Propaganda socjalistyczna niszcząca małżeństwo w Polsce

Visits: 0

Po zakończeniu I wojny światowej środowiska socjalistyczne, lewicowe za wszelką cenę starały się wprowadzić rozwody w całej Polsce. Podejmowały w tym celu bardzo różne akcje. Na łamach prasy socjalistycznej pojawiały się artykuły ukazujące trud życia małżeńskiego, które się skonfliktowało z bardzo różnych przyczyn1. Na II Zjeździe Kobiet PPS w Krakowie, w dniach 4-7 stycznia 1921 r., tow. Wanda Gancwolówna apelowała o zmianę prawa małżeńskiego i rodzinnego. „Konieczna jest również gruntowna reforma prawa familijnego. Sprawy małżeńskie winny być usunięte spod władzy kleru”2. Marzeniem środowisk feministycznych i liberalnych było wprowadzenie ślubów cywilnych3 i rozwodów. W opinii tych środowisk małżeństwo winno mieć charakter świecki i powinno być umową czysto społeczną dwóch osób.

Obśmiewano prawo małżeńskie funkcjonujące w Polsce, a przede wszystkim środowiska katolickie broniące małżeństwa sakramentalnego4. Na łamach prasy feministycznej ukazał się obszerny artykuł czołowej aktywistki i komunistki Justyny Budzińskiej-Tylickiej5. Autorka opisuje w nim zjazd organizacji katolickich, który odbył się w Warszawie dniach 27-30 sierpnia 1926 r. Przywołała trzy referaty, prezentując główne przesłania i uchwały zjazdu dotyczące małżeństwa. Bardzo krytycznie i lekceważąco odniosła się do głosu wiernych Kościoła rzymskokatolickiego6. Pisała na łamach „Głosu Kobiet”: „Oto najważniejsze uchwały Zjazdu katolickiego i tych ciemnych i otumanionych mas, przeważnie kobiecych, które chcą panowania i władzy księży. Te kobiety nie rozumieją, że panowanie kleru utrzymuje ciemnotę, niewolę dziecka, że to zagraża wszelkiemu postępowi, uniemożliwia poprawę losu biednych wyzyskiwanych milionów i szkodzi naszym pięknym, szlachetnym dążeniom socjalistycznym…”. Aktywistka feministyczna odniosła się także do listu biskupów z 1926 r., w którym pasterze bronią małżeństwa sakramentalnego7. Ubolewała, że potępiono śluby i rozwody cywilne8.

Organizacja kobiet socjalistycznych Klub Polityczny Kobiet Postępowych na zebraniu w dniu 13 października 1926 r. wzywała władze państwowe do przeprowadzenia reformy prawa małżeńskiego. W której żądano „ślubów i rozwodów cywilnych”9. Dwa lata później na VIII Ogólnokrajowej Konferencji Kobiet PPS, odbywającej się w Warszawie w dniach 23-24 października 1928 r., postulowano uprawomocnienie „[…] w całej Polsce ślubów i rozwodów cywilnych”, celem uniezależnienia małżeństw cywilnych10.

W 1931 r. radykalne feministki publikowały na łamach prasy lewicowej postulaty o wprowadzenie do Kodeksu karnego nowych norm prawnych w stosunku do małżeństwa11. Budzińska-Tylicka na łamach „Głosu Kobiet” pisała: „[…] od pół wieku w całym cywilizowanym świecie, tak i u nas mają nareszcie być rozwody dla nieszczęśliwie połączonych małżeństw. […] Będą tak, jak i na całym świecie dawane przez władze cywilne, a kto sobie życzy może brać ślub w Kościele, ale rozwody zawsze będą tylko sprawą sądową”12. W opinii autorki to rozwiąże wiele niesprawiedliwości i przyczyni się do dobra dzieci. Dla podparcia tych żądań przywoływano także przykłady z innych krajów, najczęściej Europy Zachodniej, gdzie środowiska feministyczne domagały się ślubów i rozwodów cywilnych. Informacja z Austrii miała przekonać polskie radykalne feministki, jak ważna jest praca nad propagowaniem nowych idei obyczajowych. W notce prasowej czytamy: „Tow. Adelheid Popp wystawiła żądanie reformy obowiązującego prawa małżeńskiego, które jest bardzo zacofane, a zastąpienie go przez odnośne prawodawstwo niemieckie, niedoskonałe wprawdzie, ale stanowiące znaczny postęp. W Austrii bowiem istnieje nie tylko nierozdzielność małżeńska, ale nawet w razie uzyskanego z trudem rozwodu małżonkowie nie mogą zawrzeć nowych związków, jeśli tylko jedno z nich należało w chwili ślubu do wyznania katolickiego, a później zmieniło wyznanie lub też stało się bezwyznaniowym”13. Dla feministek i komunistów takie prawo małżeńskie było nie do przyjęcia. Należało zmienić przepisy. Sukcesem feministek było wprowadzenie swego projektu pod obrady Rady Federalnej.

Na łamach prasy lewicowej i feministycznej lansowano pruski14 model małżeństwa –świeckiego, a nie kościelnego. Przez długie lata po odzyskaniu niepodległości przez Polskę obowiązywał w Poznańskiem i na Pomorzu, były tam prawnie usankcjonowane śluby i rozwody cywilne. Temu projektowi przeciwstawiał się Kościół rzymskokatolicki w Polsce, toteż środowiska lewicowe i feministyczne starały się za wszelką cenę zdyskredytować autorytet Kościoła. Na łamach „Głosu Kobiet” pisano: „[…] gromy rzucają księża z ambon, dlaczego w swych katolickich pismach bez przerwy atakują projekt nowego prawa, że to niby będzie bolszewickie; że żenić się będą niby na próbę, że mężowie rzucać będą swe żony po paru tygodniach; że powstanie zgorszenie i przekleństwo Boże… […] Kobiety jeszcze bardziej dają posłuch tym kłamstwom niż mężczyźni”15. Kończąc swe refleksje, Budzińska-Tylicka apelowała do proletariuszek i feministek: „Nie wierzcie księżom! Ani paniusiom, ani panom, co księżowskie interesy podtrzymują – wierzcie nam socjalistom”. Dziś po wielu latach możemy ocenić, do czego doprowadziła nas wiara liberałom, socjalistom, radykalnym feministkom i zdeprawowanym osobom16. Prowadzą lud na manowce, następuje zapaść obyczajowa, rozpad małżeństwa na niespotykaną skalę.

Głos Kościoła rzymskokatolickiego w obronie małżeństwa przez cały czas był wyśmiewany i podważany przez środowiska feministyczne i komunistyczne. Katolicy bronili małżeństwa, czynili to różnymi sposobami, m.in. wydano broszurkę, która opisywała, jaka jest nauka Kościoła o małżeństwie i jakie zagrożenie dla wspólnoty narodowej płynie z niszczenia małżeństw17. „Podjęto kolejny raz próbę rozbicia rodziny – czytamy w broszurze – próbuje się zburzyć ostatnią twierdzę chrześcijańskiego wychowania, jaką jest rodzina: wrogowie Kościoła wiedzą, że ostoją wiary i dobrych obyczajów jest chrześcijańska rodzina; chcą zeświecczyć – i w części im się to udaje – szkołę i szkolne wychowanie; przeszkadza im jeszcze chrześcijańskie wychowanie w rodzinie i dlatego chcą rozbić rodzinę. Musimy bronić ostatniej twierdzy chrześcijańskiego wychowania”18. Księża biskupi w liście pasterskim skierowanym do wiernych również stanęli w obronie małżeństw katolickich. Nie trzeba było długo czekać na reakcje środowisk lewicowych. Czołowa radykalna feministka polska Dora (Dorota) Kłuszyńska19 na łamach „Głosu Kobiet” pisała: „[…] martwią się księża biskupi, że święty sakrament małżeński nie jest szanowany”. W dalszej części snuła refleksje: „Małżeństwa się rozchodzą, zmieniają żony, względnie mężów, słowem – demoralizacja na całej linii”, ale duchowni nie chcą tego widzieć20. Skala rozwodów w społeczeństwie polskim była niewielka, ale w propagandzie feministycznej miała mieć niebotyczne rozmiary.

Środowiska feministyczne i komunistyczne nie rezygnowały z postulatów wprowadzenia ślubów i rozwodów cywilnych. Na I Ogólnopolskim Zjeździe, odbywającym się w Krakowie 25 listopada 1934 r. w sprawie regulacji urodzeń i reformy seksualnej21, podjęto uchwałę dotyczącą małżeństw, zażądano „[…] jednolitej ustawy, oczyszczonej z teologicznych wymagań i przestarzałych obyczajowych przepisów”. Kategorycznie żądano, by nowa ustawa „[…] reformująca prawo małżeńskie w Polsce, wprowadziła śluby cywilne i uznała pełne prawo do rozwodów”22. W obronie małżeństwa jako wspólnoty stabilnej i sakramentalnej stawał Kościół rzymskokatolicki. Za swą ewangeliczną postawę był za każdym razem krytykowany i ośmieszany przez środowiska feministyczne, liberalne i komunistyczne. Budzińska-Tylicka w 1935 r. na łamach „Głosu Kobiet” pisała: „[…] nie można doczekać się dekretu prezydenta o ślubach i rozwodach cywilnych – choć od 7-miu lat projekt takiego prawa istnieje i czeka na zatwierdzenie, ale nie może doczekać się rozstrzygnięcia ta ważna sprawa, bo na to nie chce się zgodzić kler katolicki”23.

W numerze lutowym w 1936 r. Budzińska-Tylicka, odpowiadając na list jednego z towarzyszy, zbulwersowała się jego katolicką narracją, jaką przedstawił w liście. Czytamy odpowiedź na łamach „Głosu Kobiet”: „[…] bardzo nas zdziwiło, że towarzysz uznał, iż sprawa reformy (zmiany) obecnego prawa małżeńskiego jest »nienaczasie« i w złem świetle przedstawiona”. Kończy swój list tak: „Co Bóg założył, tego niech człowiek nie zmienia. – Żeby to powiedział jakiś ksiądz, co żyje z tego, że drogo bierze za ślub, chrzest albo pogrzeb – to jest zrozumiałe, bo każdy człowiek żyjący tylko dla pieniędzy, bez żadnych wielkich ideałów, tak uparcie trzyma się starego, zacofanego systemu; żeby tak mówił zakrystian, albo ciemna otumaniona dewotka, to także jest zrozumiałe, ale żeby takie zacofane, przestarzałe, bezkrytyczne zdania wygłaszał ktoś uważający się za socjalistę, to znaczy człowieka walczącego z przesądami, z wyzyskiem […] trudno uwierzyć!”24. W dalszej części listu uważa towarzysza za mało roztropnego i spostrzegawczego, niewyrobionego ideologicznie, zaś sama przechwala się swym wykształceniem, swymi osiągnięciami, a ostatecznie stwierdza, że towarzysz jest w błędzie i powinien dokształcić się ideologicznie.

Przez prawie tysiąc lat broniliśmy cywilizacji chrześcijańskiej, byliśmy przedmurzem chrześcijaństwa. Z mocą chrześcijańską, a przede wszystkim z pomocą Matki Bożej nasi dziadkowie i ojcowie bronili Warszawy przed nawałą komunizmu w 1920 r. Do cech naszej cywilizacji i narodu należało nierozerwalne małżeństwo. Polacy nigdy nie zaakceptowali rozwodów, mimo naporu prawosławia i protestantyzmu, które wprowadziły rozerwalność małżeńską. Poszanowanie rodziny i małżeństwa przez całe stulecia dawało nam siłę duchową i moralną, tak jak wiara i Kościół rzymskokatolicki.

Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę w 1918 r. rodzina nadal była ostoją chrześcijańskiej cywilizacji. Mimo prób zniszczenia świętości małżeństwa i rodziny Polacy obronili te dwie tak bardzo ważne instytucje społeczne. Profesor Władysław Abraham pisał w latach dwudziestych XX w.: „Odwołuję się do zmysłu samozachowawczego naszego narodu, aby tej sprawy (tj. prawa małżeńskiego) nie lekceważył, lecz starał się ująć ją w myśl zasad religijnych. W ten sposób wzmocni się także ten »wał ochronny, jakim jest nasze państwo przed pożogą bolszewizmu«. Zwolennikami rozwodów u nas, obok stronnictw radykalizujących tudzież osób interesownych, jest zresztą tylko cieniuchna, bo niecała warstwa naszej inteligencji, niepomnej tego, że inteligencja nigdy, jak doświadczenie dziejowe uczy, nie umiała opanować prądów rewolucyjnych, które sama, szerząc niebacznie radykalne hasła, wywołała”25.

Konkludując, można rzec, że rozwody ze swej natury nie zmniejszają niemoralności, lecz przeciwnie – są źródłem jej wzrostu. Ponadto sprzyjają zabójstwom dzieci nienarodzonych, a także wyrządzają ogromną krzywdę tym, które już ujrzały światło dzienne, ale często stają się bezdomne26.

Ks. K. Bielawny

Przypisy:

1 Zob. M. Lerowa, W palącej sprawie, GK 1920, nr 3. Autorka ubolewa nad obecnie funkcjonującym prawem w Polsce, przede wszystkim nad brakiem rozwodów. Czytamy: „[…] W Polsce sprawa rozwodowa rozstrzyga się przeważnie morderstwem. W Polsce do dziś dnia obowiązują przepisy carskie, pruskie i austriackie. Sejm gotuje nam takie uchwały, że konstytucja Sejmu Czteroletniego z 1791 r. była więcej postępowa, aniżeli obecne wypociny reakcyjne. W 1808 r. obowiązywało cywilne prawo rozwodowe, obecnie w tym zakresie obowiązują, ku uciesze kleru, prawa carskie. […] Piszę o tych ranach społecznych, o tej hańbie dwudziestego wieku, bo z komisji konstytucyjnej rozlega się szyderczy chichot jezuity księdza Lutosławskiego, który z całą bandą reakcyjną pragnie Polskę obdarzyć konstytucją średniowiecza – choćby z XIII wieku”.

2 Zob. Nabielak M.,II Zjazd Kobiet PPS, GK 1921, nr 2.

3 Na łamach „Rycerza Niepokalanej” w 1935 r. odnajdujemy wyjaśnienie, czym jest „ślub cywilny”: „[…] Istnieją słowa, których ludzie dobrze nie rozumieją, chociaż ich często używają, wskutek czego powstaje zamieszanie pojęć i ciągłe nieporozumienie. Takim słowem często używanym, a mimo to pustym, bez sensu i treści, jest wyrażenie: ślub cywilny. Zeszły się w tym określeniu dwa słowa, które żadną miarą nie mogą żyć z sobą zgodnie. Ślub oznacza przyrzeczenie złożone Bogu. I całkiem słusznie, umowa małżeńska zawarta w kościele wobec kapłana, występującego w imieniu Chrystusa, nazywa się ślubem, ponieważ nowożeńcy przyrzekają w niej Bogu wzajemną miłość, wierność i uszanowanie. Natomiast ślub cywilny ma oznaczać, że do ważnego zawarcia związku małżeńskiego zarówno między Katolikami, jak protestantami i żydami, konieczna jest obecność urzędnika państwowego, występującego nie w imieniu Chrystusa, lecz upoważnionego tylko przez władzę państwową i nie mającego nic wspólnego z Chrystusem. Może się nawet trafić, że tym urzędnikiem będzie żyd albo nawet ateusz. Więc jakiem prawem nazywa się ślubem przyrzeczenie, w którym o Bogu nawet wzmianki nie ma, gorzej jeszcze – przez które katolik znieważa Boga, gdyż wbrew woli Bożej usiłuje zawrzeć umowę przez Kościół zakazaną. Dla katolika albo ślub jest kościelny, albo żadnego ślubu nie ma”. Zob. Małżeństwo czy „ślub cywilny”, RN 1935, nr 2, s. 44.

4 Zob. Kronika, GK 1926.

5 Pochodziła z wielodzietnej rodziny o tradycjach patriotycznych. Ojciec jej Alfons Budziński za udział w Powstaniu Styczniowym w 1863 r. został zesłany na Syberię. Justyna Budzińska w 1892 r. wyjechała na studia medyczne do Paryża. Po sześciu latach uzyskała dyplom medyczny. W czasie studiów wstąpiła w szeregi partii socjalistycznej. Przez całe życie była aktywistką feministyczną, działaczką socjalistyczną, lekarzem i działaczką społeczną. Zmarła w Warszawie 8 kwietnia 1936 r. Pogrzeb odbył się bez „udziału kleru”. Zob. Bolesna strata. Zmarła Tow. dr Budzińska-Tylicka, GK 1936, nr 9.

6 Zob. R. Moskala, Zjazd katolicki w Warszawie, PP 1926, t. 172, s. 49-59. W relacji ze zjazdu czytamy: „[…] swą treścią przedstawiał bardzo wielką wartość, dlatego że treść referatów skoncentrowano prawie wyłącznie koło jednej bardzo doniosłej sprawy, sprawy odbudowy prawdziwie katolickiej rodziny. […] Temat ten wyczerpano wszechstronnie”.

7 Zob. Arcybiskupi i Biskupi Polscy w obronie Sakramentu Małżeństwa, RN 1926, nr 5, s. 132-133. List pasterski księży biskupów skierowany do wiernych czytany był we wszystkich kościołach w Polsce 7 albo 14 marca 1926 r., „Świętość rodzinnego życia, religijne wychowanie dzieci są podstawą nie tylko rodziny chrześcijańskiej, ale także trwałości i pomyślnego rozwoju życia narodowego i państwowego. Podstawa ta atoli jest uwarunkowana uświęceniem związków katolickich przez Kościół i przez nierozerwalność ich węzła. Od tych zasad Kościół katolicki ustąpić nie może i nie ustąpi. A my, Biskupi, będący stróżami przekazanych nam nauki i nakazów Chrystusowych, wymagać musimy i wymagamy, aby także wszyscy katolicy w tej sprawie sumienia mocno stali w obronie zasad Kościoła katolickiego i przeciwdziałali ustawowemu sankcjonowaniu tak zwanych ślubów i rozwodów cywilnych. Związek małżeński, zawarty przed urzędnikiem stanu cywilnego, jest nieważny, bo sprzeciwia się prawu Bożemu. Żaden też poseł katolik nie powinien głosować za tym, co jest sprzeczne z prawem Bożym, a wyborcy mają prawo i obowiązek zażądania od swych posłów, ażeby nie współdziałali w uchwalaniu ustaw, szkodliwych nierozerwalności i świętości węzła małżeńskiego. Prócz tego, mają Posłowie obowiązek użycia całego swego wpływu, w celu zapobieżenia wyrządzeniu tak niesłychanej krzywdy zasadzie katolickiej”. Kolejny raz księża biskupi stanęli w obronie małżeństwa na konferencji Episkopatu Polski w dniach 30.11-1.12.1927 r.; zob. Komunikat Najprzew. XX. Biskupów polskich, RN 1926, nr 2, s. 50; zob. Orędzie Biskupów Polskich do Wiernych w Polsce, RN 1927, nr 5, s. 147.

8 Zob. J. Budzińska-Tylicka, Konieczność zmiany prawa małżeńskiego, GK 1926.

9 Tamże.

10 Zob. VIII Ogólnokrajowa Konferencja Kobiet PPS, GK 1928, nr 10.

11 Zob. Nowe prawo małżeńskie, Warszawa 1931, s. 4. W 1931 r. projektowano, by art. 57 nowego prawa małżeńskiego dopuszczał wprowadzenie w Polsce rozwodów. Ostatecznie nie usankcjonowano barbarzyńskiego prawa antyrodzinnego. Ksiądz dr Stanisław Trzeciak wykazał w swej publikacji, że nowe prawo małżeńskie wzorowano na prawie talmudycznym. „Na podstawie prawa małżeńskiego w Talmudzie wykazałem łączność jego przepisów, nawet w szczegółach, z przepisami Projektu, a na podstawie pojęć Talmudu o niewolnikach i na podstawie traktowania ich przez żydów w starożytności – wykazałem dziwną łączność z ustawodawstwem o rejestracji małżeństw w bolszewii (od listopada 1926 r.) i z obchodzeniem się tamże z szerokimi masami podobnie jak z niewolnikami”. Zob. S. Trzeciak, Żyd jako obrońca ślubów cywilnych i rozwodów dla katolików, Warszawa 1932, s. 7.

12 Zob. J. Budzińska-Tylicka, O małżeństwie, GK 1931, nr 11-12.

13 Zob. Wiadomości z zagranicy. Austria, GK 1932, nr 1-2.

14 Doktryna rozwodowa ma soje źródło w protestantyzmie. W Polsce protestanci pod koniec lat dwudziestych i na początku lat trzydziestych XX w. wspierali działania społeczne i prawne na rzecz legalizacji prawnej rozwodów. W pierwszych szeregach stali: Paweł Hulko-Laskowski, bp Juliusz Bursche. Zob. R.M. Leszczyński, A.T. Tys, Problemy i rola ewangelików w katolickiej Polsce w refleksji religioznawczej Pawła Hulki-Laskowskiego, „Studia Religiologica” 2016, nr 4, s. 343; zob. A. Szymański, Społeczne znaczenie…, dz. cyt., s. 56.

15 Zob. J. Budzińska-Tylicka, Nowe prawo małżeńskie, GK 1932, nr 1-2.

16 Zob. Gdy rodzinie zagraża rozłam, RN 1939, nr 6, s. 168. Autor opisuje dramat małżeński: „[…] Nie wiedziałam, co począć. Prosiłam i błagałam męża, aby zerwał stosunki z ową kobietą, tłumaczyłam, że ma dzieci, które będą go kiedyś źle sądziły – wszystko na nic. Dla wspólnego naszego dobra poniżyłam się nawet, upadłam mu do nóg; myślałam, że może to go opamięta… Za całą odpowiedź odepchnął mnie brutalnie i poszedł. Co czynić? Co czynić? W najgłębszej rozterce postanowiłam skończyć z tym, wyciągnąć rewolwer męża i… Gdy ujrzy moje zwłoki – zmieni się może i poświęci swoje życie dzieciom, które bez niego zmarnieją tak czy inaczej… Lecz w chwili, gdy zamiar mój dojrzał, dziwną jakąś siłą wiedziona spojrzałam na obraz Matki Boskiej Bolesnej i oto zdało mi się, że widzę łzy, spływające po Jej świętej twarzy… W jednej chwili pojęłam, jak grzeszne były moje myśli, a jednocześnie niepojęta radość wstąpiła w moje serce. Wyspowiadałam się, przystąpiłam do Stołu Pańskiego i odtąd codziennie leżałam krzyżem przed obrazem Matki Bożej, modląc się gorąco o opamiętanie męża. Ofiarowałam najstarszego swego syna do stanu duchownego, o ile otrzyma od Boga łaskę powołania, a Matka Boża raczy najmiłościwiej odwrócić od nas grożące nieszczęście, postanowiłam ogłosić to w »Rycerzu Niepokalanej«. I oto Matka Boża wysłuchała moich błagań. Odzyskaliśmy męża i ojca. Jak się to stało – nie wiem. Nie podobna odgadnąć dróg, którymi Niepokalana dochodzi do spełnienia takich – jak moje – i innych próśb Swoich wyznawców. Po cóż jednak zagłębiać się w sprawy, niedostępne ludzkiemu rozumowi? Wierzmy i ufajmy, a wszystko godziwe, o co prosić będziemy – Matka Boża nam ześle. Do stóp Twoich świętych padam w najgorętszej podzięce, o Panno Najświętsza, i o dalszą opiekę nad nami błagam”.

17 Zob. Rozwody, rozwody, rozwody, Warszawa 1931. Podobnego formatu broszurkę wydano kilka lat wcześniej, nakładem Głównego Komitetu Obchodu, z okazji 200. rocznicy kanonizacji św. Stanisława Kostki. Zob. Nauka Chrystusa o małżeństwie. A nowa ustawa o ślubach i rozwodach cywilnych, Warszawa 1927.

18 Zob. Rozwody, rozwody…, dz. cyt.

19 Urodziła się 1 stycznia 1876 r. w Tarnowie w rodzinie żydowskiej jako Dora Pilcer, córka Ignacego Pilcera i Barbary. Ukończyła szkołę ludową, a następnie wydziałową w Tarnowie. Zmarła 22 listopada 1952 r. w Warszawie. Działaczka społeczna i feministka, socjalistka, senator w latach 1925-1935, posłanka w latach 1947-1952. Przynależała do PPS, a od 1948 r. do PZPR.

20 Zob. D. Kłuszyńska, Nieprzejednani, GK 1932, nr 12.

21 Zob. J. Budzińska-Tylicka, Coraz bardziej szerzy się w Polsce sprawa świadomego macierzyństwa, GK 1935, nr 1-2.

22 Zob. J. Budzińska-Tylicka, Świadome macierzyństwo, dz. cyt., s. 40.

23 Zob. J. Budzińska-Tylicka, Rodzina robotnicza…, dz. cyt.

24 Zob. J. Budzińska-Tylicka, Jeszcze o małżeństwie…, dz. cyt.

25 Cyt. za A. Szymański, Społeczne znaczenie…, dz. cyt., s. 84.

26 Tamże, s. 23.