Oblicze demograficzne na przełomie XX-XXI stulecia

 Impuls ekonomiczny nie jest wystarczający do ożywienia demografii.

Warto tu postawić pytanie, dlaczego w Polsce nie nastąpił kolejny boom demograficzny po 20 czy 30 latach od ostatniego wyżu demograficznego? Zawiodła zasada, że wyż rodzi wyż[1]. W pierwszej dekadzie XXI w. powinniśmy przeżywać kolejny boom demograficzny, a tak się nie stało. Zarówno w pierwszej dekadzie, jak i w drugiej XXI w. przeżywamy poważną zapaść demograficzną w Polsce. Echo wywołane pierwszym boomem demograficznym po objawieniach gietrzwałdzkich powoli, ale skutecznie słabło, aż zupełnie ucichło. Nawet wprowadzenie 500+ przez rządy Prawa i Sprawiedliwości nie spowodowały przyrostu naturalnego w 2018 r. W skali całego kraju liczba ludności pomniejszyła się o 26 tys.[2], a jeszcze gorzej było w kolejnych latach 2019 [3], 2020 i w 2021 r.   A zatem impuls ekonomiczny nie jest wystarczający do ożywienia demografii. Wsparcie finansowe państwa jest dużą pomocą rodzinom w wychowaniu dzieci, a przede wszystkim w zaspokajaniu podstawowych potrzeb dnia codziennego. Liczbę ludności nadal pomniejsza  także emigracja zarobkowa, która wyciąga z Polski najbardziej zdolnych i kreatywnych młodych Polaków.

A zatem, co było przyczyną tak dramatycznej zapaści  demograficznej w Polsce? Demografowie najczęściej skupiają się na faktografii, przywołując liczby z różnych okresów, dokonują analizy ekonomicznej, analizy starzenia się społeczeństwa[4], emigracji czy sytuacji ekonomicznej,  zaś zupełnie pomijają element religijny i moralny człowieka, a jeśli już, to ośmieszając go, jak to uczynił nie tak dawno, pod koniec września 2018 r., prezydent Francji Emmanuel Macron[5]. A element religijny jest najważniejszy w demografii, bo z niego wypływa życie duchowe człowieka, świat wartości moralnych i dynamizm populacyjny.  Przykładem jest choćby jedna ze wspólnot funkcjonująca w Kościele rzymskokatolickim, neokatechumenat, czy islam[6] ze swą wizją małżeństwa i rodziny. W neokatechumenacie wspólnocie, która gromadzi setki tysięcy wiernych na całym świecie, małżeństwa charakteryzuje wielodzietność. Małżonkowie należący do neokatechumenatu mieszkając w Polsce niczym się nie różnią od innych małżeństw, ani nie są bogatsi, ani nie mają lepszych warunków mieszkaniowych, podejmują taką samą pracę jak inni. Są to małżeństwa na wskroś takie same jak pozostałe, ale wyróżnia je to, że mają wiele dzieci[7]. A zatem, co jest przyczyną przyjęcia przez te małżeństwa dzieci, nowego potomstwa? Odpowiedź brzmi, jest nim impuls religijny. Otwarcie się na życie, dawcą życia jest Bóg. Małżonkowie przyjmują tyle dzieci, iloma ich Bóg obdarzy, jest to największy dar, jaki otrzymali w swym życiu[8]

A zatem, co takiego się wydarzyło w latach dziewięćdziesiątych XX w. i w pierwszej dekadzie XXI w., że w Polsce nie przeżywamy obecnie  kolejnego boomu demograficznego?  Odpowiedzi pewnie będzie wiele, ale chcę zwrócić uwagę na kilka zjawisk, o których dziś się nie mówi ani nie pisze. Bo i po co?  Jeśli już, to jako coś, co było przyjemne, a nawet wspominane z nostalgią. Ale czy dla wszystkich? A jakie mamy tego skutki?

Ks. Krzysztof Bielawny

Przypisy:

[1]     Zob. J. Stańczak, D. Szałtys, M. Waligórska, Sytuacja demograficzna Polski do 2017 r., w: Sytuacja demograficzna Polski jako wyzwanie dla polityki społecznej i gospodarczej, pod red. A. Potrykowska, M. Budziński, A. Moliński, E. Kowalczyk, Warszawa 2018, s. 39-59.

[2]     Zob. Rocznik demograficzny 2019, Warszawa 2019, s. 26.

[3]     Zob. B. Radziejewski, Dramat demograficzny z wielką Polską w tle, https://nowakonfederacja.pl/ (dostęp: 12. 08. 2020 r.)

[4]     Zob. J. Pruszyński, J. Putz, Efekt drugiego przejścia demograficznego na strukturę społeczeństwa w Polsce i związane z tym wyzwania, Gerontologia Polska 2016, nr 24, s. 127-132.

[5]     Emmanuel Macron: Czarne kobiety mają dużo dzieci, bo są niewykształcone, PCH24, Polonia Chrystiana, wydanie internetowe z dnia 04. 01. 2018 r.  

[6]     Zob. A. M. Piwko, Dziecko w Islamie, Collectanea Theologica 2009,  nr 4, s. 121-131.

[7]             Zob. F. C. Herran, K. Wręberl, „Dzieci po prostu się rodziły, a my je przyjmowaliśmy”,   „Christianitas” 2013 nr 53-54, s. 422-423. Katarzyna, matka kilkorga synów stwierdziła: „Nie byłabym uczciwa, mówiąc tylko o radościach i błogosławieństwach, jakich doświadczyliśmy w naszym małżeństwie. Były też chwile trudne, jak wspomniana już wyżej śmierć dziecka. Ale i ten fakt uważam dziś za błogosławieństwo – mam dzięki temu wydarzeniu absolutną pewność, że to Pan Bóg jest dawcą życia, nie my, rodzice. My tylko możemy dar życia przyjmować  i za niego dziękować, nic więcej. To trudna lekcja pokory, ale bardzo skuteczna”.

[8]             Zob. Z. Czerwiński, Przekazywanie dzieciom wiary w rodzinie w doświadczeniu drogi neokatechumenalnej, http://sfd.kuria.lublin.pl/ (dostęp: 12 08. 2020 r.) Autor pisze: „Rodzice będący we wspólnotach neokatechumenalnych są też coraz bardziej świadomi, że ich dzieci są właściwie dziećmi Boga, który powierzył im je na wychowanie. Taka świadomość pomaga rodzicom unikać zarówno rozpieszczania dzieci i pozwalania im na wszystko, jak i zbyt wielkiej surowości wobec nich, a więc daje umiejętność właściwego wychowania w karności. Świadomość ta pozwala też rodzicom uzdrawiać niewłaściwe relacje afektywne z dziećmi i wychowywać je w prawdziwej wolności unikając skażenia egoizmem. Doświadczenie wielu wspólnot pokazuje, że w rodzinach wspólnotowych dość wyraźnie można zauważyć różnicę między tymi dziećmi, które urodziły się przed wejściem rodziców do wspólnoty, a tymi, które przyszły na świat, gdy ich rodzice już jakiś czas byli na Drodze Neokatechumenalnej i zaczęli traktować dzieci jako własność Boga”.