Narracja liberalna o przepełnionych szkołach i złym wychowaniu katolickim

Od połowy lat trzydziestych XX stulecia środowiska liberalne ubolewały nad sytuacją w powszechnym szkolnictwie polskim. Największym problemem były przepełnione przez dzieci szkoły. W opinii liberałów przeludnienie groziło ludzkości.  Ubolewano nad niskim poziomem nauczania, brakiem odpowiedniej kadry pedagogicznej czy brakiem odpowiedniej liczby sal szkolnych. Najtrudniejsza sytuacja była na kresach wschodnich, nieco lepiej  w zachodnich częściach Polski. Co było przyczyną takiego stanu rzeczy? Odpowiedź odnajdujemy na  łamach „Głosu Kobiet”, w 1936 r. pisano: „(…)  dzieci co rok przybywa, bo ludność w ogóle się powiększa.  Były jakiś czas w szkołach dzieci wojenne i wtedy był większy luz, bo w czasie wojny mniej się rodziło. Ale od 1928/29 r. do tego roku przybyło przez te 5 lat półtora miliona dzieci”[1]

Na łamach „Robotnika” w 1932 r. umieszczono informację o pracy wychowawczej sióstr zakonnych w Nowym Sączu. Przywołano wspomnienie jednej z uczennic, która była trzy tygodnie w szkole zakonnej. Uczennica Marii Milkiewiczowej  opisywała  najgorsze sytuacje, jakie działy się w szkole. Nieznany autor tekstu apeluje do Ministerstwa Oświaty o interwencje, by ograniczyć działalność wychowawczą sióstr,  i to na obszarze całej Polski[2]

Środowiska feministyczne zastosowały jeszcze inną metodę, by ośmieszyć wychowanie katolickie i przedstawić je jako nieludzkie i prowadzące do wychowania dzieci w ogromnym stresie. Na łamach prasy lewicowej nie polemizowano z wychowaniem katolickim, ale przedstawiano je w obrazkach. I tak na łamach „Głosu Kobiet” w 1938 r. pojawia się rysunek przedstawiający siostrę zakonną, stojącą nad dziećmi z kijem, a pod ryciną podpis:  „Siostrzyczki kijem wpajają dzieciom naukę. Dziecko trzeba kochać. Dobrem słowem zjednywać jego serce”. Obok inna rycina przedstawiająca dość duży budynek. Przed budynkiem radosne dzieci i podpis: „Dom, w którym mieści się Ognisko dla dzieci robotniczych, wybudowany przez socjalistów w Wiedniu”. Ryciny oplata tekst opisujący działalność Robotniczego Towarzystwa Przyjaciół Dzieci[3]. Odbiorca od pierwszej chwili miał skojarzenie, zły Kościół i jego działalność wychowawcza i dobry socjalizm, radosny wychowujący lepsze, „postępowe” i bezstresowe pokolenie Polaków[4].

A zatem,  jaka powinna być szkoła, jakie w niej wychowanie? Odpowiedź znajdujemy na łamach  „Rycerza Niepokalanej”: „(…) dzieci chodzą do szkół, ale nie nabierają w nich przygotowania do życia rodzinnego. Co więcej, młodzież szkolna jest coraz bardziej ogałacana w szkole i poza szkołą ze wstydu, z karności i z pracowitości. (…)  Szkoły trzeba zmienić. A jak je zmienić?  By przygotowywały także do życia rodzinnego: by więc kształciły w czystości obyczajów, by kształciły zapał do ciężkiej pracy i ciężkiego życia, by zaprawiały się w posłuszeństwie i czci dla starszych oraz by uczyły młodych, żeby umieli ponosić ofiary w życiu rodzinnym na rzecz wszystkich dzieci, jakie im Bóg da”[5].


[1]     Zob. Przepełnienie sal szkolnych, GK 1936, nr 3, z 20 I.

[2]     Zob. Pod okupacja kleru, „Robotnik” 1932, nr 224, z 5 VII.

[3]     Zob. Robotnicze Towarzystwo Przyjaciół Dzieci wychowa nowe pokolenie, GK 1938, nr 2, z 23 I.

[4]       Zob. Skutki szkoły bezwyznaniowej, RN 1924, nr 10, s. 196-199.

[5]             Zob. W. Majdański, Jakie prawa muszą mieć rodzice, RN 1939, nr 5, s. 138.