Demoralizacja w przeszłości

W XVIII i XIX stuleciu miejscem demoralizacji polskiego chłopa była karczma wiejska. Podkopywano tam autorytet duchowieństwa, rujnowano gospodarstwa folwarczne poprzez pijaństwo i rozpustę, co stawało się źródłem szalonego bogacenia się właścicieli karczm. Teofil Merunowicz[1] pisał: „(…) Karczmy wiejskie i żydowskie szynkarstwo  to jedna z najgorszych naszych chorób społecznych, która, niszcząc najliczniejsze klasy materialne, upadla je moralnie. Polska karczma, to jedna z naszych własności, która nas hańbi i przekleństwo nam niesie. Gdzie bowiem utrzymują się do dziś usiłowania, ażeby lud utrzymać w nałogu pijaństwa? – W karczmie. – Gdzie jest siedlisko lichwy, wyniszczającej całą ludność rolniczą, zarówno włościan, jak i dwory? – W karczmie – Gdzie wszelkie dobre instynkty włościan systematycznie bywają przytępiane? – W karczmie. – Gdzie wszelka rzecz, kradziona jest ze dworu, kupowana bywa? – W karczmie? – Gdzie włościanie zaprawiani bywają do złodziejstwa – W karczmie? – Gdzie miary i wagi w handlu bywają najbardziej fałszowane? – W karczmie? – Gdzie nędza ludu w latach głodnych uważaną bywa za kapitał obrotowy do różnych spekulacji? – W karczmie? – Gdzie ciężki przednówek jest żniwem najobfitszym? – W karczmie? – Gdzie grób bogactwa panów? – W karczmie? – Gdzie znajdowały zawsze i znajdą punkt oparcia  wszelkie wpływy postronne, obliczone na szkodę społeczeństwa naszego? – W karczmie? – Skąd wyrasta nowe pokolenie obywateli bez obywatelskiego poczucia i rycerstwa, które nie urosło ani z roli, ani z tego, co go boli, ale z próżniaczej szacherki i z lichwiarstwa, które nie zapragnęło nigdy pozyskać szlachectwa duszy, lecz z rozmiłowaniem przepędza żywot w niechlujstwie zewnętrznym i w moralnym brudzie, które nie wie, co ofiara dla ogólnego dobra, które gardzi ideałami, które innej broni nie zna, jak weksle i skrypty, które fałszywym łokciem chce świat zawojować? – Z karczmy”[2].     

Właściciele karczm bogacili się na pijaństwie włościan, na paserstwie i lichwie. Słali swe dzieci do chrześcijańskich szkół, by tam zdobywały wiedzę, by umożliwić swym pociechom dostęp do różnych zawodów. Porzucają swój naród, chrzczą się, przede wszystkim w ewangelickich zborach. Żenią się chętnie z chrześcijankami, by w trzecim czy czwartym pokoleniu zatrzeć ślady swego pochodzenia[3].

Metryka czy strój, to zewnętrzne pozory, nie zmieniają urobionej tradycja tysiącleci duszy i osobowości. Nowy strój, ułatwił „staremu człowiekowi” penetrację świata i robienia interesów w handlu czy przemyśle, robienie milionowych fortun na giełdzie i „(…) narzucanie się społeczeństwu tubylców przez apodyktycznego mentora, koryfeusza oświecenia, kultury, postępu, a to przez położenie łapy na czymś, co miało niebawem wyróść na potęgę świata, tj. na prasie”[4]. A obecnie w mediach elektronicznych, Internecie czy wszechobecnej telewizji i radiu.  Naród polski dał się nabrać mrzonkom o asymilacji właścicieli dawnych karczm, o zrobieniu z nich najprawdziwszych Polaków, tylko nieco innego pochodzenia. Właściciele dawnych karczm przez setki lat kłaniali się Niemcom, Moskalom czy Austriakom, a byli obojętni, a nawet wrogo nastawieni do naszych ideałów narodowych. 

Józef Ignacy Kraszewski, wybitny polski pisarz, publicysta, wydawca i historyk, działacz społeczny i polityczny pisał: „(…) zamiast bawić się w patriotyzm i asymilację, (mówi Żyd) – myślimy przede wszystkim  o sobie. Chłop polski nie lubi nas, wiemy o tym, ale chłop jest głupi – nie boimy się go. O szlachtę nam idzie. Wmiesza się ona przez sam punkt honoru w awanturę (mowa o powstaniu 1863)[5], pójdzie do lasu, na krwawe pola, za co ją rząd ukarze, zniszczy wytępi, wydusi, wywłaszczy, a wówczas dla nas droga otwarta. Jaka to droga? – W każdym narodzie musi się wyrobić ponad masy inteligencja i rodzaj arystokracji. My jesteśmy materiałem gotowym, my zawładniemy krajem, naszą stolicą, naszym Jeruzalem będzie Polska. My będziemy jej arystokracją, my tu rządzić będziemy. Kraj ten należy do nas, jest nasz”[6]

Taki stan rzeczy trwał do wybuchu II wojny światowej, a po 1945 r. przyszło nowe, niekoniecznie lepsze. Inne. Pod innymi sztandarami, ale ludzie pozostali ci sami. Po 1990 r. okrzyknęli się demokratami i obywatelami. Metody działania są inne, ale cel ciągle ten sam.


[1]     Urodził się we Lwowie w 1846 r., zmarł w 1919 r. Poseł do Sejmu Krajowego Galicji w latach 1882-1913, był pierwszym prezesem Towarzystwa Dziennikarzy Polskich. 

[2]     Zob. A. Rewera, Żydzi w Polsce, s. 19-20.

[3]     Zob. A. Hertz, Żydzi w kulturze polskiej, Warszawa 1988, s. 26-37.

[4]     Zob. A. Rewera, Żydzi w Polsce, s. 20-21.

[5]     Zob. Polemika o rok 1863, PL 1875, z. 4, s. 274-280.

[6]     Cyt.  za A. Rewera, Żydzi w Polsce, s. 20.