Mentalność antykoncepcyjna i aborcyjna przyczyną dekadencji Irlandczyków

Obecnie dziwimy się, że tak szybko mieszkańcy Irlandii wystąpili przeciwko wartościom ewangelicznym. Wprowadzono i zaakceptowano prawnie środki antykoncepcyjne, rozwody, związki „małżeńskie jednej płci”, zabijanie dzieci nienarodzonych, deprawację dzieci i młodzieży. To są skutki, które dziś obserwujemy na Zielonej Wyspie. Owszem, duchowieństwo irlandzkie nie sprostało swemu powołaniu. Idee rewolucji seksualnej dotarły także do Kościoła rzymskokatolickiego, przenikając mentalność duchownych, niszcząc ich osobowość i szlachetne zachowania. Wielu z nich stało się przyczyną wielu zgorszeń.

Gdzie zatem szukać przyczyn zapaści moralnej, duchowej, biologicznej i demograficznej mieszkańców Irlandii. Wszak bronili swej wiary przez setki lat. Anglikom nie udało się zmienić konfesji Irlandczyków w XVI stuleciu, byli wierni Rzymowi. A dziś, jednak ulegli propagandzie cywilizacji śmierci. Zaś ci, którzy wyemigrowali w czasie zarazy ziemniaczanej, w latach 1845-1849 albo później, nie ulegli tak szybko ideom cywilizacji seksualnej, zachowali swą wiarę bogobojną, pobożną, strzegącą wartości jakie głosił Kościół rzymskokatolicki przez długi czas. W wielu wspólnotach nadal te wartości odgrywają przewodnią rolę w życiu społecznym i rodzinnym.

Początków dramatu konfesyjnego należy upatrywać w drugiej połowie XIX w. Z Anglii na Zieloną Wyspę docierały idee niszczące życie ludzkie. Docierała antykoncepcja, dla której nie było granic ani żadnych barier. Powoli, ale skutecznie niszczyła najpiękniejszy dar, jakim Bóg obdarzył człowieka, świętość powstającego życia. Wśród Irlandczyków wytwarzała się mentalność antykoncepcyjna, w sukurs tej mentalności formowała się mentalność aborcyjna, która dotykała tych, którzy dopuścili się zabójstwa dziecka nienarodzonego. Ubywało dzieci w rodzinach. Jeszcze w połowie XIX stulecia na kobietę w wieku rozrodczym przypadało ponad czworo dzieci, a dziewięć dekad później, w przededniu wybuchu drugiej wojny światowej już tylko niewiele ponad dwoje. Rodzina Irlandzka traciła największy swój dar, dzieci. A wraz z tym Irlandczycy tracili naturalną pobożność i bogobojność, która im towarzyszyła przez wieki. Kończyła się żywa wiara w Boga na rzecz wiary traktowanej jako dziedzictwo kulturowe. Nadal Irlandczycy uczestniczyli we Mszach św. niedzielnych i świątecznych, nadal celebrowali sakramenty święte. Ale już bez ducha Bożego, który rodził się z pobożności i bogobojności. Religijność miała bowiem charakter formalnościowy, była traktowana jako dziedzictwo narodowe. Tak było przez wieki i tak jest teraz.

Ale mentalność antykoncepcyjna i aborcyjna zahamowała rozwój życia religijnego w rodzinach. Stosowanie antykoncepcji i zezwalanie na aborcję zabijają w człowieku wiarę w żywego Boga, Jezusa Chrystusa. Wierni tracą wrażliwość duchową. Wiara staje się tradycją, dziedzictwem kulturowym, które ma coraz mniejszy wpływ na życie moralne, duchowe i społeczne człowieka. Osoby przeniknięte mentalnością antykoncepcyjną i aborcyjną nie są w stanie przekazać wiary w Boga żywego kolejnym pokoleniom, zmieniając nasze życie. Przekazują wiarę jako tradycję, bez odniesienia do prawdziwego i żywego Boga. Powoli, ale bardzo skutecznie wiara staje się czynnikiem kulturotwórczym i nic ponadto. Trwało to przez całe lata po II wojnie światowej, kształtując mentalność wielu osób w Irlandii.

Dlatego też tak łatwo można było wprowadzać idee cywilizacji śmierci w społeczeństwie, pozbawionym w ogromnym procencie żywej wiary w Boga żywego Jezusa Chrystusa. Od lat sześćdziesiątych XX w. coraz więcej osób w wieku rozrodczym korzystało ze środków antykoncepcyjnych, dla wielu małżeństwo stawało się obciążeniem, traktowano je jako umowę społeczną, z której można w każdej chwili zrezygnować, nie gorszono się rozwodami, a z upływem czasu zaakceptowano zabijanie dzieci nienarodzonych, nazywając je prawem do wolności kobiety. Oskarżano duchownych Kościoła rzymskokatolickiego za wszelkie zło, które spotkało Irlandczyków w ostatnich kilkudziesięciu latach. Dzieci i młodzież oddano w wychowanie deprawatorom, poprzez lansowanie gender. Zaakceptowano związki „małżeńskie jednopłciowe”, pozwalając im na adopcję dzieci.

Tam gdzie człowiek wyruguje ze swego serca wiarę w żywego Boga, przyjdzie szatan, który zagospodaruje pustkę duchową, doprowadzając do dekadencji. Rozpadnie się życie duchowe w wymiarze indywidualnym i społecznym, zaneguje się prawo wynikające z porządku natury, a ostatecznie wyruguje się z serc i przestrzeni społecznej Boga. Człowiek obwoła siebie bogiem. I w ten sposób kończy się człowiek w wymiarze indywidualnym i społecznym. Kończy się naród, który miałby najpiękniejszą historię pisaną wieloma świadkami i męczennikami naszej wiary.

Gdzie szukać ratunku, jak odbudować ogromne dziedzictwo wiary wśród Irlandczyków? Droga jest bardzo prosta. Poprzez powrót do żywego Boga Jezusa Chrystusa, poprzez zerwanie z grzechami i odbudowanie rodziny jako przymierza człowieka z Bogiem. Odrzucenie antykoncepcji i aborcji, powrót do małżeństwa nierozerwalnego oraz wychowywanie dzieci i młodzieży na prawie naturalnym i Bożym. To jest gwarancja powrotu do szczęścia. Innej drogi nie ma. Każda inna droga prowadzi na manowce. A obecna droga, którą idą Irlandczycy, prowadzi do niebytu całego narodu.