Masowa demoralizacja przez „zabawę”

Ateiści w walce z religią dążą z całą mocą do ogłupienia ludzi i wprowadzają z całą premedytacją  zamęt moralny i obyczajowy.

Bezbożnicy doskonale wiedzą, że z wiarą katolicką trudno walczyć i jej się nie zwalczy, dopóki jej wyznawcy będą prowadzili życie na odpowiednim poziomie moralnym. Wiara katolicka daje bardzo jasne odpowiedzi człowiekowi na wszelkie pytania natury egzystencjalnej, dotyczące Boga czy celu człowieka. Dlatego też przeciwne nauce katolickiej rozumowania mogą być postrzegane jako niedorzeczne, godne pożałowania, co odnajdujemy już na kartach Pisma św. w księdze Psalmów: „Rzekł głupi w sercu swoim – nie ma Boga!”. Jak trzeba być nierozumnym, by nie dostrzec piękna i wielkości Boga, na którego istnienie tak wyczerpujące przytacza dowody wiara katolicka. Brak mądrości i roztropności  jest czymś podstawowym u bezbożnika, dlatego też ateiści w walce z religią dążą z całą mocą do ogłupienia ludzi i wprowadzają z całą premedytacją  zamęt moralny i obyczajowy. Czynią ich nierozumnymi, gdy rozbudzają w nich namiętności, zaślepiają rozum.

Nawet człowiek inteligentny, dobrze wykształcony, ale owładnięty przez niskie namiętności nie jest zdolny do wydania jasnego, bezstronnego sądu.  Pojawia się pewne – ale, na własną obronę. Wpierw tłumaczy to sobie i najbliższym, że to nic takiego, nic strasznego, przecież natura się tego domaga. Z czasem  sumienie nie daje mu spokoju, kolejny krok, to pod znakiem zapytania stawia wiarę w Boga. A z czasem, wieczność będzie uważał za przesąd, a wiarę w Boga za zabobon. Utratę wiary poprzez deprawację zobrazował już w latach trzydziestych XX w. ks. dr Sawicki, w wygłoszonej konferencji  do uczestników Kongresu Chrystusa Króla, mówił: „Co mnie od religii odprowadziło ─ pisze jeden z francuskich konwertytów ─ to były moralne zboczenia młodego wieku i niechęć do spowiedzi. Wielu z tych, którzy znajdują się w tym samym położeniu, chcąc mówić otwarcie, przyznają, że tylko surowe prawo przez religię nałożone na zmysłowość odprowadziło ich początkowo od wiary, oraz że dopiero później odczuli potrzebę uniewinnienia i usprawiedliwienia zboczeń moralnych systemem naukowym”[1].

Nie wszyscy zdeprawowani katolicy dochodzą do podobnych wniosków, ale prawdą jest, że ludzie oddani na pastwę namiętności tracą wiarę w Boga. Życie religijne ledwo w nich  wegetuje. W Boga wierzą, ale w życiu osobistym o Nim nie pamiętają. Nie uczestniczą we Mszach św., nie korzystają ze spowiedzi św., nie praktykują codziennej modlitwy. To wszystko potwierdzają nasze spostrzeżenia i doświadczenia pastoralne. W tym kontekście jesteśmy w stanie zrozumieć szatański projekt, ziejący nienawiścią  do Kościoła rzymskokatolickiego, „My religii katolickiej nie zwyciężymy rozumowaniem, ale psuciem obyczajów wśród młodzieży”[2].


[1]       Zob. Niemoralność na usługach niewiary, RN 1938, nr 2, s. 37.

[2]     Ibidem.