Dekatolicyzacja szkolnictwa w Polsce

Przez całe wieki za prowadzenie szkół odpowiadał Kościół, a wychowanie opierało się na prawie Bożym.

„Przeciwnicy Kościoła św. widzieli doniosłe skutki działalności Towarzystwa Jezusowego, jego wpływ na ugruntowanie się życia chrześcijańskiego w całym świecie katolickim. Uciekli się do fałszywych oskarżeń i po długich naleganiach udało im się nakłonić papieża Klemensa XIV do ogłoszenia bulli, zawierającej kasatę Zgromadzenia”[1].  Papież wydał  21 lipca 1773 r. brewe kasacyjne zakonu jezuitów pod tytułem Dominus ac Redemptor[2]. Przez ponad dwa stulecia szkolnictwo w Polsce było prowadzone przede wszystkim  przez księży jezuitów[3]. Nauka w szkołach jezuickich stała zawsze na bardzo wysokim poziomie, a dla Kościoła jezuici pracowali z ogromnym poświęceniem i bezinteresownie.  Zakon był główną zaporą przeciwko ideom oświeceniowym propagującym racjonalizm i naturalizm[4]. Od kasaty jezuitów rozpoczął się proces przeorganizowania szkolnictwa, wprowadzono nowe programy nauczania w duchu  oświecenia, rozpoczął się powolny proces dekatolizacji i laicyzacji szkolnictwa[5]. Zerwano z dotychczasową tradycją. Zaczęła się szerzyć obojętność religijna, która wprowadzała coraz większą ignorancję religijną, a za tym  rodziły się zabobony i wróżbiarstwo[6].

Niespełna trzy miesiące później Sejm Rozbiorowy Rzeczypospolitej[7] na mocy uchwały z 14 października 1773 r. powołał Komisję Edukacji Narodowej, która zagrabiła majątki po skasowanym zakonie[8]. Komisja powołana została do „edukacji młodzieży szlacheckiej”, tej którą zajmowali się jezuici. „Odtąd wszystkie generalnie akademie, gimnazja, kolonie akademickie, szkoły publiczne, żadnych nie wyłączając, z tym wszystkim, co do wydoskonalenia nauk i ćwiczenia w nich młodzi szlacheckiej ściągać się może, pod dozór i rozrządzenie Komisji tej oddajemy”[9].  Na czele Komisji stanął bp wileński Ignacy Massalski, który był entuzjastą tworzenia szkół parafialnych[10]. W nowo powstających szkołach, pod patronatem KEN, niechętnie posyłano dzieci do szkół. Jedną z nich było niedowierzanie, nowym „panom”, którzy chcieli edukować lud wedle nowych idei oświeceniowych. Były także inne powody, jak duża odległość, brak odpowiednich ubrań czy prace polowe w gospodarstwie rolnym[11].

Podejmowane próby uruchomienia ponownie wielu szkół parafialnych natrafiało na wiele oporów, brak środków finansowych, brak kadry pedagogicznej, a także duża niechęć duchowieństwa wobec KEN. Bp Michał Poniatowski, biskup płocki, członek KEN, w liście pasterskim skierowanym do wiernych i duchowieństwa 20 sierpnia 1775 r. pisał,  by ponownie zakładać szkoły parafialne, jak to bywało w przeszłości. Czytamy: „(…) kwitnął on w dawniejszych czasach bardzo gęsto i chwalebnie się zachowywał,  aż też w późniejszych czasach prawie ustał i zaginął”[12]. O. P. Zając OMI, pisząc o pracy bpa Poniatowskiego w KEN, podkreślił, że: „(…) wpływał też na treści i metody nauczania w duchu katolickiego Oświecenia. Była to postawa daleka od zwykłej sekularyzacji szkoły, jak nieraz reformy KEN postrzegano, ale niewątpliwie zbliżała styl działania zwierzchnika Komisji do modelu józefińskiego, który łączył się ze swoistym episkopalizmem w czysto kościelnej sferze działalności”[13]. Należy  stwierdzić, że działania KEN miały charakter sekularyzacyjny dla szkolnictwa. Taki był zamysł „sił” zmuszających papieża Klemensa XIV do kasaty jezuitów. Ograniczanie  Kościoła na wychowywanie młodego pokolenia katolików. Szkoła miała i ma po dzień dzisiejszy ogromną rolę w kształceniu postaw duchowych, moralnych i patriotycznych u dzieci i młodzieży, doskonale to wiedzieli ludzie propagujący świat bez Boga. Poprzez szkolnictwo objawia się nam stara zasada cuius regio eius religio, a więc: czyja władza tego religia.

Idee propagowane przez nowe nurty filozoficzne, nurty wolteriańskie były obce duchowieństwu zakonnemu i diecezjalnemu, dlatego też nie chcieli się angażować w działalność szkół bezwyznaniowych. Przez całe wieki za prowadzenie szkół odpowiadał Kościół, a wychowanie opierało się na prawie Bożym. To właśnie Kościołowi zawdzięczają całe pokolenia swoje wychowanie. Życie społeczne i chrześcijańskie najpełniej objawiało się w Kościele i w szkołach. Szkoła chrześcijańska przez wieki była nazywana rodzoną siostrą Kościoła, tak też uważał Kościół przez całe stulecia, opiekował się nią, kierował nią, a swego przewodnictwa nigdy się nie zrzekł[14]. Została mu siłą odebrana. 

Dość dobrze obrazuje to w swej publikacji Józef Dąbrowski[15], który opisuje oświatę w Księstwie Warszawskim na początku XIX stulecia, Czytamy: „(…) Energicznie zato rząd Księstwa zajął się sprawą wychowania publicznego. Oddano je pod zarząd izby edukacyjnej, pracującej pod światłem kierownictwem St. K. Potockiego[16] i Staszica. Zakładano mnóstwo szkół ludowych, których liczbę doprowadzono do 1100. (…) Zaznaczyć przytem należy, że całe szkolnictwo stało się świeckim zupełnie i z pod wszelkich wpływów duchowieństwa wyzwolone”[17]. W dalszej części opracowania czytamy, że nastąpiło „(…) podniesienie oświaty wśród społeczeństwa, szerząca się wolnomyślność (masoneria – przyp. aut.), a nade wszytko przekształcenie się szybkie narodu na społeczeństwo nowożytne”[18]. Dalej Autor ukazuje postawę duchowieństwa, które w swej ciemnocie i zacofaniu nie potrafi się odnaleźć w nowym społeczeństwie[19]. Społeczeństwo odrzuciło dogmaty kościelne. A duchowieństwo ─ pisze Dąbrowski ─ tracąc swe wpływy, mogło doprowadzić do niepokojów społecznych[20]. Jakże pokrętna interpretacja historii.  A któż przez wieki zajmował się szkolnictwem, kto edukował dzieci po wioskach, jak nie gorliwi duchowni i panie z dworów, które wspomagały swych duszpasterzy. „Dotąd, jeśli kto i gdzie zajmował się szkółką wiejską gorliwie, to tylko kapłan, proboszcz wiejski, i to w miarę, im bardziej był przejęty swoim powołaniem, duchem Kościoła, a zatem im więcej był ultramontaninem. W pomoc im przychodziły pobożne i klerykalnymi przesądami przejęte kobiety, panie z dworu. Znamy mnóstwo przykładów tego rodzaju”. Autor pyta działaczy ze środowisk lewicowych i liberalnych, czy możemy natrafić na „(…) demokratę lub indyferenta religijnego, co by życie i czas poświęcił nauce dzieci wiejskich, oświacie ludu ? ”[21]. Odsunięcie największej siły, jaką miała Polska dla oświaty ludu, duchowieństwa, było zamiarem wprowadzenia szkoły bezwyznaniowej, jaką planowano wprowadzać w wielu krajach Europy.

Wiek XIX w Polsce był czasem ogromnej stagnacji duchowej, rozpoczął się już w latach siedemdziesiątych XVIII stulecia. Przyczyną były niepokoje w kraju spowodowane zdradą, upadkiem moralnym elit panujących, konfederacjami, najazdami obcych i trzykrotnymi rozbiorami. Ostatecznie utratą wolności i niepodległości na długie lata. Nastąpiło odrętwienie i oziębienie  duchowe klas „oświeceniowych”,  dotknęło to także wielu duchownych. Stali się politykami, aktywistami społecznymi, a nie pasterzami dbającymi o wspólnoty. Elity  opanował duch  bezbożnictwa wolteriańskiego, sekciarstwa i życia zabobonnego. Pokutował jeszcze z poprzedniego stulecia  duch zimnego józefinizmu i caryzmu rosyjskiego.

W latach siedemdziesiątych XIX stulecia w Galicji w wielu szkołach Rada Szkolna podejmowała wielokrotnie próby pomniejszania liczby godzin religii w szkołach powszechnych i gimnazjalnych, na rzecz przedmiotów matematyczno-przyrodniczych[22]. Powołano się na decyzje Ministerstwa Oświaty z 3 września 1870 r. Taka sytuacja miała miejsce m.in. w gimnazjum w Rzeszowie w 1872 r. Korespondent „Przeglądu Lwowskiego” relacjonując tę sytuację stwierdził, że:  „(…) szkoły nasze przestają być katolickie”[23].   Niedługo trzeba było czekać na owoce liberalnego wychowania w szkołach. Jakie one są, dał świadectwo niemiecki minister protestant Ragotzy, który tak je określił: „(…) przyczyną zastraszającego wzrostu zbrodni, są: nieznajomość prawd wiary, brak religijnego wykształcenia ─ do ostateczności posunięte rozwolnienie obyczajów, zbytek i chęć używania. (…) W Berlinie znajdują się całe rodziny najszkaradniejszymi występkami skalane. Rodzice ze swoimi dziećmi  znajdują się w więzieniach”[24].  Podsumował dobitnie, że wychowanie bez wartości religijnych prowadzi na manowce. Maurycy Dzieduszycki dodał: „(…) główną rzetelną, a niezawodną podstawą wykształcenia i oświaty jest tylko religijność, wiara w prawdy nadprzyrodzone, objawione, głębokie przekonanie o mającym się kiedyś zdać rachunku ze spraw żywota”[25].  A zatem jakże ważnym jest, któż będzie miał w swych rękach oświatę ludową, kto będzie nią zarządzał.  Wielu było ochotników, którzy propagowali zupełną bezwyznaniowość albo obojętność religijną, głosząc wszem i wobec „tolerancję”.  Przy braku podstawowych zasad kardynalnych i pomieszaniu pojęć, niepodobna by mogli oni kierować oświatą, wszak sami potrzebowali jeszcze się oświecać.

Ks. Edward Podolski, odpowiadając Józefowi Szujskiemu[26], historykowi i działaczowi społecznemu,  na łamach „Przeglądu Lwowskiego” w 1871 r. tak pisał:  „(…) nasuwa się pytanie, czy rankor  prawdy historycznej przypadkiem nie zagmatwał? Czy historia wskutek tego nie utraciła na swojej jasności? Niestety, dwa ostatnie u nas wieki pełne są jeszcze dla historyków tajemnic. Brano się do pisania ich dziejów nie zawsze szczęśliwie. Strona życia religijnego, na której rozwijało się  życie narodu, przez wielu historyków została pominiętą albo tak ocenioną, jak ocenia pan Szujski religijne wykształcenie duchowieństwa  w XIV, XV i XVI u nas wieku, twierdząc, że dogmatyczne nauki nie były uprawiane”[27].  Ten jakże stary problem dotyka także i współczesnej historii, która pomija zupełnie życie religijne, historia pisana jest jakby w dwóch nurtach – ta bez religii, świecka, i historia Kościoła, konfesyjna, opisuje tylko dzieje Kościoła. A przecież tę historię tworzy ten sam człowiek, który jest zaangażowany w życie społeczne, polityczne i religijne. Dualizm historyczny, który nie odzwierciedla prawdy historycznej ani po jednej, ani po drugiej stronie.

Do jakich zapaści moralnych doprowadził liberalizm w szkolnictwie, opisała  „Gazeta Narodowa” na swych łamach w 1871 r.  w numerze 335 o wydarzeniach w Stanisławowie. Przywołuje to wydarzenie także „Przegląd Lwowski” z 1871 r., czytamy w nim: „(…) czem jest dzisiejsza inteligencja, jeśli sama śmietanka i okwit ich oświaty do rozpędzania ultramontańskich i klerykalnych ciemności przeznaczony, tak pięknie się popisał!… Szeroka moralność liberalizmu zaprowadziła grono nauczycieli do przepędzania nocy całych po kawiarniach na pijatyce i grze w karty. Liberalizm tych panów, owianych duchem postępu, (…) wciągnął do swego towarzystwa majętniejszych uczniów, lub tych, o których wiedziano, że odebrali pieniądze za lekcye, ażeby ich ograć. I gazety przepuściły to płazem”. Rada szkolna upomniała  liberalnych nauczycieli, ale nazwano to nietolerancją. Na łamach „Przeglądu Lwowskiego” pytano: „Do czego  prowadzi publiczne wychowanie bez wartości religijnych ? Serce boli patrzeć na tę biedną uczącą się młodzież, jak jest pozbawiona wszelkiego religijnego i moralnego prowadzenia, oddana jakby na to do szkoły, aby na niej sicut in anima vili robiono doświadczenia z błędnych doktryn i zdrożnych teorii”[28]. Apelowano do Polaków, by broniono  młodzieży i dbano o dobre wychowanie, na wartościach religijnych, bo tylko one zapewniają spokojną  przyszłość młodego  pokolenia.

A zatem, co się działo bez szkół katolickich i wychowania religijnego, oddaje opis ks. bpa Ł. Łętowskiego: „Kto Jezuitów nie lubił? – Bezbożność. – czego Jezuici nauczali? Posłuszeństwa i pokoju. Co z nimi świat stracił? Rozsądek i porządek towarzyski. Nauki rozprężone samopas chodzą – obyczaje w publiczną swawolę się zamieniły – młodzież nie wie nawet, co to  była niewinność – próżność wszystko ogarnęła, nawet starość – wszystko zatem zhańbione zostało.  Rozum mamy za dowcip – bluźnierstwa za rozum, bezwstyd za odwagę, niepamięć za męstwo, kupę łajdaków za powagę, wolę naszą za potrzebę wszystkich, a wolę wielu za prawo. Co z tego poszło? Upadek wiary, religie cielesne, przyjaźnie sprośne, miłości niewstydliwe, małżeństwa cudzołożnicze – rozwody, krzywdy, krzywdy dzieci, prawa występne, cnoty urojone, miłość bez wstydu, starość bez zacności, ostatnie spodlenie człowieka”[29]. Utrata najpiękniejszego dziedzictwa, które nieśli Polacy przez stulecia, swą obyczajność, która dawała Polsce szacunek  wobec całego świata. Utrata tych cnót poprowadziła nas na zhańbienie i niewolę.      

W czasie rewolucji w 1905 r. na wielu wiecach socjaliści wśród wielu haseł domagali się wolnej demokratycznej i świeckiej szkoły polskiej. Ale wolnej „(…) od wszelkiego nacisku z góry, czy to ze strony kleru, czy rządu, czy warstw posiadających”[30]. Miała to być szkoła budowana na wartościach ateistycznych, bez Boga i bez nauki religii w szkołach[31].  Nic nie rozumieli socjaliści z frakcji rewolucyjnej. Nie znali polskiego ludu, choć do niego kierowali swe hasła. Lud polski od wieków był  głęboko zakorzeniony w religijności katolickiej. W tym miał upodobanie, co miało styczność z wiarą albo nie było z nią w sprzeczności. Wszystko inne budziło w nim wstręt, niedowierzanie i podejrzliwość. Uroczystości kościelne były jedynymi świętami narodowymi, popularnymi i zrozumiałymi. W bogatych ceremoniach kościelnych, w ozdobach wewnętrznych i zewnętrznych świątyń, ołtarzach, malowidłach, muzyce organowej, śpiewach, w sprzętach i strojach liturgicznych, miał jedyny i najwyższy odpowiadający duszy ideał piękna. Dla ludu polskiego to był salon, muzeum, koncert, tam idąc, przyodziewał się staranie, w najlepsze ubrania. Kazania były akademią, odczytem i konferencją naukową, być może nie wszystko rozumiał, ale odgłos słowa Bożego przenikał go do szpiku kostnego. Wzdychał, zalewał się łzami ─ ubogi, ale szczery i prostoduszny – poczciwy lud polski. Chcąc go zaskarbić, ująć, skruszyć, przekonać, trzeba było przemawiać po katolicku, ale żeby zdobyć zaufanie trzeba było być katolikiem. Dziwny miał zmysł w rozpoznawaniu tego, co było szczere, a co było udawane. To była jego siła, której nikt nie był w stanie pokonać przez stulecia. Zrozumieli to doskonale agitatorzy z lat 1863 i 1864, którzy dla celów politycznych wykorzystali ceremonie religijne. Wprowadzali wszędzie ceremonie i procesje religijne, śpiewy, nabożeństwa patriotyczne. Jednak przeliczyli się, nie domyślając się zdrowego rozsądku włościan, którzy rozpoznawali komedie od rzeczywistości, a jakże często pytali: „Co stało się nagle tym panom, których nie widywaliśmy w kościele ani przy żadnej procesji?”[32]. Brak zaufania do dziedziców i dworów rodził się niejednokrotnie z gorszących przykładów, które w ich rodzinach się działy i psuły obyczaje. 

Na łamach „Robotnika” w roku 1907 pojawił się dość obszerny artykuł pod charakterystycznym tytułem, „Klerykalizm”. Jak zwykle nieznany autor. W pierwszych akapitach posługuje się szeregiem insynuacji, oskarżenia mają rodzaj haseł encyklopedycznych, od wielu lat używanych przez „demokratów ludowych”, wyjętych z podręczników rewolucji francuskiej z końca XVIII stulecia. Padają niesłuszne oskarżenia pod adresem księży o współpracę z zaborcą, „(…) nie było klasy, któraby się tak marnie zachowywała w ostatnich dziesiątkach lat, jak duchowieństwo. Szczególnie odznaczyło się wyższe duchowieństwo, taki arcybiskup Popiel, Szembek, Niedziałkowski i inni. O walce z rządem duchowieństwo ani myślało — za to przygotowywało się do zwalczania dwóch wrogów: myśli postępowej i ruchu socjalistycznego. I w obliczu tych wrogów swoich — stawało się coraz układniejszym w stosunku do cara”[33]. Padały także oskarżenia o współpracę ze środowiskiem politycznym Narodowej Demokracji, która miała wspomóc Kościół w podjęciu pracy oświatowej wśród dzieci i młodzieży w szkołach. „Narodowa demokracja poparła księży i otworzyła przed niemi szeroko wrota swojej Macierzy Szkolnej”; w większości oddziałów prowincjonalnych tej instytucji przewodniczącymi są księża. Księża chętnie z tego skorzystali, bo to ułatwiło im zadanie”[34]. Niestety, istnienie Macierzy Szkolnej Królestwa Polskiego nie trwało długo, 14 grudnia 1907 r. decyzją Gieorgija Antonowicza Skałona zamknięto działalność organizacji, która w swych szeregach skupiała około 100 tys. członków[35].

W  Polsce[36]w kolejnych latach socjaliści rozpościerali wizję  szkolnictwa świeckiego. Nie ustawano tu w ośmieszaniu szkolnictwa katolickiego, przede wszystkim prowadzonego przez klasztory. Socjaliści napisali nam fałszywą historię, której przez kolejne dziesięciolecia Polacy uczyli się w szkołach, historię budowaną na kłamstwie i oszustwie intelektualnym, choć faktograficznie wszystko się zgadza.  Na łamach „Robotnika” w roku 1910, organu PPS, frakcji walczącej, pisano: „(…) Jezuici dokonali w Polsce strasznego dzieła. Z kraju, który w XVI stuleciu był jednym z najbardziej oświeconych krajów Europy, w którym znajdowali schronienie ludzie prześladowani za swe poglądy w Niemczech i Francji, który wydał cały szereg mężów sławnych na całym świecie, z tego kraju Jezuici uczynili twierdzę ciemnoty, zacofania i zabobonów. Schlebiając chytrze warcholskim dążnościom szlachty, Jezuici powoli zagarnęli w swe ręce szkolnictwo krajowe. I nie oświatę, nie cywilizację szerzyli za pomocą swych szkół, lecz fanatyzm religijny, głupotę i ślepą uległość dla Kościoła. Specjalnie walczyli z prawdziwą oświatą, bo rozumieli, że im ciemniejszym naród będzie, tym łatwiej go można w uległości trzymać[37]. Straszne to były czasy, kiedy Jezuici u nas panowali. I nie ulega wątpliwości, że oni to w znacznej mierze przyczynili się do upadku państwa polskiego[38], bo, krzewiąc głupotę wśród naczelnych warstw narodu, uniemożliwiali powstanie w odpowiednim czasie prądów odradzających i w prowadzających życie Polski na zdrowe podstawy rozwoju. Okropnie się nam ten zakon dał we znaki i pamięć o nim zawsze w Polsce będzie przeklęta”[39]. Socjaliści i liberałowie sączyli jad antyreligijny. Budowali przyszłą niepodległą Polskę na kłamstwie, tak jak wiele innych dzieł, które przyniosły narodom cierpienie i poniewierkę. Trzeba tu wspomnieć ogromne zasługi jezuitów w tworzeniu szkół wyższych, średnich czy na poziomie podstawowym. Prowadzili szkoły muzyczne, kształcąc organistów i wielu wybitnych muzyków, sławy światowe[40]. Przez stulecia prowadzili wśród młodzieży sodalicje  mariańskie, które wyrabiały duchowo młode pokolenia katolików w Europie i innych krajach świata[41].

Tymczasowy Rząd Ludowy w Lublinie, utworzony przez socjalistów, w swym manifeście z 7 listopada 1918 r. zapowiedział m.in. tworzenie szkół świeckich, a pierwszy rząd Jędrzeja Moraczewskiego, już w niepodległej Polsce 20 listopada deklarację tę powtórzył, powierzając ministerstwo oświaty i ministerstwo wyznań religijnych Ksaweremu Praussowi, działaczowi socjalistycznemu[42]. Od pierwszych dni niepodległej Polski rozpoczęto laicyzację  szkolnictwa w Polsce, rugując wszelkie elementy religijne[43]. Władze socjalistyczne od pierwszych dni niepodległej Polski rozpoczęły zwalczanie Kościoła rzymskokatolickiego i jego wpływ na szkolnictwo[44]. Oskarżano go o chęć zawłaszczenia  szkolnictwa i wpływu na dzieci i młodzież. „Najwięcej pod tym względem zasłużył się pewien odłam polskiego nauczycielstwa szkół powszechnych. Postawił sobie szczytne zadanie odklerykalizowania szkoły. Odsunąć Kościół od wychowania młodzieży ─ oto naczelne hasło owej grupki niewielkiej wprawdzie, ale bardzo ruchliwej i wrzaskliwej. Głos Nauczycielski, organ Związku Nauczycielstwa Polskiego ciągle podburzał nauczycielstwo przeciwko księdzu, jakby jakiemuś rodzonemu wrogowi nauczyciela i dziecka. Od czasu do czasu Związek ten uchylał nieco więcej przyłbicy i widzieliśmy wprost bolszewicki grymas na obliczu. Znany np. numer Płomyka, przeznaczony dla dzieci, a gloryfikujący, jak stwierdziły Sądy polskie, Sowiety. Pamiętamy wszyscy znamienne wystąpienie Szefa Rządu, który kilkakrotnie postawił Związkowi najcięższy zarzut, że przesiąkł duchem komunistycznym i że Polska nie ścierpi, by w duchu bolszewickim wychowywano jej przyszłość – młodzież. Nie zapomnimy ostatnich wypadków na terenie Związku. A nauczyciele cóż na to wszystko? Żeby zrozumieć brak reakcji wśród nauczycielstwa związkowego, trzeba wiedzieć, że większość ich jest po prostu sterroryzowana przez nieprzebierającą w środkach mniejszość i Zarząd Związku. Trudno na tym miejscu omawiać szczegóły. Wystarczy, gdy powiemy, że istnieją w Polsce siły, które wbrew oświadczeniom Rządu z powrotem dopuściły do kierowania ZNP skompromitowanych ludzi. Skompromitowanych i gospodarczo, i politycznie, i moralnie. Tym więcej musi być czujne całe społeczeństwo”[45]. Przywoływano skutki wychowywania młodego pokolenia Francuzów bez wychowania religijnego, skutki opłakane. „Co roku ─ pisał na łamach radykalnego pisma l’Oeuvre, profesor Gustaw Tery ─  z trwogą myślę o tym, jakie straszliwe zniszczenie sieje w duszy mych wychowanków słabość nauczania bez religii. Jeśli Boga nie ma, to nie ma żadnej moralności, a ludzie są pyłkami, które mroźny wiatr rzuca w noc życia”[46]. Takich głosów we Francji było znacznie więcej, i to właśnie wśród nauczycieli szkół państwowych. „Francja oficjalna, rządzona przez masonerię, nie była  zdolna do reformy, o którą gwałtownie upominało się życie i ci szlachetniejsi, i rozumniejsi wychowawcy szkół bezwyznaniowych”[47].

W niepodległej Polsce feministki i komunistki apelowały do towarzyszek i władz swej organizacji o socjalistyczne wychowanie dzieci i młodzieży. Na II Zjeździe Kobiet PPS, który odbył się w dniach 4-7 stycznia 1921 r. w Krakowie, towarzyszka z Dziedzic apelowała do zgromadzonych delegatek, „(…) by instytucje robotnicze ochrony dziecka miały wybitnie charakter klasowy, socjalistyczny, by wyraźnie przeciwstawiać się reakcji i wyrwać młode pokolenie  ze szpon klerykalizmu”[48]. W sposób ewolucyjny środowiska liberalne laicyzowały wychowanie dzieci i młodzieży. Przede wszystkim poprzez letnie obozy dla dzieci i młodzieży organizowane przez PPS czy poprzez ochronki dla dzieci[49].

© Ks. Krzysztof Bielawny

Przypisy:


[1]   Zob. Jubileusz Księży Jezuitów, RN 1934, nr 10, s. 303; Zob. S. Załęski, Historya zniesienia zakonu Jezuitów w Polsce i Jego zachowanie na Białej Rusi, Lwów 1874. 

[2]     Zob. K. Bielawny, Sodalicje Mariańskie w XVIII i w I połowie XIX w. Ich upadek i odrodzenie, Społeczeństwo i rodzina. Stalowolskie Studia KUL 2006, nr 6, s. 21-26.

[3]     Zob. J. Sprutta, Edukacja klas niższych w jezuickich kolegiach Rzeczypospolitej od XVI do XVIII wieku, w: „Nauczyciel i szkoła” 2010, nr 3, s. 27-46.

[4]     Zob. B. Kumor, Historia Kościoła, cz. 6, Lublin 1985, s. 90.

[5]     W swej obszernej pracy R. Butterwick pisząc o eks-jezuitach i Komisji Edukacji Narodowej zapisał: „Żaden poważny historyk nie nazwałby pracy Komisji Edukacyjnej sekularyzacją szkoły”. W dalszej części informuje czytelników o tym, że wymyślili to duchowni i że dwaj biskupi stali na jej czele. Należałoby, podać kim byli ci duchowni, jakie idee prezentowali w swej posłudze i przez kogo byli opłacani i komu służyli. Jeden z hierarchów skończył swe życie na latarni w Warszawie. Powieszony przez lud. A zatem była to sekularyzacja, poprzez grabież mienia kościelnego, a dokładnie księży jezuitów.  Zob. R. Butterwick, Polska rewolucja a Kościół katolicki 1788-1792, przekład z j. angielskiego M. Ugniewski, Kraków 2012, s. 196.

[6]     Zob. J. Rostworowski, Przewodnik sodalicyj marjańskich, Kraków 1927, s. 28.

[7]     Ostatnim stałym nuncjuszem, przed rozbiorami Polski, był Józef Garampi, arcybiskup Berytu, kardynał. On pierwszy powiadomił papieża Klemensa XIV, że istnieje już przygotowany projekt podziału ziem polskich, przygotowany przez Rosje i Prusy. Papież informacje otrzymał w marcu 1771 r. Klemens XIV informacje po rozbiorze Polski przesłał do nuncjuszy w   Wiedniu, Paryżu i Madrycie, prosząc by środkami dyplomatycznymi zahamować ten niegodny proceder. Zasługą nuncjusza było także wyjednanie u władz moskiewskich powrotu z niewoli bp. krakowskiemu Sołtykowi.  Zob.  Podróż ks. nuncyusza Jacobiniego, „Bonus Pastor” 1877, nr 18, z 8 IX.

[8]     Zob. M. hr. Dzieduszycki, O statystyce Polski przedrozbiorowej, PL 1871, z. 11, s. 577. Jezuici w chwili swej kasaty w Polsce posiadali około 130 kolegiów i domów i prawie 2000 członków, którzy  posługiwali w edukacji i duszpasterstwie.

[9]     Cyt. za T. Wierzbowski, Szkoły parafialne w Polsce i na Litwie za czasów Komisji Edukacji Narodowej (1773-1794), Kraków 1921, s. 15.

[10]            Zob. B. Topij-Stempińska, Jezuici i Komisja Edukacji Narodowej w polskiej historiografii XX wieku i początkach XXI wieku, „Przegląd Historyczno-Oświatowy” 2018, nr 1-2, s. 214-231. Autorka w bardzo jasny sposób i kompetentny przedstawia dotychczasowy stań badań nad  powstaniem Komisji Edukacji Narodowej w relacji do jezuitów i odziedziczonym po nim majątku. 

[11]   Zob. T. Wierzbowski, Szkoły parafialne w Polsce i na Litwie za czasów Komisji Edukacji Narodowej (1773-1794), Kraków 1921, s. 17-18.

[12]   Ibidem, s. 32-24.

[13]   Zob. A. Zając, W objęciach oświecenia. Prymasostwo i prymasi w czasach stanisławowskich, w: Dzieje Prymasostwa Polskiego, pod. red. Ł. Kruckiego, Gniezno 2017, s. 218.

[14]   Zob. J. Kitrys, Rzecz o szkołach elementarnych, cz. II, PL z. 14, s. 91-93.

[15]   Przez wiele lat publikował pod pseudonimem J. Grabiec. Urodził się w Radomiu 2 stycznia 1876 r. Był prawnikiem wojskowym, adwokatem, literatem, publicystą, działaczem społecznym, socjalistą i masonem. Zmarł w Warszawie 13 marca 1926 r. Swymi publikacjami wywarł ogromny wpływ na wizję historii Polski w XVIII i XIX w. a także na pierwsze dwie dekady XX stulecia. Jego narracja do dnia dzisiejszego jest powielana w wielu publikacjach naukowych jak i popularnonaukowych.

[16]   Był wielkim mistrzem Wielkiego Wschodu Narodu Polskiego od 1812 r. Zob. J. S. Pelczar, Masoneria, s. 349. 

[17]   Por. T. Fiutowski, Szkolnictwo ludowe w Galicyi w dobie porozbiorowej, Lwów 1913, s. 50-61.

[18]   Zob. J. Grabiec, Dzieje Narodu Polskiego, Warszawa-Poznań 1916, s. 78.

[19]   Zob. Kronika-oświata, PL 1872, z. 8, s. 580-581.

[20]     Zob. J. Grabiec, Dzieje Narodu Polskiego, Warszawa-Poznań 1916, s. 78.

[21]   Zob. Kronika-oświata, PL 1872, z. 8, s. 580.

[22]   Zob. S. Zuzak, Niektóre uwagi nad szkołami ludowymi, „Bonus Pastor” 1877, nr 10, z 15 V.

[23]   Zob. Kronika-Rada szkolna, PL 1872, z. 10, s. 716-717. 

[24]   Zob. Owoce nowoczesnej oświaty, LP 1872, z. 11, s. 790.

[25]   Zob. M. Dzieduszycki, Słowo o oświacie ludu, s. 163.

[26]   Por. J. Szujski, Dzieje Polski. Królowie wolno obrani, t. III,  Lwów 1864, s. 245-247. Podobną historie podaje w swej publikacji kolejny badacz, który posługuje się historią kłamstw i pomówień. Zob. W. A. Maciejewski, Piśmiennictwo polskie od czasów najdawniejszych aż do roku 1830, t. II, Warszawa 1852, s. 70-71. 

[27]   Zob. E. Podolski, Czy Jezuici zgubili Polskę?, PL 1871, z. 10, s. 546-547; Zob. Tenże, Czy Jezuici zgubili Polskę?, PL 1871, z. 11, s. 582-592;  Tenże, Czy Jezuici zgubili Polskę?, PL 1871, z 13, s. 32-39;

[28]   Zob. Dzisiejsza oświata w szkołach, PL 1871, z 22, s. 745-746.

[29]   Zob. Ł. Łętowski, Różności. O Jezuitach i ich nieprzyjaciołach, PL 1873, z. 1, s. 77.

[30]   Zob. Walka o szkolnictwo, „Robotnik” 1915, nr 266, z IV.

[31]   Zob. R. Wroczyński, Myśl pedagogiczna i programy oświatowe w Królestwie Polskim na przełomie XIX i XX w., Warszawa 1963, s. 207—216.

[32]   Zob. Na czternastą rocznicę 63 roku, PL 1877, z. 3, s. 145-148.

[33]   Zob. Klerykalizm, „Robotnik 1907, nr 223, z 8 IX.

[34]   Ibidem.

[35]   Zob. Zamknięcie Macierzy Szkolnej, „Robotnik” 1908, nr 225, z 9 I.

[36]   Zob. Szkoła a proletariat, „Robotnik” 1909, nr 234, z 10 I.

[37]   Zob. E. Podolski, Czy Jezuici zgubili Polskę?, PL 1871, z 17, s. 318-320. Autor odpowiada na zarzuty liberalnych historyków: „(…) mylnem jest zdanie panów literatów, że Jezuici ujęli ster wychowania publicznego, że cała edukacya młodych pokoleń im oddana była. Oprócz akademii jezuickiej w Wilnie, istniały w Polsce dwie inne akademie Krakowska i Zamoyska. (…) Pod zwierzchnictwem krakowskiej akademii rozrzuconych było po całej Koronie 40 przeszło szkół średnich. Prócz tego Bazylianie, Dominikanie i Pijarzy otwierali szkoły w swoich klasztorach. (…) Kładli sobie Jezuici za pierwsze zadanie: moralne wykształcenie młodzieńca – drugim zadaniem było wykształcenie naukowe”.

[38]   Zob. E. Podolski, Czy Jezuici zgubili Polskę?, PL 1871, z. 14, s. 90-91. Autor o pracy jezuitów na rzecz Polski pisał: „Lecz my Polacy (jezuici –przyp. aut.), wygórowaliśmy uczucie miłości ojczyzny aż do przesady, aż do bałwochwalstwa, wiara i najświętsze obowiązki ustąpić muszą miłości-ojczyny; według nas miłość ojczyzny nade wszystko. Owi apostaci, Czajkowski, Boem znajdują u nas przyklask, a przynajmniej uniewinnienie, a od kapłanów żądamy, aby wyrzekli się swej misyi czysto duchowej, a stanęli w szranki parlamentarne lub nawet w oddziałach powstańczych. Jezuici Polacy pracowali w Polsce i dla Polski, tak jak umieli, z całym poświęceniem i wytężeniem sił i umysłu. Wszędzie namacalna ich praca, i nikt, powtarzam raz jeszcze, nikt nie potrafi dowieść, że w tem szukali siebie lub żywili dla Polski wrogie intencje. (…)  Żaden jezuita nie cieszył się jak Wolter z rozbioru Polski, żaden nie tryumfował iż nadzieje lat 1813, 1831, 1848, 1863 spełzły na niczem. (…) Jezuici nawet nie Polacy, Włosi lub Niemcy, płakali nad nieszczęściem Polski”.    

[39]   Zob. Klasztory a lud, „Robotnik 1910, nr 249, z 25 XII.

[40]   Zob. H. Jabłoński, Narodziny Drugiej Rzeczypospolitej 1918-1919, Warszawa 1962, s. 149.

[41]    Zob. K. Bielawny, Sodalicja mariańska, jej powstanie i rozwój, w: Społeczeństwo i Rodzina. Stalowolskie Studia KUL 2005, nr 2, s. 4-20; Tenże, Sodalicje Mariańskie w XVIII i w I połowie XIX w. Ich upadek i odrodzenie, w: Społeczeństwo i Rodzina. Stalowskie Studia KUL  2006,  nr 6, s. 16 – 26; Tenże, Kongregacje Mariańskie w Polsce w latach 1571-1914, „Ateneum kapłańskie” 2009, t. 152, s. 331-345; Zob. Z. Rymarówna, Przewodnik Sodalicji Mariańskich w Polsce, Kraków 1997.

[42]   Zob. J. Schoenbrenner, Walka o demokratyczną szkołę polską w latach 1918-1922, Warszawa 1963, s. 91.

[43]   Zob. M. A. Rostkowski, Kościół wobec procesu laicyzacji szkolnictwa w Polsce Ludowej, „Studia Śląskie” 1997, nr 30, s. 277-292.

[44]   Zob. S. Gerus, Z dziejów walki klerykalizmu o szkołę wyznaniową w Polsce w latach 1918-1939, w: „Rozprawy  z dziejów oświaty” 1969, nr 12, s. 89-122. S. Gerus był pracownikiem Centralnego Ośrodka Doskonalenia Kadr Laickich w Warszawie. Zadaniem Ośrodka było kształcenie działaczy społecznych i nauczycieli na potrzeby laicyzacji życia społecznego w Polsce, a przede wszystkim ograniczaniu wpływów Kościoła rzymskokatolickiego w  przestrzeni społecznej. Ściśle współpracował z organizacjami politycznymi i Towarzystwem Krzewienia Kultury Świeckiej. Pogrzeb świecki S. Gerusa odbył się 21 lutego 2014 r. w Warszawie.

[45]     Zob. „Tylko wierzący i walczący zasługują na miano ludzi”, RN 1938, nr 4, s. 108.

[46]     Zob. Zdecydowanie brońmy religii w szkołach, RN 1938, nr 7, s. 201.  Artykuł kończono stwierdzeniem: „Walka z religią w szkole jest dalej walką z Polską, jej siłą a nawet istnieniem. Jest po prostu wodą na młyn największym wrogom naszej Ojczyzny. Toteż nie tylko walczymy o religię w szkole, ale przez to samo walczymy o Polskę. Wara brudnym duszom od dzieci polskich! Nie damy na łup szatanom naszej przyszłości!”.

[47]   Zob. Zdecydowanie brońmy religii w szkołach, RN 1938, nr 7, s. 201. 

[48]   Zob. II Zjazd Kobiet PPS, GK 1921, nr 2, z 15 I.

[49]   Zob. Sprawozdanie z działalności Wydziału Kobiecego w Piotrkowie, GK 1926, nr 4, z IV.