie pielgrzymki Polaków

W dniu 7 czerwca 1877 r. na pożegnanie ks. przewodnik pielgrzymki polskiej kan. Witalis Maryański wręczył jako upominek pątników z archidiecezji poznańskiej i gnieźnieńskiej relikwie św. Wojciecha i bł. Jolanty w przepięknym relikwiarzu. Ks. kard. M. Ledóchowski z żalem żegnał rodaków, którzy opuszczali Wieczne Miasto. W słowach pożegnania, prosił o modlitwę w swej intencji. Zaakcentował jedność Polaków, mimo 100-letniej niewoli, w którą popadła Polska:

„(…) Przybyliście tutaj ze wszystkich stron Polski, jednem kierowani uczuciem, jedną wiedzeni myślą, aby złożyć hołd Ojcu św. i dać świadectwo wierności naszej – przybyliście w jednem religijnem uczuciu – i oto sprawdziło się na Was słowo Pisma świętego: szukajcie najprzód Królestwa Bożego i sprawiedliwości Jego, a reszta przydaną wam będzie. Bóg pozwolił, że po raz pierwszy podczas stuletniego ucisku Ojczyzny i Kościoła zatwierdziła się jedność nasza. Nikt tu Was nie pytał, z pod którego jesteście zaboru, czy z pod moskiewskiego, czy z pod austryackiego, czy też z pod pruskiego – jednakowo przyjęto Was miłościwie, jako Polaków – i jako Polacy znaleźliście wzmocnienie i utwierdzenie w dążeniach i pracach waszych”. Kończąc przemówienie, ks. kard. Ledóchowski wzywał pielgrzymów, by byli wierni nauczaniu Kościoła, a poprzez swoje uczynki świadczyli o godności chrześcijańskiej176.

Wspaniałe świadectwo o pielgrzymach polskich wystawili włoscy ojcowie pasjoniści: „(…) Włosi, otwierali oczy i nie mogli wyjść z podziwienia; szczególnie ujmowało ich niekłamane uszanowanie dla księży i szczera a serdeczna wdzięczność za otrzymane od nich dobrodziejstwa, którą okazali im, zwłaszcza przy wyjeździe. Szlochali, rzucali się do nóg, całowali ręce, zapraszali ich, by i w Polsce klasztor zbudowali. Ale to przyznać trzeba, że poczciwi Ojcowie dziwnie po bożemu ich przyjęli, gościli suto, znosili cierpliwie cały niezmierny nieporządek w domu”177. Jeden z ojców tak scharakteryzował pielgrzymów polskich: „(…) nigdy nic podobnego nie widziałem i zapewne nigdy już w życiu nie zobaczę jak ich pożegnanie. Co za poczciwy lud (che buona gente), a było ich 200, byli u nas tydzień cały, a nie złamali ani jednej gałązki w ogrodzie, nie urwali jednego kwiatka; kiedy mamy 12 chłopców na rekolekcjach, więcej zrobią nam szkody”. Na zakończenie pobytu o ojców pasjonistów pątnicy wraz z ojcami zrobili sobie wspólne zdjęcie178.

Powrót do Polski

Pielgrzymi z Polski Wieczne Miasto opuścili 7 czerwca 1877 r. Korespondent „Czasu” krakowskiego informował czytelników, że pątnicy z żalem opuszczali Rzym, a z drugiej strony z radością, żal im było tego, co zwiedzali i na co patrzyli, a z radością, bo byli na audiencji u Ojca Św. i że każdy z nich widział papieża, a wielu z nich osobiście było przedstawionych. Polskich pielgrzymów bardzo często podziwiali cudzoziemcy. Nawiedzali kościoły z pobożności i z należytym szacunkiem dla świętego miejsca. Na Lateranie odbyli w świątyni procesję, zaś na cmentarzu św. Wawrzyńca miało miejsce przejmujące wydarzenie: „(…) Jeden z biskupów włoskich przybyłych właśnie na dzień 3go czerwca, widząc tak liczną gromadę modlącą się na grobie o. Aleksandra Jełowickiego, zapytał się towarzyszącego im księdza, czy to Polacy? Nasi chłopi zobaczywszy biskupa, zaczęli go swoim zwyczajem całować po rękach i nogach. Ten rozczulony niezwykłym objawem uszanowania dla sług Kościoła, rozpłakał się z radości, a gdy mu przedstawiono unitę podlaskiego, który przed prześladowaniem schronił się w Galicyi, sam go w rękę pocałował w dowód czci dla wyznawców Kościoła polskiego”179.

Po zakończeniu pielgrzymki na łamach „Gońca Wielkopolskiego” informowano czytelników, że na Watykanie mieszka dwóch więźniów, Pius IX i kard. Mieczysław Ledóchowski. „(…) Pius IX nie może opuścić murów, żeby go nie spotkał jaki zarzut ze strony najezdników Rzymu; Mieczysław I., gdyby bramę pałacu opuścił, wpadłby tej chwili w ręce policyi włoskiej, któraby go niezawodnie do Prus odstawiła”. Z tych względów, ks. Prymas Ledóchowski, nie przybył do kościoła św. Piotra i nie odprawił Mszy św. pielgrzymom Polskim180.

Echa polskiej pielgrzymki do Rzymu długo jeszcze gościły w sercach Polaków. Na łamach prasy polskiej pojawiały się różnego typu inicjatywy upamiętniające pielgrzymkę narodową. „Przegląd Lwowski”, informował czytelników o wybiciu medalu na pamiątkę polskiej pielgrzymki. Planowano uczcić te chwile, uwiecznić, zaznaczyć Ojcu Św.181 wdzięczność katolickiej Polski. Po roku na łamach prasy ukazała się informacja, że niebawem zbliża się pierwsza rocznica polskiej pielgrzymki do Rzymu. Wystosowano apel, by nie zapomniano o tak ważnym wydarzeniu182.

***

Wyjazd do Rzymu na złoty jubileusz biskupstwa Piusa IX, był pierwszą narodową pielgrzymką Polaków z trzech zaborów. Wspólna podróż, wspólne modlitwy i audiencja u Ojca Świętego wlały nowego ducha w wielu Polaków. Zaś przemówienie Piusa IX do Polaków było odczytywane przez wielu komentatorów jako prorocza wizja odrodzenia się przyszłej Polski183. Droga była jeszcze długa do odzyskania niepodległości. Ale wytrwała modlitwa milionów Polaków na różańcu, podejmowanie życia w trzeźwości i czystości, o co prosiła Matka Boża w Gietrzwałdzie, i na co wskazywał w swym przemówieniu Pius IX, przyczyniły się do odrodzenia Polski w roku 1918.

Rozdział III

Objawienia w Gietrzwałdzie

Koniec wieku XIX był niełatwy dla Kościoła rzymskokatolickiego w Niemczech, kiedy szalał Kulturkampf, podobnie było pod zaborem rosyjskim. Ludność polskojęzyczna nie mogła używać swej mowy w kościoła, urzędach i szkołach. Wiele parafii było pozbawionych duszpasterzy. Zakazywano organizowania pielgrzymek, a duchowni nie mogli otaczać troską duszpasterską wiernych w opustoszałych parafiach. W tym trudnym czasie, ucisku administracyjnego i rugowania tego, co Boże, 27 czerwca 1877 r. rozpoczęły się objawienia Matki Bożej na polskiej Warmii w Gietrzwałdzie i trwały do 16 września184. Objawienia rozpoczęły się dokładnie trzy tygodnie po przemówieniu papieża Piusa IX do Polaków, który 6 czerwca 1877 r. nakreślił drogę do wolności Polakom. Przypomnijmy, Ojciec Święty prosił, by Polacy dążyli do odzyskania wolności w sposób pokojowy, przywołując wydarzenie biblijne, jak św. Piotr wyciągnął miecz by bronić Jezusa, Pan Jezus nakazał schować miecz. Papież mówił do Polaków – nie siłą przeto, powtarzam raz jeszcze, jeno modlitwą odpierajcie prześladowania, nie zapominając o środkach, które zaleca roztropność. Mówił dalej, droga do wolności winna być uścielona modlitwą, zaś największym waszym wrogiem jest grzech185.

Orędzie gietrzwałdzkie

Nie trzeba było długo czekać, by Polacy otrzymali konkretne wytyczne w drodze do niepodległości. W przekazanym orędziu w Gietrzwałdzie Maryja prosiła o modlitwę, przede wszystkim różańcową, na co Polacy odpowiedzieli spontanicznie i masowo. Zamiast miecza Polacy w Gietrzwałdzie otrzymali do rąk różaniec, który ponieśli pod strzechy swych domostw i do wspólnot parafialnych.

W czwartym dniu objawień, dnia 30 czerwca 1877 r., na prośbę ks. proboszcza Augustyna Weichsla, jedna z wizjonerek Justyna Szafryńska zapytała Matkę Bożą:

− Czego żądasz?

Usłyszała odpowiedź:

− Życzę sobie, abyście codziennie odmawiali różaniec186.

Były to pierwsze słowa, którymi Matka Boża zwróciła się do widzących ją dziewczynek.

W dniu 3 lipca, wizjonerki pytały Matkę Bożą:

– Co chorzy mają czynić, aby byli uzdrowieni?

Niepokalana odpowiedziała:

– Powinni modlić na różańcu.

Również ostatnie polecenie Maryi w dniu 16 września 1877 r., odnosiło się do różańca:

− Odmawiajcie gorliwie różaniec187.

A zatem prośba o modlitwę różańcową jest klamrą, która spina orędzie gietrzwałdzkie. Pierwsze i ostatnie wezwanie Niepokalanej dotyczy modlitwy różańcowej. Warto dodać, że w ostatnim poleceniu pojawia się wskazówka – gorliwie. Co to znaczy? Gorliwie znaczy tyle, co cierpliwie, konsekwentnie, niestrudzenie, z wielkim zaangażowaniem i z zapałem. Kilka tygodni wcześniej, papież Pius IX w przemówieniu do pielgrzymów Polskich zgromadzonych w Rzymie, w dniu 6 czerwca1877 r. prosił, by Polacy w drodze do wolności uzbroili się w trzy przymioty: cierpliwość, stałość i odwagę188. Te trzy przymioty mieszczą się w jednym słowie z orędzia gietrzwałdzkiego – gorliwość. Pius IX dodaje: „(…) cierpliwości potrzeba, bo do cierpień stworzeni jesteśmy”. Ileż tego cierpienia Polacy nieśli w bagażu własnych doświadczeń ostatnich lat. Przegrane powstania, wywózki na Sybir, wywłaszczenia, utrata świątyń na rzecz zaborcy, emigracja polityczna, czy też rugowanie tego co polskie, historii, czy języka polskiego z urzędów, kościołów i szkół.

Pius IX wołał do Polaków, prosząc o stałość: „(…) bo ona tylko zwyciężyć zdoła wszystkie prześladowania”. I tu Polacy zapisali piękną kartę w dziejach. Byli konsekwentni i stali w swych postanowieniach, nie wyparli się swej wiary, choć podejmowano próby z różnych stron. Stali dzielnie przy Kościele rzymskokatolickim, bo Kościół w tym trudnym czasie był ostoją polskości, wiary i gwarantem zachowania własnej tożsamości. Bronili rodziny, bo ona była gwarantem zachowania ciągłości historycznej narodu polskiego. Miliony Polaków w Gietrzwałdzie otrzymało do rąk różaniec, który ponieśli w różne strony nie istniejącej Polski. Konsekwencja, z jaką trwali na modlitwie, pozwoliła wielu pokoleniom pokonać wszelkie prześladowania. To wiara w Boga dawała im moc na Syberii, na emigracji czy w chwilach, kiedy stawali pod ścianą śmierci.

Kolejny przymiot, o który prosił Pius IX, to odwaga. Mówił: „(…) odwagi we wszystkim, aby się nie obawiać pogróżek prześladowców”. Odwagi nie brakowało nigdy Polakom. Z godnością bronili wolności własnej Ojczyzny na różnych frontach. Nie dali się zastraszyć ani Rosjanom, ani Prusakom. Przyjmowali z godnością poniewierkę, zawsze z podniesioną głową. Nie dali się zgermanizować ani zrusyfikować. Odważnie bronili swych praw: do wolności słowa, do wolności religijnej, a przede wszystkim do wolności narodowej, której próbowano pozbawić Polaków przez ponad 123 lata.

Tak więc śmiało można wnioskować, że modlitwa różańcowa stała się dla milionów Polaków orężem, poprzez które wypraszali wiele łask dla siebie, swych rodzin i nie istniejącej Ojczyzny. Różaniec towarzyszył pątnikom w drodze do Gietrzwałdu i innych sanktuariów, gromadzili się w swych domach i kościołach na modlitwie. Wielu trzymało różaniec w swych dłoniach, kiedy oddawali swe życie za wolność Polski. Objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie były swoistym wylaniem Ducha Świętego na Polaków, którzy otrzymali tak wiele łask i darów, a na które nie odpowiedzieli uczeni, intelektualiści czy arystokracja, tylko włościanie, odpowiedział prosty polski lud zawsze wierny Bogu i Kościołowi. Było to swoiste bierzmowanie narodu polskiego.

W odpowiedzi na kolejne zadanie, o którym mówił Pius IX w przemówieniu do Polaków, że największym waszym wrogiem jest grzech, w orędziu gietrzwałdzkim otrzymujemy katalog grzechów, m.in. alkoholizm, rozwiązłość itp.

W dniu 12 sierpnia 1877 r. Maryja skierowała orędzie do osób uzależnionych od alkoholu. Na prośbę ks. proboszcza A. Weichsla dziewczęta modliły się o nawrócenie alkoholików, a Maryja z westchnieniem odrzekła:

− Oni będą ukarani.

W kolejnym dniu, 13 sierpnia, do Gietrzwałdu przybyli pielgrzymi z Ornety, którzy prosili wizjonerki o wstawiennictwo za nimi i modlitwę o zdrowie dla nich. Maryja odpowiedziała:

− Będą zdrowi, jeżeli będą się modlić i nie będą pić wódki189.

Przez dziesięciolecia rozpijano Polaków, był to problem bardzo poważny. Zaborcom zależało na rozpijaniu ludności polskiej. Płacono za pracę alkoholem, w każdej większej i mniejszej miejscowości była jedna, a nawet kilka karczm. Wielu odchodziło z tego świata w upojeniu alkoholowym. To jedna z poważniejszych słabości Polaków, która niszczyła wiele pokoleń190. Prośba o trzeźwość dała impuls do powstawania wielu bractw trzeźwościowych. Do składania przyrzeczeń abstynenckich. To w Gietrzwałdzie wielu Polaków zerwało z nałogiem alkoholizmu, podejmując trzeźwość na całe życie.

Na polecenie proboszcza, ks. Augustyna, 19 sierpnia 1877 r. dziewczęta modliły się o nawrócenie zepsutych dziewcząt.

Maryja powiedziała:

− One będą ukarane191.

Gietrzwałd w czasie objawień, jak i po nich był miejscem modlitwy o czystość serc wśród dzieci i młodzieży, a także zachowanie świętości, nierozerwalności małżeństwa i rodziny. Przez wieki rodzina była ostoją wiary, miłości i trwałości społeczeństw. Rodzina daje najpiękniejszy dar światu, jakim jest życie człowieka. W rodzinie człowiek kształtuje swą osobowość. Rodzina jest gwarantem bezpieczeństwa każdego narodu i jej ciągłości. By rodzina mogła być zdrowa, potrzeba dobrze ukształtowanych młodych, którzy z radością podejmą trud zakładania nowych wspólnot małżeńskich. A grzech deprawacji, nieczystości zniszczy wszystko i upokorzy człowieka, zarówno młodego, jak i starszego. Maryja w orędziu prosiła o czystość serc wśród młodych.

Polacy na wezwania Matki Bożej w Gietrzwałdzie odpowiedzieli spontanicznie. Sięgnęli po różaniec, a nie miecz, codziennie, gorliwie modlili się za swe rodziny, za wolną Ojczyznę. Dokonywała się przemiana serc i postaw moralnych. Wielu Polaków odzyskało swą wolność wewnętrzną jak i zewnętrzną, pokonując grzech, który niszczył i upokarzał. Trwało to przez lata. Kształtowała się nowa grupa Polaków, ukształtowana wedle Bożych praw. Gotowa w przyszłości do objęcia sterów wolnej Ojczyzny. A mogło się to ziścić w zdrowych moralnie, patriotycznych i świętych polskich rodzinach.

Świadkowie objawień maryjnych w Gietrzwałdzie

Historia objawień wiąże się ściśle z osobami, które były ich świadkami. Dokumenty objawień, protokoły, wymieniają cztery osoby: Justynę Szafryńską, Barbarę Samulowską, Katarzynę Wieczorek i Elżbietę Bilitewską.

Natomiast dekret ks. bpa warmińskiego Józefa Drzazgi, z dnia 11 września 1977 r., zatwierdzający objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie, wymienia dwie wizjonerki: „Faktem historycznym, źródłowo potwierdzonym jest, iż dziewczęta warmińskie Barbara Samulowska i Justyna Szafryńska w roku 1877 zeznały o swoich widzeniach Matki Bożej i usłyszały od Niej słowa: „Jestem Najświętsza Panna Maryja Niepokalanie Poczęta. Biorąc pod uwagę zgodność treści objawień gietrzwałdzkich z wiarą i moralnością, prawość powierniczek tych objawień oraz błogosławione skutki objawień gietrzwałdzkich, niniejszym Dekretem zatwierdzamy kult Matki Bożej w Gietrzwałdzie jako nie sprzeciwiający się wierze i moralności chrześcijańskiej, oparty na wiarygodnych faktach, których nadprzyrodzonego i Bożego charakteru nie da się wykluczyć”192.

Głównymi bohaterkami objawień były: Justyna Szafryńska i Barbara Samulowska i ich sylwetki zostaną tu przedstawione

Justyna Szafryńska

Była córką młynarza Wilhelma Szafryńskiego (z Woryt) i Anny z domu Schlonga. Urodziła się 31 marca 1864 r. i została ochrzczona 3 kwietnia tego roku w kościele parafialnym w Gietrzwałdzie. Rodzice chrzestni pochodzili z Gietrzwałdu, a byli to Antoni Wojciechowski i Justyna Schacht. Chrztu udzielił ks. Józef Jordan193. Justyna miała jeszcze czworo rodzeństwa – dwoje zmarło po urodzeniu, a żyli Maria i Jan. Po śmierci ojca Justyny, matka ponownie wyszła za mąż za Macieja Gramscha i wraz z dziećmi zamieszkała u męża w Nowym Młynie. Z tego małżeństwa urodziły się jeszcze dwie dziewczynki – Anna i Barbara194. Do szkoły podstawowej uczęszczała Justyna w Gietrzwałdzie, a później w Worytach. W trakcie objawień miała 13 lat.

Opinie o Justynie Szafryńskiej w czasie objawień

Anonimowy autor tak o niej pisał: „(…) wzrostu na swój wiek ani małego, ani też wybujałego, postawy wątłej, pokornej, nieco chudawa, ruchy jej umiarkowane, skromne, ni prędkie, ni powolne, słowem jak mówią, dobrze ułożona i skromna dziewczyna. Twarz jej blada, ni blada, ni opalona, dość regularna, pociągła, lecz nie odznaczająca się niczym, tak że ani dobrze spamiętać można. Obojętności tej nie zmieniają wcale jej oczy, są bowiem blado niebieskie, spokojne, wcale nie żywe, zawsze w siebie zwrócone, o świat zewnętrzny się nie troszczące. Wstydliwości wielkiej, chodzi między ludźmi, jakby ich nie widziała, gdy pomaga w pracy np. w nakrywaniu stołu, to wcale nie odrywa oczu od roboty swojej, choć izba pełna ciekawych. (…) Ze wszystkich czterech osób widzących N. Pannę Justyna najmniej się pokazuje na oczy. Na uzupełnienie dodam, że suknia Szafryńskiej jest bardzo skromna, pół wełniana, pół bawełniana, brudnożółta, nieznaczna. Prócz sukni nie ma na widoku nic, jak ciemnoczerwoną wełnianą chusteczkę na głowie, podpiętą pod brodę, tak jak zwykle w miastach noszą dziewczęta stanu uboższego”195.  Tu trzeba dodać, że nie była osobą zdolną i miała trudności z nauką, nawet z przygotowaniem do pierwszej spowiedzi i Komunii św., które przyjęła z opóźnieniem196.

Matka Justyny, Anna Szafryńska-Gramsch, taką opinię wydała o swojej córce: „Niczym nie wyróżniała się od innych dzieci. Niekiedy nawet była nieposłuszna i karana. Chętnie chodziła do kościoła. Także na nabożeństwa majowe. Jeśli nie mogła iść do kościoła w Gietrzwałdzie, nawiedzała kaplicę w Nowym Młynie, gdzie jest obraz Najświętszej Dziewicy”. Justyna Szafryńska wobec Komisji Biskupiej, w skład której wchodził dziekan z Olsztyna i Barczewa oraz proboszcz A. Weichsel, tak zeznała o swoich wizjach:

„Od 27 czerwca miałam różne objawienia, o których początkowo nie umiałam sobie urobić zdania, co one miały znaczyć. Dopiero trzeciego dnia tego objawienia zostałam natchniona, aby zwrócić się do zjawy z pytaniem, kim ona jest i na to otrzymałam odpowiedź: Ja jestem Najświętsza Maryja Panna Niepokalanie Poczęta. Przy pierwszym objawieniu odczułam w sobie strach, myślałam, że będzie ono oznaczać koniec świata. Później, gdy poznałam, że to objawienie Matki Boskiej, już się nie bałam. O pierwszym objawieniu opowiedziałam mojej matce, potem następnego dnia bliższe okoliczności przedstawiłam moim koleżankom w szkole. Więcej nie mówiłam o tym – nie udzielałam żadnych informacji o objawieniu. Ja sobie nie wmawiałam tych objawień, również nie myślałam o tym, dlaczego właśnie mnie ta łaska została udzielona. Przedtem nic nie słyszałam o podobnych objawieniach ani w nauce, ani w zwyczajnym obcowaniu. Nie słyszałam także o tym, że podobne objawienia mają istnieć i na innych miejscach.

Ze zbliżaniem się objawienia nagle powstawała całkowita ciemność wokół mnie. Różaniec, który zaczęłam odmawiać przed objawieniem i modliłam się w ciszy ze zgromadzonymi ludźmi, odmawiałam w duchu dalej po rozpoczęciu się objawienia, aż do chwili, gdy skierowałam do zjawy zadane mi pytania, co też działo się w duchu. Nie wiem, co się działo w tym czasie koło mnie, nie czułam, gdy mi się ściskało rękę, widziałam objawienie także wtedy, gdy mi ktoś zakrył oczy. Skoro tylko zjawa podnosi się z krzesła, co oznacza zakończenie tego objawienia, oddaję niski pokłon i gdy znowu się podniosę, widzę wszystko na nowo w zwyczajnym świetle dziennym. Odpowiedzi, które otrzymuję na moje pytania, udzielane są tak głośno, że powinny być słyszane na całym placu kościelnym. Wydaje mi się, że zjawa porusza przy tym wargami, jak przy rozmowie z ludźmi”197.
W trakcie objawień Justyna zamieszkała u Józefa Grossa z Gietrzwałdu, który taką o niej opinię wydał: „Dziewczę jest mi znane już od najwcześniejszych lat. Od ósmego do dziesiątego roku była używana do pilnowana gęsi. Potem przebywała u rodziców swoich, jednakże bardzo często przychodziła do nas. Od 27 czerwca jest gościem w naszym domu, w którym służy także jej siostra. Co tyczy się jej charakteru i jej postępowania, nie mogę powiedzieć niczego ujemnego. Nie znalazłem u niej żadnej przebiegłości, okazuje się prosta, naturalna, nie jest dewotką i też w tym czasie, kiedy do nas przychodzi do domu, wygląda na świeżą i wesołą. Mogę jeszcze dodać, że z okazji tych objawień Maryi Panny, gdy poszczególne osoby mnie niekiedy odwiedzały i kazały sobie dziewczynkę przedstawić, otrzymała podarki, ale zawsze je zwracała (…). Ogólnie jestem przekonany o prawdomówności i szczerości tego dziewczęcia także w danym wypadku objawień”198.

Siostra wizytatorka Handke tak pisała o Justynie: „Szafryńska została przyjęta w dniu 13 stycznia 1878 i od razu włączona do tutejszego zakładu dla sierot, które tutaj są wychowywane. W pierwszych tygodniach, Justyna ogromnie się ich bała i dlatego z wielką łagodnością i troską była traktowana. Była zresztą dość pilną uczennicą i robiącą postępy w nauce. Lecz im bardziej się do tego otoczenia przyzwyczajała, tym bardziej wychodził jej brak ogłady, szczególnie upór i próżność. 31 maja ukończyła 14. rok życia i wówczas została oddzielona od sierot, jak również od normalnego toku nauki. Została skierowana w zasadzie do prac domowych, oprócz tego, uczy się robót ręcznych i do tego czasu chodziła na lekcje religii. Pod względem fizycznym Justyna jest słaba i wymaga oszczędzania i opieki. Jej zachowanie jest ogólnie biorąc dobre, jej upór w każdym wypadku łamany, gdyż pouczenia i upomnienia przyjmuje z dziecięcą pokorą. Różaniec odmawia codziennie z głębokim nabożeństwem i sama groźba, że za karę nie będzie mogła brać udziału w nabożeństwie, łamie od razu wszelki jej upór. Święte sakramenty przyjmuje ona zwykle co dwa tygodnie, czasem i rzadziej, gdyż to od jej postępowania zależy. 31 maja została przyjęta jako aspirantka do Stowarzyszenia Dzieci Maryi i jak Bóg pozwoli, w święto Niepokalanego Poczęcia stanie się rzeczywistym członkiem tego Stowarzyszenia. 27 czerwca, w rocznicę objawień, Justyna była przez cały dzień niezwykle smutna i poruszona. Modliła się z podwójną gorliwością i z płaczem odmawiała różaniec. Rzuca się w oczy, że Justyna nosi w sercu głęboką i czułą miłość do Najświętszej Panny. Chociaż nie może nic mówić o objawieniach, to przecież chętnie rozmawia o Najświętszej Pannie i słucha z zadowoleniem każdej rozmowy o Niebieskiej Matce. Od czasu do czasu, z własnej woli podejmuje małe umartwienia i zwykle mówi, że czyni to z miłości do Najświętszej Panny. Więcej o Justynie nie mogę nic podać”199.

O dalszych losach Justyny Szafryńskiej wiemy niewiele. Wiemy że w Chełmnie wstąpiła do zgromadzenia sióstr miłosierdzia, a było to 1 września 1883 r., następnie była w Paryżu w Domu Miłosierdzia. Pierwsze śluby zakonne złożyła 2 lutego 1889 r. wraz z Barbarą Samulowską. W zgromadzeniu była 14 lat, z nieznanych przyczyn, w roku 1897 wystąpiła ze zgromadzenia. W archiwach nie ma żadnego śladu o dalszych jej losach. Należy tu zaznaczyć, że siostry miłosierdzia składają śluby tylko na jeden rok. Po roku ponownie odnawiają śluby. Nie znamy daty jej śmierci ani miejsca pogrzebania.

Barbara Samulowska

Urodziła się 21 stycznia 1865 r. w Worytach, jako córka Józefa i Karoliny z domu Barczewskie200. Została ochrzczona 22 stycznia, a rodzicami chrzestnymi byli Andrzej Barczewski i Gertruda Górska, obydwoje z Woryt. Chrztu udzielił ks. proboszcz Józef Jordan201. Poza Barbarą w domu było dwóch braci Józef i Jan, obaj od niej starsi202.

Opinie o Barbarze Samulowskiej w czasie objawień

Anonimowy autor pisał: „Jeśli Justyna Szafryńska jest obrazem cichości i wielkiej nawet powolności, to przeciwnie mała Barbara biega ciągle jak kozaczek lub płocha sarenka. Twarzyczkę ma bardzo nieregularną, nosek zadarty, usta szerokie, z których wychodzą ciągle dwa białe rzędy, niezupełnie drobnych ząbków. Oczy czarne i płoche, cera, jeżeli nie spalona, to oliwkowa z natury, włosy ciemne. Barbara pewnie nie chodzi, tylko ciągle skacze, gdy ją chcesz zatrzymać, ledwie się obróci, ledwie posłucha, wyrwie się i ucieka dalej. Jest to obraz niczym nieskrępowanej swobody, obraz prostoty i natury jak przystało na małą wiejską dziewczynę z zakątku kraju, o którym dotąd nikt nie wiedział. Ubiór Barbary taki jak u Justyny, kolor sukni nieco odmienny, a głowa po większej części bez nakrycia”203. Jak wynika z relacji Barbara była dzieckiem bardziej bystrym i zdolniejszym od Justyny204.

Matka Barbary, Katarzyna Samulowska o swojej córce powiedziała: „Była zawsze potulna, serdeczna, grzeczna. Jeśli rodzice modlili się i odprawiali nowenny w różnych intencjach, za Ojca św. za proboszcza, za chorych itd., Barbara zawsze chętnie i głośno się modliła. Od 10. roku jest przyjęta do komunii św. W szkole na ogół uczyła się dobrze i łatwo”205.

Po zakończeniu objawień 16 września 1877 r. obydwie wizjonerki zagrożone aresztowaniem zostały skierowane przez ks. Augustyna Weichsla do sióstr miłosierdzia w Lidzbarku Warmińskim. Jednak nie długo tam były. Władze pruskie zmusiły wszystkie siostry do opuszczenia placówki, siostry udały się do Chełmna206. Ks. proboszcz A. Weichsel w liście do ks. biskupa Filipa Kremenza z dnia 22 października 1877 r. uzasadniał konieczność opuszczenia Gietrzwałdu „osobistym bezpieczeństwem i dobrem duchowym dziewcząt”207. Natomiast dziewczęta zostały umieszczone w Pelplinie w domu św. Józefa, gdzie kończyły szkołę podstawową. Ks. bp Jerzy Jeschke przeprowadził wizytację w zakładzie dla dziewcząt, w przesłanej opinii z dnia 10 sierpnia 1878 r. do ks. bpa Warmińskiego pisał, że Barbara Samulowska kontynuuje naukę i od początku 1878 r. uczy się religii, języka polskiego, niemieckiego i matematyki. Ks. Biskup bardzo pozytywnie ją ocenił, że jest zdolna, bardzo pilna i robi duże postępy w nauce. Także jej zachowanie, postawa moralna, posłuszeństwo i współżycie z koleżankami zostały ocenione bardzo dobrze. Podobną opinie wydała siostra wizytatorka Balbina Handke208.

Ks. A. Weichsel w piśmie z października 1880 r. powiadomił rządcę diecezji warmińskiej, że Justyna Szafryńska i Barbara Samulowska zapowiedziały, że chcą swoje życie związać ze Zgromadzeniem Sióstr Miłosierdzia209. Barbara Samulowska wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia w 1883 r. w Chełmnie. Tam odbyła postulat, a następnie wyjechała do Paryża. Najprawdopodobniej przyczyną wyjazdu były ciągłe szykany ze strony władz niemieckich210.

Pobyt w Paryżu (1884-1895)

Do Paryża Barbara Samulowska dotarła 19 stycznia 1884 r. i rozpoczęła nowicjat w domu sióstr Miłosierdzia przy ulicy du Bac 140. O pobycie jej w nowicjacie i tajemnicy, którą ukrywała, mówi jej dyrektorka z czasu pobytu w Paryżu: „(…) siostrę Samulowską, która przybyła z Chełmna do Seminarium (nowicjatu – przyp. aut.) poleciła mi siostra wizytatorka z życzeniem, żeby nauczyć ją języka hiszpańskiego i przyzwyczaić do pracy w zgromadzeniu. Przez kilka lat obserwowałam ją dokładnie i zauważyłam, że w nowo przybyłej seminarzystce objawia się coś niezwykłego, nadprzyrodzonego i odnosi się wrażenie jakby Boski Mistrz blisko z nią obcował. Pewnego dnia, czytając Roczniki Dzieci Maryi o objawieniach Najświętszej Dziewicy w polskiej wiosce w Gietrzwałdzie, od razu zrozumiałam tajemnicę tej duszy i wszystko, co się w niej dzieje”211.


Po rocznym pobycie w nowicjacie zmieniła miejsce zamieszkania. Rozpoczęła pracę w Paryżu przy ulicy Mare, gdzie kierowała żłobkiem dla dzieci. Drugiego lutego 1889 r. złożyła śluby zakonne i w ten sposób stała się siostrą Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia. Siostry pracujące z Barbarą Samulowską podkreślały jej gorliwość w zajęciach domowych, w służbie Bożej, w pracy z dziećmi, jej uprzejmość i grzeczność. Siostra Teresa Récanier, która na co dzień przebywała z Barbarą, tak o niej pisała: „Wyczuwałam, że ta dusza żyje tylko i wyłącznie Bogiem i silna miłość do Najświętszej Dziewicy przenika każdy czyn Siostry Barbary. Dlatego wywiera bardzo korzystny wpływ na wszystkich, którzy mieli z nią styczność”212. W listach wysyłanych do rodziny podpisywała się imieniem Siostra Stanisława, albowiem takie imię przybrała w zakonie.

Praca na misjach w Gwatemali (1895-1950)

W Paryżu siostra Barbara pracowała 11 lat (1884 – 1895). W roku 1895 wyjechała na misję do Gwatemali, państwa leżącego w Ameryce Środkowej. Pierwotnymi mieszkańcami Gwatemali byli Majowie. Działalność misyjną rozpoczęli tam franciszkanie i dominikanie w 1523 r. Pierwsze szkoły zakładali franciszkanie, pod koniec XVI w. przybyli jezuici, mercedariusze, którzy zakładali nowe kolegia, w których kształcili tubylczych współpracowników misji. Po uwolnieniu się Gwatemali spod dominacji Hiszpanii w 1821 r., nastał okres republiki. Kolejne rządy były nieprzychylne dla Kościoła, pozbawiły go wszelkich przywilejów, zakony utraciły dobra ziemskie i zakazano im działalności. W czasie czerwonej rewolucji w roku 1871 nasiliły się prześladowania Kościoła, usuwając z kraju wszystkie zakony. Pozostał tylko jeden zakon sióstr miłosierdzia św. Wincentego à Paulo. Likwidowano wszelkie oznaki kultu religijnego. Dopiero w roku 1926 władze zezwoliły na pracę duszpasterską w miejscach kultu, a stosunki dyplomatyczne z Watykanem nawiązała Gwatemala w roku 1936213. Warto tu nadmienić, że do roku 1776 stolicą Gwatemali była Antigua, która została zniszczona podczas trzęsienia ziemi w 1773 r. Nowa stolica, Gwatemala, została poświęcona Matce Bożej214.

Po przybyciu do stolicy Gwatemali siostra Samulowska zostaje dyrektorką Seminarium Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia. Jako przełożona starała się młode kandydatki kształtować w duchu ewangelicznej miłości i apostolskiej gorliwości. W całej formacji duchowej nie zabrakło miejsca dla Maryi. Powtarzała często: „Kochajmy Ją, pokładajmy w niej całą naszą ufność. Ona nas uchroni i przez całe życie będzie się nami opiekować”215.

Po 12 latach pracy zmienia siostra Barbara miejsce pracy i zamieszkania. W roku 1907 zostaje przełożoną szpitala w Antigua. Bezpośrednia przyczyna zmiany miejsca zamieszkania była podyktowana złym stanem zdrowia. Warunki, w jakich przyszło siostrze Samulowskiej pracować, były dość trudne. Budynek stary, wymagał modernizacji, kapitalnego remontu, nie był przystosowany do obsługi chorych. Poza trudnościami lokalowymi, w szpitalu panowało skrajne ubóstwo. Nowa przełożona starała się zmienić tę sytuację. Czyniła wszystko, by poprawić warunki lokalowe niezbędne do normalnego funkcjonowania życia szpitalnego. Dzięki swojej roztropności i zaradności udało się jej dużo uczynić dla poprawy warunków w szpitalu. Dyrektor szpitala przed odejściem siostry tak o niej powiedział: „Naprawdę wygraliśmy wielki los”, jakim była jej obecność216.

W lipcu i sierpniu 1909 r. wraz z siostrą wizytatorką siostra Stanisława odbyła podróż do Francji217.

Po powrocie do Gwatemali na pewien czas siostra Stanisława została wysłana do szpitala w Quezaltenango do pomocy chorej siostrze przełożonej Tholuc. Po powrocie do Antigua siostra Stanisława zachorowała na febrę tyfoidalną, której omal nie przypłaciła życiem. Po odzyskaniu zdrowia została skierowana do Szpitala Głównego w Gwatemali jako przełożona. Niedługo po przyjeździe Gwatemalę dotknęło trzęsienie ziemi w noc Bożego Narodzenia 1917 r. Połowa miasta uległa zniszczeniu, także część szpitala. Tysiące osób zostało bez dachu nad głową, wielu ludzi potrzebowało pierwszej pomocy. Siostra Stanisława organizowała natychmiast pomoc dla potrzebujących, a szczególni dla chorych pozbawionych dachu nad głową. Jednak, jak mówią, nie dosyć było jednej biedy, bo oto niebawem miało miejsce drugie trzęsienie ziemi – 3 stycznia 1918 r. zostało całe miasto zamienione w jedno wielkie gruzowisko, a w nim także szpital. Siostra Samulowska, widząc potrzebę chwili, z całą energią i poświęceniem organizowała pomoc dla poszkodowanych.

W roku 1919 siostra Stanisława została mianowana Asystentką prowincji, nadal jednak zostając Przełożoną Szpitala Głównego. Na szerokim polu nowej działalności, jak podkreślały siostry, „(…)wywierała dobroczynny wpływ na wszystkich, budowała swą cnotą, pobudzała do dobrego i skutecznymi radami dodawała odwagi do walki życiowej”218. Jako Asystentka Prowincji miała za zadanie troszczyć się o formację sióstr, co czyniła z wielką gorliwością. W czerwcu 1923 r. siostra Samulowska przyjechała do Chełmna, by spotkać się z przybyłą tam rodziną. Ukochanej Warmii nie mogła odwiedzić z powodu trudnej sytuacji politycznej w Prusach Wschodnich.

Następnie na skutek Dekretu Stolicy Apostolskiej o zmianie przełożonych, siostra Stanisława opuściła Szpital Główny i objęła kierownictwo sierocińca. W tym nowym środowisku pracy wykazywała ogromną troskę o niemowlęta. Otaczała je szacunkiem i miłością. Ponownie wróciła do szpitala w roku 1940.

Choroba i cierpienie (1950 r.)

Ostatni rok 1950 był dla siostry Stanisławy prawdziwym męczeństwem. Choroba rozwijała się powoli. Cierpiała z powodu bolesnego raka twarzy. W liście z dnia 23 kwietnia 1950 r. (pisanym po raz ostatni własnoręcznie) pisała do najbliższych: „(…) piszę kilka słów, bo to z pewnością już będzie ostatni list, już nie bardzo widzę i jestem bardzo chora”. Niespełna dwa miesiące przed śmiercią siostra Leclerog pisała do brata siostry Samulowskiej, do Józefa: „Nie wiemy, czy Siostra Pana, zawiadomiła rodzinę o swej chorobie, która trwa mniej więcej jeden rok. Przebieg choroby rozwija się bardzo powoli. Rozpoczął się bólem krzyża i teraz dochodzi do głowy. Siostra Pana broniła się z całą energią przeciw chorobie i do ostatniej chwili prawie przetrwała na swoim stanowisku.


Od trzech miesięcy ma do pomocy siostrę Francuzkę, która jej pomaga na jej stanowisku. Chwała Panu Najświętszemu, siostry się opiekują nią z całym poświęceniem, są dla niej dobrymi córkami, tak jak ona była dla nich zawsze jak matka. Kochamy ją wszyscy i nie brak jej niczego, ani leków, ani opieki, bo wszystko mamy pod ręką i jako siostry potrafimy się opiekować”219. Była to choroba, która nie pozwalała już jej samej chodzić, przyjmować pokarmów. Jej przypadłość była prawdziwym męczeństwem220.

Wizjonerka z Gietrzwałdu zmarła 6 grudnia 1950 r. w Szpitalu Głównym w Gwatemali, przeżywszy 85 lat, a w tym – 66 lat powołania i 54 lata pracy misyjnej. Po śmierci jej trumna była ozdobiona kolorami biało-niebieskimi, barwami Matki Bożej. Obecnie trwa proces beatyfikacyjny Służebnicy Bożej Barbary Samulowskiej.

***

Wydarzenia gietrzwałdzkie były dopełnieniem mowy wygłoszonej przez papieża Piusa IX do Polaków 6 czerwca 1877 r. Nakreślony program do niepodległości Polacy realizowali nawiedzając Gietrzwałd, zarówno w czasie objawień maryjnych, jak i w kolejnych latach. Otrzymali do swych rąk różaniec, a nie miecz. W roku 1877 rozpoczęła się w Gietrzwałdzie pokojowa rewolucja duchowa w umysłach ludzi, prowadząc do niepodległości Polski. Objęła ona miliony Polaków, którzy z odwagą i cierpliwością podjęli zadania nakreślone im w orędziu gietrzwałdzkim. Wizjonerkami były dwie młode niewiasty mieszkające w granicach parafii gietrzwałdzkiej, Justyna Szafryńska i Barbara Samulowska.

Rozdział IV

Ruch pielgrzymkowy

Trzy tygodnie po przemówieniu Piusa IX do Polaków w Rzymie, na polskiej Warmii w Gietrzwałdzie rozpoczęły się 27 czerwca 1877 r. objawienia Matki Bożej. Cudowne zjawienia Maryi wywołały nie kontrolowany napływ pątników do Gietrzwałdu. Jednego dnia do tej niewielkiej miejscowości, liczącej około 400 mieszkańców, przybywało od kilku do kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu tysięcy pielgrzymów. Ruchu pątniczego nie były wstanie zahamować zakazy administracyjne wydawane przez władze pruskie, niewielki wpływ miały także artykuły obśmiewające wydarzenia gietrzwałdzkie w prasie niemieckojęzycznej. Ruch pielgrzymkowy miał charakter spontaniczny, nikt nim nie kierował, nie planował pielgrzymek. Pątnicy przybywali z różnych stron nie istniejącej Polski. W swej ogromnej masie przeważali Polacy, choć byli także wierni innych narodowości m.in. Niemcy, Holendrzy, Włosi, Rusini, Litwini, Francuzi i inni.

Ruch pielgrzymkowy w czasie objawień maryjnych

Informacja o niezwykłych wydarzeniach w Gietrzwałdzie rozeszła się bardzo szybko po okolicy. Ks. dr J. Łukowski, odwiedzając Gietrzwałd w pierwszych dniach września 1877 r., odnotował: „(…) echo wypadków Gietrzwałdzkich rozbrzmiało daleko i szeroko. Tysiące tysięcy codziennie wybierało się do tego krańca warmińskiej dyecezyi, aby uczcić Najświętszą Pannę objawiającą się kilku osobom. Pielgrzymki te stały się faktem uderzającym każdego myślącego człowieka. Jedni więc szli i wracali podniesieni na duchu i dziwy opowiadali, i te pobożne gminoruchy zwiększały się z dniem każdym”221. Podobną relację odnajdujemy w relacji Komisji Biskupiej, która badała wydarzenia gietrzwałdzkie w czasie objawień. Czytamy w zachowanym protokole: „(…) od pierwszych dni napływ ludzi pozostaje ten sam. Mimo pory żniw w dni powszednie przybywa tysiąc do dwóch tysięcy ludzi, w niedziele zapewne kilka tysięcy więcej222.

Pątnicy przybywali z Prus, Galicji, Wielkopolski, Śląska i Kongresówki. Pierwsza informacja o objawieniach maryjnych w Gietrzwałdzie na łamach prasy polskojęzycznej pojawia się w „Orędowniku”, piśmie społeczno-politycznym wydawanym w Poznaniu w latach 1871-1922. W egzemplarzu datowanym na 7 lipca 1877 r. czytamy: „(…) w Gietrzwałdzie zaszło coś zupełnie podobnego, dnia 28 z. m. (powinno być 27 z. m. – przyp. aut.) o godz. 9 na wieczór, do owego widzenia jakie miały dzieci w Marpingen, i powtarza się co dzień do dziś o tej samej godzinie. Jest to faktem, ale bliższych szczegółów, dziś opisywać nie będę, dopiero później”223. Kolejna informacja na łamach „Pielgrzyma” pochodzi z 1 sierpnia 1877 r. Jeden z czytelników pisma informuje, że: „(…) cała prawie Warmia i poza Warmią lud się prywatnie i ustnie, jedni od drugich, o zajściach w Gietrzwałdzie dowiedział i na to miejsce co dzień po kilkanaście set i nawet po parę tysięcy uczęszcza, niepodobna, aby polskie pisma tej nadzwyczaj ważnej i ciekawej wiadomości podać nie miały”224. W dalszej części korespondencji odnajdujemy dość szczegółowy opis pierwszego dnia objawień maryjnych w Gietrzwałdzie225.

Wieść o objawieniach Matki Bożej w Gietrzwałdzie rozchodziła się lotem błyskawicy po Polsce. Siostry dominikanki w Wielowsi koło Sandomierza w domowej „Kronice Zakonnej” pod datą 27 czerwca 1877 r. odnotowały: „(…) ukazała się cudownie po raz pierwszy Najśw. Panna na dawnej ziemi Polskiej, tj. w Warmii w wiosce Gietrzwałdzie (dziś pod rządem Pruskim będącej) prostej dziewczynie”226. Jako pierwsza informacja w lipcu 1877 r. w „Kronice Zakonnej Sióstr Dominikanek” odnosi się do dalszych wydarzeń gietrzwałdzkich, siostry odnotowały: „Najśw. Panna podług pism publicznych ciągle się objawia w Gietrzwałdzie”227. Wieść o objawieniach Matki Bożej w Gietrzwałdzie już w pierwszych dniach lipca docierała do odległych miejsc w nie istniejącej Polsce, co poświadczają zapiski w „Kronice Domowej Sióstr Dominikanek” w Wielowsi.

W kolejnych dniach pątnicy bardzo licznie przybywali do Gietrzwałdu. Pociągi, jadące z Ostródy w kierunku Olsztyna przez Biesal, wszystkie były przepełnione. Pielgrzym z Wielkopolski tak to relacjonował: „(…) przybyłem na stacyą w Biesalu, zastałem tam tłum ludzi i kilku duchownych z okolic Wisły i Kaszub, odjeżdżających do domu”228. Przyjaciel ks. Szadowskiego, proboszcza z Wielbarka, ks. Stock, w liście do niego pisał, że do Gietrzwałdu „(…) napływ ludności jest ogromny. Pociągi trzeciej i czwartej klasy do Biesala najbliższej stacji z Gietrzwałdu przepełnione są w dzień i w nocy”. Mimo tak wielkich tłumów, wszędzie doskonały porządek229. Na łamach „Oberlander Volksblatt Pr. Holland” pod koniec sierpnia 1877 r. pisano, „objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie rzucają cień na nasze miasteczko. Małe grupy pielgrzymów ciągną z sąsiedniej Warmii, przeważnie niewiasty, idą naszymi ulicami”. Korespondent swa relacje kończy słowami, „ich zewnętrzny wygląd nie świadczy o wysokiej inteligencji”230.

Korespondent „Pielgrzyma” donosił, że: „(…) licznie w gromadkach zebrany lud polski zza kordonu moskiewskiego, czyli z zagranicy tu przybywa z wielką pokorą, wiarą i nabożeństwem, błagać pociechy u Matki Boskiej. (…) W tych dniach była już druga partya tych ludzi, następnie mają przyjść znowu inni”231. Dnia 14 sierpnia 1877 r. w Gietrzwałdzie było około 6 tys. pielgrzymów, różnych stanów, a księży dziesięciu232.

Do Gietrzwałdu od kilkudziesięciu dni przybywają tłumy pątników, wieść o tych wydarzeniach staje się najważniejszą informacją przekazywaną pośród Polaków we wszystkich zaborach nie istniejącej Polski. Mężczyźni na ławkach przed swymi domami opowiadają o cudownych zjawieniach w Gietrzwałdzie. Kobiety sięgają po różaniec, gromadzą się po domach, by modlić się tak, jak prosiła Matka Boża w Gietrzwałdzie, na różańcu. Czynią to z pobożności, ufając i prosząc o błogosławieństwo Boże. Działo się to spontanicznie, nikt tym nie kierował, nie było przywódców ani wodzirejów.

W dniu 10 sierpnia 1877 r. do Gietrzwałdu przybyła wraz z panią Zofią Błotnicką siostra założycielka sióstr dominikanek Kolumba Róża Białecka. W Gietrzwałdzie przebywały do 20 sierpnia. W „Kronice Domowej Sióstr Dominikanek” w Wielowsi czytamy, że w Gietrzwałdzie ciągle trwają objawienia Matki Bożej. W drodze powrotnej, jadąc pociągiem siostra Kolumba wraz z panią Zofią nawiedziły grób św. Wojciecha w Gnieźnie233.

Na łamach „Pielgrzyma” pojawia się informacja o pątnikach, którzy przybyli do Gietrzwałdu 15 sierpnia 1877 r. na uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Warto tu nadmienić, że na Warmii uroczystość Wniebowzięcia Matki Bożej 15 sierpnia nie odbywała się, była zniesiona przez władze pruskie, a dopiero obchodzono ją w najbliższą niedziele. Mimo to, jak informował „Pielgrzym”, na najbliższej stacji kolejowej w Biesalu tego dnia, 15 sierpnia, sprzedano 5 tys. biletów podróżnym234. Ponadto do Gietrzwałdu przybywali pielgrzymi pieszo, na furmankach. „(…) gdy rano tegoż dnia o godz. 7 przyjechałem do Gietrzwałdu, zastałem już wszystkie ulice i zapłotki wózkami pozajeżdżane, nawet aż za wsią, a ze wszystkich stron nieprzerwane łańcuchy rozmaitego fasonu powozów, pełno osiadłych ludzi, toczyło się żwawo ku wsi; tak samo i piechotą”235. W dalszej części korespondencji informował czytelników, że: „(…) tak trwało do samego południa. Po południu jedni odjeżdżali, a inni przybywali. Śmiało zatem powiedzieć możemy, iż tego dnia było tu ludu 15 000 do 20 000. Jest to poważna liczba. Duchownych było kilku”236. Msze św. odprawiano po cichu, wszyscy oni, prawie przez cały dzień spowiadali. Kazań tego dnia nie głoszono. Różaniec pod klonem odmówiono trzy razy. Pątnicy przez cały czas trwali na modlitwie i śpiewie237.

Informacje w prasie polskojęzycznej o cudownych objawieniach Matki Bożej w Gietrzwałdzie wzbudzały ogromne zainteresowanie czytelników. Stały czytelnik „Gońca Wielkopolskiego” w liście skierowanym do redakcji pisał: „(…) każdy czemprędzej chciał odwiedzić to święte ustronie, lecz że to jest niepodobieństwem na raz wszystkim opuścić wszystko, przeto umówiło się 15 osób i zaraz w Poniedziałek 27go b. m. (27 sierpnia – przyp. aut.) pojechało koleją wystrućką przez Toruń na miejsce. Zabawiwszy tam dzień jeden, powrócili w Środę”. W dalszej części korespondencji relacjonuje; „(…) codziennie i z dalekich stron, mianowicie z Polski, pątnicy przychodzą, ale co ma być rozczulającego, to jest to, że kiedy kompanija nogą wstąpi na cmentarz, w kierunku klona, tedy plackiem z krzykiem i płaczem pada na twarz, wołając: Pani nasza, Orędowniczko nasza, wybaw nas od najgorszego złego; Ty wiesz Królowo nasza, o co Cię prosimy! Na te prośby, na ten płacz i krzyk serce się ma krajać przytomnych”238. Korespondent informował czytelników, że jak do tej pory to inteligencji i Polaków z wyższych sfer nie spotka się w Gietrzwałdzie. Zaś lud w Gietrzwałdzie to Polacy, pobożni i bardzo gościnni239.

W numerze 167., datowanym na 19 września 1877 r., na łamach „Gońca Wielkopolskiego” pojawił się tekst modlitwy różańcowej oraz dość dokładny opis zachowania pątników w czasie objawień Matki Bożej. Autor napisał, że różaniec odmawiany był w dwóch miejscach: „(…) albo pod samym uprzywilejowanym Klonem Objawienia, albo pod drugim klonem, stojącym na cmentarzu kościelnym naprzeciwko drzwi prowadzących do zakrystyji”. W czasie odmawiania różańca panowała idealna cisza, zaś przed rozpoczęciem modlitwy jeden z duchownych instruował wiernych, jak mają się zachowywać w czasie nabożeństwa różańcowego. Zaznaczono także, że ludności niemieckojęzycznej było niewiele, byli przede wszystkim Polacy, choć na plebanii wielu duchownych rozmawiało tylko po niemiecku. „Jeżeli w tłumie na tysiąc ludzi zaledwie jednego ujrzysz z niemiecką książką do nabożeństwa lub z niemiecką modlitwą na ustach, to za to na probostwie wiele osób używa języka niemieckiego jako swego rodowitego. Nasamprzód widzim rodzinę zacnego X. Weichsla, następnie wiele z duchowieństwa, którzy tylko po niemiecku ze sobą mówią”. Autor dodał, że na Warmii tak jak na Śląsku, sto lat niewoli dokonało ogromnych zmian w świadomości narodowej. Co więcej, informował czytelników, że wielu spod Gietrzwałdu zacniejszych parafian starało się wymóc na proboszczu, by różaniec odmawiać w języku niemieckim. Ale wielu parafian, jak i sam ks. Weichsel, temu pomysłowi się sprzeciwiło240.

Objawienia gietrzwałdzkie cieszyły się ogromnym zainteresowaniem czytelników, więc prasa starała się je szeroko relacjonować, w następnym wydaniu odnajdujemy opis i zachowanie się tych mieszkańców Gietrzwałdu, którzy udostępniali pielgrzymom swe domostwa i zabudowania gospodarcze. Dzielili się tym, co sami mieli. Gościnność ich była przeogromna. Autor tekstu przywołał postać kard. Stanisława Hozjusza, który: „(…) wstydzić by się za nich nie potrzebował, a Korona Polska i ten bursztyn warmiński śmiało między klejnoty swoje zamieścić może”. Poinformowano czytelników także o fotografie z Iławy panu Eichlerze, który sprzedawał zdjęcia z kapliczką, klonem i kościołem w Gietrzwałdzie. Fotografie w tempie błyskawicznym się sprzedały241.

Korespondent „Pielgrzyma” informował czytelników, że wielu pątników o objawieniach w Gietrzwałdzie dowiaduje się drogą szeptaną, a nie z prasy. „Rozmawiałem z Polakami z Bydgoszczy i od Węgrówca i innych miejscowości, a wszyscy drogą prywatną się o tem dowiedzieli, boć i Pielgrzym nie wszędzie czytany”. Przybywały także ważne osobistości, które trwały na modlitwie, m.in. z Poznania i wielu innych miejscowości Wielkopolski. Bardzo licznie każdego dnia przybywali Polacy zza kordonu moskiewskiego, którzy musieli pokonać wiele trudności na granicy242. Podróż koleją nie należała do najprzyjemniejszych, urzędnicy pracujący na kolei byli aroganccy wobec pielgrzymów. Mimo zaczepek, pielgrzymi odpowiadali uśmiechem i modlitwą243. Pielgrzymi gromadzą się na modlitwie na cmentarzu i w kościele. Pątnicy przybywali z całej Polski, a także spoza jej granic. „(…) Miły bardzo i rozczulający widok sprawiają pielgrzymi z Polski, którzy 20 do 30 mil pieszo o głodzie i chłodzie przebiegają, i którzy zaraz jak tylko na cmentarz wnijdą, na kolana upadają, ziemię całują i krzyżem leżąc korne modły do Pana Zastępów i Najśw. Maryi Panny zasyłają; po odprawieniu zaś pierwszych modlitw na klęczkach pod górę dość stromą, na której kościół stoi, wchodzą, kościół trzy razy także na klęczkach obchodzą, a potem pod figurę Matki Boskiej, która już od dawnych czasów na cmentarzu stoi, przychodzą, gdzie długo jeszcze nabożne pieśni i koronki śpiewają”244. Zakazy administracyjne i trud nie przeszkadzał pątnikom pokonywać dziennie dziesiątki kilometrów, by upaść na twarz w miejscu objawień Matki Bożej.

W pierwszych dniach września 1877 r. do Gietrzwałdu przybyli zacniejsi mieszkańcy Wielkopolski, m.in. hrabia Mieczysław Kwilecki, Stanisław Chłapowski z żoną, hrabina Mycielska i wielu duchownych245. Warto nadmienić, że hrabia Stanisław Chłapowski uczestniczył w pielgrzymce narodowej do Rzymu z okazji złotego jubileuszu biskupstwa Piusa IX. Ks. dr Jan Łukowski z Gniezna, będąc 6 i 7 września 1877 r. w Gietrzwałdzie, dzielił się swymi wrażeniami, pisząc: „(…) Kompanie z Królestwa Polskiego ciągle przychodziły i z rzewną wiarą padały przed Królową Polską, prosząc o wspomożenie. Ludzi nieprzeliczone zastępy ze wszech stron pieszo i powózkami przybywały. Pociąg nadzwyczajny z Osterode podług mojego obliczenia przywiózł w 51 wagonach pasażerów. W braku osobowych wagonów umieszczono osoby w transportowych po 40 osób. Spotykałem ludzi z ostatnich krańców Księstwa, z Pleszewskiego, Krotoszyńskiego, Kościańskiego, z Gniezna, Miłosławia, Czerniejewa – i któżby wszystkich wyliczył ? (…) Z kapłanów naszych widziałem ks. Kucharzewicza z Białcza i ks. Kosmidra”246. Wszyscy wracający z Gietrzwałdu, byli szczęśliwi, że mogli być w miejscu objawień Matki Bożej. Żadne słowa nie oddadzą radości tych ludzi.

Z każdym dniem ruch pątniczy się wzmagał. Przybywały tysiące pielgrzymów, bywały dni, że w Gietrzwałdzie gromadziło się 20 tys. osób. Korespondent „Kuriera Poznańskiego” informował czytelników, że osób stanu wyższego prawie wcale nie widział, ale ludu, najzdrowszej części społeczeństwa polskiego było co nie miara. „Wiara tych poczciwych ludzi jest prawdziwie rozrzewniająca, nie widzą Matki Boskiej, ale wierzą w jej objawienie”247. By lepiej zilustrować ruch pątniczy, w pierwszych dniach września 1877 r. w „Orędowniku” zamieszczono informacje: „(…) ażeby mieć pojęcie, ile luda schodzi się do Gietrzwałdu, wiedzieć trzeba, że dnia 6 mb. szło koleją z Iławy ku Gietrzwałdowi 40 wagonów248 pełnych ludzi; dnia 7 mb. musiano do jednego pociągu 2 lokomotywy przypiąć. W tych dwóch dniach przybyło do Gietrzwałdu około 7000 ludzi. Wszystkie koleje w tamtej stronie są oblężone pielgrzymami, takiego rozgłosu nabrały cudowne zjawiska w Gietrzwałdzie, między ludem polskim”249. Drugie tyle, a może i więcej każdego dnia przybywało w pielgrzymkach pieszych i furmankami z różnych stron Polski. Potwierdza to wybitny historyk ks. Walerian Kalinka250, w swej publikacji pt. „Najśw. Maryja Panna w Gietrzwałdzie” wydanej w 1878 r. nakładem księgarni katolickiej dra Władysława Miłkowskiego. We wstępie czytamy: „(…) przez miesiąc sierpień i początek września r. z. (1877 r. – przyp. aut.) tłumy ludu przyciągały na to miejsce z różnych stron dawnej Polski: z Prus wschodnich, Pomorza i wielu powiatów Księstwa Poznańskiego, ze Szląska i Czech; nadchodziły tez kompanije po dwieście i trzysta ludzi z Królestwa, a nawet Litwy. Z dniem każdym rosły pielgrzymki; w ciągu sierpnia bywały dnie, w których liczono po dziesięć, piętnaście i dwadzieścia tysięcy przybyłych. (…) Oczywiście, najwięcej chłopów, lecz widziano też i wyższe klasy i niemało duchowieństwa. Natłok pielgrzymów był tak wielki, że na kolei żelaznej odmawiano biletów; bez biletów zapełniano wagony, ale i wagonów nie stawało i pociągi nastarczyć nie mogły owym tłumom śpieszącym do miejsca, którego dotąd nawet z imienia nie znano – do Gierczwałdu”251.

W czasie objawień do Gietrzwałdu nie przybywało wielu duchownych, z różnych powodów. W czasie kulturkampfu był zakaz posługi duszpasterskiej poza swoją parafią. Za pomoc w innej parafii groziły odpowiednie kary pozbawienia wolności albo dość duże kary finansowe. Mimo utrudnień i zakazów każdego dnia w Gietrzwałdzie przebywało od kilku, kilkunastu do kilkudziesięciu księży z różnych diecezji nie istniejącej Polski, jak i spoza jej granic. Pojawiali się także księża profesorowie, którzy naocznie chcieli doświadczyć tego, co w Gietrzwałdzie się dzieje. W czwartek, 6 września 1877 r. do Gietrzwałdu przybył ks. dr Jan Łukowski, profesor zamkniętego Seminarium Duchownego w Gnieźnie. Zastał tu czternastu księży, a także komisję biskupią badającą wydarzenia dziejące się w Gietrzwałdzie252.

Uroczystość Narodzenia Najświętszej Maryi Panny – 8 września 1877 r.

W uroczystość Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, 8 września 1877 r., w Gietrzwałdzie zgromadziło się 50 tysięcy pielgrzymów253. Pielgrzymi do Gietrzwałdu przybywali pieszo, furmankami i koleją żelazną. Korespondent „Gońca Wielkopolskiego” tak opisał swą podróż do Gietrzwałdu na 8 września 1877 r.: „(…) dnia 7go Września, wieczorem o godzinie 6tej wsiadłem do pociągu, który mnie powiózł ku Toruniowi. Nie byłem sam. Tak trzecia jak i czwarta klasa wiozła w tym samym pociągu kilkadziesiąt osób od Starego Bojanowa, Kościana, Czempinia i Mosiny, wreszcie i z samego Poznania, które w to samo dążyły miejsce. Wzgląd na zależność niektórych stanów nie pozwala nam pisać wszystkiego; byli przecież między pielgrzymami nie sami tylko włościanie; byli nie tylko dorośli, ale i starcy, i kobiety, i dzieci, wszystko skupione w sobie, poważne, ciche, jeżeli rozmawiające, to o tym, co dotąd pisano z Gietrzwałdu. Z każdą nową stacyją liczba pielgrzymów wzrastała; od Trzemeszna, Mogilna, było nam już ciasno, a do Torunia zjechaliśmy w pewnym natłoku, tak że okienko kasy, sprzedające bilety, było naraz oblężone przez jakie dwieście osób wołających: Biesellen, Biesellen!”. W dalszej korespondencji informował czytelników „Gońca Wielkopolskiego, że od początku lipca do 8 września 1877 r. samą koleją przybyło co najmniej dwieście tysięcy pielgrzymów254. A przecież gros pątników przybywało pieszo czy w furmankach, pokonując dziesiątki czy setki kilometrów. Każdego dnia Gietrzwałd oblegali pielgrzymi.

W dniu 8 września 1877 r. Gietrzwałd był oblężony niczym forteca. Na górze kościelnej, pisze korespondent „Gońca Wielkopolskiego”: „(…) była mozajka głów ludzkich zbitych w jedno pole obrazu, a na drodze mrowisko ciągnących prawie wszystkich w jedną stronę, ku plebanii i kościołowi. (…) Opisywać tłumy prawie niepodobna: dość powiedzieć, że widzieliśmy tam wszystkie okolice Polski na mil pięćdziesiąt w około Gietrzwałdu leżące”255. Korespondent dodał, że przeważała ludność miejscowa, warmińska, na której widać było stuletnią niewolę. Charakteryzując pątników z Warmii, tak o nich pisał: „(…) twarze poczciwe, ale zwiędłe cierpieniem, oczy rzetelne, ale pełne lękliwości; ruchy szlachetne, lecz przyzwyczajone do korzenia się przed najezdnikiem. Szata cudzoziemska; wszystko, do najuboższego komornika i wyrobnika, porzuciło strój narodowy i nosi się z waspańska. Język bardzo zepsuty, tak pod względem składni, jak i bogactwa wyrazów; na wyższe pojęcia umysłowe, albo na przedmioty do zbytku, wygody, rzemiosła służące, brak własnych wyrażeń, i dosyć tam polską końcówkę dodać do niemieckiego pierwiastku. Idą tam więc do banhofu, jeżdżą na banie, nie palą obok kościoła fajerwerków, bo nie mają od amtmana genemikunków, nawet tak! Nie powie ci Warmijak tylko jo!, z czego się nawet śmiali Kaszuby, jakich widzieliśmy od Wejherowa przybyłych. (…) Słychać więc na Warmiji mowę podobną do tej, co na Chełmińsce, ale popsutą, tak Netzbruderowską”256. W ocenie korespondenta „Gońca Wielkopolskiego” drugą co do wielkości grupę pątniczą stanowili pielgrzymi ze wschodnich i zachodnich części Prus. Przybyli z Biskupca Pomorskiego, Torunia, Chełmna, Chojnic, Tucholi, Starogardu, Pelplina, Gniewu i Gdańska. Byli także Kaszubi, od Kościerzyny, Kartuz, Wejherowa i aż znad morza. Pielgrzymi z Wielkopolski wyróżniali się od innych pątników śmiałością, radosnym usposobieniem, długą poważną szatą, swobodą w poruszaniu się, czystością mowy i odwagą, choć cierpią, to nie stracili narodowej dumy. Korespondent pochylił się jeszcze nad jedną grupą pątników, nad Kurpiami, którzy przybyli z okolic Łomży, Ostrołęki, Augustowa i dalekiej Litwy. W. Pol rzekł, że kiedy spojrzy się na twarz ludu spod Wilna i Trok, to widać na niej niedolę i rodzi się pytanie: Cóż ci to Litwinie? A gdy spojrzy się na lud z Kurpi, to aż serce ściśnie, łza ciśnie się do oka i z głębi serca wyrwie się wołanie: Panie! I kiedyż raczysz zdjąć ten lud z krzyża!?257.

Przez cały dzień odpustowy, na plebanii gietrzwałdzkiej przebywały tłumy wiernych, duchownych, jak i zacniejsi pątnicy z różnych stron Polski. Korespondent „Gońca Wielkopolskiego” informował czytelników, że na placu przykościelnym: „(…) w tłumie na tysiąc ludzi zaledwie jednego ujrzysz z niemiecką książką do nabożeństwa lub z niemiecką modlitwą na ustach, to za to na probostwie wiele osób używa języka niemieckiego jako swego rodowitego. Nasamprzód widzim rodzinę zacnego X. Weichsla, następnie wiele z duchowieństwa, którzy tylko po niemiecku ze sobą mówią. Znać sto lat niewoli; stosunki zupełnie jak na Ślązku. Język polski dla sług i pospólstwa. Powiadali nam lepsi Warmijacy, że z początku klasy wykształceńsze z okolicy Gietrzwałdu koniecznie chciały, aby Różaniec pod klonem odmawiać po niemiecku!”. Ks. proboszcz Weichsel wraz z innymi parafianami nie wyraził zgody. Korespondent konkluduje to słowami, że nawet Matkę Bożą Niemcy chcieli nam odebrać, choć nie w bogatych miastach warmińskich się objawiła, ale w „(…) ostatnim skrytym zakątku, tam gdzie kultura niemiecka nie skrzywiła jeszcze staropolskiej ludowej prostoty – że właśnie w takiej parafii okazać się raczyła, gdzie kapłan, acz innej narodowości, lecz będąc prawdziwym apostołem Chrystusa i wiernym swych owieczek stróżem, szanował i pielęgnował język mieszkańców, wiedząc, że człowiek tylko w macierzyńskim języku modlić się może”258. Kończąc swe spostrzeżenia, korespondent „Gońca” dodał, że zacny ks. proboszcz obronił lud polski i jego mowę przed wrogami. Pochwalił także lud warmiński, który był czystego serca, mocnego ducha, że kard. Stanisław Hozjusz nie musiałby się wstydzić za ten szlachetny lud259.

Z Kongresówki przybyło około 2000 osób. Granice przekroczyli w nocy, ukradkiem. Wielu z nich lękało się, że w drodze powrotnej Rosjanie ich aresztują260. Z samego rana widok cudownego miejsca był imponujący. Korespondent „Pielgrzyma” informował czytelników, że: „(…) w całej, dość wielkiej wsi, gdzie tylko spojrzysz, wszędzie ludu pełno, jak też już na całej drodze ze stacyi żelaznej kolei do wsi rosły tłumy pielgrzymów. Kościół, wznoszący się na pięknym wzgórzu, już trzymany jakby w oblężeniu. Na cmentarzu, który jest dość wielki, wszyscy pomieścić się nie mogli i wielu stało lub klęczało w ogrodzie plebańskim. Najprzód wpada w oczy rozłożysty klon, na którym ukazuje się Matka Boska; widać, że go świeżo ogrodzono, aby go obronić od złupienia; mimo to kora okrywająca pień, zupełnie odarta, i od czasu do czasu trzeba było słowem napomnienia powstrzymywać pobożnych pielgrzymów, ażeby swej skwapliwości o nabycie pamiątki nie posuwali się do zupełnego zniszczenia pamiętnego drzewa”261. Pragnieniem wielu pątników było choćby drobną szczyptę z klonu, na którym objawiała się Matka Boża, zabrać ze sobą.

Od rana 8 września 1877 r. cały cmentarz, droga kościelna, sad i pola były pełne ludzi. W południe rzesza wiernych się podwoiła, a może wzrosła kilkakrotnie, bo przed wieczorem pielgrzymi stali na pobliskich polach, łąkach i drogach wiejskich, kilkaset metrów oddalonych od klonu objawień. Około dziewiętnastej trzydzieści zapalono nad figurą lampy, zaś na drzewach kolorowe latarnie, wierni zapalali świece, po chwili całe wzgórze kościelne, pobliskie drogi, pola i łąki rozbłysły jednym morzem świateł. Korespondent „Gońca Wielkopolskiego” tak to relacjonował: „(…) na raz z jakie 50 tysięcy gromnic białych i żółtych, wielkich i małych, migać, zlewać się i płonąć poczęły, ku nieopisanie wspaniałej illuminacji na cześć Boga Rodzicy. Jest bowiem zwyczajem ludności warmińskiej, że przy uroczystościach, procesyjach, obchodach, nie same tylko Bractwa, lecz cała ludność z światłem towarzyszy obrzędom. Powiemy prawdę, że takiej manifestacji światła nigdyśmy nie widzieli, ani sobie nawet nie wyobrażali”. Około godziny dwudziestej trzydzieści rozpoczął się różaniec. Przed modlitwą kapłan ogłasza wiernym o pobłogosławieniu źródełka pod lasem plebańskim, które od tej pory będzie miało moc uzdrawiającą dla tych, którzy z wiarą i pobożnością będą się modlili do Najświętszej Maryi Panny262. Podano do wiadomości wiernych, że: „1. N. Panna pokazała się nad źródłem w chwili, gdy dzwoniono na Anioł Pański; 2. Niewiasty widziały N. Pannę, każda w takiej postaci, jak ją zawsze widywała, ale bez otoczenia Aniołów; 3. Najśw. Panna błogosławiła zdrój prawą ręką; 4. N. Panna uniosła się z jakie trzy stopy nad źródłem, ale była do zachwyconych obrócona nie twarzą, tylko bokiem. – Ostatnia okoliczność wszystkich mocno zastanowiła, dotąd bowiem niewiasty widywały zawsze N. Pannę wprost twarzą najświętszą ku nam obróconą. Po niejakiej chwili wyjaśniła się osobliwość tem, że N. P. była twarzą zwrócona wzdłuż źródła, a że niewiasty klęczały po jednej stronie, reszta zaś duchowieństwa po drugiej, więc N. Panna miała postawę taką, żeby do żadnej strony nie była obrócona tyłem”. W czasie błogosławieństwa źródełka przez Maryję obecni byli duchowni z diecezji warmińskiej, chełmińskiej, gnieźnieńskiej i z poznańskiej. Nie było żadnego duchownego ze Śląska263.

Po zakończonej modlitwie różańcowej pod klonem objawień wierni nadal pozostali na wzgórzu kościelnym. „Lud nie ruszał się z miejsca, wielu, jak weszło do kościoła tak w nim nocować postanowiło, śpiewając pieśni nieustanne; tysiące legły pod murami świątyni, po cmentarzu i drogach”. Wielu pątników znalazło schronienie w gościnnych domach mieszkańców Gietrzwałdu264.

Po uroczystościach rzesze pielgrzymów powracały do swych domostw, wielu pieszo, inni furmankami, a wielu pociągami. Pielgrzym z Wielkopolski odnotował: „(…) napowrót w Biesellen na dworcu był taki ścisk, że bilety wydawali od 8 godziny do 3 po południu, i na 2 serye pociągi podzielili. Pociąg miał właściwie wyjść o 10 godzinie, a wyszedł o 1 godzinie i szło 108 wagonów, z druga seryą wyszedł pociąg, którym ja jechałem, o godzinie 4 i szło 58 wozów i tylko 4. Klasa – dopiero w Iławie dostałem wagon 2 klasy. (…) Przyjemność sprawiało na dworcu w Biesellen patrzeć na te roje ludzi”265. Podróż z Biesla do Torunia trwała zazwyczaj pięć godzin, tym razem dwa razy dłużej. „Na dworcach nic nie było można dostać. (…) Jeszczem nigdy tyle nie widział ludzi na jednem miejscu, ile tam było, byli nawet z Galicyi. Autor konkludując swe spostrzeżenia, nadmienił, że opisać bardzo trudno, co tam się działo266.

Po uroczystościach odpustowych w 1877 r.

Po uroczystości Narodzenia NMP, do Gietrzwałdu każdego dnia przybywało nadal bardzo wielu pielgrzymów. Jeden z pątników uczestniczących w uroczystości Narodzenia NMP tak pisał w liście do „Kuriera Poznańskiego”: „(…) przyjechałem z Gietrzwałdu i ciągle pozostaję pod wrażeniem tego, co widziałem i słyszałem – tak to wszystko wpłynęło na umysł, że ciągle za tem miejscem wzdycham”267. Słowa te świadczą, że spotkanie w jednym miejscu ogromnej rzeszy pątników z różnych stron Polski, atmosfera wspólnej modlitwy, spotkanie z wizjonerkami, świadomość, że Matka Boża rozmawia z wizjonerkami po polsku wszystko to złożyło się na ogromne przeżycie religijne. Zmieniało pielgrzymów, niezależnie jak długo i z jakim bagażem swych trosk przybywali do Gietrzwałdu. Stawali się apostołami orędzia gietrzwałdzkiego w miejscach swego zamieszkania. Docierali z przesłaniem Matki Bożej usłyszanym w Gietrzwałdzie do wielu osób, które z różnych przyczyn nie mogły przybyć do Gietrzwałdu.

Korespondent „Pielgrzyma” informował czytelników, że: „(…) od 8 września bywała tu codziennie wielka moc ludu najrozmaitszych stanów: od najprostszego wieśniaka do najoświeceńszego magnata; również liczne duchowieństwo, pomiędzy którym był i sam Najprzewielebniejszy Biskup Warmiński, dr Krementz, jako Arcypasterz tutejszej dyecezyi”268. W piątek, 15 września 1877 r., kolejne tłumy pątników przybyły do Gietrzwałdu. Przybywali ze wszystkich stron, Gietrzwałd łączył wszystkich Polaków, był miejscem ponad podziałami politycznymi, społecznymi, konfesyjnymi i narodowościowymi. Kolejna korespondencja „Pielgrzyma” pelplińskiego informuje czytelników o spontanicznym napływie pątników do Gietrzwałdu: „(…) Ludu w piątek była wielka moc i zawsze wielkie tłumy ze wszystkich stron przybywały. Z poza kordonu Moskiewskiego pośpieszało bardzo wiele furmanek, (długie a wąskie wozy polskie), zaprzężone po parze, albo po trzy dziarskie, choć nie spaśne, koniki. Widziałem też i karety czterokonne polskie. Furmanki te przepełnione były kilkudniowym obrokiem dla koni i pobożnymi pielgrzymami na miejsce święte”269. Po krótkiej charakteryzacji pielgrzymów, autor korespondencji dodaje: „(…) zaprawdę nasz naród Polski zginąć nie może, gdy w nim jest taka moc wiary i religii, ofiarności i pobożności”270. Autor dzieli się swoimi wrażeniami z pobytu w Gietrzwałdzie i tym, kto przybywa do tego cudownego miejsca, przede wszystkim opisuje gorliwość pątników z kongresówki, z zaboru rosyjskiego. „Gdy się patrzyło na ten lud tłumnie z poza kordonu moskiewskiego z taką pokorą, pobożnością i ufnością ku Matce Boskiej na to święte miejsce dążący, nie pomny na trudności najrozmaitsze, niepogody i niewygody w podróży, o głodzie, chłodzie i pragnieniu”. Pośród pielgrzymów były także matki z niemowlakami na rękach, pokonując dziesiątki, a może setki kilometrów, aby dotrzeć na święte miejsce objawień maryjnych. Po przybyciu na miejsce objawień kładli się krzyżem w błoto, by wyprosić łaski, o które się modlili, u Matki Miłosierdzia dla siebie i dla swoich bliskich. Korespondent kończył słowami: „(…) to zaprawdę patrząc na to, to też człowiek był rozczulony”271. Dalej czytamy: „(…)lud ten nie jest wybredny w pożywieniu i przyzwyczajony do grubych niewygód; bo pożywienie ich, (…) stanowiła głównie kasza mianowicie jaglana, którą sobie na noclegu gotowali, i czarny chleb, którym popijając wodę się posilali. Ubiór ich jest zupełnie prosty. Ale za to serce może być daleko piękniejsze i poczciwsze”272. W połowie września 1877 r. do Gietrzwałdu przybywali Polacy z różnych stron: „(…) od morza Bałtyckiego, aż pod Tatry; od Warszawy i granic Litwy, aż pod Szczecin. Przybywało każdego dnia tysiące pątników, którzy od 8 września 1877 r. poza kościołem, miejscem cudownych objawień nawiedzali nowe miejsce, cudowne źródełko, pobłogosławione przez Matkę Bożą. Kilka dni później źródełko starannie obudowano cegłami273, zaś nad źródełkiem wybudowano ogrodzenie w rodzaju sztachet żelaznych ośmiobocznych, na szczycie których umieszczono statuetkę bronzową Najświętszej Panny”274.

Zakończenie objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie – 16 września 1877 r.

W dniu intronizacji figury Matki Bożej, w niedzielę 16 września 1877 r. do Gietrzwałdu „(…) już od rana ciągnęli ludzie ze wszystkich stron”275. Uroczystość zgromadziła tysiące pielgrzymów z całej Polski. Pielgrzymi podążali m.in. z Pałuk, z ziemi wschowskiej, chełmińskiej, z Pomorza, z Kujaw i z Mazowsza za kordonem276. Na uroczystość poświęcenia figury przybyło piętnastu kapłanów, trzech albo czterech było z poza diecezji warmińskiej. Uroczystości rozpoczęły się wyniesieniem figury przez czterech kapłanów z plebanii. Pozostali duchowni i wierni z zapalonymi świecami wyruszyli w kierunku kościoła. Procesję rozpoczęto śpiewem „Witaj Królowa”. Na czele niesiono krzyż, później chorągwie, w dalszej kolejności wierni ze świecami, duchowieństwo i kapłani niosący figurę pod baldachimem w otoczeniu latarni. Wielu pątników ze wzruszenia płakało. W tym czasie padał rzęsisty deszcz. Po wejściu do kościoła figurę postawiono na ołtarzu głównym, obracając przodem do wiernych. W świątyni słychać było szloch i płacz. Figurę pobłogosławił ks. August Karau, dziekan z Olsztyna. Następnie zaśpiewano „Gwiazdo morza”, ze śpiewem na ustach duchowni wynieśli figurę z kościoła. Po wyjściu ze świątyni kapela zagrała „Bądź Królowa pozdrowiona”, z tym śpiewem procesja obeszła kościół dookoła, kierując się do kapliczki w miejscu objawień ( w tym czasie deszcz przestał padać). Przy kapliczce wzniesiono rusztowanie, po schodkach kilku kapłanów weszło na górę i podano im przyniesioną figurę. Umieszczono ją w kapliczce. Kapłani zeszli na dół. Nastała cisza. Po chwili, klęcząc, odśpiewano litanię loretańską po łacinie. Po modlitwie na rusztowanie wszedł ks. Rysiewski z Sząbruku i wygłosił kazanie w języku polskim, a w niemieckim ks. Karau. Po kazaniach odśpiewano psalm Miserere mei Deus (Zmiłuj się Panie nade mną), po powrocie do kościoła duchowieństwo i wierni odśpiewali „Pod Twoją obronę” , a potem przyklęknęli przed głównym ołtarzem, śpiewając Te Deum laudamus. Następnie ks. proboszcz A. Weichsel poświęcił i wkładał wiernym szkaplerze. Około 17.00 wierni wraz z księżmi zgromadzili się przy kapliczce objawień na różańcu. W tym czasie Maryja objawiła się, prosząc o „Gorliwą modlitwę różańcową277. Tak zakończyły się objawienia w Gietrzwałdzie trwające od 27 czerwca 1877 r. Jednak ruch pątniczy trwał dalej. Pielgrzymi każdego dnia przybywali do Gietrzwałdu, by w cudownym miejscu pomodlić się i nabrać wody ze świętego źródełka na rozmaite cierpienia278.

Warto tu podkreślić, że mieszkańcy parafii gietrzwałdzkiej byli ludźmi bardzo życzliwymi w stosunku do przybywających pielgrzymów. Swoim postępowaniem i życiem rodzinnym dawali dobry przykład pątnikom. „(…) Parafia Gietrzwałdzka należy bez wątpienia do najlepszych parafii. Życie duchowe wysoko tam rozwinięte. Pobożność szczera, zdrowa: nie spotkasz tam tak zwanych ckliwych „barbarek” pobożnych, jakich dużo, zwłaszcza po miastach się znajduje. Tam w całej pełni przepis Pana Jezusa się wypełnia: „Módl się i pracuj”. Oracz dobry i ziemia wdzięczna, do czego nie pomału przyczynia się i ta okoliczność pomyślna, że parafia składa się po większej części z właścicieli, z ludzi ciągle tych samych, nie wędrujących po parafiach i od nikogo nie zależnych”. W parafii działało dość sporo różnych bractw i grup modlitewnych. M.in. było bractwo milczenia, do którego należało ponad 80 osób. Każdy z członków miał obowiązek w ciągu 24 godzin, przez jedną godzinę zachować milczenie. W czasie tej godziny członek bractwa był zobowiązany do rozważania męki Pana Jezusa i boleści N.M. Panny.

W połowie czerwca 1877 r. w parafii gietrzwałdzkiej rozpoczęto nowennę do Niepokalanego Poczęcia N.M. Panny. „Gdy Nowennę ukończono N.M. Panna, jako Niepokalanie Poczęta, opuściła swój tron niebieski i spuściła się do cichego i dotąd nie znanego Gietrzwałdu, dnia 27go Czerwca, w dzień św. Władysława, patrona Polski”279.

Gietrzwałd po zakończeniu objawień maryjnych w 1877 r.

W kolejnych miesiącach nadal do Gietrzwałdu licznie przybywali pątnicy zarówno z kraju, jak i spoza granic nie istniejącej Polski280. Pątnicy zatrzymywali się najczęściej na kilka dni281. Niebawem po pobłogosławieniu źródełka przez Matkę Bożą, projektowano od klonu objawień aż do świętego źródełka wystawić stacje różańcowe, co miało się stać w niedalekiej przyszłości282.

W dniu Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny, 8 grudnia 1877 r., do Gietrzwałdu przybyło bardzo dużo pielgrzymów. Przybyli z „(…) blizkiej okolicy, jako też i z dalekich stron, aż z za Poznania i z za kordonu moskiewskiego. (…) Kościół był zapełniony wiernym ludem i poza kościołem jeszcze z kilku set ludu modliło się podczas nabożeństwa”. Kapliczka objawień przystrojona była lampionami, zaś na cmentarzu palono bengalskie ognie283. Źródełko przez cały dzień było oblegane przez pątników, którzy nabierali wodę i gorliwie się modlili. Na łamach prasy polskojęzycznej informowano pielgrzymów chcących przybyć do Gietrzwałdu, by w swych parafiach korzystali z sakramentu pokuty, bo jeden kapłan nie jest w stanie wszystkich wyspowiadać. Proszono także, by nie zarzucano ks. proboszcza Weichsla listami, bo nie jest w stanie na nie odpisywać ani czytać. Tak dużo ich każdego dnia otrzymywał284. Urzędnicy kolejowi nadal byli aroganccy w stosunku do pielgrzymów, zaś żandarmi wszystkim kramarzom zabrali obrazy i książki do nabożeństwa285.

W czasie trwania objawień maryjnych, Gietrzwałd odwiedzało każdego dnia po kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt tysięcy pątników. Najliczniej pielgrzymi zgromadzili się 8 września 1877 r. r., do Gietrzwałdu przybyło ich około 50 tys.286. Po zakończeniu objawień, do końca roku pielgrzymi każdego dnia nawiedzali Gietrzwałd, choć nie tak licznie jak w czasie trwania objawień. Z całą odpowiedzialnością można podać, że Gietrzwałd, miejscowość liczącą około 400 mieszkańców w 1877 r. odwiedziło około pół miliona pątników287. W tym czasie było to najważniejsze miejsce na mapie nie istniejącej Polski. Po wielu latach od zakończenia objawień gietrzwałdzkich, ks. Walenty Barczewski odnotował: „(…) Gietrzwałd, stał się nagle niepoślednim miejscem pielgrzymek – przyciągającym jak cudowna Częstochowa do Matki miłosierdzia znękaną ludność z całej Polski”288.

Ruch pątniczy w 1878 r.

Rok 1878 r. gromadził znacznie więcej pielgrzymów niż rok poprzedni289. Pątnicy przybywali od pierwszych dni nowego roku, choć w dni zimowe było ich znacznie mniej niż w okresie wiosennym i letnim. W pierwszych dniach marca 1878 r. Gietrzwałd nawiedzili pielgrzymi z Górnego Śląska, którzy szukali pociechy u Matki Miłosierdzia. Zabrali ze sobą wodę ze źródełka pobłogosławionego przez Matkę Boża, by wysłać do Ameryki290. Ks. proboszcz A. Weichsel informował ks. bpa F. Krementza, że na święto Zwiastowania Maryi Pannie, 25 marca 1878 r. przybyło wielu pątników, których starał się wszystkich wyspowiadać: „Spowiadałem więc w tych dniach od godziny 5 wczas rano do godziny 10 wieczorem z małą przerwą, tak że wszystkich wyspowiadałem w ciągu tygodnia”291.

Prasa polskojęzyczna pod koniec marca 1878 r. informowała swych czytelników, że: „(…) rocznica objawień Matki Bozkiej, tj. od 27go Czerwca aż do 16go Września ma się obchodzić uroczyście”292.

W maju 1878 r. na nabożeństwach majowych kościół każdego dnia był wypełniony po brzegi. Pątnicy przybywali z różnych stron, m.in. z Litwy293. W kolejnych tygodniach ruch pątniczy narastał. Ludzie przybywali z różnych stron Europy, by pokłonić się Matce Miłosierdzia i wyprosić dla siebie i bliskich wiele łask. W pierwszych dniach czerwca 1878 r. do Gietrzwałdu przybywało wielu biednych i chorych. „Niektórzy aż z Poznania pieszo przybywają. Z poza granicy przybywający skarżą się bardzo na kordon moskiewski, że się na komorach urzędnicy moskiewscy nieprzyzwoicie obchodzą z kobietami, rewidując, czy takowe czego nie przenoszą”294. W drugi dzień Zielonych Świąt do Gietrzwałdu przybyły tłumy pątników. „Widzieliśmy ludzi ze za kordonu od Wilna i Kalisza, z Kujaw, z Pleszewskiego, Poznania, Wrześni – i wielka moc Warmijaków. Chorzy po części codziennie trzy razy około studzienki się zgromadzili, gdzie już to wodę pili, już to nią rany sobie wymywali, odprawiając przy tem różaniec święty”295.

Bywały także zabawne sytuacje, o których pisali pątnicy nawiedzający Gietrzwałd, a pokonujący ostatnie kilometry pieszo z dworca kolei żelaznej z Biesala. Otóż wielu pielgrzymów pokonywało trasę, idąc granicą pomiędzy jednym a drugim polem. Owa granica została zamieniona w ścieżkę, którą pielgrzymi skracali sobie drogę do Gietrzwałdu. Jednak wiosną 1878 r. właściciele pól wystawili tabliczkę z napisem: Verbotener Steig mit 3 Mark Strafe, czyli: Ścieżka zakazana pod karą 3 marek. „Ale jak dnia 15 bm. (15 czerwca 1878 r. – przyp. aut.) zrana nadszedł grad, to nie wiem, czy nie zrozumiał, co na tych tabliczkach napisano, czy też zuchwale wbrew zakazowi sklepał niemiłosiernie ścieżkę, a około niej zasiewy polne zupełnie zniszczył, i ulotnił się ani 3 marek nie zapłaciwszy. Skutkiem więc tego nieobyczajnego gradu na Biesalu (gdzie na dworcu i okna, powybijał) żyto zamienione w barłóg, poczęści już skoszono, a poczęści czeka na kosę”296. Burza niszcząca zasiewy nadeszła z samego rana. W czasie odmawiania porannego różańca w kościele. Korespondent dodaje, że: „(…) chociaż grad był tęgi, to na polach gietrzwałdzkich bardzo mało – owszem żadnej szkody nie wyrządził. Widocznie Matka Boska swoją opieką nas obroniła! Ale za granicami Gietrzwałdu mianowicie na Biesalu – jest to wieś już luterska, po za Warmią leżąca – tam prawdziwe spustoszenie się stało. Warto dodać, że przez wiele dni deszcz padał bez przerwy297.

W pierwszą rocznicę, 27 czerwca 1878 r., początku objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie była piękna pogoda298. Ostatnie dni czerwca 1878 r. gromadziły tysiące pielgrzymów z różnych stron. Bardzo wielu pątników przybyło z Warmii, a także z dalekich stron, z za kordonu moskiewskiego. W uroczystość odpustową, na św. Piotra i Pawła „(…) ludu było moc, kościół pełen i cmentarz niemal pełen. Kazanie było polskie i niemieckie , ale oba w kościele; księży z sąsiedztwa było tylko dwóch. Miejscowy X proboszcz odprawił sumę z uroczystą procesyą naokoło kościoła. Upał był wielki”299. Największym problemem dla przybywających pielgrzymów i mieszkańców Gietrzwałdu było nowe rozporządzenie policyjne, które ograniczało wolność wyznawania swej wiary, o czym informowała pielgrzymów prasa polskojęzyczna300.

Opublikowanie rozporządzenia policyjnego na łamach „Pielgrzyma” 2 lipca 1878 r. zaniepokoiło wielu pielgrzymów, którzy planowali przyjazd do Gietrzwałdu. Wielu czytelników pytało redakcję, gdzie można nabyć potrzebną legitymację (miało to być pozwolenie wydawane w landraturze olsztyńskiej) pozwalającą na swobodny przyjazd do miejsca objawień maryjnych. Z odpowiedzią przybyła redakcja „Pielgrzyma”, umieszczając na swych łamach informację: „(…) kto ma zamiar to miejsce święte odwiedzić, to może przybyć wtedy, kiedy mu się będzie podobało”. Nikt o nic nie pyta, nie trzeba mieć żadnego pozwolenia. Zaznaczono, że najwięcej pątników do Gietrzwałdu przybędzie 2. i 15. sierpnia ,a także na 8 września, a także przypomniano, że Matka Boża obiecała przed rokiem, że nie zawsze będzie się w Gietrzwałdzie objawiać, ale zawsze: „(…)z nami pozostanie i podczas odmawiania każdorazowego różańca niewidzialnym sposobem błogosławić będzie. Zatem każdodzienne trzy razy podczas odmawiania różańca błogosławieństwo Matki Boskiej uzyskać możemy, jeżeli takowe odebrać będziemy godni”301. Autor zachęca wszystkich wiernych do gorliwej modlitwy. Do unikania grzechu. Do zawierzenia się Panu Bogu we wszystkich uciskach i dolegliwościach302.

Wydanie 17 czerwca 1878 r. zarządzenia przez landraturę olsztyńską spowodowało chwilowe zahamowanie ruchu pątniczego do Gietrzwałdu w lipcu 1878 r. Na łamach „Pielgrzyma”, w korespondencji z Gietrzwałdu, wysłanej 29 lipca czytamy: „(…) duch pobożności ku cudownej M. Boskiej Gietrzwałdzkiej – jak się zdaje – nadzwyczajnie się oziębił, jeśli nie wystygł. A to z tego wnioskować można, iż ostatniemi czasy jest tu zupełnie próżno, pusto; ani pielgrzymi nie przybywają, ani p. landrat, ani nawet żandarm się nie pokaże. Po parę osób tylko obcych raz po raz tu przybywa”303. A zatem represje administracyjne nałożone na mieszkańców i pątników odniosły swój skutek, choć nie na długo.

Mimo ograniczeń administracyjnych pątnicy nadal nawiedzali Gietrzwałd, przez kilka miesięcy wakacyjnych 1878 r. przebywał ks. prof. akademii peszteńskiej, Węgier. Każdego dnia uczestniczył we wszystkich modlitwach, prosząc o zdrowie dla siebie. Z ks. proboszczem A. Weichslem płynnie rozmawiał po łacinie. Przybyli także pątnicy ze Górnego Śląska, wozem parokonnym304.

Ogromne rzesze pątników do Gietrzwałdu zaczęły napływać pod koniec lipca 1878 r. W przededniu święta M. Bożej Anielskiej, przypadającym 2. sierpnia. pielgrzymi wypełnili cały kościół, cmentarz i okoliczne uliczki. Wielu pątników przybyło z Węgier, Austrii, Holandii. W uroczystości uczestniczyli także pątnicy z Warmii polskiej i niemieckiej, Prus Zachodnich, Poznańskiego, Śląska pruskiego i austriackiego, a także z Galicji. Wszyscy podążali do Gietrzwałdu: „(…) z wielką pokorą i nabożeństwem; ciągły turkot wozów na ulicy, nadciągających ze wszystkich stron. Najwięcej osób jest z wyższych stanów. (…) Ludu Polskiego z pod Moskala nie ma żadnego”. W uroczystościach uczestniczyło od 6 do 8 tysięcy osób305. Ks. proboszcz A. Weichsel w sprawozdaniu do ks. bpa F. Krementza pisał: „(…) wszyscy obecni pielgrzymi wykazują nieprzeparte pragnienie pojednania się z Bogiem przez sakrament pokuty. Spowiadałem tyle, ile było możliwe i muszę z krwawiącym sercem patrzeć, jak wielu musiało odejść bez spowiedzi z zapłakanymi oczami. Ksiądz profesor Łukomski z Gniezna, który przybył na podziękowanie za swoje uzdrowienie przez użycie wody poświęconej, spowiadał cały dzień w zakrystii bez jedzenia i picia”306. Mieszczan było niewielu. Zaś Polaków z kongresówki nie przepuszczano na granicy307. Był także ks. proboszcz Garbiński z Brzeźnicy spod Tarnowa308.

Poza katolikami do Gietrzwałdu przybywali także innowiercy, ale nie zabrakło ludzi nauki, którzy podjęli próbę badań naukowych nad zdarzeniami gietrzwałdzkimi. Mimo obśmiewania katolików i lżenia ich i objawień, nie zabrakło profesorów, luteran i Żydów. „Pomimo to wszystko, bardzo wielu żydów i luteran do Gietrzwałdu przybywa i wszyscy też dążą do źródełka błogosławionego, aby się tej wody napić. W zeszłych dniach byli tu rozmaici urzędnicy i profesorowie, a po obejściu wszystkich świętych miejsc – zasiedli sobie w karczmie do pióra i z wielką skwapliwością coś tam pisali. (…) Był też tu w tych dniach i pewien pastor luterski ze swoją <żoną> i kilkoma <córkami>, a u źródła wszyscy tę wodę pili i bardzo, a bardzo chwalili, iż woda jest nader dobra”. Autor korespondencji konkluduje stwierdzeniem, że jakaś nadzwyczajna siła ciągnie ich do tego cudownego miejsca309.

W dniu 13 sierpnia 1878 r. do Gietrzwałdu przybyły tłumy, jak donosił „Pielgrzym”. Tym razem najliczniejszą grupę przybyłych do Gietrzwałdu stanowili arystokraci i zacniejsi mieszkańcy nie istniejącej Polski. W tym dniu upał był wielki, na polach susza310.

Na uroczystość odpustową 15 sierpnia 1878 r., Wniebowzięcia NM Panny, do Gietrzwałdu przybyło od 15 do 20 tys. pielgrzymów. Duchownych było dwudziestu trzech. Przybywali zewsząd: z Warmii, z Prus Wschodnich i Zachodnich, z Wielkopolski, ze Śląska, z Litwy, Korony, Galicji – słowem z całego Królestwa Polskiego, a także z Holandii czy Węgier. Ks. regens Arnold Prohaszka, Węgier, przebywał w Gietrzwałdzie przez kilka miesięcy. Cały Gietrzwałd był zapełniony pątnikami: „(…) nawet w stodołach, nie mówiąc w domach, wszyscy umieścić się nie mogli, i wielu nie chcąc w deszczu pod gołym niebem nocować, u separantów i w pobliższych wioskach przytułku szukać musieli”. Przez całą noc padał deszcz, zaś w ciągu dnia mżawka. Nikogo to nie odstraszyło. Każdy starał się dostać jak najbliżej klonu, niby do tronu Matki Boskiej w Polsce – królowej korony Polskiej. Jednak nie wszystkim to się udało, wielu pątników stało z drugiej strony kościoła. Świątynia była jakby w oblężeniu. Zachowanie pątników było wzorowe. Na cmentarzu idealna cisza, tu i ówdzie było słychać modlitwy pobożnych pątników. Po południu gros pielgrzymów opuściło Gietrzwałd, na kolejny dzień pozostało około 5 tys. pielgrzymów311.

W kolejnych dniach ludzie nadal nawiedzali Gietrzwałd, przybywali z różnych stron Europy, echa objawień gietrzwałdzkich dotarły już na krańce Europy. Włosi dowiadują się o cudownych wydarzeniach w Gietrzwałdzie z publikacji, która pojawiła się w Italii przed rokiem. W drugiej połowie sierpnia 1878 r. do Gietrzwałdu przybyli Francuzi i Litwini312.

Na uroczystości odpustowe, na 8 września 1878 r., planowano zorganizować specjalny pociąg z Poznania do Gietrzwałdu. Zainteresowanie wyjazdem do Gietrzwałdu było tak duże, że planowano dodatkowe pociągi. Organizacją wyjazdu zajęło się trzech przedsiębiorców, Józef Przychodzki, Stanisław Durski i restaurator Chudziński z Chwaliszewa313. Mimo dobrych chęci wielu i ogromnego zainteresowania wyjazdem do Gietrzwałdu, władze pruskie nie wyraziły zgody na zorganizowanie dodatkowego pociągu314. Prusacy wszystko czynili, by pomniejszyć rangę wydarzeń gietrzwałdzkich i nie pozwolić Polakom na dotarcie do miejsca świętego.

W roku 1878 w uroczystość Narodzenia NMP do Gietrzwałdu przybyło około 70 tys. pątników315. Najliczniejszą grupą społeczną, wśród pielgrzymów byli włościanie. Największą grupą byli pątnicy z Królestwa Polskiego i z Litwy, a nawet z głębokiej Rosji316. Dawali oni piękny przykład swej pobożności, w czasie drogi śpiewali godzinki, pieśni polskie i odmawiali różaniec. Księży do Gietrzwałdu przybyło około 50, wielu z nich przyjechało z dość daleka. Przybywano do Gietrzwałdu przez kilka dni przed głównymi uroczystościami, by w ciszy spędzić czas na modlitwie. Dość liczna grupa pątników z Wielkopolski do Gietrzwałdu wyruszyła w sobotę317. „(…) Główny zastęp pątników wyruszył w sobotę pociągiem rannym i południowym. Po drodze na każdej stacyi przyłączały się znaczne gromady, które na setki było można liczyć. Pociągi wiozące pielgrzymów były niezmiernie długie, ciągnione przez dwie lokomotywy; do Torunia mogło wszystkich pątników przybyć około 20 000; od Torunia zaś jadąc widziałeś na każdej stacyi coraz liczniejsze gromady czekające na zabranie do świętego miejsca. (…) Wszyscy włościanie nasi budowali swoją pobożnością, a całą drogę słyszałeś ustawicznie śpiewy pobożne: godzinki, różaniec i pienia nasze polskie. Te śpiewy przez cały czas odbijały się o nasze uszy, bo i na miejscu i z powrotem nie ustawały”318. Pątnicy pielgrzymujący do Gietrzwałdu dość często słyszeli z ust kapłanów i innych pielgrzymów, a także wyczytywali w prasie polskojęzycznej, że Maryja: „(…) przemawiała dźwięcznym głosem, tak że się dziwiły uprzywilejowane osoby, żeśmy tej mowy nie słyszeli, a mówiła tak pięknie po polsku, jak tu na ziemi mówią, podług orzeczenia wizyonerek”. Dość często powtarzano, jaka to łaska dla opuszczonych Polaków, którym język wszędzie rugują, a Królowa nieba i ziemi tym językiem do nas przemawia319.

Źródełko przez cały czas było oblężone, dniem i nocą pątnicy podążali do świętego miejsca, czerpiąc wodę i zabierając ją do swych domostw. W czasie uroczystości odpustowej kazanie niemieckie wygłoszono w kościele, a polskie na cmentarzu. „Niemiecki kaznodzieja zwrócił uwagę Niemców na szczególną opiekę Matki Bozkiej nad Polakami, że po polsku przemawia, i wskazał na lud nasz i na naród, aby uczyły się inne narody, jak czcić i kochać Maryję”320.

W uroczystościach odpustowych uczestniczył m.in. ks. Aźbiewicz, unita, który przybył z Galicji, a z Monasteru ks. profesor, który był obecny przed rokiem przy spisywaniu protokołu z wizjonerkami. Pośród wielu pątników znajdowały się też zacniejsze osoby, m.in. hrabina Anna Potocka z Rymanowa w Galicji, z domu Działyńska321, która znana była z prowadzenia wielu dzieł dobroczynnych. Całą noc czuwała na modlitwie z wiernymi pod klonem objawień. Pątnicy przybyli z różnych stron Polski. „(…) dużo było ze Szląska, bardzo wielu z pod zaboru rosyjskiego, z okolic Łomży, Warszawy, z Augustowskiego itd. Ci biedacy największe budzili współczucie. Bardzo wielu przedarło się tylko przez granicę. W jednym miejscu strzelali do nich objeżdżczyki, ale naczelnik pewnej komory puścił ich potem przez rogatkę. Od strony Łomży, przynajmniej w tym pasie granicznym, miało ich przejść około 2000”322. Obawiali się powrotu tą samą drogą, i konfiskaty pamiątek z Gietrzwałdu323. Ogrody, pola, cmentarz, łąki, stodoły, wszytkie budynki były zajęte, a większość spędziła noc pod gołym niebem. Porządek pośród pielgrzymów był wzorowy, żandarmi nie mieli co robić324. Tak duża liczba pątników, zaskoczyła wszystkich, także żandarmów, którzy planowali sprowadzić wojsko. Jednak dozór kościelny panował nad wszystkim i nie trzeba było ściągać wojska325. Pielgrzymi przybywali do Gietrzwałdu na kilka godzin, a po uroczystościach odpustowych powracali do swych domów326.

Snując refleksje nad pielgrzymami, bystry obserwator życia społeczno-politycznego odnotował: „(…) można by naszą szczęśliwą wioszczynę podczas odpustów porównać ze szkołą wielką, w której się z naszym ludem najlepiej zapoznać można. Widzisz tu różne ubiory od staropolskiej począwszy, aż do najnowszej toalety paryskiej, słyszysz rozmaite dyalekta od najwdzięczniejszego małopolskiego, aż do zepsutego warmijskiego, lutersko-mazurskiego i kaszubskiego; a niektórzy Polacy się nawet nie wzdrygali przed Naszą Polską Matką Boską francuskim i niemieckim mówić językiem”. Autor dodaje, śliczna ta nasza polska mowa, obfita w różnych wyrazach. Garną się wszyscy do Matki Boskiej, bez władzy, bez zwierzchności, bez rządu widzialnego. Garną się wszyscy stroskani pod rządy najlepsze, Matki Niepokalanej, uśmiechniętej, na klonie stojącej i błogosławiącej. Dalej autor ubolewa, że widział sporą gromadę pątników z Polski, jednak na 10 mln, 70 tys. to lichy procent. Zwłaszcza, że Królowa tak mile przyjmuje, z uśmiechem i błogosławieństwem327.

W pierwszą rocznice zakończenia objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie, 16 września 1878 r. do Gietrzwałdu przybyło około 5 tys. pątników ze wszystkich dzielnic nie istniejącej Polski. Księży w tym dniu do Gietrzwałdu przybyło ponad 60328. Dość duże grupy pątników przybyły: z Ostrowa, Zaleśnego, Jankowa, Wrześni, Miłosławia, Poznania, Międzychodu, Trzemeszna, Mogilna, Torunia, Pelplina i Chełmna. Ze stacji biesalskiej do Gietrzwałdu wielu z nich podążało pieszo, a także na powozach szczególnie pod pielgrzymów przygotowanych. Na wzgórzu kościelnym było mnóstwo ludzi. W tym dniu ks. proboszcza A. Weichsla nie było w Gietrzwałdzie, wezwano go do Olsztyna na rozprawę sądową. Powrócił na uroczystości koło godz. 20.00. Uczestniczył jeszcze w modlitwach. Zgromadzony tłum modlił się gorliwie, klęcząc przed kapliczką objawień. „(…) Litwin w narodowym stroju obok Ślązaka w niemieckiej kurtce – owdzie wieśniak ubożuchny obok znamienitego rodem i majątkiem obywatela; tam wieśniaczka w grubej szacie obok dostatnio choć nie zbytkownie ubranej pani, niewinność dzieci obok przeświadczonej o winie i skruszonej ułomności ludzkiej – tuż znów schorzały, wybladły kaleka obok niemowy i głuchego, niewidomy z cierpiącym na wielką chorobę – słowem wszystkie stany, wszystkie nędze i utrapienia korzą się Bogu i wzywają pomocy Maryi”329. Po zakończonym nabożeństwie w Gietrzwałdzie zapanowała cisza i spokój.

Pośród zacnych gości, którzy nawiedzili Gietrzwałd, był naczelny prezes regencji z Królewca Karol Wilhelm Henryk Grzegorz von Horn330. Przybył 5 października 1878 r. wraz z landratem olsztyńskim. Do Biesala przyjechali pociągiem, zaś z Biesala pana prezesa Horna przywieziono do Gietrzwałdu bryczką. Odwiedzili kościół, kapliczkę objawień i źródełko. Spotkali się także z ks. proboszczem A. Weichslem. Prezes regencji królewieckiej rzekł do ks. Weichsla: „(…) nie trzeba zabraniać przybywającym tu na modlitwy – owszem, niech przybywają i modlą się, ile chcą, gdyż on wie, że tu przybywa wielu księży i rodzin nawet hrabiowskich w pobożnej intencji. Niech się modlą”331. Pobyt tak zacnego urzędnika pruskiego w Gietrzwałdzie złagodził stosunek władz policyjnych do zarządu kościelnego i proboszcza ks. A. Weichsla.

W październiku 1878 r. wielu pątników nadal nawiedzało Gietrzwałd. Przybywali z różnych stron, m.in. z Litwy, z Galicji, a także kongresówki. Choć wielu z nich napotykało wiele trudności. Było też tak, że skarżyli się na swych księży: „(…) iż nie wierzą objawieniu się Matki Boskiej w Gietrzwałdzie i zabraniają im tu przybywać”. Inni opowiadali, że władze moskiewskie nie chcą im wydawać paszportów i mają wiele trudności z ich strony, także na granicy napotykają wiele upokorzeń ze strony strażników, a urzędnicy kolejowi kpią z pielgrzymów. Mimo tak wielu trudności, pątnicy ciągnęli do Gietrzwałdu. Poza włościanami przybywali także co zacniejsi mieszkańcy różnych stron rozdartej Polski. W połowie października 1878 r. cudowne miejsce objawień Matki Bożej nawiedził hrabia Stanisław Wojciech Potocki z Galicji, właściciel Rymanowa, i hrabia Dezydery Chłapowski z rodziną z Wielkopolski332.

W przededniu Wszystkich Świętych, 31 października 1878 r., do Gietrzwałdu przybyła pielgrzymka około 100 osób z Łomży. Pokonali szmat drogi, by stanąć na miejscu cudownych objawień Matki Bożej. „Podróż kilkunastomilowa, pluskowe i zimne jesienne powietrze, złe drogi i różne niewygody nie powstrzymały tych ludzi od pobożnej pielgrzymki do Matki Boskiej, aby od Niej wyżebrać pociechę i pomoc. Serce rozdzierający płacz i szlochanie widziałem i słyszałem tych ludzi, tarzających się w błocie pod klonem objawień”. Autor korespondencji zagadnął pątników i zapytał, co jest przyczyną ich płaczu i lamentu, usłyszał odpowiedź: „(…) mój panie drogi! Mamy w domu chorych, niewidomych, niemych i rozmaitych kaleków; mamy najrozmaitsze nieszczęścia i dolegliwości i dla tego błagamy Matki miłosierdzia o pomoc i pociechę”. Korespondent „Pielgrzyma” zachęcił pątników do żarliwej modlitwy i odszedł ze smutnym wrażeniem333.

„Pielgrzym” informował swych czytelników, że hrabia Grudziński zakupił działkę obok kapliczki objawień i planuje wybudowanie hospicjum dla pielgrzymów przybywających do Gietrzwałdu334. Zaś przed świętami Bożego Narodzenia 1878 r. do Gietrzwałdu przybyła spora grupa Litwinów, która swym śpiewem i modlitwami zrobiła ogromne wrażenie na parafianach i ks. A. Weichslu335.

Ruch pątniczy w 1879 r.

Dnia 2 lutego 1879 r., w święto Ofiarowania Pańskiego, pod kapliczką objawień, mimo siarczystego mrozu, minus siedemnaście stopni, zebrało się kilkaset osób na wspólny różaniec. Księży było dwóch. Klon i kapliczkę udekorowano gałązkami zielonymi, wieczorem oświetlono dużą liczbą lampionów336. Od pierwszych dni czerwca 1879 r. ruch pątniczy w Gietrzwałdzie był dość spory, pielgrzymi przybywali z różnych stron nie istniejącej Polski337.

Na uroczystości kolejnej rocznicy objawień w Gietrzwałdzie, na 27 czerwca 1879 r. ,przybyło kilka tysięcy pątników z różnych stron Polski. Zaś na odpust Piotra i Pawła, na 29 czerwca, kolejne dotarły tu kolejne tysiące pielgrzymów. Przybywali pieszo, na wozach i koleją338. Niełatwo było pątnikom dotrzeć do Gietrzwałdu, napotykali wiele trudności na granicy, a także po przekroczeniu granicy przez żandarmów pruskich bardzo często byli obrażani i napiętnowani. Korespondent „Pielgrzyma” tak to relacjonował: „(…) ludzie ze zagranicy przybyli powiadali na seryo, iż około trzech tysięcy ludu w kompaniach idącego do Gietrzwałdu, gdy już granicę przekroczyli, żandarmi pruscy porozpędzali. To też – mówią wszczął się między temi rzeszami nie tylko płacz i krzyk, ale ryk formalny ze żalu, iż się do Matki Najświętszej nie dostali”. Korespondent dodał, o niegodnym zachowaniu żandarmów pruskich: „(…) przybywający tu dotąd skarżą się okrutnie na najniegodniejsze wyśmiewiska, szyderstwa Niemców, lutrów i urzędników pruskich z katolików i Polaków”339. Korespondent kończy relacje stwierdzeniem, że to nic nowego. Tak zawsze zachowują się wobec Polaków.

Poza włościanami do Gietrzwałdu przybywali także zacni pielgrzymi. W pierwszych dniach lipca 1879 r. przybyła rodzina 5-osobowa z Białej Rusi, z guberni witebskiej. Rodzina z „wysokiej inteligencji”. Nie pobyli długo w cudownym miejscu: „(…) bo tutejsze domy gościnne zdawały się im nieodpowiednimi do ich stanu i wygody”340. Byli i tacy pielgrzymi.

„Goniec Wielkopolski” donosił, że na kilka dni przed uroczystością Narodzenia NMP w 1879 r. do Gietrzwałdu przybywały tysiące pielgrzymów. O bardzo licznie przybywających pątnikach pisano już we wcześniejszych korespondencjach, na przykład jak ta z 5 września: „Już wczoraj i przedwczoraj bardzo wielu pielgrzymów do Gietrzwałdu przybyło, a dziś tysiące się ich gromadzą. Także z zagranicy przybyło kilka kompanii. We wieczór po ciemku około godziny 9.00, z poza gór gietrzwałdzkich dał się słyszeć przybliżający się śpiew, poczem spostrzeżono liczne jarzące się światełka. Wybiegliśmy – aż tu wchodzi do wsi wielka kompania ze śpiewem Bądź Królowa pozdrowiona, a za każdą zwrotką ktoś z pomiędzy zebranych na przodzie idący, zadzwonił dzwonkiem”. Dalej korespondent opisuje przebieg wejścia pątników na cmentarz i przywitanie się z miejscem świętym: „Na czele tej kompani niesiono z jakie 50 wielkich jarzących się świec. Szli sformowani w szeregi bardzo długim łańcuchem, bo było do trzech tysięcy ludzi. Gdy pierwsi weszli już na cmentarz i pod klon, to ostatni dopiero do wsi wchodzili. Raptem rzucili się wszyscy krzyżem na ziemię i wszczął się między nimi wielki jęk, żale i modlitwy do Matki Najświętszej, i długo się uspokoić nie mogli. Na cmentarzu kończono odmawianie Różańca. Powiadali ci pielgrzymi z zagranicy, że jutro i pojutrze jeszcze wiele więcej tu dotąd przybędzie”. Relację kończy wzmianka, że za pątnikami jechały wozy wiozące bagaże pielgrzymów341.

W 1879 r., w uroczystość Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, do Gietrzwałdu przybyło około 80 tys. pielgrzymów342. Pielgrzym spod Kotomierza, jadąc na uroczystości odpustowe do Gietrzwałdu, z domu wyruszył 6 września 1879 r. Podróż odbywał koleją. W podróży spotkał wielu znajomych, o czym czytamy szczegółowo w liście do „Gońca Wielkopolskiego”: „(…) w Bydgoszczy zastałem ludu wszędzie pełno, gdzie się człowiek tylko obrócił, a wszyscy w twarzy uweseleni i pokorni zarazem, opatrzeni w tłomoczki. Od razu można było poznać, że to Pielgrzymy Gietrzwałdzkie. Tu mieliśmy godzinę czasu, więc spędziliśmy go na bieganiu i miłej pogadance; naraz i tu zaświstała lokomotywa, a więc dalej! Jak kto może do wagonu. Szafnerzy nie mogli zdążyć z odbieraniem biletów, pomagają więc konduktorzy. Ja sam mój konduktorowi oddałem. Był to pan bardzo grzeczny, prosił po polsku, aby wsiadać, chociaż nie bardzo władał tym językiem. Jedziemy więc do Torunia, a że nas już było dużo z różnych okolic, więc żeśmy byli sobie radzi. Jeden z nas mówi: Bracia ! dalej Kto się w opiekę poda Panu swemu ! Na ten głos wszyscyśmy donośnym głosem śpiewali aż do Torunia”. Dalej pielgrzym z Wielkopolski pisał, że w Toruniu pielgrzymów było co nie miara. Wszędzie pełno. Wagonów za mało. A „(…) w tym wagonie, w którym ja byłem, tak było pełno, że dla mnie do stania nie było więcej jak stopa kwadratowa. Jadąc dalej, zabieraliśmy na każdym dworcu sporą kupę pielgrzymów aż do Jabłonowa. Ztąd musiano wziąć nowy pociąg, bo nasz dalej zabierać nie był wstanie”343. Pielgrzym do Biesala dotarł w ścisku, ale radosny, że coraz bliżej cudownego miejsca objawień Matki Bożej. Po dotarciu do Gietrzwałdu, pielgrzym napisał: „(…) tysiące zalegały kościół, cmentarz i ulice tak, że musiałby gwałtu użyć, ktoby się chciał gdzie przedostać”344.

Od zakończenia objawień w 1879 r. mijało dwa lata, na łamach prasy polskojęzycznej odnajdujemy informacje, iż „(…) w sprawie objawień gietrzwałdzkich Kościół dotąd nic nie orzekł, nawet ks. Biskup warmiński nie wypowiedział swego zdania”. Dlatego też apelowano do czytelników, by być bardzo ostrożnym co do cudów jakie krążą pośród ludu345.

Ruch pielgrzymkowy po 1880 r.

Na uroczystość wniebowzięcia NMP, 15 sierpnia 1880 r., przybyło kilkanaście tysięcy pątników. Pielgrzymi przybyli z Litwy, Rusi, Polski, Francji, Węgier i wielu innych krajów Europy346.

W roku 1880, jak donosił „Goniec Wielkopolski”, na uroczystości odpustowe przypadające we wrześniu do Gietrzwałdu nadal przybywały tłumy pątników. Już 5 września, na kilka dni przed uroczystością Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, dotarło tu kilka tysięcy pątników347. Bardzo obszerną korespondencję zamieścił „Goniec Wielkopolski” pod koniec września 1880 r. Nadesłał ją pielgrzym uczestniczący w uroczystościach odpustowych w Gietrzwałdzie. Oto jej fragment: „(…) w poniedziałek 6go września r.b. wyruszyliśmy pociągiem popołudniowym z Jarocina na Gniezno i Toruń do Gietrzwałdu. Na każdej stacyi koleji gromadki pątników czekały na pociąg, a im bliżej Gniezna i Torunia, na tem większe napotykaliśmy tłumy wsiadających na każdej stacyi. Przybywszy do Gniezna, jedna część pątników została i zanocowała w mieście, druga zaś, wiele większa, pojechała jeszcze tego samego wieczora do Torunia i tam zanocowała. Tu do 10tej godziny wieczorem kapłani słuchali pątników Spowiedzi św.; również i na drugi dzień, tj. we Wtorek 7go b.m. przystępowało wielu pątników do Sakramentu Pokuty św. i Stołu Pańskiego, a po Mszy św. wszystkim udzielono błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem”348. Interesujący jest opis podróży pielgrzymów do Gietrzwałdu, który warto w całości przytoczyć: „Z kościoła udaliśmy się na piękny tamtejszy dworzec; na który do 11tej godziny z rana kilka tysięcy zebrało się pątników, a przeto ścisk przy wykupywaniu biletów był ogromny. Wielkich mas ludu na jeden pociąg, chociaż tenże był bardzo długi, zabrać było niepodobna i zatem godzinę dopiero po pierwszym wyruszył pociąg nadzwyczajny, przepełniony także pątnikami, i to przez piękny, żelazny i bardzo długi most, prowadzący przez Wisłę. (…) Ścisk w wagonach był ogromny, bo do 70 osób znajdowało się w jednym wagonie; lecz to nie przeszkadzało pątnikom wcale w nabożeństwie, bo skoro tylko pociąg ruszył, we wszystkich wagonach zabrzmiały nabożne śpiewy i rozległy się po całej okolicy; a więc pieśnie pobożne, dalej różaniec, litanije i inne różne modlitwy odmawiano przez cały czas podróży. (…) Im bliżej Gietrzwałdu, tym większe tłumy pątników na dworcach kolei czekały na pociąg. Na niektórych dworcach nawet kilka set osób się zbierało. Urząd koleji był zatem zmuszony przygotować trzeci pociąg, a który, jak pierwsze dwa, zupełnie pątnikami był przepełniony”.

Pociąg do Biesala przybył około godz. 21.00. Wielu pielgrzymów podążało do Gietrzwałdu pieszo, inni wynajmowali furmanki płacąc po 50 fenigów od osoby, a nawet jedną markę. Droga wypełniona była pątnikami. Wszyscy kierowali swe pierwsze kroki : „(…) wprost do kościoła, który całą noc był otwarty, a pielgrzymami przepełniony, którzy całą noc zasyłali gorące modły i nabożne pienia do Boga i Najświętszej Panny. (…) Zaraz po 3ciej godzinie z rana wyszedł kapłan ze mszą św. Z dniem zaś coraz bardziej napełniał się piękny tamtejszy kościółek i cały cmentarz pobożnymi”. Przy kapliczce objawień tłum pątników był ogromny – jak donosił korespondent – odmawiano różaniec i śpiewano pieśni maryjne. Podobnie było przy źródełku, tu gromadzili się przede wszystkim chorzy, „(…) u źródełka natłok był także bardzo wielki; a jeśli chciałeś naczerpać ze źródła błogosławionej wody, to parę godzin musiałeś się dociskać. W rowie, którym z źródełka woda odpływa, napotkać mogłeś zawsze mnóstwo chorych i kalek, mających chore części ciała. (…) Około tego źródełka obchodzą pątnicy, przede wszystkim chorzy na kolanach; inni leżą krzyżem; inni znów odmawiają różaniec, lub inne modlitwy”. Autor kończył informację, opisując piękne ukształtowanie terenu i chwaląc mieszkańców Gietrzwałdu jako prawych zaradnych i życzliwych ludzi349.

W 1881 r. w uroczystości odpustowej, 8 września, uczestniczyło 10 tysięcy pątników350 z różnych stron nie istniejącej Polski351.

W piątą rocznice rozpoczęcia objawień Matki Bożej, 27 czerwca 1882 r. odbyła się niecodzienna uroczystość przy źródełku. Po porannej Mszy św. wierni, pielgrzymi przybyli do Gietrzwałdu i zgromadzili się przy świętym źródełku. „Według zapowiedzenia, piękna figura w dniu 27 zm. została poświęcona i wstawiona na szczyt żelaznych krat, nad źródełkiem, przy licznym udziale pobożnych pielgrzymów z daleka nawet przybyłych. Akt ten odbył się z rana po Mszy św. przy najpiękniejszej pogodzie”. Przez cały dzień napływali ludzie w licznych pielgrzymkach z różnych stron Polski oraz z Litwy, zanosząc modlitwy do Najświętszej Maryi Panny. Jednak nie wszystkim udało się dotrzeć do Gietrzwałdu. Wielu pielgrzymów cofnięto na granicy w okolicach Szczytna. Byli to pątnicy z zaboru rosyjskiego. „(…) Przybyli z pod Moskala pielgrzymi powiadali, że od Szczytna wróconą została bardzo wielka kompania Polaków do Gietrzwałdu dążących”. Ubolewano na brak kapłanów, którzy by nieśli posługę duszpasterską przybyłym pielgrzymom. Na tak wielkie tłumy przybyło tylko dwóch księży352.

Zainteresowanie Gietrzwałdem było tak wielkie w okresie wiosennym, letnim i jesiennym, że staraniem ks. proboszcza A. Weichsla wybudowano dla pielgrzymów na placu przykościelnym gospodę, którą uroczyście otwarto 1 sierpnia 1882 r.353. Kolejnego dnia, 2 sierpnia, odbyła się uroczystość z okazji Matki Boskiej Anielskiej. Przybyli pielgrzymi z Warmii a także z zaboru rosyjskiego.

Codzienny napływ ogromnej rzeszy wymusił na ks. proboszczu A. Weichslu rozbudowę kościoła gietrzwałdzkiego. Dotychczasowy, pochodzący z początku XVI stulecia, był za mały. W połowie czerwca 1882 r. na łamach „Pielgrzyma” informowano czytelników, że: „(…) przygotowania materyałów do powiększenia kościoła postępują naprzód. Nowy rysunek nadesłany uzyskał pochwałę i zatwierdzenie władzy biskupiej; wyczekują też niebawem odnośnego zatwierdzenia i od władzy rejencyjnej”. Przygotowano już materiały budowalne, takie jak kamienie, zaś cegłę produkowano już od roku354.

Prace budowlane przy kościele gietrzwałdzkim rozpoczęły się z końcem lipca 1882 r.355, zaś 11 sierpnia br. wytyczano dokładne pomiary nowo budującej się części kościoła. Jednak tu napotkano na przeszkody, które z czasem pokonano356. Uroczyste poświęcenie kamienia węgielnego pod nową część kościoła w Gietrzwałdzie odbyło się 8 września 1882 r.357.

Na uroczystość Narodzenia NMP, na 8 września 1882 r. do Gietrzwałdu przybyło kilkadziesiąt tysięcy pielgrzymów. „Z zagranicznej Polski przybyły liczne kompanie i liczne wąskie furmanki; matki przyniosły też swe niemowlęta na rękach”. Kilka dni przed uroczystością odpustową rzesze pielgrzymów gromadziły się w Gietrzwałdzie. W przeddzień odpustu zgromadziła się tak duża liczba pątników, że wielu z nich nocowało pod gołym niebem. Kościół był wypełniony przez całą noc, wierni trwali na modlitwie i śpiewie pobożnych pieśni358.

Uroczystość odpustowa rozpoczęła się procesją z kościoła na cmentarz przykościelny. Plac był wypełniony wielotysięcznym tłumem pielgrzymów. Kazanie polskie wygłosił ks. E. Hermann, proboszcz i dziekan z Biskupca Reszelskiego. Następnie procesja udała się na miejsce, gdzie był posadowiony kamień węgielny pod budowę nowej części kościoła. Obrzędu poświęcenia kamienia węgielnego dokonał ks. proboszcz A. Weichsel. „Pod kamień włożone i zamurowane zostały spisane rozmaite dokumenta, i prócz tego jedna polska i jedna niemiecka książeczka z opisem objawień Najśw. Maryi P. Na kamieniu węgielnym wykuto owe pamiętne słowa, które Najśw. Marya Panna najprzód podczas objawienia się do owych dwóch dziewcząt wypowiedziała: Odmawiajcie Różaniec. Po lewej stronie wykuto Imię Maryi, po prawej Serce Maryi mieczem przebite, w środku krzyż, a na dole rok 1882”. W kolejnych dniach odpustu wciąż zjeżdżali pielgrzymi z różnych stron Polski359.

Korespondencja z odpustu gietrzwałdzkiego, który odbył się 8 września 1883 r., informowała czytelników o niebywale radosnej atmosferze wśród pątników. I że już w wigilię uroczystości odpustowej zgromadziła się rzesza pielgrzymów, którzy przybyli z Warmii, a także kompanie z Kongresówki. Nadmieniła także o prowadzonych pracach budowlanych przy kościele gietrzwałdzkim360. Zaś rok później na łamach „Gońca” informowano o uroczystościach, które odbędą się w Gietrzwałdzie 14 września 1884 r.361. Kolejna korespondencja pojawiła się 14 września 1884 r., a przekazał ją pątnik uczestniczący w uroczystościach 8 września. Przywołał fragment kazania, które wygłosił kaznodzieja odpustowy: „Maryja (…) naprzód żąda, aby wszyscy odmawiali Różaniec, a odmawiali go chętnie, szczerze i z gorącym nabożeństwem. Dalej żąda, aby każdy zachowywał czystość stanowi swojemu przyzwojtą. Trzecie, żąda, aby ustało pomiędzy nami pijaństwo. Tych trzech rzeczy szczególnie żąda od nas N.M. Panna. Odmawiajmyż więc Różaniec chętniej i nie tak ozięble jak dotąd, ale z gorącym nabożeństwem. Wystrzegajmy się grzechu nieczystości, bo ten najbardziej się sprzeciwia jej Panieńskiej czystości”. Dalej kaznodzieja wołał: „(…) strzeżmy się pijaństwa, które tak wiele złego na nas sprowadza. Ażeby tym pewniej się od niego ustrzedz, to się wyrzeczmy gorzałki, że przynajmniej na rok jeden nie będziemy pić gorzałki, rumu, araku i żadnych gorących trunków”. Na zakończenie kazania pielgrzymi ślubowali abstynencję. Pątników miało być więcej niż przed rokiem362. Na uroczystości odpustowe 14 września 1884 r. do Gietrzwałdu przybyło około 25 tys. pielgrzymów, przede wszystkim z Warmii363.

Przed ósmą rocznicą początku objawień maryjnych w Gietrzwałdzie, przypadającą 27 czerwca 1885 r., i odpustem przypadającym 29 czerwca na św. Piotra i Pawła, w „Gońcu Wielkopolskim” w numerze z 26 czerwca 1885 r. napisano: „Pobożni czciciele Matki Bozkiej o miejscu tem nigdy nie zapomną”. Dalej podano krótką informację, że inne pisma – nawet katolickie – „będą bluźnić i wyśmiewać się”364. W uroczystość Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, 8 września 1885 r., na główne uroczystości do Gietrzwałdu przybyło około 30 tys. pielgrzymów. Pątnicy przybyli z „(…) z Polski rosyjskiej, z Litwy, z Poznańskiego i Prus Zachodnich. Wiele było także Rusinów. Na wszystkich twarzach malowała się boleść – skutek wydalania i różnych innych nieszczęść. Wszyscy dążyli do Pocieszycieli utrapionych”. W uroczystości uczestniczyło 20 duchownych, którzy przez cały czas spowiadali pielgrzymów365.

Warto tu przywołać znaczące wydarzenie, otóż klon, na którym objawiała się Matka Boża, zniszczyła burza przechodząca nad Gietrzwałdem 7 lipca 1888 r. Jak donosił korespondent „Gazety Olsztyńskiej”: „(…)klon runął tuż przy kaplicy, której nie naruszył. W pół godziny potem tylko znak został, bo wszystko wraz z gałęziami i liśćmi ludzie rozebrali na pamiątkę”366. Objawienia trwały na klonie, obok którego w czasie objawień wybudowano kapliczkę. Treść orędzia gietrzwałdzkiego została utrwalona przez malarza Borowskiego z Elbląga w 1894 r. na polichromii stropu starej części kościoła. Malowidło przedstawia Matkę Bożą na tronie wśród ornamentów z liści klonu. Scena ilustruje pierwsze cztery dni objawień w 1877 r.367.

W roku 1893 na uroczystość św. Piotra i Pawła przypadło zakończenie misji parafialnych. Pielgrzymów przybyło tak wielu, że korespondent „Gazety Olsztyńskiej” porównał tak liczny udział pątników w uroczystościach do czasów objawień maryjnych w 1877 r. Donosił, że: „(…) od czasu ostatnich objawień NMP w Gietrzwałdzie nie widziano takich tłumów ludzi, jak w ostatni dzień misji. Liczono 30 000 ludu. Toteż tłok w kościele, na cmentarzu i przylegającej drodze był niezmierny”368.

W kolejnych latach ruch pątniczy nieco osłabł, ale nadal każdego roku do Gietrzwałdu przybywały masy pielgrzymów. Najwięcej ich przybywało w latach jubileuszowych. W 50. rocznicę objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie, w 1927 r., na główne uroczystości przybyło około 50 tys. pielgrzymów369.

Po dojściu Hitlera do władzy w Niemczech, terror nazistowski wzmagał się z każdym rokiem. Ruch pątniczy na różne uroczystości trwał nieprzerwanie do wybuchu II wojny światowej w 1939 r. Dopiero w 1940 r., władze hitlerowskie, wykorzystując stan wojenny, po raz pierwszy od czasów objawień, nie wpuściły pielgrzymów do Gietrzwałdu. Otoczono Gietrzwałd policją i pod pretekstem epidemii szkarlatyny zawrócono do domów około 20 tys. pątników370.

W latach powojennych, po 1945 r. najliczniej pątnicy przybyli w 1967 r., na uroczystość koronacyjną obrazu Matki Bożej Gietrzwałdzkiej, około 100 tys. pątników i na 100-lecie objawień w 1977 r. około 150 tys. pielgrzymów371. Również 140-lecie objawień maryjnych w Gietrzwałdzie, w 2017 r., zgromadziło około 100 tys. pielgrzymów z różnych stron Polski i spoza jej granic.

***

Objawienia maryjne w Gietrzwałdzie trwające od 27 czerwca do 16 września 1877 r. wywołały spontaniczny ruch pielgrzymkowy na niespotykaną skalę w nie istniejącej Polsce. Od pierwszych dni objawień maryjnych do Gietrzwałdu zaczęli przybywać pątnicy. W pierwszych dniach byli to mieszkańcy sąsiednich parafii. Jednak z każdym dniem przybywało ich coraz więcej. Pod koniec lipca 1877 r. do Gietrzwałdu przybywało po kilka tysięcy pątników. W kolejnych tygodniach ruch pielgrzymkowy jeszcze bardziej się nasilił, bywały dni, że Gietrzwałd nawiedzało po kilkanaście, czy kilkadziesiąt tysięcy pielgrzymów. W roku objawień Gietrzwałd nawiedziło około pół miliona pielgrzymów. W kolejnych latach ruch pielgrzymkowy nie malał. W latach 1877-1880 Gietrzwałd nawiedziło ponad milion pątników, była to ludność polska, która przybywała z różnych stron. Polacy pielgrzymowali z Litwy, Lwowa, Śląska, Wielkopolski, Mazowsza, Podlasia, Prus Zachodnich, Małopolski a także Warmii. W trzech pierwszych latach po objawieniach do Gietrzwałdu przybyło około 10% ludności polskiej, Polaków w tym czasie pod trzema zaborami było około 10 milionów. Spontaniczny ruch pielgrzymkowy był najważniejszym wydarzeniem, skupiającym tak ogromne rzesze pątników polskich, które nie mają sobie równych w tym czasie. Polacy odwiedzający Gietrzwałd odzyskiwali ducha i wiarę bycia Polakami.

W kolejnych latach ten ruch nieco osłabł, ale na najważniejsze uroczystości odpustowe nadal przybywały tysiące pielgrzymów. Do wybuchu I wojny światowej najliczniejszą grupą narodowościową wśród pątników byli Polacy. Na przestrzeni 140 lat od objawień najwięcej pątników przybyło na uroczystość Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, przypadającą na 8 września albo na pierwszą niedzielę po 8 września, w 1977 r. około 150 tys. pielgrzymów, w 1967 i 2017 r. po około 100 tys. pątników a w 1879 r. około 80 tys. pielgrzymów.

Rozdział V

Próby ośmieszenia objawień gietrzwałdzkich

Od pierwszych dni objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie, na łamach pism niemieckojęzycznych zamieszczano artykuły szkalujące wydarzenia gietrzwałdzkie. Wśród pielgrzymów pojawiają się osoby, które nie z pobożności, ale z chęci ośmieszenia tego, co się dzieje w Gietrzwałdzie, przybyły. Wielokrotnie starano się wzbudzić niepokój i zamęt wśród pielgrzymów, opowiadając o niemoralnym życiu ks. proboszcza A. Weichsla. Władze pruskie podjęły próbę administracyjnego ograniczenia napływu pątników, ale bezskutecznie. Za swoją wierność powołaniu kapłańskiemu duchowni wielokrotnie byli karani i więzieni. Szkalowanie objawień gietrzwałdzkich nie zakończyło się w dniu zakończenia mariofanii, ale trwało w następnych latach, prym wiodła prasa niemieckojęzyczna, liberalna, protestancka, ale w sukurs temu szła prasa katolicka.

Liberałowie i prasa niemieckojęzyczna wobec objawień gietrzwałdzkich

Poza pątnikami w Gietrzwałdzie od końca lipca 1877 r. zaczęli pojawiać się ciekawscy i szukający sensacji. „Kręcą się też pono i jacyś inni obcy ludzie w celu wyśpiegowania rzeczy – no niech chodzą omackiem. Przybywają też i rozmaici panowie liberałowie i niedowiarki z perspektywami, teleskopami, mikroskopami i t. p. szkłami, przez które na klon z największem wytężeniem spoglądają, jak gdyby na nim trychiny znaleźć chcieli – lecz na próżno, bo ani bystrem gołem okiem, ani przez mocne szkła nic ujrzeć nie mogą”372.

W sierpniu 1877 r. przybywało coraz więcej osób, kpiących z objawień. Rozpytywali, by później na łamach pism liberalnych i protestanckich ośmieszać wydarzenia gietrzwałdzkie. „Liberaliści i protestanci tak ustnie prywatnie, jak i w pismach niemieckich szydzą z tej sprawy i lżą najniegodziwiej, podając wszystko fałszywie i w sposób przekrętny, a o rzeczywistej prawdzie się nie dowiadują ani jej uznać nie chcą. Korespondenci ich bywają tu bez wątpienia, lecz chodzą omackiem i chyba pokątnie i w karczmach coś niedorzecznego się dowiadują”. Korespondent dodał, że prasa niemieckojęzyczna podawała inne dane osób widzących, zamiast Augusta Szafryńska, to Auguste Grams. Ponadto podawano, że rolnicy powinni żniw pilnować, a nie pod klon do Gietrzwałdu biegać373.

Na łamach pism liberalnych starano się wmówić czytelnikom, że do Gietrzwałdu przybywają tylko ludzie prości, nie wykształceni i głupi. Z tymi zarzutami nie zgadzali się korespondenci gazet polskojęzycznych m.in. „Pielgrzyma” pelplińskiego. Autor korespondencji z końca sierpnia 1877 r. pisał: „(…) wyśmiewają się liberałowie i protestanci, że tu gromadzi się tylko lud prosty, nie mający bildunku, głupi. Lecz zapewniam ich, że nie tylko lud prosty, który zresztą swym prostym rozumieniem mędrka liberalnego pokonuje – ale przybywają tu liczni ludzie oświeceni i wykształceni z rozumem w głowie i pokorą i pobożnością w sercu – ale nie z zapatrywaniami liberalnymi”374. W połowie września 1877 r. polemikę z prasą liberalną niemieckojęzyczną podejmuje także „Orędownik” wydawany w Poznaniu. Przywołuje słowa szyderstw, które pojawiają się na łamach prasy: „(…) liberalne gazety nie posiadają się z gniewu, że <głupi> lud katolicki wierzy w cuda. Jeszcze się w Marpingen nie skończyło, a już się poczyna i to – w stronach polskich – Gietrzwałd. Nie brak też szyderstw z katolików. Lżą Biskupa warmijskiego, że nie zakazał ludowi wierzyć w cuda gietrzwałdzkie”375. Korespondent odwołuje się do „Posener Zeitung”, którą popularnie nazywano Posenerką, która radowała się tym, że polskie gazety niewiele pisały na swych łamach o objawieniach maryjnych w Gietrzwałdzie. Nie było to prawdą, od kilku tygodni w Przez cały czas w mediach liberalnych ośmieszano wydarzenia gietrzwałdzkie. Starano się osłabić ruch pątniczy różnymi sposobami. Między innymi starano się ośmieszyć ks. proboszcza A. Weichsla, podając nieprawdziwe informacje. Wrogowie wiary katolickiej, pisał korespondent „Kuriera Poznańskiego” stawiają pielgrzymom wiele przeszkód: „(…) udającym się na miejsce objawienia pątnikom na dworcach rozmaite przeszkody i rozpuszczają pomiędzy nich najniedorzeczniejsze baśnie. Tak słyszałem z ust wiarogodnego człowieka na dworcu w Iławie, że mówiono, iż na próżno idą do Gietrzwałdu, bo tam już księdza nie ma, gdyż proboszcz zabrawszy z sobą całą kolektę, wynoszącą 10 000 talarów (!), uciekł do Ameryki”. Dziennikarz konkluduje swoje spostrzeżenia słowami: „(…) miałem przyjemność poznać tego czcigodnego męża, którego cnoty prawdziwie kapłańskie ponad wszelką potwarz stawiają”. Ks. proboszcz Weichsel mimo, że był Niemcem, dość dobrze władał językiem polskim, był zatroskany o swych parafian i pielgrzymów, których tysiące przybywało codziennie do Gietrzwałdu376. Kolejne fałszywe informacje o ks. Weichslu i cudownych objawieniach pojawiły się po zakończeniu objawień. Pielgrzym udający się do Gietrzwałdu, wstąpił w Iławie na posiłek, pytano go, czy to prawda, że: „(…) z gietrzwałdzkich skarbów pieniądze posyłają Turkowi na wojnę? Czyście oszaleli – powiedziałem – wszak X. Weichsel już raz uciekł z temi pieniędzmi do Ameryki, a teraz znów wysyłacie takowe Turkowi? Ręka sprawiedliwego raz was dosięgnie za to wszystko!….”. Autor listu dodał: „(…) sam diabeł więcejby kłamać niemógł”. Mówiono jeszcze o innych wymyślonych rzeczach, ale ich opisywać na łamach prasy katolickiej nie wypada – dodał pielgrzym377. wieści o wydarzeniach Gietrzwałdzkich pojawiały się na łamach prasy polskojęzycznej.

W mediach liberalnych i niemieckojęzycznych nie poprzestano tylko na ośmieszaniu ks. A. Weichsla. Czyniono to także w stosunku do innych osób, które podążały do Gietrzwałdu. „(…) Jedna z poznańskich niemieckich gazet nie wstydzi się posłów polskich do sejmu pruskiego i rzeszy, co byli w Gietrzwałdzie, nazwać <włóczęgami> (Wallfahrts-Bummler), to już nie wiedzieć co sądzić o przyzwoitości dziennikarzy, którzy się tak chełpią, że są apostołami cywilizacji”378. A zatem propaganda antypolska i antykatolicka przez cały czas starała się ośmieszyć to, co wydarzyło się w Gietrzwałdzie.

Wielu katolików do objawień maryjnych w Gietrzwałdzie podchodziło z rezerwą, prasa liberalna bardzo szybko podejmowała ten temat, cytując wypowiedzi wątpiących w prawdziwość objawień w Gietrzwałdzie. Pisano m.in., że: „(…) dopóki władza duchowna nie orzecze, nie wierzę”. Inni natomiast apelowali do ks. bpa F. Krementza, biskupa warmińskiego, by biskup „jako najwyższy pasterz warmińskiego Kościoła rozporządził, żeby przytłumić matactwo (Unfug)? czy pouczył słowem i pismem biedny lud i ostrzegł przed stratą czasu i wydatkami? Nic z tego! Zadowoleni bylibyśmy, gdyby z jego strony, to się stało; samo milczenie najwyższego pasterza sprawy nie ulepszyło, ale rozszerzyło mniemanie, że: „(…) najczcigodniejszy ks. Biskup wierzy w cudowne objawienia”. W dalszej odezwie apelowano do ks. biskupa, by: „(…) pasterz nasz bronił zaczepionego honoru Warmii. Niechajby posłał kilku kanoników do ścisłego zbadania – a kuglarstwo się skończy”. Należy uważać, że odezwa była sfabrykowana na potrzeby propagandowe kół liberalnych, chcących zachwiać w wiarę objawień maryjnych w Gietrzwałdzie379.

By dokonać rzetelnego osądu tego, co dzieje się w Gietrzwałdzie, ks. dr J. Łukowski odwiedził Gietrzwałd w pierwszych dniach września 1877 r. Przebywał w Gietrzwałdzie przez dwa dni. Ks. Łukowski podjął się rzetelnej oceny wydarzeń gietrzwałdzkich, zaznaczając, że po jednej stronie stoją wierni podniesieni na duchu, a po drugiej stronie zwolennicy „nowożytnej” nauki i oświaty z litosnym uśmiechem spoglądający na ciemnotę tych zastępów. „Posener Zeitung” z góry zakłada, że w Gietrzwałdzie to Szwindel, zaś „żydowinowie nasi czytając opacznie w liberalnych gazetach przedstawienia mawiają: Rózgi na dzieci, a odechce się im zachwycenia i widzenia. Jedni co widzieli, patrzeli, badali, mówią, że palec Boży tu, inni pienią się i bluźnią bez zbadania, oglądania”. Ks. dr Łukowski zachęca, by współczesna nauka, mieniąca się empiryczną, podjęła się badaniu zjawisk i ich ocenie. Dodaje: „(…) człowiek zatem naukowy właśnie w imię nauki (jeźli już nie dla czego innego) powinien badać, doświadczać, a dopóki tego nie zrobi, nie ma prawa orzekać i wyrokować o zjawiskach, które nie dadzą się zamknąć w ciasne kleszcze apriorystycznych formułek i prawideł zimnych dzisiejszej zarozumiałej nauki”. Ks. Łukowski przywołał postać dra Rudolfa Virchowa380, empiryka, który bluźnił przeciwko Ludwice z Latau381, a nawet w „imię nauki” nawet jej nie odwiedził, by dokonać nowego odkrycia, albo zaprzeczyć tym zjawiskom. Było to jego powinnością, tym bardziej, że miał na to przyzwolenie władz kościelnych, a jednak tego nie uczynił. Autor dodaje, gdy fakty są niezwykłe,nie zbija się ich wzruszeniem ramion ani nazywając szalbierstwem. Gdy takie dwa obozy wiary i niewiary spór podejmują przy jakimś zjawisku – rodzi się pytanie: gdzie jest prawda, kto ma rację? Ks. dr Łukowski na to pytanie odpowiada, że przy takich wydarzeniach, rzecz ma się tak samo jak przy odkryciu jakiegoś dokumentu, który czyni przewrót w nauce. Należy dokładnie zbadać odnaleziony dokument, człowiek roztropny powinien badać, czy prawda się przebija z całego zdarzenia. „Odrzucenie dokumentu jedynie dlatego, że nie licuje z naszemi dotychczasowemi pojęciami o pewnej epoce”, byłoby nierozsądne i niegodne człowieka nauki.

Apeluje więc do adwersarzy, by badali współczesnych świadków, by badali rzetelność dokumentu z charakteru i pisma, by wykryli fałszerstwo, a dopóki tego nie uczynią, ich sąd nie ma żadnego znaczenia, choćby i najśmielszy był382?

I dodaje: „(…) wypadki gietrzwałdzkie są takim nowo odsłonionym dokumentem, wołającym, że jest świat pozaziemski, jest Najświętsza Panna Niepokalanie Poczęta”. Jak się zachować wobec takiego dokumentu? Czy obalą to wydarzenie szyderstwa i słowa, to nieprawdopodobne, to szalbierstwo. Empiryku, naukowcu idź i badaj, odkryj to, co nieodkryte – jeśli tego nie uczynisz, masz prawo tylko milczeć. Dla męża nauki pancerz lenistwa umysłowego nie przystoi. Idź i badaj, a później wydawaj osądy383.

Poza szkalowaniem, ośmieszaniem ks. A. Weichsla i innych duchownych, podjęto także próbę pozbawienia życia proboszcza gietrzwałdzkiego. W początkach października 1877 r. miało miejsce dziwne zdarzenie na plebanii gietrzwałdzkiej. Po zakończonym dniu posługi duszpasterskiej, wieczorem, „(…) ks. proboszcz wyszedł na dwór, wsunął się tymczasem cichaczem jakiś zbrodzień do pokoju ks. proboszcza, potem wszedł do komory pomiędzy wiszące suknie i tam, się ukrył czekając, ażeby ks. proboszcz poszedł spać. Co gdy nastąpiło i gdy myślał, że już ksiądz śpi, wyszedł z ukrycia z komory i z długim nożem przybliżył się do łóżka, gdzie ks. proboszcz spoczywał, aby go w łożu nożem zamordować. Gdy się jeszcze przysłuchiwał ten niegodziwiec oddychaniu śpiącego księdza, nagle zdjął go okropny strach, iż nie mógł księdzu nic złego uczynić, tylko okno w komorze otworzył i uciekł. Po tem zamierzonem zabójstwie nie miał on nigdy żadnego spokoju, aż o tem wszystkiem przesłał księdzu proboszczowi wiadomość”. Rodzi się pytanie, czy miało to być zabójstwo i kradzież, a może tylko morderstwo. I czy ktoś za tym stał, czy też czynił to sam384?

Zarządzenia pruskie wobec pielgrzymów i duchownych

Wielu księży stawało przed sądem olsztyńskim, tylko dlatego, że w Gietrzwałdzie głosili kazania, spowiadali pielgrzymów czy służyli pomocą ks. proboszczowi A. Weichslowi, przed sądem stanął ks. dziekan z Biskupca Warmińskiego Edward Hermann, ks. Antoni Wyderkowski z Samoklęsk pod Nakłem385. Zaś ks. A. Weichsel wielokrotnie był sądzony i przebywał w olsztyńskin areszcie, zarówno w 1877 r., jak i w latach następnych386. Ks. Weichsel za każdym razem bronił swych współbraci kapłanów. Próbowano różnymi sposobami zmusić ks. Augustyna, by wystąpił przeciwko księżom, jednak nigdy tego nie uczynił. Dwunastego listopada 1877 r. kolejny raz ks. Augustyn był osadzony w więzieniu. Prosto z sądu poszedł do więzienia. „Gdy go prowadzono z ratusza na tak zwaną Bramę Wartenburską do więzienia, postępowało za nim wiele ludzi i dwóch miejscowych wikariuszów – i wszczął się wielki płacz”. Ks. proboszcz gietrzwałdzki kroczył z wielkim spokojem ducha i z uśmiechem na twarzy. Wieść o uwięzieniu księdza rozeszła się po Gietrzwałdzie i okolicy lotem błyskawicy. Wieczorem w czasie modlitwy różańcowej w kościele gietrzwałdzkim słychać było płacz i szlochanie. Nabożeństwa odprawiane były każdego dnia, ale bez kapłana. „Świece na ołtarzu zapalają, mszał położą, chłopcy klęczą i odśpiewają to, co im się we mszy odśpiewać należy, a organista na chórze śpiewa pieśni mszalne”. Po kilku dniach pobytu w więzieniu, 17 listopada 1877 r. ks. Weichsel opuścił więzienie387.

Ks. A. Weichsel miał w więzieniu złożyć świadectwo przeciwko ks. Karau i innym duchownym. Ks. Wiechsel, odpowiadając sądowi w Olsztynie, pisał: „(…) do złożenia świadectwa w sprawie śledczej przeciw ks. Karau i towarzyszom nie powinienem być zmuszany. I. Mocą § 18. rozporządzenia dotyczącego ustnego i publicznego postępowania w sądach przysięgłych i w sprawach śledczych ( z dnia 3go Stycznia 1849go r.), niedozwolone są wszelkie środki przymusowe, za pomocą których oskarżony miałby być zmuszany do jakiegokolwiek zeznania). (…) Niedozwoloną jest, używać przytem środków dozwolonych do wymuszania zeznania, przez któreby same siebie oznaczyła jako winna karygodnego czynu”. Ks. Weichsel przywołuje w piśmie wyrok najwyższego trybunału z 5 kwietnia 1854 r. w sprawie przeciw Orthmannowi i z 21 września 1877 przeciw Günzerowi. Ostatecznie ks. Wiechsel został zwolniony z więzienia388, ale postępowanie karne dalej się toczyło.

W dniu 23 listopada 1877 r. ukradziono z obory ks. proboszcza Weichsla dwie najlepsze krowy, warte 300 marek. Złodziei nie złapano, choć w Gietrzwałdzie mieszkał żandarm, który był zajęty innymi przestępstwami, a mianowicie wyśledzeniem, ile Mszy św. było odprawionych, kto spowiadał, kto głosił kazanie itp. Wielokrotnie przed sądem olsztyńskim stawał także organista gietrzwałdzki389 i zarząd kościelny390.

Napływ ogromnych rzeszy pielgrzymów do Gietrzwałdu niepokoił władze pruskie. Toteż, by utrudnić napływ pątników, landrat olsztyński wydał rozporządzenie, w którym ograniczał pielgrzymom swobodne przebywanie w Gietrzwałdzie, jak i mieszkańcom podejmowanie w swych domostwach pątników391. W dniu 17 czerwca 1878 r. radca ziemski z Olsztyna Wilhelm Edward August Kleemann wystosował do sołtysa gietrzwałdzkiego rozporządzenie: „Jest konieczna potrzeba, aby przy mnóstwie ludzi, jakie do Gietrzwałdu w skutek pielgrzymek się schodzi, przepisy prawne ściśle się przestrzegały i przeprowadzały. W tym celu wzywam sołectwo, aby następujące przepisy w tamtejszej gminie natychmiast ogłosiło.

  1. Wedle rozporządzeń regencyjnych z 18 listopada 1828 i 5 lutego 1836 wszyscy mieszkańcy, tak osoby prywatne jak oberżyści i karczmarze są zobowiązani, osoby u nich nocujące w przeciągu 24 godzin u zwierzchności policyjnej zameldować, pod karą pieniężną od 1 aż do 15 marek albo stosowną karą więzienia. Przyjmowanie tych zameldowań zlecam sołtystwu, które o nich osobny rejestr (wedle dołączonego szematu) utrzymywać powinno. Jeżeli sołtys do prowadzenia tego rejestru nie jest zdolnym, wtedy o potrzebną pomoc piśmiennego na koszt gminy gietrzwałdzkiej należy się wystarać.
  2. Tacy właściciele, którzy obcych u siebie przyjmować i im pokarm i napój za zapłatą podawać chcą, potrzebują do tego pozwolenia, wygotowanego przez wydział powiatowy. Czynności sprzeciwiające się temu przepisowi, wedle § 147 ordynacyi procederowej z dnia 21 czerwca 1869 r. karą pieniężną aż do 300 marek albo więzieniem aż do 6 tygodni będą karane.
  3. Wedle ustawy z dnia 11 marca 1850 r. zebrania publiczne pod gołym niebem wymagają poprzedniego pozwolenia pisemnego miejscowego urzędu policyjnego. Do takich zebrań publicznych należą też zgromadzenia się pielgrzymów na tamtejszym cmentarzu, tamtejszych placach, ulicach, ogrodach itp. Tylko w kościele są zebrania cierpiane (dopuszczalne – przyp. aut.). O pozwolenie w mowie będących zebrań powinien się przedsiębiorca, przełożony lub kierownik tychże u pana wójta (Amtsvorsteher) wystarać. Skoro takie zebranie bez tego pozwolenia się odbędzie, wtedy przedsiębiorcę spotka kara od 15 do 150 marek albo więzienie od 18 do 6 tygodni”.

W dalszej części zarządzenia policyjnego wskazano bezpośrednio parafię gietrzwałdzką i sołtysa, którzy odpowiadają za przestrzeganie powyższych przepisów. Czytamy: „Kto miejsce na to ustąpił, i każdy, który w zebraniu jako przełożony lub kierownik występuje, ściąga na siebie karę pieniężną od 15 do 150 marek. Za niedozwolone ustąpienie cmentarza zostanie dozór kościelny, za niedozwolone ustąpienie ulicy i innych placów publicznych zostanie sołtys ukarany. Tenże jest w ogóle za wykonanie danych przepisów odpowiedzialnym. Sołtysowi pozostawia się przyciągnięcie do pomocy starszyzny wiejskiej i innych osób na koszt gminy gietrzwałdzkiej”. Dodano do rozporządzenia policyjnego informację, że: „(..) ścisłe przestrzeganie tego rozporządzenia kontrolować będzie stacyonowany tam żandarm okręgowy albo też oddział żandarmów, mogących tam by stacyonowanymi, którzy też mają polecenie dopomagania panu sołtysowi w wykonaniu mojego rozporządzenia”392.

Redakcja „Pielgrzyma” ubolewa, że przepisy te utrudnią pielgrzymom przyjazd do Gietrzwałdu i dłuższy pobyt. Podsuwają pomysł, by osoby zarządzające cmentarzem odwołały się do władz wyższej instancji, by można było bez przeszkód gromadzić się na wspólnej modlitwie wokół kościoła, gdzie był cmentarz. Choć podają jeszcze inne rozwiązanie, by przybywać do Gietrzwałdu w grupach nie większych jak 200 osób, a wówczas nie będzie problemu z przepisami policyjnymi. Konkludując, autor tekstu zaznacza, że przepisy mogą pozytywnie wpłyną na rozwój Gietrzwałdu. Niebawem, Gietrzwałd może otrzyma prawa miejskie, powstanie wiele wspaniałych hoteli, sklepów: „(…) i za kilka lat stanie w wiosce kościół zdolny objąć nie tysiąc, ale kilka tysięcy pielgrzymów”393. Dziś mija 140 lat od początku objawień i nic z tych „mesjańskich wizji” się nie sprawdziło. Na łamach innych pism polskojęzycznych ubolewano z powodu zaostrzenia przepisów policyjnych w stosunku do pielgrzymów i mieszkańców Gietrzwałdu: „(…) Rząd zapatruje się na Gietrzwałd, tak jak niegdyś na Marpingen i widzi w tym nie tyle nabożeństwo, ile zbiegowisko ludzi”. Zaznaczono, że po interwencji ks. bpa F. Kremnetza i ks. proboszcza A. Weichsla w Królewcu landrat olsztyński złagodzi swą politykę wobec mieszkańców Gietrzwałdu i pielgrzymów394.

Liberałowie i prasa niemieckojęzyczna o objawieniach w latach późniejszych

W kolejnych latach po zakończeniu objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie ruch pątniczy nie słabł. Gazety niemieckojęzyczne, nie przestawały ośmieszać wydarzeń gietrzwałdzkich. W 1878 r. „Posener Zeitung” informował swych czytelników, że to, co dzieje się w Gietrzwałdzie, to: „(…) wichrzenia raczej politycznej niż religijnej natury. A to dlatego mierdzi <Posenerkę>, że Matkę Boską zwie lud „Królową Korony Polskiej”, i modli się do Tej, która od czasów zesłania Ducha św. zna wszystkie języki i do ludu swego po polsku przemawia, i polskim błogosławieństwem go żegna, pociesza, wspiera”395.

Choć od objawień minęły już dwa lata, to prasa niemieckojęzyczna nie zamilkła wobec wydarzeń gietrzwałdzkich. Po prostu lęk przed oddziaływaniem orędzia gietrzwałdzkiego niepokoił przede wszystkim protestantów i pastorów. „Goniec Wielkopolski” w połowie lipca 1879 r. ostrzegał swych czytelników przed kłamliwymi wiadomościami, jakie przekazywał „Posener Zeitung”. Ośmieszano w nim duchowieństwo katolickie i biskupa F. Krementza, a objawienia w Marpingen i w Gietrzwałdzie nazywano oszustwem. Zaś: „(…) czerpanie wody ze studni Gietrzwałdzkiej nazywa ona dalej targowaniem wodą świętą, ale brudną!, której flaszka kosztuje nibyto 10 fenigów bez naczynia. Nareszcie powiada, że jeden z pastorów protestanckich donosi, że owo obłąkanie religijne działać zaczyna na wyznawców protestanckiego kościoła, zwłaszcza na Mazurach i dla tego widzi gazeta potrzebę, żeby właśnie teraz, kiedy katolicy może znowu prawa swoje odzyskać mogą, wytoczono śledztwo gruntowne, gdyż Gietrzwałd jest niebezpiecznym dla państwa, dla postępu i dla pokoju publicznego”. Redakcja „Gońca Wielkopolskiego” poddała myśl, że może warto podać „Posener Zeitung” do sądu za to, że podaje fałsz i kłamstwo na swych łamach. Wyjaśniono także, że wodę ze źródełka gietrzwałdzkiego można czerpać bez żadnej ofiary396.

W drugiej połowie lipca 1879 r. na łamach „Gońca Wielkopolskiego” ponownie napisano o atakach na wydarzenia gietrzwałdzkie przez niemieckojęzyczną gazetę „Posener Zeitung”. Ponownie posłużono się kłamstwem i drwiną z duchowieństwa, ks. bpa Krementza i wiernych świeckich397. Podobnie było w drugiej połowie sierpnia 1879 r., kiedy to „Goniec” informował czytelników o artykułach w „Posener Zeitung”, w których niemieccy autorzy starali się ukazać objawienia w Gietrzwałdzie jako instrument do celów polsko-patriotycznych. Autor tłumaczył czytelnikom, że nie ma to twierdzenie żadnych podstaw, tym bardziej, że zarówno ks. proboszcz A. Weichsel, jak i ks. bp F. Krementz, to rodowici Niemcy. Jeśli by widzieli w tych wydarzeniach jakiekolwiek szalbierstwo, zapewne by zakazali spotkań modlitewnych. A tak się nie stało. Autor kończąc, zachęcał redakcję „Posener Zeitung” do odbycia pielgrzymki do Gietrzwałdu398.

Prasa niemiecka nadal co jakiś czas publikowała na swych łamach informacje o Gietrzwałdzie, z tym że najczęściej ironizowała temat objawień. Tym razem uczynił to również koloński dziennik „Kölnische Zeitung”, nazywając objawienia „teatralno-jarmarczną produkcją” na zamówienie publiczności399.

Przed 8 września 1879 r. na łamach „Posener Zeitung” apelowano do władz administracyjnych, by zakazano pątnikom pielgrzymować do Gietrzwałdu, Górki Duchownej i Dąbrówki. By położono kres „temu oszustwu”. Na łamach „Orędownika” pojawia się pytanie: „W imieniu jakiego prawa wystąpiłyby jednak władze, by zakazać ludziom jechać tam, gdzie uznają to za stosowne? Autor krótkiej informacji konkluduje to słowami, iż nienawiść do katolicyzmu jest tak wielka, że odbiera to „Posenerce” resztki zdrowego rozsądku400.

Po kilku tygodniach na łamach „Gońca Wielkopolskiego” pojawił się artykuł, który prostował wiele niedorzeczności pojawiających się w prasie, zarówno polskojęzycznej, jak i niemieckojęzycznej. Wcześniej informowano, że ks. Weichsel był w Marpingem, a w rzeczywistości w nim nigdy nie był, czy też, że św. Jan Ewangelista miał objawić się ks. proboszczowi w Gietrzwałdzie. Autor ubolewał, że był to przedruk z „Germanii”401, który ośmieszał i wprowadzał zamęt wśród katolików. Ostrzegał także, że podobny artykuł pojawił się w „Pielgrzymie” pelplińskim402.

Pątnicy z kongresówki udający się do Gietrzwałdu byli zobowiązani do posiadania paszportów wizowanych przez ambasadę niemiecką w Petersburgu albo w jakimkolwiek konsulacie niemieckim na terenie Rosji. Ten wymóg znacznie ograniczał ruch pątniczy. Władze policyjne z powiatu Szczytno apelowały do policjantów i żandarmów, by pielgrzymów bez paszportów nie przepuszczano przez granicę. Argumentowano to tym, że wielu pątników pielgrzymuje do Gietrzwałdu z chorobami, które są niebezpieczne dla tutejszej ludności. By się pozbyć chorób – pisał żandarm − pielgrzymi ciągnęli do Gietrzwałdu403.

Policja rosyjska szła w sukurs policji niemieckiej. Jedni, jak i drudzy, utrudniali pielgrzymom dotarcie do Gietrzwałdu, ale jeśli pątnicy już dotarli i wracali z Gietrzwałdu, to policja rosyjska konfiskowała pielgrzymom książki i obrazki gietrzwałdzkie, a nawet dokonywano rewizji po domach niszcząc święte obrazy i książki. „W niedzielę dnia 8 b. m. (8 lutego 1880 r. – przyp. aut.) ludziom z dyecezyi warmińskiej, idącym z Opaleńca do kościoła przez granicę, straż celna powyjmowała obrazki z książek do nabożeństwa i nawet różańce pozabierała”404. Upatrywano w tym zagrożenie ładu i spokoju, ale przede wszystkim umacnianie się wiary katolickiej. Kilka miesięcy później landrat w Szczytnie ponowił swój apel o niewpuszczanie pątników do Prus bez paszportu i ważnej wizy405. Prześladowanie Kościoła rzymskokatolickiego nie słabło. W 1880 r. w diecezji warmińskiej nadal 23 parafie były pozbawione stałej opieki duszpasterskiej, podobnie było w diecezji chełmińskiej406.

W kolejnych latach wielu duchownych przybywających do Gietrzwałdu było karanych za udział w nabożeństwach. Karany był także ks. proboszcz A. Weichsel. O tych wydarzeniach donosiła prasa polskojęzyczna. Korespondencja na łamach „Gońca Wielkopolskiego” z 18 grudnia 1880 r. dotyczyła procesu, jaki toczył się przed sądem olsztyńskim przeciwko ks. A. Weichslowi z Gietrzwałdu, ks. Rejmanowi z Lubiewa i ks. Kanieckiemu z Pelplina. Ks. Weichsel został uniewinniony, zaś pozostali duchowni zostali ukarani sumami pieniężnymi. Korespondent informował czytelników, że żandarm w Gietrzwałdzie otrzymał upoważnienie od prokuratora by skoro „(…) tam jaki ksiądz przybędzie, to go żandarm ma zaraz o nazwisko pytać, a gdy ksiądz będzie się wzbraniał powiedzieć nazwiska, to ma go żandarm natychmiast aresztować i do Olsztyna transportować!”407.

Stosunek wielu duchownych z diecezji warmińskiej do objawień był sceptyczny, nad czym ubolewał ks. proboszcz A. Weichsel. W jednym z listów pisał: „(…) prawie powszechnie zauważyłem ogromną nieufność kapłanów w stosunku do siebie”. W jednym z listów odnajdujemy bardzo ciekawy opis stosunku warmińskich kapłanów do objawień i kapłanów z dawnych diecezji polskich: „(…) Z małymi wyjątkami kapłani warmińscy zdają się zajmować stanowisko przeciw objawieniom Matki Boskiej. (…) Kanonik Borowski, obecny w Świętej Lipce, rozmawiał tam z panią Gross z Woryt, wypytywał o dzieci i wobec wszystkich będących tam kapłanów postawił wszystko pod znakiem zapytania. Wnet potem odwiedził mię ks. Rudolf Laemmer z Barczewa i powiedział, że z wyjątkiem Graebera wszyscy obecni tam kapłani opowiedzieli się przeciw prawdzie objawień. Fiat voluntas Dei. Ale jest bolesnym patrzeć, jak także świeccy Warmii odwracają się. Dla rozszerzenia różańca we wszystkich parafiach i rodzinach, niestety, kapłani nie czynią także nic. Rozmawiałem o tym np. z dziekanem Janem Feiersteinem z Dobrego Miasta, że kapłani mogliby wiele zdziałać, żeby we wszystkich rodzinach był odmawiany różaniec. Ale opowiedział mi w swoim złym humorze: to byłby tylko słomiany zapał, który by nie istniał długo”. Jakże ciekawa jest ocena duchownych spoza diecezji warmińskiej, przede wszystkim z tych diecezji, gdzie mieszkała ludność polska. Ks. proboszcz A. Weichsel pisał: „(…) Zupełnie inaczej zachowują się kapłani i świeccy chełmińskiej i poznańskiej diecezji, za granicą i na Górnym Śląsku. Warmiacy zdają się ignorować Najświętszą Pannę w jej objawieniu dla nich, podczas gdy Polacy przyjmują Ją z radością”408. Szczególnie niechętnie do objawień gietrzwałdzkich odnosili się duchowni olsztyńscy, którzy za wszelką cenę starali się dyskredytować objawienia i zniechęcać wiernych do pielgrzymowania do Gietrzwałdu409.

***

Mimo wielu przeciwności, z jakimi spotykał się ks. proboszcz A. Weichsel, ruch pątniczy do Gietrzwałdu nie malał. Przez pierwsze lata po objawieniach ruch pątniczy wzrastał. Z każdym rokiem na główne uroczystości przybywało coraz więcej wiernych. Jednak prasa niemieckojęzyczna ośmieszała to, co wydarzyło się w Gietrzwałdzie, podejmowano próby wymuszenia na władzach diecezji warmińskiej, by problem objawień maryjnych rozwiązać administracyjnie. Jednak bezskutecznie. Władze pruskie wszelkimi swoimi sposobami starały się ograniczyć ruch pielgrzymkowy, także bezskutecznie. Wiara ludu polskiego w objawienia gietrzwałdzkie była tak wielka, że nic mu nie mogło stanąć na drodze, by dotrzeć do Królowej, Pani Gietrzwałdzkiej. By przyjąć orędzie do nich skierowane i ruszyć w powrotną drogę, dzieląc się z innymi swymi przeżyciami w Gietrzwałdzie.

Rozdział VI

Odrodzenie życia religijnego w wielu rejonach Warmii, Polski i Europy

Wydarzenia gietrzwałdzkie odbiły się wielkim echem pośród Polaków pod trzema zaborami. Wielu z nich po powrocie z pielgrzymki do Gietrzwałdu, do swego domu, przez tygodnie, miesiące i lata rozpamiętywało to przeżycie religijne. Mało popularna, a często i wyśmiewana modlitwa różańcowa stała się codziennością w wielu domach i parafiach. Po paciorki różańcowe sięgali nie tylko ludzie prości i nie umiejący czytać, ale także młodzi, zdolni i dobrze wykształceni. Różaniec na stałe zagościł do wielu domostw. W wielu parafiach powstawały bractwa różańcowe, zaś bardzo popularnym sposobem odmawiania różańca był sposób gietrzwałdzki, a mianowicie, do każdego Zdrowaś Maryjo dodawano wspomnienie konkretnej tajemnicy różańcowej. Kolejnym owocem objawień gietrzwałdzkich było podejmowanie przez wielu pątników trzeźwości, i to na różne okresy, aż do abstynencji na całe życie. Powstało szereg bractw trzeźwościowych, w różnych rejonach nie istniejącej Polski. Pod wpływem objawień gietrzwałdzkich o. H. Koźmiński założył zgromadzenie Sióstr Służek Najświętszej Maryi Panny.

Renesans modlitwy różańcowej

Walenty Karpiński z Donatowa, z parafii rąbińskiej, na łamach „Niedzieli” apelował do wiernych Kościoła katolickiego o zaangażowanie w modlitwę różańcową. Zaznaczając, że sama Matka Boża wygłosiła pochwałę na temat modlitwy różańcowej, zapytana przez wizjonerki, czy dobrze odmawiają różaniec, odrzekła:„(…) że bardzo dobrze”. W trzynastym stuleciu, w czasach św. Dominka, różaniec był skuteczną bronią przeciw albigensom410. Autor apelu zaznacza, że we współczesnych czasach pojawiają się nowe zagrożenia, znacznie większe niż w czasach św. Dominika. Współczesny świat rozszerza błędy niewiary, bezbożności, a co za tym idzie, prowadzi do zupełnego przewrotu kulturowego w społeczeństwach. A zatem, by odeprzeć zagrożenia, należy: „(…) z tem większą gorliwością brać nam się trzeba do odprawiania Różańca świętego. (…) Aby zachęcić do <wspólnego> odmawiania Różańca. Gdzie się on odmawia lub śpiewa w kościele, tam tym chętniej nań dążyć potrzeba; dla parafii osieroconych, bardzo zbawienną byłoby rzeczą, schodzić się na wspólny Różaniec; zwłaszcza iż Najśw. P. powiedziała o tych parafiach: dostaną pasterzy, ale niech się gorliwie modlą”. Dalej zachęca, by w każdym domu i w każdej rodzinie odmawiano różaniec. A jakie łaski spłyną na nasze rodziny, parafie, Kościół i Ojczyznę411. Nie długo trzeba było czekać, w wielu domostwach, parafiach podjęto modlitwę różańcową, na której gromadziła się cała rodzina. Wielu Polaków na prośbę Królowej nieba odpowiedziało z entuzjazmem, zakładając wspólnoty różańcowe w swych parafiach i wioskach. Było to powszechne poruszenie w trzech dzielnicach nie istniejącej Polski, zarówno w kongresówce, w Galicji, na Śląsku, w Prusach, jak i w Wielkopolsce.

Objawienia gietrzwałdzkie spowodowały ożywienie życia religijnego, m.in. poprzez powstawanie bractw różańcowych, czy też wstępowanie młodzieży w szeregi kongregacji mariańskich. Młodzież rozpoczęła sięgać do modlitwy różańcowej. Na łamach „Pielgrzyma” czytamy: „(…) odkąd w Gietrzwałdzie Matka Boska, Królowa nasza, objawia, rozpowszechnia się i w naszej dzielnicy, w Prusach Zachodnich, coraz bardziej nabożeństwo różańcowe. Ale też trzeba było i częstszego nawoływania tej Opiekunki różańca św., byśmy gorliwiej i częściej brali różaniec do ręki i bardziej go polubili”. Do tej pory panował wstręt do tego nabożeństwa różańcowego, w kościołach odprawiano je bardzo rzadko, zamożniejsi i bardziej wykształceni wstydzili się tej modlitwy. Koronkę różańcową, jeśli się widziało, to tylko u dziadów, żebraków i u starszych babć, i to nie u wszystkich – dodaje autor tekstu 412. Przywołał swój pobyt w mieście akademickim, poza Prusami. A będąc w kościele widział wielu ludzi modlących się na różańcu. „(…) tu właśnie mię uderzyło, iż u każdego prawie z nich zobaczyłem różaniec. Klęcząc na krzesełku, ław tam bowiem nie ma, trzymali w ręku różaniec, iż całkiem się spuszczał po za krawędź krzesła i każdemu z obecnych był widocznym. Odmawiali go więc ludzie będący w wiośnie życia, nie podeszli starcy, i to publicznie, a nadto tacy, którzy słusznie do wykształceńszych się zaliczają”. W miasteczku akademickim wydawano pismo poświęcone tematyce różańcowej. W jednym z numerów ukazał się obszerny artykuł poświęcony objawieniom Matki Boskiej w Gietrzwałdzie. Autor konkludował: „(…) jeśli w cudzej krainie zagrzewają się do nabożeństwa różańca św. opisaniem tychże objawień, jakżeż nie mamy my brać się do nabożeństwa różańca św., my, nad którymi błogosławiąca ręka osobiście obecnej Matki Boskiej już tak często zawisła, która znając najlepiej nasze prawdziwe dobro tak gorąco nam poleciła różaniec?”. Kończąc, zachęca do modlitwy różańcowej, wołając, że przeminął wstyd człowieka trzymającego różaniec w swych rękach413.

W pierwszych słowach skierowanych do wizjonerek w Gietrzwałdzie Matka Boża prosi o modlitwę różańcową, „odmawiajcie codziennie różaniec”. Ostatnią prośbą, którą kieruje do wiernych były słowa: „Odmawiajcie gorliwie różaniec”. Korespondent „Gońca Wielkopolskiego” informuje czytelników, że musi się ta modlitwa podobać Matce Bożej, skoro o nią prosi. Toteż należy odmawiać ją gorliwie, by wyprosić wiele łask u Matki Bożej. Dodał także, że w Gietrzwałdzie odmawiają i nadal odmawiać będą różaniec w kościele. Ponadto podzielił się swymi spostrzeżeniami podczas pobytu w okolicach Gietrzwałdu. Otóż przechodząc przez pobliską miejscowość Naglady, spotkał kilka dziewcząt przy kapliczce klęczących i odmawiających różaniec. Podobną scenę widział w Sząbruku414.

Bł. o. Honorat Koźmiński rok po zakończeniu objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie, w 1878 r., skierował swoisty apel do narodu polskiego: „(…) na takie wezwanie zaiste cała Polska powinna by się wpisać do Różańca, a przynajmniej zobowiązać się do jego odmawiania. Nie powinno się znaleźć jednej duszy, która by się usuwała od tego. Nie bylibyśmy tej Matki dziećmi prawymi, gdybyśmy Jej rady i żądania nie spełnili. Nie zasłużylibyśmy się nazwać dobrymi Katolickiego Kościoła synami, gdybyśmy tego jednego przez Jego Opiekunkę wskazanego ratunku udzielić mu zaniechali. Nie okazalibyśmy się dobrymi tego kraju dziećmi, gdybyśmy zostali nieczułymi na jego widok i niedbałymi w niesieniu pomocy, na jaką zdobyć się możemy”415. O. Honorat z całą mocą swego posłannictwa kapłańskiego zachęcał Polaków, do sięgnięcia po modlitwę różańcową, która zawsze była w dziejach narodu polskiego pomocą i ratunkiem. Gdy zapominano o tej modlitwie, zawsze przychodził upadek narodowy, na co wskazał o. Honorat416.

Rozwój bractw trzeźwościowych

Prośba o trzeźwość, skierowana przez Matkę Bożą do wizjonerek w Gietrzwałdzie, dość szerokim echem odbiła się wśród pielgrzymów. Powstawały bractwa trzeźwościowe, wielu pielgrzymów podejmowało abstynencję na całe życie417. Idący pielgrzymi do Gietrzwałdu z różnych stron nie istniejącej Polski w czasie podróży modlili się na różańcu, śpiewali pieśni religijne, a jedną z nich tak uwielbiali Boga:

Pójdźmy więc zrzućmy z serca kajdany,

Pokuta leczyć grzechowe rany,

Kto się swych grzechów szczerze wyrzecze,

Maryja bierze go pod Swą pieczę.

Właśnie dlatego się objawiła,

Grzesznym z pomocą Swoją przybyła;

Ażeby leczyć dusze i ciała,

Przybywać pod klon zawsze kazała.

Ale groziła, że niepoprawni,

Krzywoprzysiężce, grzesznicy jawni

I nieczystości grzechom oddani

Również pijacy będą karani418.

Nie znamy autora tej długiej, bo liczącej 23 zwrotki pieśni. Zapewne powstała wśród pielgrzymów idących do Gietrzwałdu. Powstawało wiele utworów po nawiedzeniu miejsca objawień. Pątnicy, pod wrażeniem doświadczeń religijnych, tworzyli wiele różnych dzieł. Zapewne i ta pieśń powstała w podobny sposób.

J. Jasiński, wybitny historyk, znawca problematyki warmińskiej, słusznie zauważył, że ruch trzeźwości w kolejnych latach po objawieniach nie był masowy419. Pierwszy polski historyk Warmii z XIX w. Karol Emilian Sieniawski w 1878 r. pisał: „(…) oddany dawniej więcej jak powinien pijaństwu, odprzysiągł się lud warmiński gorzałki i dzięki staraniom godnych swych księży tak dalece, że w przeciągu lat kilku półtorasta gorzelni w samym powiecie olsztyńskim podupadło”. Kończył swą refleksję tym, że przez to lud warmiński odznacza się tym od sąsiednich protestanckich Mazurów420.

Na łamach prasy odnajdujemy przestrogi przed nadużywaniem alkoholu. Na łamach „Pielgrzyma” zamieszczono list datowany na 19 lipca 1879 r., w którym autor przywołuje słowa Matki Bożej, że: „Pijacy ciężko będą karani”. Opisał śmierć młodego parobka, który przed służbą odwiedził karczmę w Myśliwcu, nieopodal Wąbrzeźna. Niestety: wizyta w karczmie zakończyła się śmiercią. Autor listu swe spostrzeżenia kończy słowami. „(…) Kara to okropna za życie pijackie. O gdyby to pijacy zważali na tyle okropnych przypadków, których powodem przeklęta wódka”, nigdy by nie sięgali po alkohol421. Kolejny dość obszerny artykuł zachęcający do życia w trzeźwości pojawił się na łamach „Pielgrzyma” w ostatnim dniu sierpnia 1880 r. pod tytułem Przeciw pijaństwu. Przywołano słowa Matki Bożej wypowiedziane w Gietrzwałdzie, zachęcające do życia w trzeźwości i ostrzegające przed karą, która spotka nadużywających alkoholu. „(…) Zdaje się, jakby już po części się spełniły słowa Matki Boskiej Gietrzwałdzkiej: Pijacy będą ukarani; bo bieda wielka nas czeka! A jeżeli się nie nawrócimy, Pan Bóg włoży na nas jeszcze ostrzejszy post”. W wielu bowiem rejonach Prus groziła wówczas bieda i głód, ponieważ długotrwałe ulewy niszczyły płody ziemi422.

Im bardziej oddalano się od czasu objawień, to do Gietrzwałdu przybywało coraz więcej pielgrzymów, a skutki orędzia, jakie Maryja przekazała w Gietrzwałdzie, coraz bardziej stawały się widoczne. Tak o tym pisał ks. proboszcz A. Weichsel: „(…) owoce objawień są nadzwyczajne, w całej polskiej Warmii prawie we wszystkich domach różaniec jest wspólnie odmawiany. Podobnie w wielu parafiach diecezji Chełmińskiej, Poznańskiej i Wrocławskiej. Bractwo wstrzemięźliwości szczególnie w całej Polsce wszędzie doszło do rozkwitu. Średnia i wyższa szlachta polska przewodzi dobrym przykładem. Z Warszawy został podarowany tutejszemu kościołowi wielki i kosztowny kielich. Z Paryża pewna hrabini przyobiecała kosztowny kielich, szaty mszalne i wszystko, co się używa do Mszy św. Od różnych osób i klasztorów zostały podarowane wota, z Paryża od przełożonej generalnej SS. Miłosierdzia złote serce jako wotum za doznane uzdrowienie. Proboszcz Łomnicki z Diecezji Chełmińskiej i proboszcz Wątróbka z Dębia we Wrocławskiej Diecezji (…) informowali nas obydwaj, że jakaś tajemnicza siła ciągnie tam pielgrzymów”423.

Objawienia gietrzwałdzkie stały się zarzewiem odrodzenia moralnego, religijnego i duchowego wielu Polaków. Tak to wyraził proboszcz gietrzwałdzki ks. A. Weichsel w listach w 1879 i w 1882 r.: „(…) wśród wszystkich mówiących po polsku radosne postępy czyni szczególnie zapał do modlitwy i Bractwo wstrzemięźliwości”. Częste zachęty do modlitwy różańcowej i wstrzemięźliwości okazały się owocne dla mieszkańców Warmii i Polaków z różnych stron nie istniejącej Polski. Tak o tym pisał proboszcz gietrzwałdzki: „(…) wszyscy wyrzekają się tu wódki i przyrzekają zawsze modlić się na różańcu. (…) Miliony modlą się na różańcu, przez co utwierdzają się w wierze katolickiej i ogromna ilość pijaków wyrwana została z doczesnej i wiecznej zguby. W tym widzę najlepszy dowód autentyczności objawień”424. Dalej dodał, że wśród młodzieży można było zauważyć czystość życia, wzrost powołań zakonnych i kapłańskich, nawrócenia i konwersje, a także coraz częstsze przystępowanie do sakramentów św. Ks. bp J. Obłąk dodał, że z Gietrzwałdu wyszło odrodzenie życia religijnego, moralnego i duchowego w diecezji warmińskiej, a także poza jej granice425. Dotarło bowiem do najdalszych krańców nie istniejącej Polski.

Siostry Służki Najświętszej Maryi Panny

Objawienia gietrzwałdzkie dały żywy impuls do rozwoju kultu maryjnego nie tylko w granicach dawnej Rzeczypospolitej, ale i poza jej granicami. W tym wydarzeniu w objawieniach Matki Bożej należy szukać genezy Zgromadzenia Sióstr Służek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej z Marjówki, powstałego w 1878 r. z inicjatywy kapucyna o. Honorata Koźmińskiego426.

Ożywienie życia religijnego objęło wiele ziem dawnej Polski. Także w sąsiedniej diecezji płockiej orędzie gietrzwałdzkie dość mocno zmieniało postawy moralne wśród wiernych. Wiele młodych niewiast podejmowało dość radykalne życie religijne, korzystając dość często z sakramentów, przede wszystkim z sakramentu pokuty i Eucharystii. Gromadziły się systematycznie na modlitwie różańcowej. Spotkaniom modlitewnym przewodziła Rozalia Szumska, która pochodziła ze wsi Wymyślin , pow. Płońsk. Ta żarliwość i potrzeba duchowa zrodziła się zapewne pod wpływem wieści płynących z Gietrzwałdu. Działo się to wszystko w okolicach Zakroczymia, gdzie w tym czasie mieszkał o. Honorat Koźmiński. Dowiedziawszy się o tym, o. Honorat otoczył opieką duchową dziewczęta. Objawienia gietrzwałdzkie, o których już wiedział bardzo wiele, dały impuls i inspirację do założenia nowej rodziny zakonnej427.

Po zakończeniu objawień, w roku 1878 r., trzy młode dziewczęta ofiarowały się na służbę Bogu, a była to: Rozalia Szumska, Grabska (imię nieznane) i Lewandowska (prawdopodobnie Anastazja). Przełożoną została mianowana przez o. Honorata R. Szumska. Kolebką powstania zgromadzenia stał się Zakroczym, a święto Matki Bożej Różańcowej uważane jest za datę powstania nowej wspólnoty zakonnej428. Pierwsze ustawy napisał o. Honorat, w których wskazał, że celem ma być: „(…) rozszerzenie chwały Bożej pod szczególną opieką Przenajświętszej Panny, przez wierne spełnienie Jej poleceń, a szczególnie przez gorącą do Niej modlitwę, przez naśladowanie Jej życia pracowitego i ukrytego, i przez zachęcanie drugich przykładem i słowem do poprawy życia i do ćwiczeń pobożności, a szczególniej do wstrzemięźliwości i do odmawiania Różańca”429.

Bł. o. Honorat tak pisał o powstaniu Zgromadzenia: „(…) trzy pierwsze dusze na poddaszu jako służki Niepokalanej z powodu objawienia Najświętszej Maryi Panny w Gietrzwałdzie przyjęte zostały”. Natomiast w ustawach Zgromadzenia tak czytamy: „(…) okazją zaś do tego związku były objawienia Najświętszej Panny Niepokalanie Poczętej uczynione w tym czasie wiejskim dziewczętom, pobudzające je do żarliwej modlitwy i do zachęcania wszystkich do odmawiania różańca, i do wstrzemięźliwości, dlatego też zaraz w rok po pierwszych objawieniach (w Gietrzwałdzie) w Uroczystość NMP Różańcowej w odpust św. Franciszka pierwszy raz się zawiązały i Służkami Niepokalanej się nazwały”430.

W pierwszych latach po powstaniu Zgromadzenia nastąpił jego dynamiczny rozwój. Bywały lata, że z jednej parafii zgłaszało się po kilkadziesiąt dziewcząt. Pod koniec XIX stulecia zgromadzenie rozprzestrzeniło się na terenie Cesarstwa Rosyjskiego i w Prusach Zachodnich – diecezja chełmińska. Jednym z głównych zadań Zgromadzenia było propagowanie abstynencji od napojów alkoholowych. Siostry wypełniały to zadanie poprzez prowadzenie gospód i herbaciarni431.

Warto tu nadmienić, że o. Honorat Koźmiński, jako założyciel wielu zgromadzeń zakonnych, popularyzował objawienia gietrzwałdzkie. W listach do sióstr, zalecał, by czyniły to, czego żąda Matka Boża, a żądała od ludzi modlitwy. „A więc to więcej do was niż do tego ludu były skierowane te słowa. Jak to miło widzieć, że choćbyście nic innego nie czyniły, tylko modliły się, już przez to najpożyteczniejszymi byłybyście istotami na świecie. Matka Boża chciała przez to podnieść wartość modlitwy i życia Bogomyślnego, tak zaniedbanego dzisiaj na świecie (…). Któż lepiej zrozumie życzenia Niepokalanej, jak nie wy, które ją w szczególny sposób czcicie od samego początku swego założenia”432. O. Honorat zaleca siostrom odmawianie różańca trzy razy dziennie. Kolejne zadanie, które kreśli przed siostrami, to apostołowanie: „(…) Wy powinnyście się ofiarować Jej jako posłanki do Jej ludu, abyście wszystkie Jej rozkazy głosiły, a razem uczyły wszystkich, jak je rozumieć mają i dopomagały do ich wykonania”. Oraz dalej, że poza popularyzowaniem modlitwy różańcowej: „(…) winny zachęcać do słuchania Mszy św. i do wstrzemięźliwości”433. Bł. o. Honorat propagował modlitwę różańcową i wydał drukiem kilkakrotnie gietrzwałdzki sposób odmawiania różańca434.

***

Ożywienie życia religijnego, przyczyniło się do odzyskiwania przez wielu Polaków w tych mrocznych czasach swej tożsamości katolickiej. To co było niemożliwe, stawało się możliwe z pomocą Boża i ludzką. Nastał renesans modlitwy różańcowej, wielu sięgnęło po abstynencję, a w sukurs narodowi szli duchowni i siostry zakonne. Zdrowie moralne rodzin, trzeźwość Polaków, dawało nadzieje na przyszłość, przede wszystkim w narodzie, który pozbawiony był własnej Ojczyzny. Praca u podstaw w wielu parafiach i poprzez wiele zgromadzeń zakonnych przygotowywała naród do podjęcia w przyszłości po odzyskaniu niepodległości wielu zadań i budowy nowego porządku społeczo-politycznego w Polsce. Droga od objawień gietrzwałdzkich do 1918 r. nie była krótka, ale systematyczna praca nad życiem religijnym ludności polskiej przyniosła obfite owoce w okresie międzywojnia wśród młodego i starszego pokolenia Polaków.

Do Gietrzwałdu Siostry Służki NMP przybyły na stałe we wrześniu 1996 r. Jako datę powstania swego domu w Gietrzwałdzie Siostry przyjmują 8 września 1996 r. Pierwszymi siostrami, które podjęły posługę duszpasterską przy sanktuarium maryjnym w Gietrzwałdzie były: s. Ewa Stachowicz i s. Jadwiga Kochanek435.

Rozdział VII

Budzenie polskiej świadomości narodowej

Objawienia Matki Bożej dały impuls do budzenia się świadomości narodowej Polaków przybywających do Gietrzwałdu. W Gietrzwałdzie Polacy odzyskiwali ducha narodowego. Wielu z nich odkrywało swą godność narodową. Polacy upokorzeni przez zaborców, odarci z godności, w Gietrzwałdzie powstawali z kolan. Odkrywali, że są dumni z bycia Polakami, słysząc, że Matka Boża z wizjonerkami mówi po polsku. Był to swoisty duchowy zryw narodowy. Na to wezwanie Matki Bożej, która objawiała się w Gietrzwałdzie, odpowiedział prosty lud polski, poprzez swą obecność w miejscu świętym. Tym bardziej było to ważne, że po przegranych powstaniach, listopadowym i styczniowym, wielu działaczy spośród inteligencji wyemigrowało na zachód Europy, m.in. do Francji, Anglii czy Włoch. Wielu działaczy społecznych, politycznych i duchownych wywieziono na Syberię. Był to czas likwidowania zakonów męskich i żeńskich, aresztowania wielu duchownych, pozbawiania życia tych, którzy bronili swej wiary katolickiej. Zamykania parafii katolickich. Wielu księży biskupów wygnano ze swych diecezji, prymas Polski ks. M. H. Ledóchowski był na wygnaniu w Rzymie, ks. abp Zygmunt Szczęsny Feliński spędził dwadzieścia lat na wygnaniu na Syberii. W tym mrocznym czasie dokonało się to, co było niemożliwe, stało się możliwe, nastąpił spontaniczny duchowy zryw narodowy.

Polacy powstają z kolan

Na łamach prasy polskiej pojawiają się słowa otuchy dla udręczonych zaborami Polaków, a także apele o gorliwą modlitwę do Boga Ojca i do Tej, która objawiła się w Gietrzwałdzie: „(…) zwracam się do braci Polaków. Polacy katolicy! Których wiekowa niedola gniecie, których opuścili wszyscy możni na świecie, a nad którymi bardzo wielu pastwi się – a tylko Bóg i Niepokalanie poczęta Najśw. Marya Panna i Ojciec św. nami się opiekują – módlmy się gorąco do tej Pocieszycielki naszej, a przyjdą nam lepsze czasy”436. W podobnym tonie kilka dni wcześniej odezwa do Polaków pojawia się w „Gońcu Wielkopolskim”. W numerze piątkowym, z 24 sierpnia 1877 r., pisano: „(…) tu z Gietrzwałdu, wioski na wskroś polskiej, leją się nowe skarby i nowe pociechy do tak okrutnie ciemiężonej Kongresówki i Litwy. Czyż to nie cuda Opatrzności? – Czy to nie nowe dowody, że Boże zmiłowanie blizkie?”. Autor tekstu apeluje do Polaków: „(…) Rodacy! padajmy na twarz przed miłosierdziem Bożym. Korzmy się w prochu – pokutujmy i czyńmy owoce pokuty”. Ostrzega, że przyjdzie jeszcze ucisk i prześladowanie, ale to wszystko niebawem się skończy437.

W kolejnym tekście odnajdujemy krótki wiersz wzywający Polaków do odnowienia przymierza z Panem Bogiem, ale także do podjęcia pokuty.

Ciesz się Polsko ukochana,

Bo znajdziesz łaskę u Pana.

Lecz pokutuj, módl się szczerze

I odnów z Bogiem przymierze438.

Co rusz pojawiają się także informacje w prasie o wydanych wyrokach śmierci na Polakach, o aresztowaniach działaczy społecznych, o pozbawieniu duchownych prawa głoszenia Słowa Bożego, o konfiskacie majątku, przede wszystkim w Kongresówce, ale podobnie działo się także pod zaborem pruskim439. By podtrzymać na duchu umęczonych i sponiewieranych Polaków, nieznany autor korespondencji z Gietrzwałdu na łamach „Pielgrzyma” pelplińskiego z 2 września 1877 r. przywołał niedawno udzielone błogosławieństwo Ojca św. skierowane do Polaków. Poprzedzając je krótkim opisem błogosławieństwa otrzymanego z rąk Matki Bożej w Gietrzwałdzie. „O zaiste! Co to za łaska od najmiłosierniejszego Boga i jego najdobrotliwszej Matki przeczystej Dziewicy Maryi odebrać z tych najświętszych Jej i przebłogosławionych rąk błogosławieństwo dla nas mizernych robaków, wzgardzonych i poniewieranych od świata Polaków! I któżby się o to błogosławieństwo nie starał i o nie nie ubiegał!?”440. W dalszej części korespondencji przywołuje radosne chwile, jakie Polaków spotkały w Rzymie, w czasie spotkania z Ojcem Świętym, Piusem IX 6 czerwca 1877 r.: „Nie rozpaczaj, katolicka Polsko! Bo namiestnik Chrystusowy, Ojciec święty w Rzymie niedawno swoją świątobliwą prawicą błogosławił tobie i składając i wznosząc świątobliwe swoje dłonie ku niebu, błagał i błaga dla ciebie zmiłowania Bożego! A Jego święte błogosławieństwo i pokorne błagania nie zostaną bez skutku”441. W dalszej części korespondencji nieznany autor wlewa ducha w Polaków, dając im nadzieję, jaką daje Maryja, która przyszła z nieba do Gietrzwałdu. Czytamy: „(…) Nie rozpaczaj dotąd nieszczęśliwa, a odtąd uszczęśliwiona katolicka Polsko! Bo gdy Maryja Niepokalanie Poczęta jest z tobą, któż przeciw tobie? Nie rozpaczaj Polsko, bo zmiłowanie Boże jest bliskie”. Dalej korespondent odwołuje się do historycznej Warmii, o której miałby świat zapomnieć, a jednak tak się nie stało, bo zmiłowanie Boże pozwoliło na nowo odkryć ten zakątek ziemi. Zakątek, który leży na pograniczu katolicko-protestanckim. Autor prosi, by orędzie od Królowej Niebios przyjąć w pokorze, bo największym wrogiem jest grzech pychy442.

W podobnym tonie kilka dni wcześniej na łamach „Kuriera Poznańskiego”, 30 sierpnia 1877 r., jeden z pątników gietrzwałdzkich rozpoczynał swą korespondencje słowami: „(…) nie przebrzmiały jeszcze w pamięci wiernych na wskroś przejmujące wyrazy usłyszane w Rzymie, Błogosławię Koronie Polskiej , a już znak krzyża, a już czcigodną ręką Piusa IX nad pielgrzymami zrobiony ściąga na kraj nasz nadzwyczajne łaski. Nie przebrzmiały jeszcze wyrazy Błogosławię Koronie Polskiej, a już to błogosławieństwo Namiestnika swego na ziemi potwierdza sam Chrystus Pan, błogosławiąc lud Polski stokroć jeszcze świątobliwszą ręką, bo ręką swej matki Niepokalanej”. W dalszej części korespondent pyta, dlaczego tak ważne wydarzenie pozostaje nieznane, mimo kilkakrotnych już informacji i opisów w „Pielgrzymie”. Dlaczego Polacy tych cudownych objawień Najświętszej Maryi Panny nie znają, a dzieje się to na polskiej ziemi, pośród polskiego ludu. Objawień podobnych do tych w La Salette, Lourdes czy w Marpingen443. Królowa Polski, jak opowiadają wizjonerki, zawsze błogosławi uśmiechnięta i wesoła utrudzonemu ludowi444.

Choć na łamach prasy pojawiają się pytania, na które nie znajdziemy odpowiedzi. Na łamach „Warty” tygodnika poświęconego nauce, rozrywce i wychowaniu autor stwierdza: „(…) niezbadane zajiste zamiary Boże, że nie nam Wielkopolanom, nie w Częstochowie, nie gdzieindziej pokazać nam raczy, Pocieszycielkę utrapionych, lecz na cichem ustroniu, jakoby tam, gdzie tylko lilije polne i ptaki niebieskie są świadkami jej miłosierdzia i chwały”. Autor tekstu z wyrzutem pyta Wielkopolan: co teraz powiecie? Przed kilku laty budziliśmy społeczeństwo ze snu, dziś sama „Polski Królowa” przychodzi nawoływać do pokuty i wiary. Stwierdza dalej, że nadęci pychą nie przyjmujemy żadnych ostrzeżeń ani wezwań do nawrócenia. Nie gaśmy też wiary wśród tych, którzy oddają część Matce Syna Bożego, wspólnie wstańmy do modlitwy, sięgnijmy po staropolskie różańce. „Wstanie Ojczyzna, oj wstanie”445. Wydarzenia te będą miały ogromny wpływ na społeczeństwo polskie, miejsce to zapewne będzie upiększone i „stanie się głośnym w dziejach narodu naszego”. Apelowano, by Polacy o tych wydarzeniach informowali pisma zagraniczne, które będą pisały o tym, co wydarzyło się w Gietrzwałdzie446.

Jakże często wlewano ducha w naród polski, który nie baczył na rzeczy materialne, ale na to co Boże. „Naród, który za nic waży skarby tego świata, byle by posiadł niebieskie, nie może zginąć, i musi w końcu zwyciężyć. – Naród taki, gdy przejrzy politycznie i społecznie, gdy się przekona, że na pracy i oświacie zależą społeczne jego wzmocnienie i przewaga polityczna w Europie, naród taki jakby olbrzym jaki kiedyś wstanie”. Kończono refleksją, że kolejne pokolenia zadziwią swymi czynami świat447.

Jednak wieść gminna niosła informacje o objawieniach maryjnych w Gietrzwałdzie. Docierała na krańce naszego kraju. Pątnicy przybywali z różnych stron nie istniejącej Polski, donosił „Orędownik” na swych łamach w połowie września 1877 r. „Napływ ludu ze wszystkich stron kraju, naszego mimo ciągłe słoty i deszcze, jest nadzwyczajny. Warmiacy, Kaszubi i Mazurzy, mieszkańcy Wielkopolski i Litwy mimo kordony ich rozgraniczające bratnie sobie podali ręce tu na świętym miejscu, gdzie Królowa korony polskiej wierny swój lud z pokorą klęczący błogosławi”. Korespondent dodaje: „(…) żaden kaznodzieja wymownemi słowy na wyobraźnią nie wpływa ani uczucia nie rozognia, a jednak, skoro te proste wiejskie dziewczęta twarz swą pokornie ku ziemi schylają, by uczcić niebieską Dziewicę, jakby iskra elektryczna po tych tysiącach rozklęczonych przebiega: wezbrane uczucie na zewnątrz się objawia w przytłumionem szlochaniu lub głośnym płaczu. O doprawdy, głęboka to wiara ludu polskiego, która to sprawia, iż pod Moskalem daje się on na Sybir wywozić, lub, jak na Podlasiu, z spokojną postawą pierś swą na bagnety rozwścieczonego żołdactwa wystawia i w państwie kultury po wygnaniu swoich duszpasterzy sam nabożeństwo po kościołach bez kapłanów odprawia, bez Sakramentów świętych i pociechy kapłańskiej umiera, sam umarłych grzebie”. Dalej korespondent dodaje, że lud ten nadal pozostaje wierny swemu Kościołowi, mimo wielu cierpień i nadal silny swą wiarą. Czują to podświadomie wrogowie wiary katolickiej i narodu polskiego, dlatego tak atakują i ośmieszają Kościół i naród polski448. Nieznany autor na łamach „Warty” dodaje, że duchowieństwo warmińskie, naoczni świadkowie wydarzeń gietrzwałdzkich, a także z osobistych doświadczeń można rzec, że objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie są „nadzwyczajną łaską Bożą, jaka na ziemię warmińską, a stamtąd na cały lud polski spłynęła”449.

Po zakończeniu objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie informowano czytelników na łamach prasy katolickiej i polskiej, że nadal ruch pątniczy trwa450. Wiara ludu i potrzeby ludu niebawem z Gietrzwałdu uczynią nowy Bełz, Poczajów, a może nawet Częstochowę. Apelowano do Polaków i katolików, by podjąć decyzję o rozbudowie, a może budowie nowego kościoła, który pomieści wszystkich pielgrzymów, o to by cudowne źródełko przykryte było stosowną kapliczką. Dodano, że to rzecz szlachetności i ofiarności, to zapewne Polska się przed światem nie powstydzi451.

W pierwszych dniach października 1877 r. nieznany autor, na łamach „Pielgrzyma” pelplińskiego pisał: „(…) dzisiaj cała prawie uciśniona i pognębiona Polska wraz z zapomnianą Warmią jest rozrzewnioną, pocieszoną, uszczęśliwioną i niejako do nowego życia powołaną. Sama bowiem Matka Boska, którą cała Polska wielbi i pod Jej macierzyńską opiekę się ucieka i w Jej niezawiedzionej przyczynie u Boga mocno pokłada zaufanie – wlała w serca prawowiernych katolików tę błogą otuchę, tę niepłonną nadzieję lepszej przyszłości, tę słodką pociechę w teraźniejszych krytycznych czasach i tę gorętszą miłość ku Bogu i Niepokalanie poczętej Maryi, a nadewszystko tę mocną wiarę w Boga i boskość Jego Kościoła świętego”452. Objawienia gietrzwałdzkie obudziły nowego ducha w Polakach, dały im moc na trudne chwile, kiedy wielu z rodaków traciło życie w cytadeli warszawskiej, na Syberii czy na wygnaniu. Orędzie miłości skierowane do uciemiężonego ludu polskiego przez Maryję w Gietrzwałdzie dawało moc i siłę do wytrwania w najtrudniejszych doświadczeniach.

Prawie rok po zakończeniu objawień na łamach prasy polskojęzycznej odnajdujemy słowa otuchy kierowane do uciemiężonych Polaków. Na łamach „Orędownika”, 16 września 1878 r. zamieszczono tekst, w którym czytamy: „(…) co za szczególniejsza łaska dla nas opuszczonych sierot, których język zewsząd rugują, że Królowa nieba i ziemi przemawia do nas w rodzinnym języku! Przynajmniej Najświętszej Pannie nie zakażą nasi <najserdeczniejsi> mówić w nie urzędowym języku. Pomimo naszego ucisku, otucha w nas wstępuje. Oto cała Polska w poruszeniu i daje znak, że żyje i zmartwychwstanie, bo ją Najświętsza Panna a Królowa nasza budzi z uśpienia i grzechów. Częstochowa, Górka Duchowna, Dąbrówka, Gietrzwałd, oto miejsca, gdzie Najświętsza Matka Pana naszego błogosławi nam sierotom”453. Autor stwierdza, że objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie poruszyły całą Polskę, że przyjdzie dzień, w którym uciśniony naród odzyska swą Ojczyznę. A tą, która budzi naród z letargu, jest Pani nieba i ziemi, Najświętsza Maryja Panna. W podobnym duchu swe refleksje snuje nieznany autor na łamach „Pielgrzyma”, który zachęca Polaków do gorliwej modlitwy: „(…) Polacy! Czyż nas to nie powinno zachęcać do tem gorętszej i nieustannej modlitwy? O zaiste, polska wiaro, utwierdzaj się, bo sama Królowa niebios pokochała cię i językiem czystym polskim do nas przemawia!”454.

Pragnienie odzyskania wolności i uwolnienie się spod jarzma zaborców było ogromne wśród Polaków. W podsumowaniu roku 1878 odnajdujemy porównanie sytuacji Polaków do dziejów Izraela, który znalazł się w niewoli. Wielu oczekiwało na mesjasza, który wyprowadzi naród do wolności. Inni zaś w objawieniach Matki Bożej w Gietrzwałdzie dopatrywali się jasnego wsparcia nieba dla udręczonych Polaków. Autor podsumowując mijający rok pisał: „(…) myśl sprzymierzenia sobie zdrowych szczepów słowiańskich bierze dzisiaj górę, a z niej wyłania się uznanie potrzeby odbudowania Polski. Już nie jeden marzy, że blizkiem jest wystąpienie nowoczesnego Cyrusa, któryby skruszył potęgę ciemięzców i wypuścił lud wybrany z domu niewoli babilońskiej. Inni znów z tego, że przy Matce Boskiej w Gietrzwałdzie aniołowie nieśli koronę i berło, wróżą, iż bliskim jest czas, w którym Królowa Korony Polskiej na nowo położy na głowę koronę i ujmie berło w dłoń swoją”455. Autor konkluduje, że jeśli dokona się zwrot na lepsze, to za przyczyną sił nadprzyrodzonych.

Publikacje o objawieniach gietrzwałdzkich

Niebawem pojawiły się na rynku księgarskim opracowania o objawieniach gietrzwałdzkich w różnych językach456. Kilka dni po zakończeniu objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie, 20 września 1877 r. na łamach „Orędownika” informowano czytelników o możliwości zakupu książeczki zatytułowanej: „Cudowne objawienie Najśw. Panny w Gietrzwałdzie” w j. polskim. Jak się wydaje, było to pierwsze wydanie książkowe o tych objawieniach maryjnych457. W pierwszych dniach października 1877 r. informowano czytelników „Orędownika” o pojawieniu się na rynku księgarskim publikacji pt. „Objawienie Najśw. Panny w Gietrzwałdzie” w j. niemieckim. Można ją było nabyć przez Ekspedycje Orędownika458. Zaś 18 września 1877 r. na łamach „Gońca Wielkopolskiego” pojawia się informacja, że za kilka dni ukaże się książeczka pt. „Najświętsza Panna w Gietrzwałdzie” nakładem wydawnictwa ks. Fr. Bażyńskiego459. Publikację powiększono o dodanie opisu pielgrzymki do Gietrzwałdu460 ks. B. Echausta z Żarnik. Należy przypuszczać, że była to druga publikacja o tych objawieniach maryjnych w j. polskim.

W pierwszych dniach listopada 1877 r. na łamach „Pielgrzyma” pelplińskiego również donoszono czytelnikom o wydaniu książeczki o objawieniach gietrzwałdzkich w j. włoskim pt. „Delle Apparizioni della B. V. Maria a Gietrzwałd nella Polonia Prussiana compilate sul giornala polacco do Pelplin Il Pellegrino (Pielgrzym), per il cav. Lino Nocelli”. Informacje o wydarzeniach w Gietrzwałdzie autor czerpał z „Pielgrzyma”, jak podaje w tytule. Dość obszerny fragment poświęcił Polakom i ich trudnej sytuacji, w jakiej się znaleźli po rozbiorach. Czytamy: „(…) Cały świat biegnie jeszcze do Francyi, aby się rzucić do jej świętych stóp w La Salette i w Lourdes, a już znowu tłumy ludu spieszą w Niemczech do Marpingen, w Bawaryi do Metten, a tych ostatnich miesiącach w Polsce, pod panowaniem pruskim zostającej, w Gietrzwałdzie”. Autor dodaje, że w wielu miejscach Maryja pojawia się smutna, zaś w Gietrzwałdzie objawia się pogodna z uśmiechem na twarzy, bardzo często błogosławi i podnosi na duchu wiernych, dając im wiele rad i pouczeń. Autor stawia pytanie, jak wytłumaczyć, łaskawość Maryi. Nie pozostawia czytelnika bez odpowiedzi, ale dokonuje refleksji nad przeszłością narodu polskiego: „Znajdowała się tam w pośrodku narodu może jedynego i niepospolitego, do którego burze niedowiarstwa nie wcisnęły się jeszcze, aby zepsować umysły, aby spustoszyć serca; tam są jeszcze serca dziewicze, a ztąd cieszą się szczególniejszą Najśw. Dziewicy miłością. Polacy zaprawdę zawsze wysoko cenili Jej święte Imię, zawsze Ją miłowali jako Matkę, czcili jako Królową, a ztąd królowie mieli swą koronę za świętą. Ztąd też bywa jeszcze teraz wzywaną pod imieniem Królowej Korony Polskiej, a Matka Łaski Bożej wynagrodziła im uszanowanie i miłość tą największą łaską, że nie utracili wiary w dniach prześladowania i próby, przeto też Najśw. Panna zawsze jest z nimi, jak była z Janem Sobieskim”. Dalej autor przypisuje zwycięstwo Jana Sobieskiego pod Wiedniem 12 września 1683 r. Matce Bożej, której z wdzięcznością ofiarował chorągiew i zawiesił swoją koronę w kościele Matki Boskiej w Loreto. Dodaje, że Serce Najświętszej Dziewicy nie zmniejszyło się w stosunku do narodu polskiego, wzywa Polaków do odwagi, by kroczyli w przyszłość z Bożą mocą. A kiedy wypełnią się dni, Królowa Korony Polskiej udzieli ponownie pokoju swemu umiłowanemu ludowi461.

W połowie grudnia 1877 r. na łamach „Gońca Wielkopolskiego” pojawia się informacja o ukazaniu się w styczniu 1878 r. nakładem „Gazety Warmińskiej” książeczki pt. „Objawienia Matki Bozkiej dla ludu katolickiego spisane podług aktów i doniesień rządowych”. Publikacja pojawia się na rynku księgarskim za pozwoleniem ks. bpa F. Krementza, rządcy diecezji warmińskiej462.

Poza publikacjami książkowymi niebawem po zakończeniu objawień na rynku wydawniczym pojawiły się litograficzne obrazy kolorowe ilustrujące cudowne objawienie Matki Bożej w Gietrzwałdzie. Wymiary obrazu wynosiły 38×48 cm. Obraz wykonano za pozwoleniem ks. proboszcza A. Weichsla, nakładem zakładu litograficznego T. Szulca. Obraz przedstawiał klon, kapliczkę objawień z figurą Niepokalanej Panny Maryi463.

W budzeniu świadomości narodowej ważną rolę odgrywały pisma i książki drukowane w j. polskim. Toteż 6 kwietnia 1878 r. w Gietrzwałdzie z inicjatywy Andrzeja Samulowskiego powstała księgarnia katolicka, gdzie pątnicy nabywali publikacje religijne i dewocjonalia464. W witrynie księgarskiej można było nabyć m.in.: „Anioł Stróż – książeczka dla dzieci”; Bażyński – „Nabożeństwo bez kapłana”; Bellarmin – „O siedmiu słowach Pana Jezusa”; Darmoth X – „Dzieje Starego i Nowego Testamentu”; „Elementarz Polski” – wydany nakładem Towarzystwa Moralnego; Jackowski – „Namowa do wstrzemięźliwości, Rozważ to dobrze. Myśli zbawienne”; Korsak – „Uwagi i przysługi na główniejsze święta Najśw. Panny”; Koszutski – „Żywoty Świętych Sług, Żywoty św. Dziewic; O Opatrzności Boskiej złota książeczka”; Rosignolli – „Prawdy wieczne”; Segneri – „Nauka o dobrej spowiedzi”; Solski – „O częstem używaniu Najśw. Sakramentu”; „Ustawy życia pobożnego”; „Walka kulturalna a chrześcijańska szkoła ludowa”; Wysocki – „Skarbnica ludzi pobożnych, Żywot św. Alojzego”; „Żywot błogosławionej Maryanny”; „Żywot Pana Jezusa”; „Zegarek czyścowy”; Wyderkowski X – „Męczennicy”; Kochem – „Wykład mszy świętej”; Łyskowski – „Gospodarz; Zbiór Pieśni Nabożnych” (Warmiński); „O objawieniach Najśw. Panny” (wydanie Gietrzwałdzkie; wydanie Brunsbergskie); „Koronacya obrazu Najśw. Panny w Starej Wsi”; „Głos synogarlicy”; „Dwanaście Nowenn”; „Kwiaty św. Leonarda” (na miesiąc maj); Segur – „Miesiąc Najsłod. Serca Jezusowego”. Była możliwość zakupu także wielu innych publikacji przedstawiających historie i dzieje narodu polskiego465.

Na łamach „Gońca Wielkopolskiego” z 10 grudnia 1880 r. w numerze 283. reklamowano księgarnię A. B. Samulowskiego w Gietrzwałdzie. Jak informowano czytelników: „(…) celem krzewienia polskiej oświaty na Warmii i służenia gietrzwałdzkimi artykułami, wszystkim poleca książki do nabożeństwa w oprawach prostych i eleganckich”. Ponadto polecano pątnikom dewocjonalia, obrazki z objawień, a także pomoce szkolne466.

Na cześć Matki Bożej Gietrzwałdzkiej powstawały pieśni, wiersze, czy też hymny. Na łamach „Gońca Wielkopolskiego” ogłaszano, że do nabycia jest nowy hymn o Matce Bożej Gietrzwałdzkiej, na melodię pieśni Królowej Polskiej. Autorem hymnu był Andrzej Nych, rolnik ze Świecy spod Odolanowa467. Drugi hymn tegoż autora opublikowano w drugiej połowie sierpnia 1879 r.468. Pod tekstem zamieszczono krótką informacje, że: „Zazdrośni i podejrzliwi ludzie z niechęcią patrzą na te Hymny kochanego wielkopolskiego Kmiecia z pod Odolanowa. Jeżeli wolno było Mickiewiczowi, Zaleskiemu, Lenartowiczowi i innym poetom sławić N. Pannę, to i wieśniak poeta niechże Jej znosi wianki z polnych kwiatów. Samo się przez się rozumie, że my do tych Hymnów nie przywiązujemy żadnej powagi kościelnej”469.A zatem, można domniemywać, że hymny były chętnie śpiewane przez lud, ale niechętnie były odbierane jako dzieła przez artystów i poetów.

Pius IX – jubileusz i objawienia gietrzwałdzkie

Dziennikarze ,podsumowując rok 1877 na łamach prasy polskojęzycznej, powracali do trzech najważniejszych wydarzeń: do spotkania pielgrzymów polskich 6 czerwca z Piusem IX, do objawień gietrzwałdzkich i koronacji obrazu Matki Miłosierdzia w Starej Wsi. Autor tekstu, snując refleksje nad minionym rokiem, pisał, ileż Bożego błogosławieństwa zawdzięczamy, że dobry Bóg pozwolił dożyć 50-letniego jubileuszu biskupstwa Ojcu św. Piusowi IX. „Czy to niepocieszający objaw, owe pielgrzymki do miasta wiecznego, między któremi tak świetnie się odznaczyła polska pielgrzymka? Czyż ów śpiew polski przeszło sześciuset pielgrzymów w kościele św. Piotra nie uwydatnił, że się rozpoczyna epoka przez natchnionego wieszcza polskiego Zygmunta Krasińskiego przepowiedziana, kiedy polskie ramiona podpierać będą walącą się kopułę św. Piotra, jak ongiś pod Chocimiem i Wiedniem obronili chrześcijaństwo? Ojciec św. odgadł ważność chwili; błogosławił Królestwu Polskiemu, ale nawoływał też do odwagi, męstwa i cierpliwości. Błogosławieństwo Namiestnika Chrystusowego było zadatkiem nowych łask, które tak obficie spłynęły na cały naród nasz przez koronacyą cudownego obrazu Matki Miłosierdzia w Starej Wsi470 i przez cudowne objawienie się w tym samym czasie Pocieszycielki Utrapionych na drugim krańcu Polski, na ziemi warmińskiej w Gietrzwałdzie”471. Każde z tych wydarzeń podnosiło na duchu uciemiężonych Polaków, ale cudowne objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie były „(…) spontanicznym uniwersytetem kształtującym postawy katolickie i narodowe Polaków”. Każdy z obecnych w Gietrzwałdzie pielgrzymów dowiadywał się, że Matka Boża rozmawia z dziewczynkami po polsku.

Informacje o objawieniach dotarły także do papieża Piusa IX. Ojciec św. dowiedziawszy się o tych wydarzeniach, rzekł: „(…) Teraz Polacy mogą razem ze św. Elżbietą zawołać: Skądże mi to, że Matka Pana mojego przychodzi do mnie?”. Ks. W. Kalinka tak to skomentował na łamach swej publikacji: „(…) w istocie to łaska niepojęta, nieoceniona, niezasłużona niczym; i chyba wierność owego ludu poczciwego, który pod rządem pruskim staje przy Kościele, albo wierność tych biednych chłopów podlaskich, co za wiarę świętą dawali swą krew, w jakiejś cząstce wysłużyć ją mogła!”. Ks. Kalinka dalej zaznacza, że to miłujące serce Maryi otacza płaszczem swej miłości tych, którzy cierpią i są prześladowani i poniżani. Dodaje, że Królowa nasza: „(…) przychodzi sama im oznajmić, że o nich wie, że o nich pamięta, że nad niemi czuwa, i podobnie jak jej wierny sługa i czciciel błogosławił niedawno całej Koronie Polskiej, tak i ona prześwietną ręką poddanym swoim błogosławi!”472. Ks. Kalinka, kończąc swe refleksje, dodaje, że Maryja sama zaznacza granice państwa swojego, bo 8 września 1877 r. zgromadziło się w Gietrzwałdzie około 50 tys. pątników, zaś na drugim krańcu nie istniejącej Polski, w Starej Wsi zebrało się w tym dniu około 120 tys., by uczcić Matkę Bożą i Jej cudowny obraz. W Lourdes Maryja objawia się jako Niepokalanie Poczęta, ale smutna i upominająca grzeszników, podobnie czyni w Gietrzwałdzie, ale jej twarz jest radosna, łagodna, uśmiechnięta, jakby uciśnionym chciała dodać otuchy473.

W pierwszych dniach marca 1878 r. informowano pątników na łamach prasy polskojęzycznej, że rocznica objawień maryjnych w Gietrzwałdzie (tj. od 27 czerwca do 16 września) każdego roku ma być obchodzona uroczyście474.

Bł. O. Honorat Koźmiński o objawieniach gietrzwałdzkich

Bł. O. H. Koźmiński w pierwszych słowach swego rękopisu zatytułowanego „Przesłanie z Gietrzwałdu” kieruje w sposób bardzo uroczysty apel do Polaków, wspominając świetność i dawne dzieje. Zwraca uwagę, że w obecnym czasie Polacy są w bardzo trudnym położeniu, podzieleni pomiędzy zaborców. Przypomina Polakom, że w przeszłości Ojczyna nasza była przedmurzem chrześcijaństwa jako wielkie mocarstwo, zaś obecnie winna być duchowym przedmurzem chrześcijaństwa. Zaznacza o. Honorat, że będzie mogła to zrealizować dzięki Matce Bożej, która nie zapomniała o uciemiężonym narodzie polskim. Pierwsze słowa mają charakter inwokacji, apelu skierowanego do Polaków: „Ocknij się, ziemio P(olska), dolino łez i cierpień, kraju pokuty i doświadczeń, starodawne Królestwo Przenajświętszej Matki Zbawiciela, a oglądaj te cuda, które ona miłosierna twoja Królowa, zapomniana od ciebie, lecz nie zapomniana o tobie, na krańcach dawnych granic twoich ku twej pociesze ukazała”. Dalej czytamy: „(…) obudź się, ludu Lechicki, bogobojny i religijny, narodzie rdzennie Katolicki (…) Byłeś niegdyś dzielnym zapaśnikiem i bohaterskim rycerzem, dziś musisz być pokutnikiem wielkim; byłeś niegdyś przedmurzem Chrześcijaństwa, o które na próżno szczerbiły się miecze pogańskie, dziś masz być przedmurzem jego duchowym, o które ma się odbić zarówno prześladowanie otwartych nieprzyjaciół Kościoła, jak obojętność i niedowiarstwo, i zwątpienie oziębłych i niewiernych synów Jego”475.

Konkludując, o. Honorat ogłasza, że obecnie staje przed nami Niepokalana, jedyna Orędowniczka, która jest naszą siłą duchową, dzięki której możemy pokonać wrogów. Dlatego też wzywa wszystkich Polaków do jedności. Poprzez spontaniczny ruch pielgrzymkowy ze wszystkich stron rozbiorowej Polski do Gietrzwałdu, Polacy ujawnili swą siłę i ducha jedności. „Obejmij okiem umysłu twego wszystkie poćwiartowane części dawnego ziemskiego dziedzictwa twego. Niedawno jeszcze uważałeś się, jakby już nie żyjący, jakby już nie lud (…), a teraz na słowo Maryi poznałeś się jako jeden lud”. O. Honorat ogłasza Polakom radosną nowinę: „Słuchajcie, bracia ze krwi i języka, z ducha i wiary, bracia w Bogu wspólnym Ojcu i w Maryi wspólnej Matce, bo wam zwiastuję radosną nowinę, bo wam opowiadam wesele wielkie, jakie się stało waszemu ludowi naszemu, bo oto przychodzi do was wasza Matka i wasza Królowa”. Bł. O. Honorat podejmując wątek narodowy objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie, wskazuje, że Boże miłosierdzie ogarnęło naród polski, a Maryja przychodzi Polakom na pomoc, w najtrudniejszych chwilach jego dziejów476.

Jasna Góra a objawienia gietrzwałdzkie

Ważnym wydarzeniem w odzyskiwaniu ducha narodowego, było 500-lecie obecności cudownego obrazu NMP Częstochowskiej na Jasnej Górze. Uroczystość przypadała 8 września 1882 r. W uroczystościach jasnogórskich uczestniczyli także mieszkańcy Warmii. „Od niepamiętnych czasów i nasza mała Warmia bierze czynny udział w dalekich pielgrzymkach (60 do 70 mil) do cudownego obrazu w Częstochowie. (…) I nas Warmiaków ciągnie jakieś dziwne uczucie, niewypowiedziany a nieprzezwyciężony jakiś tryb na ulubione miejsca Matki naszej – Królowej Korony Polskiej. To samo uczucie i mną kierowało, gdym się wybierał na pięćsetletni jubileusz częstochowski, zaprowadziło wielu innych Warmiaków mimo przeszkód różnych na tak czcigodne miejsce, uświęcone pielgrzymkami pięciuset wieków”. Dalej czytamy w opisie z pielgrzymki, że w Warszawie na dworcu pielgrzymów było moc: „(…) których dziewięć pociągów po części spacerowych przeprawić na św. miejsce nie zdołało, tak że jeszcze w piątek 8 t. m. pociągi z licznymi pielgrzymami do Częstochowy dążyły”. Całe miasto pięknie było udekorowane transparentami, zaś wieczorem zapalono światła i puszczano sztuczne ognie. Częstochowa wówczas liczyła 15 tys. mieszkańców, na uroczystość przybyło około pół miliona pielgrzymów477. Każdego dnia na Jasną Górę przybywały pielgrzymki z różnych stron. W drodze powrotnej poczciwy pielgrzym z Warmii nadmienił, że spotkał wielu pielgrzymów wracających z Częstochowy, którzy mówili: „(…) o nas Warmiakach zdawało mi się zbyt pochlebnie: nazywano nasz kraik <świętą Warmią>, bo tu pobożni kapłani, pobożny i poczciwy lud”. A to powinno jeszcze bardziej nas mobilizować do pracy nad sobą, do miłości Boga i Jego Matki Maryi478. Objawienia gietrzwałdzkie ożywiły religijność wśród Polaków. Dały impuls do odradzania się ruchu pątniczego do wielu znanych sanktuariów maryjnych, m.in. na Jasną Górę.

Warto tu nadmienić, że w ołtarzu głównym w kościele gietrzwałdzkim w czasie objawień znajdował się obraz Matki Bożej Częstochowskiej, który wisiał tam od czasów potopu szwedzkiego, od 1660 r. W czasie objawień Matki Bożej, 15 września 1877 r., na prośbę ks. proboszcza A. Weichsla jedna z wizjonerek zapytała Niepokalaną: „Czy obraz Matki Bozkiej Częstochowskiej, we wielkim ołtarzu kościoła gietrzwałdzkiego, jest cudownym?”. Bogurodzica odpowiedziała: „(…) jest cudownym”. Autor korespondencji dodaje, że obraz obwieszony był wieloma wotami i był koronowany479. Obecnie znajduje się na jednym z chórów bocznych tutejszego kościoła, a był koronowany przez bpa Krzysztofa Szembeka na początku lat trzydziestych XVIII w.

Gietrzwałd to Polska

Władze pruskie na objawienia gietrzwałdzkie patrzyły z punktu widzenia narodowego, a nie religijnego. Upatrywały w wydarzeniach gietrzwałdzkich niebezpieczeństwo agitacji narodowej wśród ludności polskiej, która pielgrzymuje do miejsca objawień maryjnych. Robert von Puttkamer ostrzegał przed budzeniem się polskiej świadomości narodowej pośród Polaków. Przede wszystkim niepokoił go fakt, że Matka Boża z dziećmi rozmawiała po polsku. Zaś Polacy interpretowali to tak, że językiem polskim nie należy gardzić. W 1886 r. na łamach „Gazety Olsztyńskiej” pisano: „(…) jeżeli w niebie nie gardzą polskim językiem, czyż się może na to odważyć nędzny proch ziemski”480. Do Gietrzwałdu przybywali Polacy ze wszystkich stron Polski. Tak długi czas pozbawienia Polaków własnej Ojczyzny, rusyfikacja i germanizacja, spowodowały ogromne zmiany w świadomości narodowej wśród ludności polskiej. Wielu Polaków straciło poczucie własnej Ojczyzny, jednak przybywając do Gietrzwałdu odkrywali piękno polskiej mowy, poznawali dzieje Polski, bohaterów i wielkie zwycięstwa poprzednich pokoleń nad jej wrogami. Gietrzwałd był swoistym „uniwersytetem kształtującym świadomość narodową Polaków”. Zarówno Warmiacy, jak i wielu Polaków z innych stron, będąc w Gietrzwałdzie, przekonali się, że: „(…) polski naród jest bardzo liczny, że nawet miał swoich własnych królów i kilku mieszkańców Gietrzwałdu pojechało do Krakowa, żeby sprawdzić, czy tam są polscy królowie pogrzebani. Sądzili poprzednio, że po polacku mówią tylko biedni ludzie, a tymczasem w Gietrzwałdzie rozmawiały grafy i grafinie po polsku”481.

Do sanktuarium przybywali pielgrzymi ze wszystkich stron Polski, a był to istotny element budzenia się świadomości narodowej. W Gietrzwałdzie odkrywali swą bogatą historię, a przede wszystkim najważniejszą informacją , która docierała do pielgrzymów, było to, że Matka Boża mówi z wizjonerkami po polsku. Ignacy Danielewski w 1885 r. tak scharakteryzował, co się tutaj działo po objawieniach maryjnych: „To dało Warmiakom sposobność do przekonania się, iż Polacy należą do wielkiego na szerokim kawale licznie rozsianego narodu”482. A należało by tu dodać, że i pozostali Polacy przybywający z różnych stron odkrywali swą tożsamość narodową, którą starano się skutecznie wykorzenić poprzez germanizacje i rusyfikację.

Gietrzwałd przez kolejne dziesięciolecia po objawieniach był miejscem ściśle związanym z polskością. Mieszkaniec powiatu mławskiego tak wspominał pielgrzymowanie do miejsc świętych swych krewnych: „(…) Jeśli moja babka lub matka wybierały się na Siewną (święto Matki Boskiej), to – zależnie od możliwości gotówkowych – wyjeżdżały jednego roku do Częstochowy, a drugiego do Gietrzwałdy – jak się u nas mówiło. Wszystkie starsze kobiety naszych okolic starały się chociaż raz na kilka lat być na odpuście w Gietrzwałdzie. Dlaczego nie jeździły do innych miejsc, a właśnie do Gietrzwałdu? Bo tu czuły się jak u siebie w domu, i spotykały się ze swymi znajomymi i krewnymi. Bo tu w Gietrzwałdzie była POLSKA”483. Świadectwo to ilustruje, że to, co wydarzyło się w czasie objawień, trwało przez kolejne pokolenia, trwanie przy Polsce. Ponadto w południowej części Warmii mieszkało dużo Polaków, którzy spokrewnieni byli z mieszkańcami sąsiednich powiatów mławskiego, działdowskiego, przasnyskiego484.

Powstanie „Gazety Olsztyńskiej”

Powstanie „Gazety Olsztyńskiej”, o profilu narodowo-katolickim, poza wieloma innymi czynnikami, należy odczytywać jako owoc objawień maryjnych w Gietrzwałdzie. Pierwszy redaktor „Gazety” Jan Liszewski nie ukrywał tego. Dowiadujemy się o tym z listu Karola Sembrzyckiego do Żółkiewskiego, w którym czytamy: „(…) Od Liszewskiego dostałem dzisiaj piękny list, w którym mówi, że na Warmii żyje około 60 tys. Polaków, że do Warmii tez należy dekanat malborski, prawie czysto polski, i że dla tych okolic koniecznie potrzeba wydawania czysto katolickiej gazety. Z powodu znanych zajść w Gietrzwałdzie mówi on, pewnie by także, w innych częściach Polski ten i ów trzymał gazetę. Może ma rację”485. Plan ten udało się zrealizować Janowi Liszewskiemu, 16 kwietnia 1886 r., w tym dniu wydano pierwszy numer „Gazety”. W słowie wstępnym do czytelników, nakreślono program pracy redakcji, zaznaczając, że będzie się ona koncentrowała: „(…) około oświaty ludowej”486. Praca ta polegała na budzeniu świadomości narodowej wśród chłopów i robotników, jednak punktem wyjścia było określenie kryteriów, którymi miała posłużyć się redakcja do określenia przynależności narodowej poszczególnych osób487. Kolejnym redaktorem „Gazety”, po rezygnacji Jana Liszewskiego, został jego szwagier Seweryn Pieniężny (senior). „Gazeta” nadal zachowała swój charakter i realizowała wcześniej nakreślony program. Na łamach „Gazety Olsztyńskiej” pisano” „(…) jak dotąd tak i nadal śmiało i otwarcie występować będzie tam, gdzie by ludowi naszemu chciano odmówić praw, jaki się im jako Polakom należą”488. Redakcja podjęła się przede wszystkim, obrony języka polskiego. Mieszkańcy Warmii to przede wszystkim katolicy, dlatego też pisano, że: „(…) nasze pisemko jest głosem ludu warmińskiego arcykatolickiego, a my chcemy dla niego w tym samym duchu katolickim pracować, w jakim rozpoczęliśmy nasze wydawnictwo”489. „Gazeta Olsztyńska” na swych łamach prezentowała przede wszystkim wartości katolickie i polskie. Liczba artykułów poświęconych obronie języka polskiego, historii polskiej, kulturze, świadomości narodowej, problemom ekonomicznym była podobna materiałom poświęconym Kościołowi katolickiemu i jego obronie.

Na taką symbiozę miały wpływ przemiany historyczne. Rozbiory Polski spowodowały sytuację wspólnego zagrożenia zarówno polskości, jak i katolicyzmu. Z czasem Kościół rzymskokatolicki stał się nie tylko miejscem kultu, ale także ośrodkiem zespolenia ludności polskiej, która poprzez wspólną modlitwę utożsamiała się ze swoimi rodakami. Takim szczególnym miejscem, wspólnego spotkania Polaków z różnych zaborów był Gietrzwałd, dokąd przybywała ludność polska w ogromnej masie od 1877 r., od czasu objawień Matki Bożej.

Na swych łamach „Gazeta Olsztyńska” sporo miejsca poświęcała Gietrzwałdowi, informując czytelników o wszystkich ważniejszych wydarzeniach, które tam zachodziły. Redakcja wiedziała, że Gietrzwałd ma charakter ogólnopolski, który budził ducha narodowego pośród pątników490. Polacy nie gdzie indziej, ale w Gietrzwałdzie odzyskiwali świadomość narodową, kształtowaną przez orędzie, które Maryja przekazała, i poprzez to, że Matka Boża z wizjonerkami mówiła po polsku.

***

Reasumując, można stwierdzić, że objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie, spowodowały masowe budzenie się polskiej świadomości narodowej wśród pielgrzymów, którzy przybywali do Gietrzwałdu. Ważną rolę w popularyzacji orędzia gietrzwałdzkiego odegrały pisma polskojęzyczne i publikacje, które niebawem po zakończeniu objawień pojawiły się na rynku wydawniczym. Znamienne były słowa, które wypowiedział Pius IX, po dowiedzeniu się o cudownych zjawieniach w Gietrzwałdzie. W popularyzacji objawień gietrzwałdzkich i w zachętach do odrywania wspaniałych dziejów historii Polski odegrał bł. O. H. Koźmiński. Objawienia gietrzwałdzkie spowodowały odkrywanie wspaniałych dziejów narodu polskiego, historii wielu świętych polskich, a także były impulsem do powstania katolicko-narodowego pisma „Gazeta Olsztyńska”.

Zakończenie

Dróg do niepodległości Polski w 1918 r. było wiele. Miały bardzo różnych swoich bohaterów i twórców. Byli nimi powstańcy, którzy narażali swe życie walcząc o wolność nie istniejącej Polski, pisarze, którzy ukazywali wielkość i bohaterstwo poprzednich pokoleń Polaków, kompozytorzy, którzy poprzez utwory muzyczne podtrzymywali na duchu Polaków, publicyści, którzy mimo wielu trudności na łamach małonakładowych czasopism przypominali Polakom o ich dziejach czy działaniach społeczno-politycznych w miarę swych możliwości. Było wielu bezimiennych bohaterów, którzy oddawali swe talenty na rzecz Polski. To wszystko stawało się jedną wielką drogą do wolnej, niepodległej Polski.

W tych trudnych czasach, kiedy Polacy po upadku powstania styczniowego w 1864 r. narażeni byli na utratę własnej tożsamości pod zaborem rosyjskim i pruskim, wydarzyło się coś, co nie miało żadnego odpowiednika na innych terenach wymazanej z mapy Polski. Na południowej Warmii, w Gietrzwałdzie, 27 czerwca 1877 r. rozpoczęły się objawienia Matki Bożej, które trwały do 16 września 1877 r. Objawienia maryjne w Gietrzwałdzie dały początek spontanicznemu ruchowi pielgrzymkowemu. Pątnicy przybywali z różnych stron.

Podsumowanie

  1. Po utracie niepodległości przez Polskę w wyniku trzech rozbiorów sytuacja ludności polskiej była bardzo trudna. Zaborcy wprowadzali nowe zarządzenia obowiązujące w poszczególnych krajach, znaczące urzędy obsadzano swymi obywatelami, którzy bardzo rzadko znali język polski, wprowadzano nowe podziały administracyjne funkcjonujący w danym kraju. Wiele znaczących ośrodków gospodarczych straciło swe znaczenie. Mimo wielu trudności, Polacy podejmowali działania niepodległościowe na różnych płaszczyznach, na polu kultury i nauki, organizacji społecznych i politycznych, a także poprzez walkę zbrojną, wywołując powstania zbrojne. Walka zbrojna nie przyniosła żadnych sukcesów, zamiast łączyć, dzieliła społeczeństwo, zadawała cierpienie i ból wielu pokoleniom Polaków. Powstanie styczniowe, zakończone klęską w 1864 r., spowodowało wzmożoną akcję germanizacyjną i rusyfikacyjną prowadzoną przez zaborców. Podjęto próbę pozbawienia ludności polskiej swej tożsamości, ograniczając działalność duszpasterską Kościoła rzymskokatolickiego. Jedynie pod zaborem austriackim Polacy zachowali pewną autonomię.
  2. W tym trudnym czasie zmagania się o zachowanie tożsamości narodowej przez Polaków odbyła się pielgrzymka do Rzymu, zorganizowana z okazji 50-lecia biskupstwa Piusa IX na przełomie maja i czerwca 1877 r. Uczestniczyli w niej Polacy z trzech zaborów. Najmniejszą grupą przybyli Polacy z zaboru rosyjskiego. Punktem centralnym pielgrzymki była audiencja u papieża Piusa IX, która odbyła się 6 czerwca 1877 r. W czasie spotkania Ojciec św. nakreślił Polakom program drogi do niepodległości. Zawierał on trzy zadania: pierwsze, to pozbycie się chęci odzyskania wolności na drodze zbrojnej. Pius IX przywołał scenę biblijną, w której to św. Piotr wyciąga miecz z pochwy, by bronić Jezusa. Pan Jezusa zganił apostoła za taką postawę. Co uczynił i papież. Drugie zadanie, którego powinni się podjąć Polacy w drodze do wolności własnej Ojczyzny, to modlitwa. W trzecim zadaniu papież wskazał Polakom na największego wroga, który upokarza – a jest nim grzech. Kończąc przemówienie, papież pobłogosławił Koronie Polskiej, wzywając Polaków do odwagi, cierpliwości i stałości w drodze do niepodległości. Podobne wydarzenie miało miejsce 102 lata później, w 1979 r. w czasie wizyty apostolskiej Jana Pawła II w Polsce. Na Placu Zwycięstwa w Warszawie papież wołał: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”. Na to wezwanie niebawem odpowiedzieli robotnicy, zakładając Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”. Na to wezwanie nie odpowiedzieli przywódcy państwowi, ale robotnicy. Podobnie, jak na objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie nie odpowiedziała arystokracja, szlachta czy intelektualiści, ale polscy chłopi, „najzdrowsza cząstka społeczeństwa polskiego” – jak pisano bardzo często na łamach prasy polskiej w 1877 r.
  3. Nie trzeba było długo czekać na konkretne wskazania. Trzy tygodnie po audiencji u papieża Piusa IX, 27 czerwca 1877 r., rozpoczęły się objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie. Rozpoczęła się pokojowa rewolucja duchowa, która każdego dnia gromadziła tysiące pątników z różnych stron Polski. Był to ruch spontaniczny, przez nikogo nie kontrolowany. Polacy zamiast miecza, otrzymali do rąk bardzo konkretną broń, różaniec, którą ponieśli do swych domostw i parafii. Modlitwa różańcowa stała się dla milionów Polaków codziennym zadaniem. Do 1918 r. Polacy nie zorganizowali żadnego zbrojnego powstania niepodległościowego, a jedynym zrywem, w którym uczestniczyli, była pokojowa rewolucja duchowa, która zmieniła oblicze moralne, duchowe, społeczne i polityczne polskich rodzin. W orędziu gietrzwałdzkim otrzymaliśmy także katalog naszych słabości, które upokarzają człowieka, a więc: grzechy, pijaństwo i rozwiązłość. Pius IX wskazał na największego naszego wroga, jakim jest grzech. To te słabości niszczyły rodziny, pijaństwo, które osłabiało i upokarzało rodziny oraz tkankę narodową. Kolejny grzech, który niszczył społeczeństwo, to rozpad małżeństw i grzechy nieczystości, przede wszystkim wśród młodego pokolenia.
  4. Objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie spowodowały niekontrolowany napływ pielgrzymów do tego miejsca. Każdego dnia do Gietrzwałdu przybywało kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt tysięcy pielgrzymów. Na te wydarzenia najliczniej odpowiadają polscy chłopi, często upokorzeni, biedni, skromnie żyjący i pozbawieni własnej godności. To oni w sposób spontaniczny przybywają do Gietrzwałdu. W roku objawień Gietrzwałd nawiedziło około pół miliona pielgrzymów, w kolejnych dwóch latach ruch pątniczy jeszcze bardziej się wzmógł. Gietrzwałd odwiedziło w latach 1877-1880 ponad milion pątników, w tym czasie pod trzema zaborami mieszkało około 10 milionów Polaków, co stanowiło 10% społeczeństwa polskiego. Warto dodać, że wielu z pątników po powrocie do swych domostw dzieliło się przeżyciami. Jeśli przyjmiemy, że każdy z nich dotarł z orędziem gietrzwałdzkim do pięciu osób, to do około 5 mln Polaków dotarło orędzie gietrzwałdzkie. W drodze do niepodległości Polski nie mamy bardziej spektakularnego wydarzenia niż objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie w 1877 r. i masowy ruch pątniczy.
  5. Od pierwszych dni objawień maryjnych w Gietrzwałdzie środowiska liberalne i prasa niemieckojęzyczna podjęła próbę zdyskredytowania tych wydarzeń. Starano się wszelkimi metodami podważyć ich prawdziwość, czy też zdrowie wizjonerek. Bardzo często podważano autorytet miejscowego księdza proboszcza A. Weichsla, oskarżając go o malwersacje finansowe czy kłamstwa. Władze administracyjne z czasem podejmowały wielokrotnie próbę utrudniania pielgrzymom przybycia i pobytu w Gietrzwałdzie. Duchowni służący tu pomocą duszpasterską, bardzo często byli sądzeni i karani grzywnami, a ks. proboszcz A. Weichsel był nawet kilkakrotnie więziony. Wśród duchowieństwa warmińskiego panował także duży sceptycyzm co do prawdziwości objawień maryjnych w Gietrzwałdzie.
  6. Objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie przyczyniły się do odrodzenia religijnego w Polsce i na Warmii. Echa objawień dotarły także poza granice nie istniejącej Polski, co stało się impulsem do popularyzacji modlitwy różańcowej. Powstawały bractwa różańcowe, bractwa trzeźwościowe, a nawet pod wpływem orędzia gietrzwałdzkiego w wielu parafiach w czasie misji świętych organizowano „pogrzeb butelki po wódce”. To dawało impuls do podejmowania trzeźwości na wiele lat albo na całe życie. Objawienia gietrzwałdzkie dały impuls do powstania nowych zgromadzeń zakonnych, wlały nowego ducha w kapłanów i społeczeństwo polskie. Proces odnowy życia religijnego trwał przez długie lata, a był realizowany w rodzinach polskich i parafiach katolickich.
  7. Wydarzenia gietrzwałdzkie stały się pokojową rewolucją duchową z jednej strony, a z drugiej dały impuls na niespotykaną skalę do budzenia świadomości narodowej wśród pielgrzymów przybywających do Gietrzwałdu. Pątnicy poznawali orędzie Matki Bożej, ale dowiadywali się także, że Matka Boża z wizjonerkami mówi po polsku. Ta informacja docierająca do pątników, wyzwalała w nich wiele pytań o naród i dzieje tej wspólnoty w przeszłości. To wyzwalało w Polakach będących w Gietrzwałdzie chęć poznawania dziejów Polski, żywotów świętych polskich czy wspaniałych opisów z przeszłości Polski. W tym trudnym czasie upokorzenia przez zaborców Polacy w Gietrzwałdzie powstawali z kolan, odzyskując ducha i swą tożsamość narodową.
  8. Niniejsze opracowanie nie wyczerpuje podjętej problematyki, ale może skłonić do prowadzenia dalszych badań. Tym bardziej, że omawiany okres jest bardzo słabo opracowany przez historyków i wydarzenia gietrzwałdzkie prawie zupełnie nie mają swego miejsca w historiografii polskiej. W żadnym poważniejszym opracowaniu Historii Polski nie odnajdujemy nawet jednej wzmianki o Gietrzwałdzie z roku 1877. Na wydarzenia z czasów objawień należy spojrzeć głębiej i podjąć badania w szerszym międzynarodowym aspekcie. W czasie, kiedy rozpoczynały się objawienia gietrzwałdzkie, 27 czerwca 1877 r., w nocy z 26 na 27 czerwca zaczęła się wojna rosyjsko-turecka. Problem, na który należy także zwrócić uwagę i zbadać rolę, jaka odgrywał wywiad angielski w procesach rewolucyjnych w Europie w XIX stuleciu. Kolejny postulat dedykuję polskim mediom. Być może, zbliżająca się kolejna 150. rocznica objawień maryjnych, skłoni reżyserów do nakręcenia filmu fabularnego o tak ważnych wydarzeniach dla Polaków gnębionych rozbiorami i podejmą się trudu, który spopularyzuje to wydarzenie.

Przypisy:

1 Zob. J. S. Pelczar, Pius IX i Polska, Miejsce Piastowe 1914, s. 238.

2 Zob. J. Jasiński, Świadomość narodowa na Warmii w XIX wieku, Olsztyn 1983, s. 236-237.

3 Zob. P. Wandycz, Orientacja rosyjska w polskiej walce niepodległościowej, Zeszyty Historyczne, z. 51, Paryż 1980, s. 61.

4 Zob. H. Koźmiński, Przesłanie z Gietrzwałdu, Warszawa 2017, s. 52.

5 Zob. M. Żyrowski M., Dziewiętnastowieczna rodzina polska, Roczniki Socjologii Rodziny 2000, t. 12, s. 176.

6 O budzeniu się świadomości narodowej pisali m.in. Andrzej Wakar, dopatrywał się początków z powstaniem

ruchu polskiego. Zob. A. Wakar, Przebudzenie narodowe Warmii, 1886-1893, wyd. II, Olsztyn 1982; problem

przedstawia podobnie T. Grygier, Uroczystości gietrzwałdzkie ich aspekt katolicki oraz polski w latach 1877

1944 w świetle władz wschodniopruskich, SW 1977, t. XIV, s. 225-323; ks. bp J. Obłąk stwierdza, że

objawienia gietrzwałdzkie w 1877 r. dały impuls do narodzenia się polskiego ruchu narodowego, J. Obłąk,

Objawienia Matki Boskiej, jw.; Zob. Janusz Jasiński stwierdza, że proces budzenia się polskiej świadomości

narodowej dokonywał się długo, na drodze ewolucyjnej, a czynników na to złożyło się sporo – J. Jasiński,

Świadomość narodowa, s. 250-254.

7 Studia Warmińskie (dalej SW) w 1977, t. XIV, poświęcono w całości sanktuarium gietrzwałdzkiemu.

8 J. Obłąk, Objawienia Matki Boskiej Gietrzwałdzkiej. Ich treść i autentyczność w opinii współczesnych (W stulecie objawień 1877-1977), SW 1977, t. XIV, s. 7 – 73.

9 M. Borzyszkowski, Sanktuarium Maryjne w Gietrzwałdzie w okresie międzywojennym (1921-1939), SW 1977, t. XIV, s. 325-348.

10 T. Grygier, Uroczystości gietrzwałdzkie ich aspekt katolicki oraz polski w latach 1877-1944 w świetle władz wschodniopruskich, SW 1977, t. XIV, s. 225-323.

11 I. J. Krause, Pieśni maryjne w diecezji warmińskiej w XIX w. (w aspekcie muzykologicznym), SW 1977, t. XIV, s. 387- 418.

12 W. Nowak, Historia obrazu i kultu Matki Boskiej Gietrzwałdzkiej, SW 1977, t. XIV, s. 109 – 136.

13 T. Pawluk, Stosunek Kościoła do objawień prywatnych ze szczególnym uwzględnieniem wydarzeń gietrzwałdzkich, SW 1977, t. XIV, s. 75-107.

14 J. Piskorska, Rozwój sanktuarium gietrzwałdzkiego, SW 1977, t. XIV, s. 427 – 444.

15 E. Piszcz, Echa objawień gietrzwałdzkich w „Pielgrzymie”, SW 1977, t. XIV, s. 215 – 223.

16 W. Piwowarski, Łosiery do Gietrzwałdu, SW 1977, t. XIV, s. 153-175.

17 J.M. Wojtkowski, Wkład Zakonu Kanoników Regularnych Laterańskich w rozwój sanktuarium gietrzwałdzkiego, w: Maryjne orędzie z Gietrzwałdu, pod. red. J. Jezierskiego, K. Brzozowskiego, T. Siudy, Częstochowa-Gietrzwałd 2003, s. 57-78.

18 A. Kopiczko, Objawienia gietrzwałdzkie w świetle zbiorów Archiwum Archidiecezji Warmińskiej w Olsztynie, w: Maryjne orędzie z Gietrzwałdu, pod. red. J. Jezierskiego, K. Brzozowskiego, T. Siudy, Częstochowa-Gietrzwałd 2003, s. 29-37.

19 A. Ornatek, Recepcja informacji o objawieniach gietrzwałdzkich przez Stolice Apostolską, w: Maryjne orędzie z Gietrzwałdu, pod. red. J. Jezierskiego, K. Brzozowskiego, T. Siudy, Częstochowa-Gietrzwałd 2003, s. 39-45.

20 K. Parzych, Kult maryjny, w: Orędzie gietrzwałdzkie wczoraj i dziś, pod. red. K. Parzych, Olsztyn 2005, s. 80-86; tamże, Dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi panny, s. 104-112; tamże, Pokuta – uzdrawiający dialog, s. 112 – 138; tamże, Objawienia gietrzwałdzkie na tle innych objawień maryjnych, s. 127-138.

21 P. Rabczyński, Objawienia prywatne, w: Orędzie gietrzwałdzkie wczoraj i dziś, pod. red. K. Parzych, Olsztyn 2005, s. 68-79.

22 A. Leniec, Fenomen sanktuarium, w: Orędzie gietrzwałdzkie wczoraj i dziś, pod. red. K. Parzych, Olsztyn

2005, s. 86 – 97; tamże, Obiekty sakralne w Gietrzwałdzie, s. 139-143; tamże, Domy pielgrzymów i miejsca

działalności duszpasterskiej, s. 143-148; tamże, Sanktuarium gietrzwałdzkie jako ośrodek pielgrzymkowy, s.

148-153.

23 U. Niemiro, Treść i kościelna ocena objawień gietrzwałdzkich, w: Orędzie gietrzwałdzkie wczoraj i dziś, pod. red. K. Parzych, Olsztyn 2005, s. 97 – 104.

24 K. Parzych, J. Wieszczyński, Różaniec – „szkołą” Maryi. w: Orędzie gietrzwałdzkie wczoraj i dziś, pod. red. K. Parzych, Olsztyn 2005, s. 120-127.

25 K. Bielawny, Ruch pielgrzymkowy, w: Orędzie gietrzwałdzkie wczoraj i dziś, pod. red. K. Parzych, Olsztyn

2005, s. 49-55.

26 J. Hochleitner, Warmińskie łosiery. Studium lokalnego pielgrzymowania, Olsztyn 2013; tenże, Wybrane

postawy religijne pielgrzymów w Gietrzwałdzie i Glotowie u schyłku XIX wieku, w: Życie prywatne Polaków w

XIX wieku, pod. red. M. Korybut-Marciniak, M. Zbrzeźniak, Olsztyn 2013, s. 137-152; tenże,  Polaków

pielgrzymowanie do Gietrzwałdu w przededniu I wojny światowej, Zeszyty Naukowe Ostrołęckiego

Towarzystwa Naukowego im. Adama Chętnika 2012, t. 26, s. 81-89.

27 Zob. J. Kłoczowski, L. Müllerowa, J. Skarbek, Zarys dziejów Kościoła katolickiego w Polsce, Kraków 1986, s. 172-174. Charakteryzowano ówczesne społeczeństwo tak, „(…) koniec XVIII wieku i pierwsze dziesięciolecia XIX stulecia stanowiły dla religii trudny okres. Idee oświeceniowe, przenikające w znacznym stopniu za pośrednictwem kleru, osłabiały dotychczasowe autorytety religijne, eliminowały wartości nadprzyrodzone, podnosząc pełną autonomię umysłu ludzkiego. Żywe kontakty z Zachodem i zalew dzieł obcych, zwłaszcza francuskich, podkopujących wiarę, rodził wśród warstw wyższych sceptycyzm religijny i ateizm. (…) Istotnego znaczenia, w trakcie postępującej wśród elit laicyzacji, nabierał, zwłaszcza wśród ludzi młodych, deizm. Zakładał on istnienie Boga, odrzucił objawienie, kwestionował Opatrzność oraz praktyki i sakramenty święte. (…) Na gruncie deizmu stała znaczna część masonerii. (…) Plagą stały się rozwody”. Zaś szerokie masy społeczne, nadal pozostały wierne nauczaniu Kościoła rzymskokatolickiego. Największym autorytetem wśród włościan, części szlachty i mieszczan nadal cieszył się ksiądz.

28 U. Augustyniak, Historia Polski 1572-1795, Warszawa 2008, s. 102.

29 Zob. A. Czubiński, J. Topolski, Historia Polski, Warszawa 1989, s. 178-198.

30 Ibidem, s. 225-233.

31 Zob. A. Kraushar, Książę Repnin i Polska. W pierwszym czteroleciu panowania Stanisława Augusta (1764-1768), t. I, Warszawa 1900, s. 286, 301-302.

32 W. Konopczyński, Konfederacja Barska t. I i II, Poznań 2017; Zob. W. Szczygielski, Konfederacja barska w Wielkopolsce 1768-1770, Warszawa 1970, s. 24.

33 Zob. W. Konopczyński, Fryderyk Wielki a Polska, Kraków 2010, s. 106.

34 Zob. W. Szczygielski, Konfederacja barska w Wielkopolsce 1768-1770, Warszawa 1970, s. 6; J.

Michalski Schyłek konfederacji barskiej, Wrocław 1970, s. 154-179.

35 Por. A. Czubiński, J. Topolski, Historia Polski, Warszawa 1989, s. 233.

36 Ibidem, s. 233-240. Por. Główny Urząd Statystyczny, Historia Polski w liczbach, Warszawa 1993, s. 20.

37 Ibidem, s. 261-269.

38 Zob. T. Łepkowski, Słownik historii Polski, Warszawa 1973, s. 500.

39 Zob. J. Michalski, Linde Samuel Bogumił, w: Polski Słownik Biograficzny, t. 17, Wrocław 1972, s. 360-361.

40 Por. Skarbiec 200 lat Ossolineum, oprac. M. Markowska, Wrocław 2017.

41 Zob. M. Danilewiczowa, Życie naukowe dawnego liceum Krzemienieckiego, (nadbitka z Tomu XXII – Nauki

Polskiej – Wydawnictwa Kasy im. Mianowskiego, Instytutu Popierania Nauki – Warszawa – Pałac Staszica),

Warszawa 1937, s. 58-101.

42 Zob. W. Nagórska-Rudzka, Opinia publiczna w Księstwie Warszawskim w 1813 r., Przegląd Historyczny

1928, t. 27, s. 76-110; Por. A. Nieuważny, Kampania 1813 r. na północnym zachodzie Księstwa Warszawskiego. Napoleońska Twierdza Toruń i jej obrona, Toruń 2017 r., s. 16.

43 Por. A. Czubiński, J. Topolski, Historia Polski, Warszawa 1989, s. 292.

44 Zob. R. Patlewicz, Historia polityczna Polski, t. II, Częstochowa 2018, s. 39-45.

45 Zob. H. Zieliński, Stracone szanse – wielka emigracja. O powstaniu listopadowym, Warszawa 1982, s. 7.

46 Ibidem, s. 154-155.

47 Zob. R. Patlewicz, Historia polityczna Polski, t. II, Częstochowa 2018, s. 49.

48 Zob. J. Zdrada, Historia Polski 1795-1914, Warszawa 2007, s. 192.

49 Cyt. za S. Węgrzynowicz, Patrioci i zdrajcy. Społeczeństwo Królestwa Polskiego wobec mikołajowskiej

polityki Rosji w latach 1846-1856, Kraków 2014, s. 34.

50 Zob. Z. Zieliński, Papiestwo i papieże dwóch ostatnich wieków, wyd. II, Poznań 1986, s. 159.

51 W październiku 1835 r. car Mikołaj I w Warszawie spotkał się z przedstawicielami szlachty polskiej. Mówił

do nich: „Ja nie jestem już królem polskim, jestem tu jako cesarz Rosji! O, ja znam was dobrze, wy jesteście i

będziecie zawsze ci sami. To ta Ojczyna urojona uczyniła was nieszczęśliwymi i uczyni jeszcze

nieszczęśliwszymi. Wy poddajecie się tylko materialnej sile; ja się jej trzymam. I dla tego z wami tylko siłą

działać mogę. Dla was to i waszym kosztem kazałem zbudować cytadele. Skoro tylko będzie potrzeba, każę

spalić miasto w 24 godzinach”. Cyt. za A. Czubiński, J. Topolski, Historia Polski, wyd. II, Warszawa 1989, s.

317.

52 Zob. R. Patlewicz, Historia polityczna Polski, t. II, Częstochowa 2018, s. 51.

53 Zob. A. Czubiński, J. Topolski, Historia Polski, wyd. II, Warszawa 1989, s. 317.

54 Solidarność 1830, Niemcy i Polacy po Powstaniu Listopadowym, Warszawa 2005, s. 159-161.

55 Zob. A. Czubiński, J. Topolski, Historia Polski, wyd. II, Warszawa 1989, s. 328.

56 Ibidem, s. 334-341.

57 Zob. R. Patlewicz, Historia polityczna Polski, t. II, Częstochowa 2018, s. 64-69.

58 Zob. M. Pawliszczew, Tygodnie polskiego buntu, t. I, Warszawa 2003, s. 21.

59 Zob. F. Ramotowska, Tajemne państwo polskie w Powstaniu Styczniowym 1863-1864. Struktura organizacyjna, Warszawa 1999, s. 30-37.

60 Zob. R. Patlewicz, Historia polityczna, s. 79-80.

61 Zob. A. Czubiński, J. Topolski, Historia Polski, s. 334-335.

62 Zob. J. Pelczar, Pius IX i Polska, Miejsce Piastowe 1914, s. 50-51.

63 Zob. S. Zieliński, Bitwy i potyczki 1863-1864, Rapperswil 1913, s. 83.

64 Zob. S. Kieniewicz, Warszawa w powstaniu styczniowym, Warszawa 1983, s. 197-201.

65 L. Trzeciakowski, Ziemie polskie pod panowaniem państw zaborczych (1815-1918), w: Dzieje Polski, pod. red. J. Topolski, Warszawa 1975, s. 498.

66 Ibidem.

67 Słownik encyklopedyczny. Europa 1998, s. 1999.

68 Cyt. za J. Pelczar, Pius IX i Polska, Miejsce Piastowe 1914, s. 71.

69 Ibidem, s. 73.

70 K. Martwiejuk, Pratulin. Narodziny dla nieba sług bożych Wincentego Lewoniuka i XII towarzyszy, Warszawa-Siedlce 1995, s. 130.

71 Zob. R. Patlewicz, Historia polityczna Polski, Częstochowa 2018, s. 103-107.

72 Ibidem, s. 111-113.

73 Warmia, Pielgrzym 1877, nr 61, z 2 VI.

74 Niemcy, Pielgrzym 1877, nr 37, z 31 III.

75 Warmia, Pielgrzym 1877, nr 53, z 12 V.

76 Warmia, Pielgrzym 1877, nr 56, z 19 V.

77 Ibidem.

78 Z Rzymu. 24 maja 1877, Pielgrzym 1877, nr 64, z 9 VI.

79 Ibidem.

80 Rzym, Pielgrzym 1877, nr 58, z 26 V.

81 Mowa Ojca św. powiedziana do pielgrzymów niemieckich dnia 17. Maja, Pielgrzym 1877, nr 64, z 9 VI.

82 Z Rzymu, Pielgrzym 1877, nr 64, z 9 VI.

83 Warmia, Pielgrzym 1877, nr 67, z 16 VI.

84 Warmia, Pielgrzym 1877, nr 102, z 8 IX.

85 Warmia, Pielgrzym 1877, nr 117, z 13 X.

86 Warmia, Pielgrzym 1877, nr 120, z 20 X.

87 Zob. J. S. Pelczar, Pius IX i Polska, Miejsce Piastowe 1914, s. 238.

88 Ibidem.

89 Wiec poznański, Pielgrzym 1877, nr 26 z 6 III.

90 Wiec Piusowy, GW 1877, nr 3 z 2 III.

91 Wiec poznański, Pielgrzym 1877, nr 26, z 6 III.

92 Poznań, Pielgrzym 1877, nr 28, z 10 III.

93 Wiec poznański, Pielgrzym 1877, nr 26, z 6 III.

94 Z naszych stron, Pielgrzym 1877, nr 26, z 6 III.

95 Poznań, Pielgrzym 1877, nr 28, z 10 III. Warto tu przytoczyć treść listu, „Z całego świata śpieszą wierne dzieci

Kościoła, aby u stóp Namiestnika Chrystusowego, najdroższego Piusa IX. złożyć hołd przywiązania i gorące

życzenia swoje. Przeto i my synowie narodu, który się chlubił zawsze z wierności swojej dla Stolicy Piotrowej i

który nikomu w czci i ufności względem poświęconej Osoby Papieża nie ustępuje, szlemy przez wysłańców

naszych na ten wspaniały Wiec wszystkich, co wierzą, co kochają i co się spodziewają – słowa powinszowania i

słowa wdzięczności. Winszujemy wielkiemu Piusowi IX., że Pan Bóg przedłuża miłosiernie dni jego wyraźnie,

aby Mu dać dokonać posłannictwa ratowania Kościoła z najgroźniejszych niebezpieczeństw, winszujem Mu

dokonania tylu dzieł wielkiej doniosłości, która napełnia wszystkich katolików otuchą i ufność ich krzepi,

winszujemy tej pięknej rocznicy, przypominającej, że już pół wieku upływa, jak Duch św. postawił Go w

Kościele, aby przez zasługi, zebrane na biskupstwie, doszedł do najwyższej nad światem katolickim władzy.

Wdzięczność nasza, która z dnia na dzień rośnie, podnosi się i ku Papieżowi, który ogłosił dogmat

Niepokalanego Poczęcia, zwołał Sobór Watykański i w przeddzień strasznej burzy stare przekonanie Kościoła o

Nieomylności do rzędu prawd dogmatycznych wyniósł, tyle razy w potężny a natchniony sposób świat o

niebezpieczeństwach ostrzegał i po całej kuli ziemskiej zasiał bogate owoce przezorności i troskliwości swojej

– i ku najlepszemu Ojcu, co sercem względem nieszczęśliwych i opuszczonych skłonniejszy o Kościół polski i

Ojczyznę naszą rzewną ukochał miłością. Nie zapomnieliśmy i nigdy nie zapomnimy, że Wasza Świątobliwość

udzielała nam hojnie przez lat 31 rad, napomnień i zachęty do wytrwania w dobrem, że wzywała

niejednokrotnie cały świat katolicki i Miasto wieczne do modlitw za nami; że aby nas zagrzać do silnych

postanowień, postawiła nam na ołtarzach wielkiego Męczennika bł. Andrzeja Bobolę, a drugiego wielkiego

męczennika św. Józefata uroczyście kanonizowała; że, idąc śladem poprzedników swoich, którzy dla

zagrożonych krajów seminarya i kolegia wznosili, założyła łaskawie semynarium polskie w Rzymie, że w

końcu zasłaniała statecznie nękanych i gniecionych Unitów, stawiając tak w tych jak i w innych razach

niezłomny opór największym tego świata potęgom; w końcu, że powołała do świętego Kolegium dwóch

zasłużonych rodaków naszych: zmarłego Kardynała Lewickiego i najdroższego Prymasa naszego. Więzy tego

wyznawcy purpurą okryte, świadczyć będą w dziejach, że Kościół, który niegdyś Męczennika Fiszera godnością

kardynalską w więzieniu ozdobił i dziś zachowuje tę samą nieustraszoność i tę samą wierność w nieszczęściu”.

Zob. Z dyecezyi, Pielgrzym 1877, nr 34, z 24 III; Z dyecezyi, Pielgrzym 1877, nr 42, z 14 IV.

96 Adres do Ojca Św., Pielgrzym 1877, nr 50, z 5 V.

97 Ibidem.

98 Poznań, Pielgrzym 1877, nr 28, z 10 III.

99 Na upominek dla Ojca św., Pielgrzym 1877, nr 29, z 13 III. Między innymi na łamach Pielgrzyma

pelplińskiego publikowano datki składane na zakup relikwiarza. Zob. Na upominek dla Ojca św., Pielgrzym

1877, nr 43, z 17 IV; Na upominek dla Ojca św., Pielgrzym 1877, nr 44, z 19 IV.

100 Poznań, Pielgrzym 1877, nr 56, z 19 V.

101 Z dyecezyi, Pielgrzym 1877, nr 50, z 5 V.

102 W sprawie pielgrzymki do Rzymu, Pielgrzym 1877, nr 44, z 19 IV.

103 Jak się pocieszać może, kto pielgrzymki do Rzymu nie podjął?, Pielgrzym 1877, nr 58, z 26 V

104 Druga Msza św. odprawiana w dniu pięćdziesięciolecia święceń kapłańskich.

105 Dzień 3. Czerwca, Gazeta Toruńska 1877, nr 125, z 2 VI.

106 Ibidem.

107 List pasterski bpa J. Nepomucena, Pelplin, 28 kwietnia 1877 r, Pielgrzym 1877, nr 53, z 12 V.

108 Ibidem

109 Zob. Z pod Sztumu, Pielgrzym 1877, nr 63, z 7 VI.

110 Listy od przyjaciół Pielgrzyma, Pielgrzym 1877, nr 65, z 12 VI.

111 Z chełmińskiej, Pielgrzym 1877, nr 65, z 12 VI.

112 Nowemiasto, Pielgrzym 1877, nr 65, z 12 VI.

113 Z parafii Śliwickiej, Pielgrzym 1877, nr 66, z 14 VI.

114 Listy od przyjaciół Pielgrzyma, Pielgrzym 1877, nr 66, z 14 VI. Na łamach Gazety Toruńskiej, w ostatnim dniu maja podano ogłoszenie, w którym zapraszano na wiec, na cześć Ojca św. Piusa IX, który był planowany 3 czerwca 1877 r. Zob. I. Danielewski, Wiec na cześć Ojca św. Piusa IX, GT 1877, nr 123, z 31 V; Toruń, 3. czerwca, GT 1877, nr 127, z 6 VI.

115 Wiadomości potoczne, GT 1877, nr 125, z 3 VI.

116 Listy od przyjaciół Pielgrzyma. Kurzętnik, Pielgrzym 1877, nr 68, z 19 VI.

117 Świecie, Pielgrzym 1877, nr 69, z 21 VI.

118 Dziś jako w jubileusz, GL 1877, nr 127, z 3 VI.

119 Jubileusz biskupi, GL 1877, nr 128, z 4 VI.

120 Lwów, 3 czerwca, Gazeta Lwowska 1877, nr 127, z 3 VI.

121 Lwów, 4 czerwca, Czas 1877, nr 128, z 9 VI.

122 Poznań 5 czerwca, Czas 1877, nr 129, z 10 VI.

123 Kraków 2 czerwca, Czas 1877, nr 70, z 3 VI.

124 Z licznych sprawozdań, KP 1877, nr 130, z 9 VI.

125 Obchód 50-letniego jubileuszu, KP 1877, nr 130, z 9 VI.

126 Pamiątka 50 letniego Jubileuszu Biskupstwa Papieża Piusa IX, Pielgrzym 1877, nr 53, z 12 V.

127 Portret transparentowy, GT 1877, nr 117, z 24 V.

128 Poznań, Pielgrzym 1877, nr 53, z 12 V.

129 Pielgrzymi polscy, Pielgrzym 1877, nr 64, z 9 VI.

130 Ibidem.

131 Notatki z Pielgrzymki do Rzymu, GW 1877, nr 80, z 6 VI.

132 Por. J. S. Pelczar, Pius IX i Polska, Miejsce Piastowe 1914, s. 238.

133 Notatki z Pielgrzymki do Rzymu, GW 1877, nr 80, z 6 VI.

134 Por. J. S. Pelczar, Pius IX, s. 239.

135 Pielgrzymi polscy, Pielgrzym 1877, nr 64, z 9 VI.

136 O Pielgrzymach naszych, Niedziela 1877, nr 141, z 10 VI.

137 Rzym 31 maja, Czas 1877, nr 124, z 5 VI.

138 Ibidem.

139 Nasi pielgrzymi w Rzymie, Katolik 1877, nr 24, 14 VI.

140 Rzym, 2go czerwca, Pielgrzym 1877, nr 67, z 16 VI.

141 Z Rzymu. 24 maja 1877, Pielgrzym 1877, nr 64, z 9 VI.

142 Zaś rok wcześniej, w 1876 r., pielgrzymka hiszpańska do Rzymu liczyła około 6000 pątników. Zob. 30 maja,

Czas 1877, nr 124, z 5V.

143 Rzym, Pielgrzym 1877, nr 70, z 23 VI.

144 Rzym, 7 czerwca, Czas 1877, nr 131, z 13 VI.

145 Pielgrzymka Polska, Pielgrzym 1877, nr 67, z 16 VI.

146 Rzym, 2 czerwca, KP 1877, nr 128, z 7 VI. Zob. Unici w Królestwie Polskim, Pielgrzym 1880, nr 102, z 2 IX.

147 Nasi pielgrzymi w Rzymie, Katolik 1877, nr 24, z 14 VI.

148 Pielgrzymka Włościan do Rzymu, Niedziela 1878, nr 204, z 25 VIII.

149 Rzym 2 czerwca, Czas 1877, nr 125, z 6 VI.

150 Pielgrzymka Włościan do Rzymu, Niedziela 1878, nr 2017, z 15 IX.

151 Przemowy X. Kardynała Ledóchowskiego do Pielgrzymów Polskich, Pielgrzym 1877, nr 70, z 23 VI. „Czcigodne duchowieństwo, szanowni Panowie, kochani Obywatele miejscy i wiejscy! Przyjmijcie odemnie wyraz szczerego podziękowania za ten dar, będący dla mnie drogim dowodem i zapewnieniem tej miłości i przywiązania, jakie zdobyłem sobie w sercach waszych. Nie uznaję się godnym tego upominku, ale sadzę, że mogła nań zasłużyć dobra wola moja. Od lat jedenastu, jak objąłem rządy najstarszej i najwyższej w Polsce stolicy, obowiązkiem moim i staraniem było ułatwić powierzonej mi trzodzie uświęcenie dusz i osiągnięcie wiecznego zbawienia. Czuwałem, o ile sił starczyło, aby nieskazitelną się zachowała w narodzie naszym wiara Ojców, wiara świętego rzymskiego Kościoła, aby karność kościelna była przestrzegana, aby zjednoczenie i uległość dla Opoki Piotrowej coraz głębsze w sercach Polaków zapuszczały korzenie. I Bóg miłosierny dozwolił, że się tak stało. Kiedy z woli i dopuszczenia Jego spadły na nas w ostatnich latach ciężkie utrapienia, uwydatniliście świetnie, co może w chrześcijańskim sumieniu miłość prawdziwa, wierność dla Ojca św. i żywa chrześcijańska wiara. I staliśmy się dziś, nie jak Apostoł powiedział „wzgardą”, ale zbudowaniem narodów – spojrzeli na nas i dziwią się, że po stu latach niewoli, po kilku latach walki i cierpienia na polu religijnym stoimy wiernie i niewzruszenie na tem stanowisku, jakie jedynie i wyłącznie przystoi chrześcijanom katolikom.

Pozwólcie mi, Bracia drodzy, abym kościelny Wasz …… wykazał Wam wielkie tej pielgrzymki znaczenie i wielką jej doniosłość. Pielgrzymki w ogóle są objawem wiary, pobożności i cnoty, objawem starym jak Kościół, objawem świętym, iście chrześcijańskim. W ostatnich dwóch stuleciach, kiedy duch obojętności, niewiary i bezbożności wionął od Zachodu, ustały one w wielkiej części krajów chrześcijańskich – ale nie ustały w ojczyźnie naszej, w Polsce, gdzie, zrosłszy się z narodowym obyczajem, stanowiły jedną z najpiękniejszych stron religijnych żywota Ojców naszych. Do Matki Boskiej Częstochowskiej, do św. Józefa Kaliskiego, do Podkamienieckiej, Żyrowickiej, Góreckiej i Turskiej Bogurodzicy spieszyły liczne pątników tłumy a te wielkie odpusty nasze w świątecznej, uroczystej formie, były pięknemi pielgrzymkami w całem tego słowa znaczeniu, bo z dalekich stron spieszono do onych świętych miejsc, aby się obmyć z grzechów, posilić Ciałem Zbawiciela, dostąpić odpustu, zbudować przykładem cnoty i chrześcijańskiego obyczaju.

Ale ta nasza wspaniała pielgrzymka do grobów świętych Apostołów większe ma znaczenie, bo jest z naszej strony zatwierdzeniem i zadokumentowaniem jedności naszej z Kościołem Bożym, jedności, tej najpierwszej i najznaczniejszej cechy, którą Bóg nadał Kościołowi św. Mówimy w wyznaniu wiary o jednym, świętym, powszechnym, apostolskim Kościele i „jedność” Kościoła na pierwszym kładziemy miejscu, bo w jedności jest siła i moc, jak jeden jest Bóg, jeden Zbawiciel, jeden Namiestnik jego na ziemi, tak też jeden, nierozłączny jest Kościół Boży na świecie. Wrogi Kościoła św. pracują co nie miara, aby potargać te święte węzły jedności, bo znają, że w nich siła nasza, lecz my, do tej świętej Piotrowej przybywając opoki, dajemy najlepszy dowód, że rozumiemy dobrze, co to jest jedność, że ona kotwicą ratunku i zbawienia. Pięknie powiada Augustyn św. w homilii na dzień dzisiejszy, że, jak gałązka oderwana od pnia lub konaru traci życie i staje się martwą, tak też i dusza każdego człowieka, tak i każdy poszczególny Kościół, skoro się oderwie od skały Piotrowej, traci życie i ginie. Póki ręka połączona z ciałem, żyje i pożyteczną jest ciału, skoro ja odetniesz, umiera. Wyście, Bracia mili, gromadną pielgrzymką waszą dali dowód, że żyjecie, – że jedni jesteście wiarą i miłością z tym, co tu na górze – (ksiądz Kardynał wskazał tu ręką na górne piętro Watykanu) nad nami steruje łodzią Piotrową. Z tej jedności pragnęłyby Was wyłączyć w różnych dzielnicach polskich już to schizma, już też herezya, już wreszcie wolnomularstwo i liberalizm, będący cechą dzisiejszych czasów. Strońcie od tych wrogów świętej wiary naszej, Bracia mili, i za łaską Bożą od tych wtrętów chronią się dyecezye…., tak wszyscy ich unikajcie a Bóg będzie z Wami”. Por. O pobycie pielgrzymów naszych w wiecznym mieście. Rzym, 2 czerwca, Kurier Poznański 1877, nr 128, z 7 VI.

152 Pielgrzymka Polska, Pielgrzym 1877, nr 67, z 16 VI.

153 Rzym, 3 czerwca, KP 1877, nr 128, z 7 VI.

154 Przemowy X. Kardynała Ledóchowskiego do Pielgrzymów Polskich, Pielgrzym 1877, nr 70, z 23 VI

155 O posłuchaniu u Ojca św., Niedziela 1877, nr 142, z 17 VI.

156 Ibidem.

157 Dość szczegółowo na swych łamach, audiencje Polaków u Ojca św., opisała włoska gazeta La Voce della

Verita 7 czerwca 1877 r. Na łamach „Pielgrzyma” pelplińskiego ukazał się w całości poniższy artykuł, w

dosłownym tłumaczeniu. Zob. Pielgrzymka Polska, Pielgrzym 1877, nr 70, z 23 VI.

158 Rzym, 7 czerwca, Czas 1877, nr 131, z 13 VI.

159 Pielgrzymi polscy u Papieża, GL 1877, nr 138, z 14 VI.

160 O posłuchaniu u Ojca św., Niedziela 1877, nr 142, z 17 VI.

161 Pielgrzymi polscy u Papieża, GL 1877, nr 138, z 14 VI; Por. Przedmowa, GW 1877, nr 87, z 14 VI.

162 Katolicy Polski, Niedziela 1877, nr 142, z 17 VI.

163 Pielgrzymi polscy u Papieża, GL 1877, nr 138, z 14 VI.

164 Pielgrzymka Włościan Polskich do Rzymu, Niedziela 1878, nr 193, z 9 VI. Po upadku powstania

styczniowego na Syberię wywieziono kolejną grupę Polaków, w tym czasie na Syberii przebywało ponad 400

duchownych (co stanowiło około 13,5% ogółu duchowieństwa katolickiego pod zaborem rosyjskim) i ponad

100 000 Polaków. Wielu z nich nigdy nie powróciło do Polski. W latach 1807-1870 na Syberię zesłano 461 tys.

osób. Zaś w latach 1863-1872 około 146 tysięcy Polaków. Zob. Adres kapłanów i wygnańców polskich ze

Syberii do Ojca św. Leona XIII, Niedziela 1878, nr 191, z 26 V.

165 Pielgrzymi polscy u Papieża, GL 1877, nr 138, z 14 VI.

166 Rzym, 7 czerwca, Czas 1877, nr 131, z 13 VI.

167 Rzym, 6. Czerwca 1877 r., Pielgrzym 1877, nr 67, z 16 VI.

168 Zob. Mowa Ojca św. powiedziana do polskich pielgrzymów na posłuchaniu 6. czerwca 1877, Pielgrzym 1877, nr 67, z 16 VI; Por. Rzym, GL 1877, nr 131, z 7 VI; Zob. Przemowa Ojca św. do pielgrzymów polskich. GL 1877, nr 135, z 11 VI; Por. Kraków 9 czerwca, Czas 1877, nr 128, z 10 VI; Zob. Mowa Ojca Świętego Piusa IX. Do Pielgrzymów Polskich, Niedziela 1877, nr 142, z 17 VI; Zob. Mowa Ojca Świętego Piusa IX. do Pielgrzymów Polskich, Warta 1877, nr 155, z 17 VI; Niewielki fragment przemówienia Ojca św. podała także GN 1877, nr 129, z 8 VI; Mowa Ojca św. Piusa IX. Do Pielgrzymów Polskich, GW 1877, nr 85, z 12 VI. Nieco później opublikowano urzędowy stenogram Stolicy Apostolskiej przemówienia Ojca św. do pielgrzymów polskich z dnia 6 czerwca 1877 r. Na łamach Gońca Wielkopolskiego czytamy, „(…) czytelnicy przekonują się, jak wiernie korespondent nasz oddał (dziennikarz „Czasu” – przyp. aut.) wszystkie myśli, zawarte w mowie, i prostują niektóre niedokładności w wyrażeniach”. Zob. Małe odmiany, GW 1877, nr 93, z 21 VI; Por. K. Lis, Sprawy polskie w pontyfikacie Piusa IX (1846-1878), Saeculum Christianum 2001, nr 8/1, s. 118.

169 Warto tu przywołać list pasterski ks. bpa F. Krementza na Wielki Post 1878 r., w którym rządca diecezji warmińskiej wzywa katolików do cierpliwości i stałości, bo w tych cnotach chrześcijańskich leży zwycięstwo naszej wiary. Najpiękniejszy przykład dał nam nasz Zbawiciel Jezus Chrystus, który w chwilach największego upokorzenia i cierpienia stawał się Królem Wszechświata.

170 Kraków 11 czerwca, Czas 1877, nr 130, z 12 VI.

171 Rzym, 7 czerwca, Czas 1877, nr 131, z 13 VI.

172 „Błogosławię Królestwu Polskiemu”, GW 1877, nr 86, z 13 VI.

173 Cierpliwości – stałości – odwagi!, Warta 1877, nr 157, z 1 VII.

174 Ibidem.

175 Polska u stóp Piusa IX, GW 1877, nr 101, z 2 VII.

176 Przemowy X. Kardynała Ledóchowskiego do Pielgrzymów Polskich, Pielgrzym 1877, nr 70, z 23 VI; Por.

Koniec Pielgrzymki Wielkopolskiej, GW 1877, nr 89, z 16 VI.

177 Pielgrzymka polska do Rzymu, Przegląd Lwowski 1877, nr 16, s. 220.

178 Ibidem.

179 Rzym 8 czerwca, Czas 1877, nr 132, z 14 VI.

180 Dwaj więźniowie, GW 1877, nr 96, z 25 VI.

181 Lwów, Pielgrzym 1877, nr 78, z 14 VII.

182 Dzień 6ty Czerwca się zbliża, Niedziela 1878, nr 192, z 3 VI. W apelu do Polaków pisano: „Pielgrzymi! Wy

którzyście ciałem swojim byli w Rzymie przed rokiem i na własne błogosławione oczy oglądali świątobliwą,

anielską prawie postać Piusa IX, coście słyszeli Błogosławieństwo jego dla całego Królestwa Polskiego – i wy

Rodacy! którzyście duchem bieżeli z braćmi naszemi przed tron tego Ojca Polaków i Polski, a niecierpliwie

każdej wyglądali wieści od wysłańców, co nieśli żale, cierpienia i nadzieje nasze – wy, słowem, wszyscy Polacy

– od księcia do żebraka – powiedzcie, czyliż nie godziło by się uczcić niezagasłej nigdy pamiątki dnia tego? (…)

odzywamy się tylko do serca waszego, Polacy i katolicy, i prosimy: nie zapominajmyż o wspaniałej rocznicy!”.

183 Zob. Koźmiński H., Przesłanie z Gietrzwałdu. Chwała Jezusowi poprzez Maryję Niepokalanie Poczętą,

Warszawa 2017, s. 39-40. Bł. O. Honorat czas objawień Matki Bożej łączy z pielgrzymką narodową Polaków do

Rzymu na jubileusz 50-lecia biskupstwa Piusa IX. O. Koźmiński „(…) zawsze był bardzo wrażliwy na

wszystko, co dotyczyło Stolicy Piotrowej i Namiestnika Chrystusowego. Wiadomość o tym, że papież

błogosławił „całemu Królestwu Polskiemu” i jednocześnie nawoływał Polaków do „cierpliwości, stałości i

odwagi”, przyjął z wielką radością. Objawienia w Gietrzwałdzie uznał za wyraz Bożego błogosławieństwa za to,

że Polacy tak manifestacyjnie i wspaniale uczcili Namiestnika Chrystusowego”.

184 Zob. J. Obłąk, Objawienia Matki Boskiej w Gietrzwałdzie, s. 7 – 25.

185 Zob. Mowa Ojca św. powiedziana do polskich pielgrzymów na posłuchaniu, 6 czerwca 1877, Pielgrzym 1877, nr 67, z 16 VI.

186 Archiwum Archidiecezji Warmińskiej w Olsztynie (dalej AAWO), Acta Generalia der Bischöflichen Ermländischen Curie – Die Erscheinungen in Dittrichswalde betr., vol I 1877-1881, s. 8. Zob. Orędzie gietrzwałdzkie, opr. K. Bielawny, Olsztyn 2017, s. 45-46. W tym fragmencie z orędzia gietrzwałdzkiego prezentuje tylko dwa motywy, dotyczące modlitwy różańcowej i grzechów zniewolenia. Treść orędzia przekazanego przez Matkę Bożą w Gietrzwałdzie jest znacznie bogatsza. Obejmuje także wskazania dotyczące życia sakramentalnego, wskazując na sakrament pokuty, na Eucharystię, która jest źródłem i szczytem życia chrześcijańskiego, na kapłaństwo i dając nadzieję chrześcijańską w słowach: „Nie smućcie się Ja zawsze będę z wami”.

187 Ibidem.

188 Zob. Mowa Ojca św. powiedziana do polskich pielgrzymów na posłuchaniu, 6 czerwca 1877, Pielgrzym 1877, nr 67, z 16 VI.

189 Zob. Orędzie gietrzwałdzkie, s. 61-62.

190 Zob. J. Jasiński, Ksiądz Walenty Tolsdorf (1816-1905). Kapłan diecezji warmińskiej, w: W trosce o trzeźwość Narodu. Sylwetki trzeźwościowych działaczy XIX wieku oraz antologia ich pism, Warszawa 1994, s. 233-234.

191 Ibidem, s. 63-64.

192 Zob. K. Bielawny Niezwyciężone sanktuarium maryjne w Gietrzwałdzie, Olsztyn 2012, s. 169-170.

193 AAWO, Die Erscheinungen in Dittrichswalde, s. 4.

194 Zob. J. Obłąk, Objawienia Matki Boskiej, s. 9.

195 Cyt. za J. Obłąk, Objawienia Matki Boskiej, s. 9-10.

196 Najświętsza Panna w Gietrzwałdzie, GW 1877, nr 164, z 15 IX.

197 Cyt. za J. Obłąk, Objawienia Matki Boskiej, s. 29-30. Por. Najświętsza Panna w Gietrzwałdzie, GW 1877, nr 164, z 15 IX.

198 Cyt. za J. Obłąk, Objawienia Matki Boskiej, s. 31.

199 Ibidem, s. 65-66.

200 Zob. J. Chłosta, Barbara Samulowska – wizjonerka z Gietrzwałdu, w: Maryjne orędzie z Gietrzwałdu, pod. red. J. Jezierskiego, K. Brzozowskiego, T. Sudy, Częstochowa-Gietrzwałd 2003, s. 47.

201 AAWO, Die Erscheinungen in Dittrichswalde, s. 4.

202 Ibidem, s. 10.

203 Cyt. za J. Obłąk, Objawienia Matki Boskiej, s. 10.

204 Zob. Najświętsza Panna w Gietrzwałdzie, GW 1877, nr 166, z 18 IX.

205 Cyt. za J. Obłąk, Objawienia Matki Boskiej, s. 28.

206 J. Obłąk, Zgromadzenie św. Wincentego a Paulo na Warmii, Nasza Przeszłość 1960, t. 12, s. 50.

207 B. Tomczyk, Siostra miłosierdzia Barbara Stanisława Samulowska (+1950). Wizjonerka z Gietrzwałdu, SW 1977, t. 14, s. 137.

208 Ibidem, s. 138.

209 Ibidem.

210 Ibidem.

211 B. Tomczyk, S. Ryłko, Siostra Miłosierdzia Barbara Samulowska wizjonerka z Gietrzwałdu i inne osoby obdarzone łaska objawień, Kraków 1999, s. 31.

212 B. Tomczyk, Siostra miłosierdzia, s. 138.

213 M. Balwierz, Gwatemala, w: Encyklopedia Katolicka, t. 6, pod red. J. Waliusza, S. Janeczka, S. Wielgusa i innych, Lublin 1993, kol 422.

214 Ibidem, s. 423.

215 B. Tomczyk, Siostra miłosierdzia, s. 138.

216 Ibidem, s. 139.

217 Archiwum Parafialne w Gietrzwałdzie (dalej APwG), List do brata Józefa, z dnia 27 września 1909 r.

218 APwG, Materiały dotyczące siostry Samulowskiej.

219 APwG, List siostry Leclerog do pana Józefa, z dnia 25 października 1950 r.

220 APwG, Świadectwo siostry Maryi Auxiliadora Mora Umana o siostrze Samulowskiej, Gwatemala, październik 1978 r.

221 J. Łukowski, Wycieczka do Gietrzwałdu, KP 1877, nr 208, z 12 IX.

222 Zob. J. Obłąk, Objawienia Matki Boskiej w Gietrzwałdzie. Ich treść i autentyczność w opinii współczesnych (W stulecie objawień) 1877-1977, SW 1977, t. XIV, s. 33.

223 Wiadomości miejscowe i prowincyonalne. Gietrzwałd, Orędownik 1877, nr 79, z 7 VII; Informacja ta trzy dni później pojawia się w Pielgrzymie. Z Warmii, Pielgrzym 1877, nr 76, z 10 VII.

224 Z Warmii, 1 sierpnia, Pielgrzym 1877, nr 88, z 7 VIII.

225 Ibidem.

226 Archiwum Zgromadzenia Sióstr Dominikanek w Wielowsi (dalej AZSDWi), Kronika Zgromadzenia Sióstr Dominikanek IIIgo Zakonu w Wielowsi (23 IX 1860 – 30 X 1915), lipiec 1877 r., s. 56.

227 Ibidem, s. 57.

228 Z Warmii, 2 września 1877, Pielgrzym 1877, nr 101, z 6 IX.

229 AAWO, Die Erscheinungen in Dittrichswalde, s. 53.

230 Oberlander Volksblatt Pr. Holland 1877, nr 67, z 28 VIII.

231 Z Warmii, 14go Sierpnia 1877, Pielgrzym 1877, nr 94, z 21 VIII; Zob. N. Panna w Gietrzwałdzie. „Wyjątki z Pielgrzyma”. Z Warmiji, 14go sierpnia 1877, GW 1877, nr 147 z 25 VIII; Zob. O objawieniu Najśw. Panny w Gietrzwałdzie, Katolik 1877, nr 38, z 20 IX; Zob. N. Panna w Gietrzwałdzie (Wyjątki z „Pielgrzyma”), Niedziela 1877, nr 154, z 9 IX.

232 Ibidem.

233 AZSDWi, Kronika Zgromadzenia Sióstr Dominikanek IIIgo Zakonu w Wielowsi (23 IX 1860 – 30 X 1915), 10-22 sierpnia 1877 r., s. 58.

234 Listy do przyjaciół Pielgrzyma, Pielgrzym 1877, nr 94, z 21 VIII; Zob. Jeszcze o Gietrzwałdzie, GW 1877, nr 156, z 5 IX.

235 Listy od przyjaciół Pielgrzyma, Pielgrzym 1877, nr 100, z 4 IX.

236 Ibidem.

237 Ibidem.

238 Pakość. 30go Sierpnia, Niedziela 1877, nr 155, z 16 IX.

239 Korespondencye „Gońca”. Pakość, 30go Sierpnia, GW 1877, nr 155, z 4 IX.

240 „GW” 1877, nr 167, z 19 IX.

241 „GW” 1877, nr 168, z 20 IX.

242 Listy do przyjaciół pielgrzyma, Pielgrzym 1877, nr 100, z 4 IX; Por. Do Gietrzwałdu, Orędownik 1877, nr 108, z 13 IX.

243 Wiadomości potoczne, Pielgrzym 1877, nr 101, z 6 IX.

244 Do Gietrzwałdu, Niedziela 1877, nr 156, z 23 IX.

245 Listy od przyjaciół Pielgrzyma, Pielgrzym 1877, nr 106, z 18 IX.

246 J. Łukowski, Wycieczka do Gietrzwałdu, KP 1877, nr 208, z 12 IX

247 Gietrzwałd, 26 sierpnia, KP 1877, nr 198, z 30 VIII.

248 Do jednego wagonu czwartej klasy mogło zmieścić się od 40 do 50 osób, w zależności od ilości bagaży podróżnych. Należy przypuszczać, że pielgrzymi nie posiadali dość dużych bagaży, toteż do jednego wagonu mogło zmieścić się nawet 70 osób.

249 Z Gietrzwałdu, Orędownik 1877, nr 109, z 15 IX.

250 Żył w latach 1826-1886. Ukończył filozofię i prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie w 1845 r. Uczestniczył w powstaniu krakowskim w 1846 r. w 1868 r. wstąpił do zgromadzenia zmartwychwstańców, w 1870 r. otrzymał święcenia kapłańskie. Ostanie lata swego życia spędził we Lwowie. Autor wielu prac naukowych, przede wszystkim historycznych.

251 W. Kalinka, Najśw. Maryja Panna w Gierczwałdzie, Kraków 1878, s. 5-6.

252 Z Gietrzwałdu, Orędownik 1877, nr 109, z 15 IX. Ks. dr J. Łukowski tak opisał przebieg badania wizjonerek i czas objawień Matki Bożej w dniu 7 września 1877 r., „(…) zastałem 14 księży, a między nimi komisyją Biskupa warmińskiego złożoną z księży dr. Hiplera, regensa z Frauenburga i ks. kapelana biskupiego. Ks. pleban miejscowy nie brał udziału żadnego przy odmawianiu różańca, aby wszelki cień usunąć, Dzieci stawiły się przed komisarzem i lekarzem dr. Diettrichem z Guttstadu (obecnie Dobre Miasto – przyp. aut.). Pierwszy zadał im pytania dla Najśw. Panny, drugi zbadał stan ich zdrowia. Puls bił regularnie, zdrowie zupełnie znalazł w porządku. Dzieci szkólne, chłopcy osobno, dziewczęta osobno rozklęczone pod klonem z chorągwiami wśród niezliczonego zastępu ludzi oczekiwały przybycia komisyi wraz z dziećmi. Pan Bóg poszczęścił mi, żem dwie najmłodsze miał podczas różańca tuż przy sobie i ztąd śledzić mogłem przebieg cały. Lekarz nie odchodził ani na moment od badanych i różne z niemi robił doświadczenia. Jedno z dzieci nie mających zachwyceń rozpoczęło różaniec, chórem odpowiadały drugie i lud cały. W pierwszej tajemnicy widać było i owych dwóch dzieci nawet pewną dziecięcą ciekawość, rzucanie oczami w bok itp. – nagle w drugiej tajemnicy równocześnie wszystkie osoby uprzywilejowane wpadają w zachwycenie. Usta przestają mówić różaniec za drugimi, koronka w ręku zawisła i palce nie posuwają po koralach, oko jak najsilniej wlepione w kierunek klonu, twarz wyjaśniona, wyrywająca się niejakoś ku niewidzialnemu dla reszty przedmiotowi. Zachwycenie to spotyka te osoby w klęczącej postawie, ruchu władze całkiem ustają i czucie zupełnie ustępuje, samowiedzę o świecie zewnętrznym całkiem tracą. Dr. Diettrich kłuł śpilką, odwracał głowę w tym celu, aby źrenicę oderwać od swego przedmiotu. Zasłaniał ręką, odchylał tak daleko głowę, że oko z uwięzioną w przedmiot pupilą białkiem się być zdawało, a nie zdołał odwrócić kierunku źrenicy zachwyconej. Co więcej. Zmysł czucia najdelikatniejszy w oku na taką wystawił próbę. Palcem dotykał źrenicy, tarł nawet, aby obudzić reakcyą i to wszystko przeszło bez jakiegokolwiek drgnienia ze strony doświadczonych”. Tego samego dnia sprawozdanie komisji biskupiej przesłano ks. bpi F. Kremetzowi do Braniewa.

253 Gietrzwałd, GW 1877, nr 159, z 10 IX; Zob. Gietrzwałd, Warta 1877, nr 168, z 16 IX.

254 Najświętsza Panna w Gietrzwałdzie, GW 1877, nr 160, z 11 IX. Na łamach „Gońca Wielkopolskiego” czytamy, „(…) Przy tej okazyi niech nam będzie wolno wypowiedzieć zdań kilka o gotowości Polaków do ofiar i o ich użyciu. Ludzie co jak żyją nie kupiliby sobie żadnej jinnej książki, nawet budującej, z wyjątkiem Książki do Nabożeństwa, ludzie którzy przez długie lata nie widzieli może gazety, naraz ofiarują kwotę stosunkowo dość znaczną – zwłaszcza gdy jedzie osób kilka z rodziny – na cóż, aby przynajmniej kiedyś powiedzieć, że byli w miejscu błogosławionym, aby choć okiem objąć klon wybrany, nogą dotknąć się ziemi ubłogosławionej, piersiami zaczerpnąć powietrza, w którym niewidzialna dla grzesznego oka unosi się N. Panna. Przypuśćmy, że liczbę pielgrzymów, jacy byli w Gietrzwałdzie od początku Lipca do 8go Września, ograniczym do liczby dwustu tysięcy, co pewnie nie jest przesadzoną, a koszt podróży każdej osoby oznaczym w przecięciu na złotych polskich dziesięć, to przekonamy się, że ludność polsko-katolicka przejeździła na pruskich kolejach i pocztach z jakie dwa miliony złotych polskich, jeżeli nie więcej”.

255 Najświętsza Panna w Gietrzwałdzie, GW 1877, nr 162, z 13 IX.

256 Najświętsza Panna w Gietrzwałdzie, GW 1877, nr 163, z 14 IX.

257 GW 1877, nr 163, z 14 IX. Tak scharakteryzowano pątników przybyłych z Kurpi do Gietrzwałdu w czasie objawień maryjnych: „(…) to lud istotnie męczeński, bo to lud jak święty, jak zdjęty z tortury, bo to lud jakby z jarzma przed chwilą wyprzęgły; wykołysany łzami, wychowany głodem, zimnem i pracą, wykształcony knutem, nędzą, strachem i trzymany ciągle na dwojakim łańcuchu umysłowego i ziemskiego ubóztwa. Wartość i godność ludności jakiej wcale nie zależą od stroju, jaki ona nosi. Wiemy, że rozum rzadko jeździ karetą, że cnota rzadko mieści się w pałacach; wiemy przeciwnie, że lud ubogi chatą i szatą może być oświecony, mężny, a przedewszytkim poczciwy i miły w oczach Stwórcy. Jeżeli przeto ubolewać będziemy nad nędznym strojem, ludu z augustowskiego, czyli dawnego polskiego województwa, to nie dla tego, jakobyśmy go widzieć chcieli w jedwabnych i złocistych szatach, ale dla tego, że szaty jego są wiernym odbiciem jego duchowego ubóztwa, które znów jest następstwem wielkiego politycznego ucisku. Gdy spojrzymy na taką niewiastę z za Narwi, to pytasz się, ażali to może nie Czerkieska, Tatarka albo zgoła Kirgizka ze stepu nędznego? Zgrzebna koszula, spódnica z grubej wełny w drobne paski pisanej, fartuch takiż jak spódnica, może nieco odmienny we wzorach, zarzucony sposobem płaszcza na grubą koszulę: oto cały strój podlaskiej niewiasty. Na głowie zawiązana zwyczajnie gładka czerwona chustka z brzegiem pod górę wywiniętym, a zawiązanym na tyle głowy. Jest to strój, jaki tam już noszono może za czasów Bolesława Chrobrego. Nie ganim objawiającej się w nim prostoty – bynajmniej – ale czemuż ten lud tak mizernie ubrany? – Bo żyje z nędznego kawałka puszczy, może z rybołóstwa, sideł i sztuki myśliwskiej; bo nie wychowany w szkołach, gdzieby go czegokolwiek nauczono, nie zaznał przemysłu, nie zaznał uszlachetnionej pracy, nie zaznał, co to zaprządz siły natury, jak pary, wiatru, elektyczności i t. d., aby człowiekowi służyły. Czemu tak ubrany ? Bo rząd nad nim wydzierczy, okrutny, który z niego ostatnie wyciska grosze na cara, na jenerałów, pułkowników, sołdatów, na broń, armaty, jaszczyki, które dziś tu, jutro tam carowi potrzebne na ujarzmienie wolności. (…) Mężczyźni nie lepiej od kobiet ubrani, z tą różnicą, że podczas gdy niewiasty chodzą na bosaka, tymczasem chłop pozwala sobie zbytku niejakiego, bo chodzi w cholewach”.

258 N. Panna w Gietrzwałdzie, GW 1877, nr 167, z 19 IX. N. Panna w Gietrzwałdzie, GW 1877, nr 167, z 19 IX.

259 Ibidem.

260 Gietrzwałd, KP 1877, nr 215, z 20 IX.

261 Pielgrzymka „Pielgrzyma” do Gietrzwałdu, Pielgrzym 1877, nr 104, z 13 IX.

262 Najświętsza Panna w Gietrzwałdzie, GW 1877, nr 170, z 22 IX.

263 Najświętsza Panna w Gietrzwałdzie, „GW’ 1877, nr 170, z 22 IX.

264 N. Panna w Gietrzwałdzie, GW 1877, nr 171, z 24 IX.

265 Gietrzwałd, KP 1877, nr 215, z 20 IX; Zob. Z „Pielgrzyma”, Orędownik 1877, nr 108, z 13 IX.

266 Z Gietrzwałdu, Orędownik 1877, nr 113, z 25 IX.

267 Gietrzwałd, KP 1877, nr 215, z 20 IX.

268 Z Warmii, 13 września, Pielgrzym 1877, nr 107, z 20 IX.

269 Ibidem.

270 Ibidem.

271 Ibidem.

272 Zob. Objawienia Najświętszej Maryi Panny w Gietrzwałdzie. Z źródeł autentycznych na miejscu i z różnych pism zebrali S. i R., Gietrzwałd 1878, s, 25-26.

273 Z Warmii, 25 września 1877, Pielgrzym 1877, nr 113, z 4 X.

274 Listy od przyjaciół Pielgrzyma, Pielgrzym 1877, nr 110, z 27 IX.

275 Z Warmii, 25 września 1877, Pielgrzym 1877, nr 113, z 4 X.

276 O wypadkach w Gietrzwałdzie, Pielgrzym 1877, nr 131, z 15 XI; Zob. Jeszcze o Gietrzwałdzie, GW 1877, nr 205, z 8 XI.

277 Z Warmii, 25 września 1877, Pielgrzym 1877, nr 113, z 4 X; Zob. J. Kreft, O poświęceniu figury Najśw. Panny Gietrzwałdzkiej, tak pisze do „Pielgrzyma” jeden z obecnych, GW 1877, nr 173, z 26 IX; Zob. O Gietrzwałdzie, Niedziela 1877, nr 159, z 14 X; Zob. B. Echaust, Objawienia Najśw. Panny z okazyi poświęcenia statuy w Gietrzwałdzie, KP 1877, nr 215, z 20 IX.

278 O Gietrzwałdzie, Pielgrzym 1877, nr 134, z 22 XI.

279 Jeszcze o Gietrzwałdzie, GW 1877, nr 210, z 9 XI; Por. Jeszcze o Gietrzwałdzie, Niedziela 1877, nr 163, z 11 XI.

280 Z Gietrzwałdu, 14 listopada 1877 r., GW 1877, nr 229, z 1 XII.

281 O Gietrzwałdzie, Niedziela 1877, nr 160, z 21 X.

282 Ibidem.

283 Różnobarwne ognie, sztuczne.

284 Z Warmii, 12go Grudnia 1877, GW 1877, nr 243, z 19 XII; Zob. Do Gietrzwałdu, Pielgrzym 1877, nr 143, z 13 XII; Zob. Z Warmii, Niedziela 1877, nr 169, z 23 XII.

285 Do Gietrzwałdu, Pielgrzym 1877, nr 143, z 13 XII.

286 Wiadomości potoczne, Pielgrzym 1877, nr 103, z 11 IX.

287 Ks. bp J. Obłąk w swej pracy „Sprawa polska ludności katolickiej na terenie diecezji warmińskiej w latach 1870-1917”, Nasza Przeszłość 1963, t. 18, s. 115; podał liczbę 300 tys. pielgrzymów przybyłych do Gietrzwałdu 1877 r. Informacje tę powtórzył ks. W. Piwowarski, Łosiery do Gietrzwałdu, Studia Warmińskie 1977, t. 14, s. 159. Informacja ta pojawiła się w Encyklopedii katolickiej, t. 5, Lublin 1989, szp. 1070. Zaś J. Jasiński podaje, że do Gietrzwałdu w 1877 r. przybyło około 200 tys. pątników. Mamy jeszcze wyliczenia statystyczne władz niemieckich opublikowane przez T. Grygiera, Uroczystości gietrzwałdzkie, ich aspekt katolicki oraz polski w latach 1877-1944 w świetle władz wschodniopruskich, SW 1977, t. XIV, s. 280-289. Dane władz niemieckich są niewiarygodne, w 1877 r. miało przybyć do Gietrzwałdu 10270 osób, w 1878 r. 13540 osób, w 1879 r. 14620 osób, w 1880 r. 14500 osób. Dane przekazane przez władze niemieckie obejmowała pielgrzymki zorganizowane, nie uwzględniała pątników indywidualnych. Mimo to dane przekazane przez władze pruskie są niewiarygodne. W rzeczywistości dane przekazane przez informacje prasowe, podają że od kilku do kilkunastu tysięcy dziennie przybywało pątników do Gietrzwałdu w czasie objawień. Ruch pątniczy nasilił się od sierpnia i z każdym dniem zwiększał się aż do zakończenia objawień 16 września 1877 r. Z korespondencji przekazanej nam przez „Goniec Wielkopolski” w 1877 r. wiemy, że do 8 września od początku lipca przybyło 200 tys. pielgrzymów koleją, tyle sprzedano biletów do Biesala. W dniu 8 września zgromadziło się 50 tys. pątników, to łącznie daje nam 250 tys. pielgrzymów. Pozostają jeszcze pątnicy którzy przybywali furmankami i pieszo, szlak pielgrzymi tych osób obejmował przede wszystkim zabór rosyjski. Ta grupa pątnicza przybywała z Mazowsza, Podlasia, Litwy. Ponadto cała rzesza Warmiaków i Mazurów przybywała pieszo albo furmankami. Byli także pątnicy, którzy w pielgrzymkach pieszych szli do Gietrzwałdu z Kujaw czy Wielkopolski a także Pomorza Zachodniego. Ruch pątniczy nie zakończył się 16 września 1877 r., z chwilą zakończenia objawień, pątnicy przybywali w następnych miesiącach.

A zatem, z całą odpowiedzialnością można rzec, że była to liczba około pół miliona osób. W publikacji wydanej niebawem po objawieniach pt. Objawienia Matki Boskiej w Gietrzwałdzie, wyd. II poprawione, Braunsberg 1883, pisano, „Liczba pielgrzymów, którzy od końca Lipca do połowy Września Gietrzwałd zwiedzili, różni różnie podawali, wynosi ona od ćwierć do pół miliona”. Warto tu nadmienić, że w 1877 r. Polaków pod trzema zaborami mieszkało około 10 mln, a zatem pątnicy przybyli do Gietrzwałdu, to 5% ogółu ludności polskiej w tym czasie.

288 Zob. W. Barczewski, Kiermasy na Warmii, wyd. 4, Olsztyn 1923, s. 3.

289 Por. J. Obłąk, Objawienia w Gietrzwałdzie, s. 33.

290 Z Warmii, 14 marca 1878, Pielgrzym 1878, nr 40, z 14 III.

291 Zob. J. Obłąk, Objawienia w Gietrzwałdzie, s. 33.

292 Od Gietrzwałdu, Niedziela 1878, nr 182, z 24 III.

293 Z Warmii, 1 czerwca 1878, Pielgrzym 1878, nr 64, z 4 VI.

294 Gietrzwałd, 5 czerwca 1878, Pielgrzym 1878, nr 67, z 13 VI.

295 Gietrzwałd, Pielgrzym 1878, nr 69, z 18 VI.

296 Z Warmii, 18 czerw. 1878, Pielgrzym 1878, nr 72, z 25 VI.

297 Gietrzwałd, 26 czerwca 1878, Pielgrzym 1878, nr 76, z 4 VII.

298 Ibidem.

299 Z Warmii, dnia 5 lipca 1878, Pielgrzym 1878, nr 78, z 9 VII.

300 Wiadomości potoczne, Pielgrzym 1878, nr 73, z 27 VI.

301 Gietrzwałd, 13 lipca 1878, Pielgrzym 1878, nr 81, z 13 VII.

302 Ibidem.

303 Gietrzwałd, 29 lipca 1878, Pielgrzym 1878, nr 89, z 3 VIII.

304 Ibidem.

305 Gietrzwałd, 3 sierpnia 1878, Pielgrzym 1878, nr 91, z 9 VIII.

306 Zob. J. Obłąk, Objawienia w Gietrzwałdzie, s. 33.

307 Gietrzwałd, 1 sierpnia 1878 (7 godzina na wieczór), Pielgrzym 1877, nr 90, z 6 VIII.

308 Gietrzwałd, 2go Sierpnia, Niedziela 1878, nr 202, z 11 VIII.

309 Gietrzwałd, d. 9 sierpnia 1878, Pielgrzym 1878, nr 94, z 15 VIII.

310 Listy do przyjaciół Pielgrzyma, Pielgrzym 1878, nr 95, z 17 VIII.

311 Z Warmii, 17 sierpnia 1878, Pielgrzym 1878, nr 96, z 20 VIII.

312 Gietrzwałd, 30 sierpnia 1878, Pielgrzym 1878, nr 102, z 3 IX.

313 Wiadomości potoczne, Pielgrzym 1878, nr 103, z 5 IX.

314 Wiadomości potoczne, Pielgrzym 1878, nr 105, z 10 IX.

315 W Częstochowie na Jasnej Górze w uroczystościach odpustowych 8 września 1878 r. uczestniczyło około 130 tys. pielgrzymów. Zob. Wiadomości potoczne, Pielgrzym 1878, nr 111, z 24 IX; Por. Z Częstochowy, Orędownik 1877, nr 119, z 3 X.

316 Zob. J. Obłąk, Objawienia w Gietrzwałdzie, s. 34.

317 Z Gietrzwałdu, Niedziela 1878, nr 208, z 22 IX.

318 Ibidem.

319 Ibidem.

320 Ibidem.

321 Zob. A. Potocka, Mój Pamiętnik, Kraków 1927, s. 230-233. W kilku fragmentach przywołuje opis pobytu Potockiej w Gietrzwałdzie 8 września 1878 r., „(…) jednym z ważnych momentów naszego życia w owych czasach była pielgrzymka do Gietrzwałdu. W ubogiej wiosce w Prusach (…) ukazała się Matka Boska. (…) Ukazała się jako Matka z Najświętszym Dzieciątkiem na ręce, a dziewczętom jako Niepokalanie Poczęta. Kazała im przychodzić co wieczór o tej samej porze w to samo miejsce, przemawiała do nich i kazała im powtarzać co słyszały, proboszczowi. Dawno to już i nie śmiem powtórzyć tych słów. Uwiadomiono biskupa, zjechały komisje, lekarze, i gdy te biedaczki wpadły w zachwycenie, kłuto je szpilkami i zadawano bolesne próby, czy to ich nie ocuci i zachwycenia nie okażą się napadami histerycznymi. Ale w czasie zachwycenia nie czuły nic, ani nie drgnęły mimo zadawanych boleści, choć po przyjściu do przytomności płakały z bólu, a tak cierpiały, że młodsze dziewczęta, (…) z obawy owego cierpienia nie chciały iść na zapowiedzianą chwilę objawienia.

Niezliczone rzesze przybywały do Gietrzwałdu z całej Polski. Wieczorami odmawiali pątnicy różaniec tak, jak Matka Boska w Gietrzwałdzie odmawiać kazała, dodając do „Zdrowaś Marjo” wedle tajemnicy odmawianej „któregoś Ty Panno z Ducha św. poczęła”, „któregoś Ty Panno do Elżbiety niosła” itd.

(…) Pociągi w stronę Gietrzwałdu były przepełnione, pruscy urzędnicy kolejowi natrząsali się z tego pobożnego tłumu, który zajmował 70 wagonów pełnych po brzegi. Odpowiedzią na to był jakby wybuch pieśni „Gwiazdo morza, któraś mlekiem swoim karmiła”, która nagle jednocześnie zabrzmiała z wszystkich wagonów, a śpiew ten był tak potężny, że miałam uczucie, że jeżeli dotychczas objawienia te były tylko halucynacją, to teraz chyba Matka Boska przyjdzie rzeczywiście na polską ziemię. (…) W drodze bardzo ciekawe były dyskusje, czy objawienia są prawdziwe itp. (…) Na każdej stacji tłumy ludzi się cisną, wszyscy jadą do Gietrzwałdu. Przyjechawszy, roztasowaliśmy się w ogrodzie ks. proboszcza, zapoznawszy się z tym bardzo miłym i sympatycznym staruszkiem (w tym czasie ks. A. Weichsel miał 48 lat – przyp. autora). Mówiono, że 70 tysięcy ludzi jest w Gietrzwałdzie zgromadzonych. Na karteczce napisałam wszystkie moje prośby do Matki Boskiej i oddałam ks. proboszczowi. (…) W tym ogrodzie zgromadziło się nas wiele znajomych z Wielkopolski. (…) Całą noc tak przesiedzieliśmy modląc się głośno, śpiewając pieśni, mówiąc różaniec, a kto był śpiący czy zmęczony, kładł płaszcz pod głowę i odpoczywał”. „Mój pamiętnik” Anny Potockiej wznowiono w 1973 r. w Instytucie Wydawniczym PAX.

322 Z Gietrzwałdu, Orędownik 1878, nr 111, z 14 IX.

323 Ibidem.

324 Ibidem.

325 Gietrzwałd, 22 września 1878, Pielgrzym 112, z 26 IX.

326 Z Gietrzwałdu, Orędownik 1878, nr 110, z 12 IX. „Orędownik” z informacji zasłyszanych od pątników, którzy uczestniczyli w odpuście gietrzwałdzkim 8 września 1878 r. podał, że w uroczystościach uczestniczyło około 40 tys. osób.

327 Z Warmii, 12 września 1878, Pielgrzym 1878, nr 109, z 19 IX.

328 Z Warmii, 18 września 1878, Pielgrzym 1878, nr 111, z 24 IX.

329 Z Gietrzwałdu, Niedziela 1878, nr 208, z 22 IX.

330 K. W. H. G. Horn urodził się 26 października 1807 r. w Berlinie. W latach 1849-1862 pracował w pruskim ministerstwie finansów. W 1869 r. został mianowany nadprezydentem prowincji Prus. Po podziale Prus na Zachodnie i Wschodnie do 1882 r. był nadprezydentem Prus Wschodnich. Zmarł 18 maja 1889 r.

331 Gietrzwałd, 6 października 1878, Pielgrzym 1878, nr 118, z 10 X.

332 Listy od przyjaciół Pielgrzyma, Pielgrzym 1878, nr 126, z 29 IX.

333 Gietrzwałd, 6 listopada 1878, Pielgrzym 1878, nr 132, z 14 XI.

334 Warmia, Gietrzwałd 1878, nr 139, z 30 XI.

335 Kronika kościelna. Warmia, Pielgrzym 1878, nr 150, z 28 XII.

336 Gietrzwałd, 13 lutego, Pielgrzym 1879, nr 19, z 18 II.

337 Gietrzwałd, Pielgrzym 1879, nr 64, z 10 VI.

338 Gietrzwałd, 5 lipca 1879, Pielgrzym 1879, nr 76, z 8 VII.

339 Gietrzwałd, 5 lipca 1879, Pielgrzym 1879, nr 76, z 8 VII.

340 Gietrzwałd, 10 lipca 1879, Pielgrzym 1879, nr 79, z 15 VII.

341 Gietrzwałd, w Piątek dnia 5go Września, „GW” 1879, nr 206, z 10 X.

342 Gietrzwałd, 11 września, GW 1879, nr 210, 14 IX.

343 Z pod Kotomierza, 11 września 1879, GW 1879, nr 210, z 14 IX.

344 Ibidem.

345 Wiadomości miejscowe i prowicyonalne, Orędownik 1879, nr 108, z 13 IX.

346 Gietrzwałd, Pielgrzym 1880, nr 99, z 26 VIII.

347 Gietrzwałd, 6go Września, „GW” 1880, nr 207, z 10 IX.

348 Korespondencye „Gościa Wielkopolskiego”, „GW” 1880, nr 219, z 24 IX.

349 Ibidem.

350 Gietrzwałd, Pielgrzym 1877, nr 113, z 4 X.

351 Zob. Częstochowa, Pielgrzym 1881, nr 106, z 22 IX. W uroczystościach w Częstochowie w dniu 8 września 1881 r. uczestniczyło około 100 tys. osób.

352 Gietrzwałd, Pielgrzym 1882, nr 78, z 11 VII.

353 Warmińska dyecezya, Pielgrzym 1882, nr 86, z 29 VII.

354 Gietrzwałd, Pielgrzym 1882, nr 66, z 13 VI.

355 Warmińska dyecyzya, Pielgrzym 1882, nr 96, z 22 VIII.

356 Gietrzwałd, 26 sierpnia 1882, Pielgrzym 1882, nr 101, z 2 IX. O trudnościach z jakimi borykali się budowniczowie czytamy, „(…) zaraz na drugi dzień napotkano pewne przeszkody. Bo gdy budowniczy rozpoczął grunt pod fundamenta ściśle podług wykonanego rysunku wymierzać, to podłużna miara sięgała poza mur cmentarny w ogród pewnego właściciela i to pono na kwadratową stopę daleko, a to w samym rogu ogrodu, gdzie miałby stanąć filar rogowy, przybudowanego presbiteryum. Udano się z prośbą do właściciela o odstąpienie choć za zapłatą tego obszaru, t.j. stopy kwadratowej ogrodu. Lecz ten odmówił tej piędzi ziemi i chciał tylko ustąpić cały ogród, kilka prętów obejmujący, wraz z niewielkim tamże domem, na rzecz kościoła i to za cenę 4 tysięcy talarów. Zrobiło się przez to wiele nieprzyjemności i już myślano roboty tymczasowo zaprzestać, ale że wykonanie rysunku kosztowało tysiąc marek, a zatem i drugi rysunek tak samoby kosztował, dla tego umiejętny budowniczy tak wymiar pokierował, że owego ogrodu się nie tknie i fundamenta żwawo zakłada. Czterech tysięcy talarów nie można też na byle co zapłacić”.

357 Gietrzwałd, Pielgrzym 1882, nr 100, z 31 VIII.

358 Gietrzwałd, 16 września, Pielgrzym 1882, nr 108, z 19 IX. Warto tu przywołać bardzo ciekawą informację o produkcji materiału budowlanego pod kościół, „(…) Niektórzy z pielgrzymów w wolnym od nabożeństwa czasie nosili cegłę od cegielni w bliskości źródełka zbudowanej, aż do kościoła i naznosili takowej znaczne kupy. Pod presbiteryum i pod zakrystią nowo budującego się kościoła mają być dolne krypty; więc też mury już do dziś są ponad okna tychże krypt wzniesione, a dalsze fundamenta przy starym kościele zakładają się. Parafianie i nawet dzieci szkólne pomagają w robocie według siły”.

359 Gietrzwałd, 16 września, Pielgrzym 1882, nr 108, z 19 IX.

360 Gietrzwałd, „GW’ 1883, nr 219, z 27 IX.

361 Do Gietrzwałdu, „GW” 1884 r., nr 211, z 13 IX.

362 F. Nierzwicki, Objawienie w Gietrzwałdzie, „GW’ 1884, nr 212, z 14 IX.

363 Z Gietrzwałdu, „GW” 1884, nr 217, z 20 IX.

364 Z Gietrzwałdu, 24go Czerwca, „GW” 1885, nr 143, z 26 VI.

365 Gietrzwałd, Pielgrzym 1885, nr 110, z 17 IX.

366 Zob. J. Kowalewski, Echa objawień i ruch pielgrzymkowy do Gietrzwałdu w świetle korespondencji „Gazety Olsztyńskiej” w latach 1886-1913 (studium prasoznawcze), SW 1877, t. 14, s. 184.

367 Ibidem.

368 Ibidem.

369 Zob. W. Piwowarski, Łosiery do Gietrzwałdu, Studia Warmińskie 1877, t. XIV, s. 159.

370 Ibidem, s. 159.

371 Zob. K. Bielawny, Niezwyciężone sanktuarium maryjne w Gietrzwałdzie, Olsztyn 2012, s. 105.

372 Listy od przyjaciół Pielgrzyma, Pielgrzym 1877, nr 100, z 4 IX.

373 Z Warmii, 25 sierpnia, Pielgrzym 1877, nr 100, z 4 IX.

374 Jeszcze o Gietrzwałdzie, Goniec Wielkopolski 1877, nr 156, z 5 IX.

375 Wiadomości miejscowe i prowincjonale, Orędownik 1877, nr 107, z 11 IX.

376 Z nad Wisły, 6 września, Kurier Poznański 1877, nr 207, z 11 IX; Por. Listy od przyjaciół Pielgrzyma, Pielgrzym 1877, nr 106, z 18 IX; Zob. Z Gietrzwałdu, Orędownik 1877, nr 109, z 15 IX.

377 O Gietrzwałdzie, Pielgrzym 1877, nr 134, z 22 XI.

378 Gietrzwałd, Warta 1877, nr 168, z 16 IX.

379 J. Łukowski, Wycieczka do Gietrzwałdu, KP 1877, nr 208, z 12 IX

380 Żył w latach 1821-1902. Profesor na uniwersytecie w Wurzburgu i Berlinie. Niemiecki patolog, antropolog i higienista. Zajmował się także badaniami archeologicznymi na Pomorzu.

381 Zob. A. Rohling, Ludwika Latea stygmatyzowana z Bois dʼHaine, wyd. II, Gniezno 1875.

382 J. Łukowski, Wycieczka do Gietrzwałdu, KP 1877, nr 208, z 12 IX.

383 Ibidem.

384 O zamachu na życie ks. Weichsla, Goniec Wielkopolski 1877, nr 205, z 3 XI.

385 Warmia, Pielgrzym 1877, nr 135, z 24 XI; Zob. Kronika Kościelna, Pielgrzym 1879, nr 47, z 26 IV; Zob. X. Wyderkowski, Pielgrzym 1879, nr 52, z 10 V; Zob. Wiadomości potoczne, GW 1877, nr 221, z 22 XI.

386 Zob. Ks. Weichsel i jego obrona. GW 1877, nr 222, z 23 XI; Walka rządu z Kościołem, Orędownik 1878, nr 117, z 28 IX; Z Warmii, 10 lutego 1878, Pielgrzym 1878, nr 22, z 19 II. w pierwszych dniach maja 1878 r. ks. A. Weichcesl stanął przed sądem, za wybudowanie kapliczki objawień. Nałożono karę 54 marek i 30 fenigów. Zob. Z Gietrzwałdu, 6 maja 1878, Pielgrzym 1878, nr 61, z 28 V; Zob. Gietrzwałd, 22 września 1878, Pielgrzym 1878, nr 112, z 26 IX; Zob. Warmia, Pielgrzym 1879, nr 15 z 8 II; Zob. Warmia, Pielgrzym 1879, nr 27, z 8 III; Zob. Gietrzwałd, 15 marca 1879, Pielgrzym 1879, nr 31, z 18 III; Gietrzwałd, dnia 1. maja 1880, Pielgrzym 1880, nr 52, z 6 V.

387 Z Gietrzwałdu, GW 1877, nr 229, z 1 XII; Zob. Listy do „Niedzieli”, Niedziela 1877, nr 166, z 2 XII.

388 Ks. Weichsel i jego obrona, GW 1877, nr 222, z 23 XI.

389 Z Warmii, d. 28 listopada 1877, Pielgrzym 1877, nr 139, z 4 XII.

390 Warmia, Pielgrzym 1878, nr 116, z 5 X; Zob. Listy od przyjaciół Pielgrzyma, Pielgrzym 1878, nr 128, z 5 XI; Zob. Gietrzwałd, 3 grudnia 1878, Pielgrzym 1878, nr 144, z 12 XII; Warmia, Pielgrzym 1879, nr 15, z 8 II.

391 Przepisy policyjne dotyczące pielgrzymów przybywających do Gietrzwałdu, Pielgrzym 1878, nr 75, z 2 VII.

392 Ibidem.

393 Ibidem.

394 Ze świata, Niedziela 1878, nr 196, z 30 VI; Zob. Dla parafii gietrzwałdzkiej, Niedziela 1878, nr 196, z 30 VI.

395 Wiadomości miejscowe i prowinyonalne, Kurier Poznański 1878, nr 113, z 19 IX.

396 „Posener Ztg.” a Gietrzwałd, „GW” 1879, nr 159, z 15 VII.

397 Z Warmiji, dnia 22go Lipca, „GW” 1879, nr 170, z 27 VII

398 „Posener Ztg” a Gietrzwałd, „GW” 1879, nr 190, z 21 VIII.

399 Kölnische Zeitung a Gietrzwałd, „GW” 1879, nr 187, z 17 VIII.

400 „Pos. Ztg”, Orędownik 1879, nr 106, z 9 IX.

401 Gazeta niemieckojęzyczna katolickiej partii Centrum. Ukazywała się w latach 1870-1938.

402 Z Gietrzwałdu, dnia 14go Listopada, „GW” 1877, nr 229, z 1 XII; Por. „GW” 1877, nr 199, z 26 X.; Por. O zajściach Gietrzwałdzkich, „Pielgrzym” 1877, nr 125, z 1 XI.

403 Warmińska dyecezya, Pielgrzym 1880, nr 8, z 17 I.

404 Kronika kościelna, Pielgrzym 1880, nr 22, z 21 II.

405 Warmińska dycezya, Pielgrzym 1880, nr 67, z 12 VI.

406 Osieroconych parafii w Prusach, Pielgrzym 1880, nr 39, z 3 IV. W całych Prusach na początku 1880 r. pozbawionych duszpasterzy było 921 parafii, w archidiecezji poznańskiej i gnieźnieńskiej 117, we wrocławskiej 129, w kolońskiej 163, w trewirskiej 189, w monasterskiej 100, w paderbornskiej 100, w hildeshejmskiej 27, w fuldajskiej i limburskiej 50.

407 Korespondencye „Gońca Wielkopolskiego”, „GW” 1880, nr 290, z 18 XII.

408 Zob. J. Obłąk, Objawienia w Gietrzwałdzie, s. 37.

409 Ibidem, s. 37-38.

410 Albigensi – ruch społeczno-religijny rozwijający się we Francji w XII-XIV stuleciu. W swych szeregach rekrutował przede wszystkim mieszczan i rycerzy. Odrzucali świat materialny, głosząc, że jest zły a głosili pochwałę wobec świata duchowego. Głosili, że Jezus Chrystus nie był człowiekiem a jedynie duchem.

411 W. Karpiński, Listy do „Niedzieli”, Niedziela 1877, nr 164, z 18 XI.

412 Nieco o Różańcu, Pielgrzym 1878, nr 101, z 31 VIII. Na łamach „Pielgrzyma” czytamy, „(…) Panował bowiem w naszych okolicach aż do dni ostatnich wstręt jakiś do tego nabożeństwa, iż rzadko bardzo rzadko je odprawiano. Zdaje mi się, że nie przesadzam wcale twierdząc że dotychczas wszyscy, co do zamożniejszych się liczą, i to wszyscy prawie bez wyjątku, wstydzili się tego sposobu modlenia się, i w tem nawet nie pominę się z prawdą, jeżeli powiem, że w kościołach nie widuje się różańca lub koronki (…) Wytłómaczyć można bodaj sobie ten objaw pożyciem naszem wśród protestantów, którym różaniec najnudniejszą jest w świecie modlitwą, iż tylko śmiech szyderczy na usta im wywołuje. Jakoż znaną jest rzeczą, że pastor luterski chcąc odstraszyć królową Bawaryi od nawrócenia na łono Kościoła katolickiego, groził jej właśnie tem, że będąc katoliczką z innymi będzie odmawiał różaniec. Inną przyczyną tej opieszałości w odmawianiu różańca jest ta, iż zwykle po kościołach modlą się na nim tacy tylko, którzy czytać nigdy się nie nauczyli, a koronka w ręku człowieka, posiadającego nadto zdrowe oczy, była dowodem, że tenże na książce modlić się nie umie. Dla tego to dawniej każdy, który choć trochę czytać się poduczył, z pewną dumą do kościoła brał książkę i z biedą i wolno nadzwyczaj, nim się na pamięć nauczył, czytywał. Przyznam się, że znam ludzi, którzy wieczorem w domu codziennie koronkę odmawiają, i myślę, że takich nie mała jest liczba, lecz czemu nie czynią tego publicznie? Dlatego ukrywanie różańca zdziwiło mnie”.

413 Nieco o Różańcu, Pielgrzym 1878, nr 101, z 31 VIII.

414 O Gietrzwałdzie, GW 1877, nr 187, z 12 X.

415 H. Koźmiński, Przesłanie z Gietrzwałdu. Chwała Jezusowi poprzez Maryję Niepokalanie Poczętą, Warszawa 2017, s. 48.

416 Ibidem, s. 49.

417 Zob. K. Bielawny, Objawienia gietrzwałdzkie a ruch trzeźwości, w: Orędzie gietrzwałdzkie wczoraj i dziś, pod. red. K. Parzych, Olsztyn 2005, s. 193-210.

418 M. Noskowicz, Pamiątka z Gietrzwałdu, Poznań 1913, s. 88-89.

419 Zob. J. Jasiński, Ruch trzeźwości na południowej Warmii w połowie XIX wieku, Komunikaty Mazursko-Warmińskie 1977, nr 3-4, s. 357. Zob. J. Jasiński, Ruch trzeźwości na południowej Warmii w połowie XIX wieku, Komunikaty Mazursko-Warmińskie 1977, nr 3-4, s. 357.

420 (K.E.) Sieniawski, Biskupstwo warmińskie, jego założenie i rozwój na ziemi pruskiej z uwzględnieniem dziejów, ludności i stosunków geograficznych ziem dawniej krzyżackich, Poznań 1878, s. 246. (K.E.) Sieniawski, Biskupstwo warmińskie, jego założenie i rozwój na ziemi pruskiej z uwzględnieniem dziejów, ludności i stosunków geograficznych ziem dawniej krzyżackich, Poznań 1878, s. 246.

421 Wąbrzeźno, 19 lipca 1879, Pielgrzym 1879, nr 83, z 24 VII.

422 Przeciw pijaństwu, Pielgrzym 1880, nr 101, z 31 VIII.

423 Zob. J. Obłąk, Objawienia w Gietrzwałdzie, s. 34.

424 Ibidem, s. 35.

425 Ibidem.

426 Zob. L. Balter, Gietrzwałd – Polskie Lourdes?, w: Maryjne orędzie z Gietrzwałdu, pod. red. J. Jezierskiego, K. Brzozowskiego, T. Siudego, Częstochowa-Gietrzwałd 2003, s. 101-103.

427 Zob. B. Szczurek, Główne formy pobożności polskich zgromadzeń franciszkańskich, Olsztyn 2002 (mps)

428 M. Wójcik, Objawienia Matki Bożej gietrzwałdzkiej a Zgromadzenie Sióstr Służek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej z Mariówki (1878) SW 1977, t. 14, s. 370.

429 Cyt. za M. Wójcik, Objawienia Matki Bożej, s. 370.

430 Ibidem.

431 Ibidem, s. 374.

432 H. Koźmiński, Przesłanie z Gietrzwałdu, Warszawa 2017, s. 51-52.

433 Ibidem, s. 52-53.

434 Ibidem, s. 53.

435 Zob. K. Bielawny, Siostry Służki Najświętszej Maryi Panny, w: Orędzie gietrzwałdzkie wczoraj i dziś, pod. red. K. Parzych, Olsztyn 2005

436 Zjawiska w Marpingen, Metten i Gietrzwałdzie, Pielgrzym 1877, nr 99, z 1 IX; Zob. Z Gietrzwałdu i Marpingen, GW 1877, nr 153, z 1 IX; Zob. Katolik 1877, nr 36, z 6 IX; Por. Niedziela 1877, nr 155, z 16 IX.

437 Marpingen i Gietrzwałd, czyli We dwa ognie, GW 1877, nr 146 z 24 VIII.

438 N. Panna w Gietrzwałdzie. Wyjątki z „Pielgrzyma” (Dokończenie), GW 1877, nr 148 z 27 VIII.

439 Zob. Ziemie polskie, Pielgrzym 1877, nr 101, z 6 IX.

440 Z Warmii, 2 września 1877, Pielgrzym 1877, nr 101, z 6 IX; Zob. N. Panna w Gietrzwałdzie. Wyjątki z „Pielgrzyma”, GW 1877, nr 157, z 6 IX.

441 Z Warmii, 2 września 1877, Pielgrzym 1877, nr 101, z 6 IX. Zob. Mowa Ojca św. powiedziana do polskich pielgrzymów na posłuchaniu 6. czerwca 1877, Pielgrzym 1877, nr 67, z 16 VI.

442 Z Warmii, 2 września 1877, Pielgrzym 1877, nr 101, z 6 IX; Zob. W piątek, Orędownik 1877, nr 107, z 11 IX; Por. N. Panna w Gietrzwałdzie. Wyjątki z „Pielgrzyma” (Dokończenie), GW 1877, nr 158, z 7 IX; Por. Niedziela 1877, nr 156, z 23 IX; Zob. Objawienia Najświętszej Maryi Panny w Gietrzwałdzie, Z źródeł autentycznych na miejscu i z różnych pism zebrali R. i S., Gietrzwałd 1878, s. 22-23.

443 Gietrzwałd, Kurier Poznański 1877, nr 198, z 30 VIII; Por. O cudownych objawieniach w Gietrzwałdzie, Niedziela 1877, nr 154, z 9 IX.

444 O cudownych objawieniach w Gietrzwałdzie, GW 1877, nr 152, z 31 VIII.

445 Przegląd spraw domowych, Warta 1877, nr 166, z 2 IX.

446 Najświętsza Panna w Gietrzwałdzie, Warta 1877, nr 167, z 8 IX.

447 Najświętsza Panna w Gietrzwałdzie, GW 1877, nr 160, z 11 IX.

448 Z Gietrzwałdu, Orędownik 1877, nr 109, z 15 IX.

449 Gietrzwałd, Warta 1877, nr 168, z 16 IX.

450 Zob. J. Jasiński, Polityczna i religijna rola ośrodka gietrzwałdzkiego w latach 1877-1914, w: Maryjne orędzie z Gietrzwałdu, pod. red. J. Jezierskiego, K. Brzozowskiego, T. Sudy, Częstochowa-Gietrzwałd 2003, s. 14-27.

451 Gietrzwałd, Warta 1877, nr 168, z 16 IX.

452 Listy od przyjaciół Pielgrzyma, Pielgrzym 1877, nr 116, z 11 X.

453 Z Gietrzwałdu, Orędownik 1878, nr 111, z 14 IX.

454 Gietrzwałd, 22 września 1878, Pielgrzym 1878, nr 112, z 26 IX.

455 Krótki pogląd na upływający rok, Pielgrzym 1878, nr 149, z 29 XII.

456 W języku niemieckim książeczkę o objawieniach gietrzwałdzkich wydano w Braniewie pod koniec listopada 1877 r. Zob. Warmia, Pielgrzym 1877, nr 144, z 15 XII.

457 Cudowne Objawienie, Orędownik 1877, nr 110, z 18 IX; Zob. !! Za 10 fen.!!, Orędownik 1877, nr 111, z 20 IX.

458 Objawienie Najśw. Panny w Gietrzwałdzie po niemiecku, Orędownik 1877, nr 119, z 9 X.

459 Najświętsza Panna w Gietrzwałdzie (Dalszy ciąg), GW 1877, nr 166, z 18 IX; Zob. Gietrzwałd, Warta 1877, nr 168, z 16 IX. W ramach informacji o Gietrzwałdzie m.in. pisano, „(…) Całe dziennikarstwo polskie z „Pielgrzymem” na czele, jako najbliższym tego miejsca (Warmija nie ma jeszcze polskiej gazety), z chwalebną gorliwością zbiera lub powtarza wszystkie szczegóły tych błogich wypadków. Wydawnictwo Jim. Ks. Bażyńskiego wydaje osobą książeczkę, z czego dziesięcinę przeznacza na kapliczkę Gietrzwałdzką. Jeden „Dziennik Poznański” nie wspomniał ani słowa o tym co się w kraju dzieje, nawet tak jak wspomina o jinnych zdarzeniach”.

460 Już wyszła książeczka, GW 1877, nr 170, z 22 IX.

461 O objawieniach Matki Boskiej w Gietrzwałdzie. Wedle dziełka w języku włoskim napisanego, Pielgrzym 1877, nr 129, z 10 XI.

462 Ks. S., Objawienia, GW 1877, nr 238, z 13 XII.

463 Cudowna Matka Boska Gietrzwałdzka, Orędownik 1877, nr 120, z 11 X.

464 Księgarnia katolicka, Pielgrzym 1878, nr 25, z 26 II.

465 Księgarnia katolicka, Pielgrzym 1877, nr 66, z 8 VI.

466 Księgarnia A. B. Samulowskiego w Gietrzwałdzie, „GW” 1880, nr 283, z 10 XII; Zob. „GW” 1880, nr 288, z 16 XII; „GW” 1880, nr 290, z 18 XII; „GW” 1880, nr 295, z 24 XII; „GW” 1881, nr 206, 10 IX; „GW” 1883, nr 218, z 26 IX.

467 „GW” 1879, nr 150, z 4 VII.

468 Drugi Hymn o Matce Bożej w Gietrzwałdzie, „GW’ 1879, nr 187, z 17 VIII. W kolejnych numerach hymn był reklamowany przez kolejne miesiące m.in. „GW” 1879, nr 203, z 5 IX; „GW” 1879, nr 204, z 6 IX; „GW” 1879, nr 205, z 7 IX; „GW” 1879, nr 206, z 10 X; „GW” 1879, nr 213, z 18 IX.

469 „GW” 1879, nr 187, z 17 VIII.

470 Koronacja obrazu Matki Miłosierdzia odbyła się 8 września 1877 r. Koronacji dokonał ks. abp nuncjusz papieski w Wiedniu Jacobini. Uroczystość zgromadziła około 100 tys. wiernych. Zob. Koronacja obrazów Matki Boskiej na polskiej ziemi, Pielgrzym 1877, nr 102, z 8 IX.

471 Krótki pogląd na upływający rok, Pielgrzym 1877, nr 149, z 29 XII.

472 Zob. W. Kalinka, Najśw. Maryja, s. 24-25.

473 Ibidem.

474 Gietrzwałd, Pielgrzym 1878, nr 28, z 5 III.

475 H. Koźmiński, Przesłanie z Gietrzwałdu. Chwała Jezusowi poprzez Maryję Niepokalanie Poczętą, Warszawa 2017, s. 30-31.

476 Ibidem, s. 31-32.

477 Korespondent „Słowa” warszawskiego donosił, że do Częstochowy na 500-lecie przybycia cudownego obrazu na Jasną Górę przybyło około 200 tys. pątników. Zob. Częstochowa, Pielgrzym 1882, nr 112, z 28 IX.

478 Z Warmii, Pielgrzym 1882, nr 108, z 19 IX.

479 O Gietrzwałdzie, GW 1877, nr 185, z 10 X; Zob. Objawienia Najświętszej Maryi Panny w Gietrzwałdzie. Z źródeł autentycznych na miejscu i z różnych pism zebrali S. i R., Gietrzwałd 1878, s, 39.

480 Cyt. za K. Bielawny, Budzenie polskiej świadomości narodowej i ożywienie życia religijnego, w: Orędzie gietrzwałdzkie wczoraj i dziś, pod. red. K. Parzych, Olsztyn 2005, s. 57.

481 Zyt. Za J. Obłąk, Sprawa polska ludności katolickiej na terenie diecezji warmińskiej w latach 1870-1914, Nasza Przeszłość 1963, t. 18, s. 125.

482 Cyt. za J. Jasiński, Świadomość narodowa na Warmii w XIX wieku, Olsztyn 1893, s. 239.

483 A. Sietczyński, Tu w Gietrzwałdzie była Polska, Słowo na Warmii i Mazurach. Dodatek do Słowa Powszechnego 1954, nr 34, s. 3.

484 Ibidem.

485 Zob. W. Chojnacki, Sprawy Mazur i Warmii w korespondencji Wojciecha Kętrzyńskiego, Wrocław 1952, s. 251.

486 Do Czytelników, GO 1886, nr 1 z 16 IV.

487 „Gazeta Olsztyńska” na swych łamach zamieściła sporo artykułów, w których wyjaśniała jak należy rozumieć narodowość: O znaczeniu narodowości, GO 1900, nr 146, z 11 XII; O miłości Ojczyzny, GO 1902, nr 92, z 7 VIII; Kto jest dobrym Polakiem, GO 1903, nr 122, z 15 X; Szanujmy naszą godność narodową, GO 1907, nr 139, z 23 XI.

488 GO 1891, nr 28, z 8 IX.

489 GO 1886, nr 7, z 28 V.

490 Zob. J. Kowalewski, Echa objawień i ruch pielgrzymkowy do Gietrzwałdu w świetle korespondencji „Gazety Olsztyńskiej” w latach 1886-1913, SW 1977, t. 14, s. 180-183.

Views: 0