Płodność mocarstwowa (1878-1932)

Na przełomie XIX i XX w. w Polsce na kobietę w wieku rozrodczym przypadało ponad pięcioro dzieci. Obecnie niewiele więcej jak jedno.

© Ks. Krzysztof Bielawny

Płodność mocarstwowa w ujęciu o. P. Turbaka  występuje wtedy, gdy rocznie rodzi się powyżej 30. dzieci na tysiąc osób w państwie. Według różnych obliczeń, jakie są prowadzone od 1800 r., rocznie przybywa około 15 osób na tysiąc mieszkańców. Okres płodności kobiety wynosi nieco ponad  30 lat (od 15 do 49 lat), to przy wskaźnikach płodności mocarstwowej, bez żadnych innych turbulencji, np. wojen, epidemii itp., naród w ciągu jednego pokolenia może powiększyć się o połowę ludności. Taka sytuacja miała miejsce w Japonii, która w roku 1900 liczyła 46 mln, a w 1935 liczba ta wzrosła do 69 mln. Trzeba uwzględnić także różne turbulencje, bo wiemy doskonale, że życie nie przebiega z „dokładnością matematyczną”[1].

Do roku 1918 obszar badawczy obejmie Królestwo Polskie, Galicję, Poznańskie i Prusy Zachodnie.  Na obszarze tym w 1804 r. mieszkało niespełna 8 mln osób. W Prusach Zachodnich 805 229 osób, w Prusach Południowych 1 402 367, zaś w Nowych Prusach Wschodnich 904 518 osób, a w Galicjach wschodniej i zachodniej odpowiednio: 3 575 410 osób i 1 307 262 osoby.  Przyrost naturalny na tym obszarze aż do 1817 r. był niewielki, a to z powodu wojen napoleońskich. W kolejnych dziesięcioleciach przyrost naturalny był znaczący. W roku 1817  na obszarze nas interesującym ludność liczyła około 8,4 mln, w roku 1857 –  11,9 mln, zaś w roku 1910 – 24,3 mln[2]. Przyrost naturalny w pierwszych 53 latach na tym  obszarze  wyniósł około 3,5 mln, czyli 48%, a  w następnych 53 latach ponad  12,2 mln, czyli  liczba ludności wzrosła o 105 %[3].  Na ziemiach polskich w porównaniu do innych krajów europejskich przyrost naturalny był największy. Żaden inny kraj europejski, poza Rosją[4]  nie odnotował tak znaczącego przyrostu naturalnego[5].

 Znacznie wzrosła liczba mieszkańców Rosji, która w XIX stuleciu powiększyła się o 100 mln[6].  W latach 1857-1910 ludność Francji wzrosła tylko o 11%,  Niemiec o 75%, Rosji europejskiej o 94 %, a ludność ziem polskich o 105%[7]. Podobnie wysoki przyrost naturalny odnotowywały kraje Europy Wschodniej[8]. Prof. Józef Buzek, tak to scharakteryzował: „(…) w epoce tej miały więc ziemie polskie najsilniejszy wzrost ludności. Fakt ten sam przez się nadzwyczajnie doniosły, jest oprócz tego dowodem niespożytej siły żywotnej naszego narodu. Tym więcej powinniśmy tutaj oświetlać bliżej warunki i przyczyny tak silnego wzrostu zaludnienia ziem polskich”[9]. Włodzimierz Knap na łamach „Gazety Krakowskiej” w 2017 r. pisał: „(…) Być może, w 1918 r. nie powstałaby Polska, a jeśli już, to znacznie mniejsza i słabsza, gdyby nie to, że w czasie zaborów przyrost naturalny wśród Polaków był niesamowity, mimo dość częstych, szczególnie w Galicji, potwornych klęsk naturalnych”[10].

Demografowie podają, że szybki rozwój ludności na przełomie XIX i XX w. spowodowany był m.in. znacznym wzrostem produkcji rolniczej (zbóż i powszechnością uprawy ziemniaka), rozwojem przemysłu, urbanizacją, likwidacją na dużą skalę niedożywienia, rozwojem medycyny (szczepienia ospy), postępem w higienie, który  wpłynął na zmniejszenie śmiertelności przede wszystkim niemowląt[11]. Są i tacy, którzy propagują tezę, że  „(…) społeczeństwa religijne niewykształcone posiadają więcej dzieci”[12]. Tezę tę wsparł prezydent Francji E. Macron pod koniec września 2018 r. na spotkaniu  Goalkeepers Events, organizowanej przez Fundację Billa i Melindy Gatesów. Zorganizowano ją przy okazji sesji ONZ w Nowym Jorku. Macron potępił afrykańskie kobiety mające sporą liczbę dzieci, że gdyby zostały one „odpowiednio wykształcone”, miałyby ich znacznie mniej[13].  A jak było faktycznie, gdzie doszukiwać się impulsu w tak dużym przyroście naturalnym na ziemiach polskich na przełomie XIX i XX stulecia? Postarajmy się poszukać odpowiedzi.

Impuls religijny – uniwersytety duchowe i moralne

Badacze spraw demograficznych, bardzo często,  pomijają czynnik religijny, który w mojej opinii jest najważniejszym impulsem w boomie demograficznym. Na przykładzie ludności polskiej, można będzie to dość dobrze prześledzić. Jeszcze przed objawieniami Matki Bożej w Gietrzwałdzie w tych bardzo trudnych czasach dla ludności polskiej, będącej w niewoli ważnymi wydarzeniami były uroczystości religijne, które skupiały rzesze wiernych, najczęściej kilkadziesiąt, a nawet kilkaset tysięcy wiernych. Uroczystości religijne zazwyczaj miały swój plan działania, obejmował on kilka dni. Był to swoisty uniwersytet kształtujący postawy duchowe, moralne i patriotyczne przybywających pątników. Uroczystości poprzedzane były dziewięciodniowymi nowennami, które w swym programie skierowane były do różnych stanów i grup wiekowych. W spotkaniach modlitewnych uczestniczyli mężczyźni, niewiasty, młodzież, całe rodziny, kapłani, siostry zakonne, chorzy i grupy stanowe. W czasie tych spotkań odbywały się nabożeństwa, wygłaszane były konferencje, wierni korzystali ze spowiedzi, a centralnym punktem była Msza św. z kazaniem. Był to także czas refleksji nad swym życiem duchowym i moralnym, prowadzącym do lepszego i szlachetniejszego życia.    

Ducha Bożego i nadzieję na lepsze jutro dawały Polakom uroczystości z okazji  koronacji obrazów i ich jubileuszy w niektórych sanktuariach maryjnych. Skupiały bowiem rzesze pielgrzymów, od kilkudziesięciu do ponad 500 tys. wiernych. Sanktuaria maryjne były uniwersytetami o najwyższym poziomie kształcenia  Polaków. Nic i nikt nie dorównał tak wysokiemu poziomowi w edukacji narodu polskiego. Spójrzmy na kilka uroczystości koronacyjnych. Koronacja obrazu Matki Bożej Częstochowskiej na Jasnej Górze odbyła się 8 września  1717 r. Koronacji dokonał biskup płocki Krzysztof Szembek, w obecności trzech biskupów, siedmiu opatów i 534 księży diecezjalnych i zakonnych. Podczas Mszy św. koronacyjnej kazanie wygłosił kaznodzieja królewski Atanazy Kiersznicki, jezuita. Matkę Bożą Częstochowską nazwał „Polską Monarchinią”, argumentował że „Ona sama chciała zwać się Królową Polski”. Na Jasnej Górze Polacy szukali otuchy w trudnościach, jakie przeżywała Ojczyzna.  W tym miejscu  „(…) zawsze szukały głównej rady, tak w boju, jak i w pokoju, sarmackie korony…”. Kaznodzieja z nadzieją rzekł, że:  „(…) pod rządami Najjaśniejszej Regentki ustąpią łzawe chmury, ustaną lamenty, wyschną słone oczu strumienie”[14]. W uroczystościach uczestniczyło ponad 200 tys. wiernych[15]. Ostania koronacja obrazu N.M. Panny,  w I Rzeczypospolitej, odbyła się  8 września 1786 r. w Szydłowie na Żmudzi[16].

Ważnym wydarzeniem w dziejach narodu polskiego  była setna rocznica koronacji obrazu jasnogórskiego, którą uroczyście obchodzono 8 września 1817 r. Uroczystościom przewodniczył bp krakowski Jan Paweł Woronicz[17]. W czasie uroczystości udzielono ponad 123 tys. Komunii św.[18]. W ciągu trzech dni w uroczystościach uczestniczyło ponad 200 tys. wiernych[19] z całej nie istniejącej Polski[20]. Jeśli w granicach Królestwa Polskiego w 1816 r. mieszkało około 3,3 mln mieszkańców, z tego ponad 95% ludności katolickiej[21], to można rzec, że w uroczystościach jubileuszowych na Jasnej Górze uczestniczyło około 6,5% ogółu społeczeństwa polskiego. A przecież po powrocie z pielgrzymki z Jasnej Góry dzielono się wrażeniami. Jeśli każda z osób podzieliła się tylko z 10 osobami, to wydarzenia jasnogórskie dotarły do 2 mln Polaków, a to objęło około 65% ogółu wiernych w Polsce. Oddziaływanie sanktuarium Jasnogórskiego na naród polski było nieocenione w wymiarze duchowym, moralnym, narodowym i demograficznym. Było to ważne wydarzenie, w podtrzymywaniu ducha narodu polskiego, który stracił swą Ojczyznę poprzez rozbiory.

 W kolejnych latach obchodzono kolejne jubileusze koronacyjne w różnych miejscach Polski,  w Berdyczowie w 1856 r.[22], w Rzeszowie w 1863 r., we Lwowie dwa razy, u oo. Dominikanów w 1851 r. i w  archikatedrze łacińskiej NMP Łaskawej w 1876 r[23]. A w Starej Wsi k. Rzeszowa w 1877 r. odbyły się uroczystości koronacyjne obrazu Matki Bożej[24]. Każda z tych uroczystości gromadziła rzesze wiernych, a kaznodzieje wlewali w lud polski Ducha Bożego, kształtując postawy moralne, modlitewne i patriotyczne.  

Uroczystość koronacyjna obrazu Matki Bożej w Starej Wsi k. Rzeszowa 8 września 1877 r. zgromadziła około 100 tys. wiernych. Uroczystościom przewodniczył nuncjusz apostolski z Wiednia  ks. abp Ludwik Jacobini. Uroczystości poprzedzone były nowenną, w której uczestniczyło ponad 150 tys. wiernych[25]. Nabożeństwa, kazania, uroczyste celebracje Mszy św. Wszystko to wlewało w lud Boży nadzieje na lepsze jutro, mimo wielu trudności[26]. Korespondent z uroczystości koronacyjnej pisał: „(…) lud ten obozuje pod gołym niebem, a raczej nie obozuje nawet, tylko dniem i nocą przypuszcza szturm modlitw i pieśni do Bogarodzicy, jakby w chęci ubłagania Jej opieki nad krajem i narodem. Przez całą bowiem noc śpiew nie ustaje  i plac przed kościołem natłoczony ludem. (…) Sumę celebrował  Nuncjusz w asystencji całego duchowieństwa. (…) Po Ewangelii dwa równocześnie odbywały się kazania pod gołym niebem, a w olbrzymiej przestrzeni, jaką zapełnił lud, głosy donośne kaznodziei ginęły w oddali. Najbliżej kaplicy głosił kazanie X. Praszałowicz proboszcz z Liska, na dalszej zaimprowizowanej ambonie O. Baczyński Soc. Jes. który wraz z X. Praszałowiczem misyjne nauki cały dzień wygłaszają. Po skończonej sumie, (…) odbyła się uroczysta koronacja obrazu, której dokonał X. Nuncjusz w asystencyi Arcybiskupów, kilku infułatów i O. rektora Jackowskiego autora tej uroczystości”[27]. Na koniec uroczystości ks. abp Jacobini udzielił wszystkim zgromadzonym papieskiego błogosławieństwa[28]. Bardzo ważne były takie uroczystości dla podtrzymania ducha Bożego i świadomości narodowej Polaków w ojczyźnie podzielonej pomiędzy trzech zaborców. 

Kolejną ważną uroczystością, która skupiła kilkaset tysięcy wiernych, było 500-lecie sprowadzenia obrazu Matki Bożej Częstochowskiej. Uroczystości odbyły się 8 września 1882 r. na Jasnej Górze w Częstochowie. Głównym celebransem Mszy św. jubileuszowej był ks. bp Wincenty Teofil Popiel[29], biskup diecezji kujawsko-kaliskiej[30].  Przygotowania do uroczystości rozpoczęły się już w 1881 r. Prasa na swych łamach informowała czytelników o jubileuszu w Częstochowie. Mimo tylu trudności ze strony władz zaborczych ruch pielgrzymkowy wśród Polaków od kilku lat się nasilał. Niepokoiło to zaborcę, ale był za słaby, by stłumić duchowy entuzjazm Polaków, toteż próbowano przemilczeć te uroczystości[31], ale milczenie też się nie udało. Podjęto kroki administracyjne, „(…) Gubernatorowie rozesłali znany okólnik do duchowieństwa z surowym zakazem zachęcenia ludu do pielgrzymki częstochowskiej. Duchowieństwo zastosowało się do zakazu. Na komory pograniczne rozesłano polecenie wstrzymania zagranicznych pielgrzymów. Przyjezdni cudzoziemcy opowiadali nam, że na stacyach kolei żelaznej petersbursko-warszawskiej pielgrzymom tłumnie tłoczącym się do kasy odmawiano biletów. (…) na ich nalegania kazano im opłacać cenę pierwszej klasy, i kupowali biletyci biedacy z Białorusi, Litwy i Żmudzi, którzy wybierali się z bochenkiem czarnego chleba na plecach”[32]. Starano się powstrzymać pątników jadących i idących pieszo w kompaniach do Częstochowy różnymi sposobami, ogłaszano  m. in. o panującej zarazie, chorobach czy licznych niedogodnościach jakie napotkają. Nikt i nic nie było w stanie powstrzymać Polaków idących na Jasną Górę do Maryi. 

  Liczne pielgrzymki zdążające do Gietrzwałdu i do Starej Wsi w 1877 r.  ożywiły życie religijne i patriotyczne Polaków. Wyzwoliły ducha Bożego, nie mającego sobie równych w żadnym innym wydarzeniu.  O jubileuszu 500-lecia sprowadzenia obrazu Matki Bożej na Jasną Górę rozpisywano się m.in. na łamach „Czasu”, „Słowa”[33], „Echa” czy „Kuriera Warszawskiego”. Dość dokładny opis wydarzeń jubileuszowych na swych łamach zamieścił „Czas”. Czytamy: „(…) piszę do Was pod wrażeniem najpiękniejszej chwili mego życia, najwspanialszego widoku, jaki pokoleniu naszemu danym było oglądać. Zdawało się, że sama tylko wojna w naszych czasach może skupiać wielkie masy ludu, przeznaczonego na rzeź. Niedawno jeszcze w chwili, łańcuch jeszcze nie przerwany olbrzymich procesyj zalegać już zaczynał drogi wiodące do Częstochowy, w Warszawie postępowcy przez usta redaktora Prawdy głosili, że religijność  nasza jest tylko konwencjonalną komedią dziennikarstwa i pewnych koteryi, a społeczeństwo jest faktycznie bezwyznaniowym, a przynajmniej obojętnym. Niechaj się przyglądną trzechkroćstotysięcznemu  ludowi jednego dnia u stóp Jasnej Góry zgromadzonemu, jest to mniejsza połowa pobożnych, którzy od wiosny klękali jedni za drugimi przed świętym obrazem Bogarodzicy. Co za widok! Na przeszło dwuwiorstwowej przestrzeni od dworca do klasztoru płynie ta fala. Na około domy, pomimo surowych zakazów ubrane w wieńce z  zieleni. Czterdzieści pięć kompanii naliczyłem w ciągu półgodziny, z krzyżem, chorągwiami i głośnym śpiewem”[34]. Korespondent „Czasu” opisuje pątników, ich stroje regionalne i zachowania. „Ta w białych sukmanach z czerwonymi wyłogami z pod Krakowa, owa w granatowych kubrakach z głębi Kujaw, tam siwe świty Sandomierzan, ówdzie brunatne z nad Bugu, ci z Łomży, ci ze Śląska, w skorzniach – to Kurpie, tam znów Poleszuki, Litwini, Łotysze, Rusini. A gdzie Podlasie? Było, rwało się jak zawsze, bo w większej potrzebie i ciężkości serca; było, żeby wymodlić łaskę wytrwania  i ulgę w  cierpieniu. Ale policja zawracała z drogi wszystkich unitów, którzy nie zdążyli przebrać się po mazursku”[35].

Pątnicy przybywszy przed błonia jasnogórskie wkraczali na wzgórze na kolanach, inni już klęczeli z podniesionymi rękoma trwając na modlitwie, wpatrując się w wieżę kościelną. Cała Polska tu przybyła, Żmudzin w popielatej koszuli witał się z napotkanymi  słowami – „Pogarbintas Jezus Kristus”, a pielgrzymi z Podola – „Sława Bohu”. Widać było także pątników z Czech, Węgier,  Moraw, Siedmiogrodu, z Serbii i Rumunii. Przybyły także pątniczki z dalekiego Wschodu z Syrii i Jerozolimy. Na błoniach klasztornych głowa przy głowie na wałach jasnogórskich statua Matki Boskiej i pomnik Kordeckiego. Księża witali pielgrzymów, święcili święconą wodą, błogosławili krucyfiksem. „Taki widok mogły przedstawiać pola pod Clemonti podczas kazań Piotra pustelnika. Jak okiem sięgnąć przestrzeń daleko zakryta głowami ludzi. Cisza wśród tego morza  pielgrzymów – wszystkie głowy odkryte – z wyjątkiem jak zawsze cylindrów – nigdzie nie słychać głośnego słowa, nikt nie szturcha,  nie popycha w tym tłumie, wszystkie twarze rozpromienione dziarskie, choć podróżą daleką, niewygodną, niewczasem, potem, znużone, nie znać tego zmęczenia – grzeczność i przyzwoitość  niezwykła u tych prostaczków. Ach! Bo wszyscy oni mają najwyższe wykształcenie, wykształcenie duszy!”[36].

Ilu pielgrzymów przybyło na uroczystości jubileuszowe ? Jedni podają 200 tys., inni 300 tys., a jeszcze inni,  że 400[37] , a nawet 500 tys., więc  rozrzut jest bardzo duży. Ale wiadomo jedno, było to wydarzenie, które skupiło ogromne rzesze wiernych. Również duża grupa Polaków była zaangażowana   w udzielanie w swych zagrodach gościny idącym na Jasną Górę pielgrzymom, być może było ich również 200, albo i  500 tys.[38]. Zapewne była to ogromna rzesza życzliwych, pobożnych i bogobojnych Polaków, którzy dzielili się tym, co mieli w swych gospodarstwach domowych, by godnie przyjąć pielgrzyma, który był „drugim Chrystusem”, wedle zasady: Gość w dom – Bóg w dom.

Uroczystości religijne, organiczna praca duszpasterzy w parafiach[39], bogobojność rodziców i dziadków  kształtowały postawy młodego pokolenia Polaków przez całe stulecia. Były najlepszą szkołą  postaw społecznych, konfesyjnych i patriotycznych. Najważniejszymi wartościami dla nich były:  Bóg, Kościół, Ojczyzna i rodzina. Oprócz tych wartości inne nie mały większego znaczenia.  W licznych pielgrzymkach uczestniczyli zarówno młodzi w średnim wieku, jak i starsi. Największą grupę stanowili młodzi, dla których orędzie ewangeliczne było kierunkowskazem życia moralnego. Podejmowali wyzwania współczesnego świata na miarę swych możliwości, przede wszystkim w małżeństwach i w rodzinach. W drugiej połowie XIX wieku i pierwszych trzech dekadach XX młodzież wychowywana w pobożnych rodzinach zakładała zdrowe moralnie, święte i bogobojne małżeństwa. Przyjmowali potomstwo jako dar Boży. Choć często warunki życia były bardzo skromne, ale powierzając swe dzieci Bogu i Maryi w swych parafiach, stawali się największymi dobrodziejami Polski.   


[1]     Zob. W. Majdański, Kołyska i potęga,  s. 50.

[2]     Zaś w opracowaniu Juliusza Łukaszewicza  Polskę w 1910 r., w granicach z 1937 r., zamieszkiwało około 29 mln osób, zaś na 1 stycznia 1914 r. Polskę, w granicach administracyjnych z 1.01. 1939 r., zamieszkiwało 30,3 mln. Co by stanowiło o jeszcze większym przyroście naturalnym. Zob. GUS, Historia Polski w liczbach, s. 70. 

[3]     Ibidem 117.

[4]     Zob. S. Szulc, Zagadnienia demograficzne, s. 39. W wielu guberniach rosyjskich spotykało się współczynnik urodzeń na 1000 mieszkańców ponad 55 a nawet powyżej 60.

[5]     Zob. J. Buzek, Pogląd na wzrost ludności, s. 3-4.

[6]     Ludność Rosji w latach 1815-1897 potroiła się, z 43 mln w 1815 r. do 125,6 mln w 1897 r.

[7]     Zob. J. Buzek, Pogląd na wzrost ludności, s. 4.

[8]     Zob. S. Szulc, Zagadnienia demograficzne, s. 39. Współczynniki urodzeń równe polskim lub bliskie im, miały także inne kraje Europy Wschodniej, m.in. Węgry, Serbia, Rumunia czy Bułgaria. Inne kraje miały znacznie mniejsze współczynniki rozrodczości. Pod względem dynamiki demograficznej, na tle Europy, Polska wyglądała imponująco.

[9]     Zob. J. Buzek, Pogląd na wzrost ludności, s. 5.

[10]     Zob. W. Knap, Dzieje Polski w liczbach. Jak rosła i malała Polska, „Gazeta Krakowska”, wyd. internetowe (dostęp: 30.11. 2017 r.

[11]   Polska ludność. Zaludnienie do początków XX w.: w: Encyklopedia PWN, wydanie internetowe (dostęp: 4 .01. 2019 r.); Zob. S. F. Serkowski, Przyrost naturalny, s. 17; Zob. J. Buzek, Pogląd na wzrost ludności, s. 12.

[12]   Zmiany liczby ludności w Polsce i ich przyczyny oraz struktura biologiczna i zawodowa, Geografia – liceum, wyd. internetowe (dostęp: 04.01. 2019 r.)

[13]   Emmanuel Macron: Czarne kobiety mają dużo dzieci, bo są niewykształcone, PCH24, Polonia Chrystiana, wydanie internetowe (dostęp: 04. 01. 2018 r.)  

[14]   Zob. S. Załęski, Pamiątka 500-letniego jubileuszu wprowadzenia obrazu cudownego N. Maryi P. na Jasną Górę w Częstochowie, Kraków 1882, s. 31.

[15]   Zob. Historia cudownego Obrazu i klasztoru na Jasnej Górze w Częstochowie, Warszawa 1897, s. 27; Zob. S. Załęski, Pamiątka 500-letniego jubileuszu, s. 31.

[16]   O koronacyach obrazów Matki Boskiej w Polsce, „Wiadomości Kościelne” 1877, nr 18, z 1 IX.

[17]   Zob. K. Sobczyk, Uwagi o koncepcji czasu i przestrzeni w poezji Jana Pawła Woronicza, „Studia Ełckie” 2014, t. XV, s. 415-431.

[18]   Zob. J. Adamczyk, Przewodnik ilustrowany po Jasnej Górze w Częstochowie, cz. I, Częstochowa 1903, s. 118.

[19]   Zob. S. Załęski, Pamiątka 500-letniego jubileuszu, s. 21.

[20]   Zob. Jasna Góra Częstochowska – na jubileusz 500 lat, Poznań 1882, s. 116.

[21]   Zob. GUS, Historia Polski w liczbach, s. 71.

[22]   Zob. J. Nastalska-Wiśnicka, Tradycje koronacji cudownych obrazów Matki Bożej na ziemiach polskich, w: Kult Matki Bożej Ostrobramskiej w historii narodu polskiego, pod. red. W. W. Żurek, Lublin 2019, s. 73; Zob. Obrona Polskiey Korony od granic Ukrainskich Marya w Berdyczowskim obrazie od Benedykta XIV papieża koronami złotemi smaragdami ozdobionemi, uwienczona historycznym piórem, krótko opisana, Berdyczów 1756, s. 4; Zob. W. (Nowakowski), O cudownym obrazie Najśw. Maryi P. Berdyczowskiej. Wiadomość historyczna, Kraków 1897, s. 15-22.  W uroczystościach koronacyjnych, które trwały kilka dni, uczestniczyło w Żytomierzu około 40 tys. wiernych a dniu koronacyjnym 16 lipca 1756 r. w Berdyczowie około 50 tys. wiernych. Ponadto kilka tysięcy żołnierzy różnych formacji. Koronatorem obrazu był ks. bp koadiutor Kajetan Sołtyk, sufragan diecezji kijowskiej.

[23]   W setną rocznicę koronacji obrazu MB Łaskawej odbyły się trzydniowe i uroczystości, które każdego dnia gromadziły tysiące wiernych Lwowa i okolicznych miejscowości. W trzecim dniu uroczystości, Eucharystię celebrował ks. abp Franciszek Ksawery Wierzchlejski. Zob. Lwów, PL 1876, nr 14, s. 128-129.

[24]    Zob. I. Czeżowski, Koronacja cudownego obrazu Najświętszej Maryi Panny pod wezwaniem Matki Miłosierdzia w kościele OO. Jezuitów w Starejwsi pod Brzozowem, Lwów 1877, s. 74-75. Do 1877 r. w Polsce koronami papieskimi koronowano 30 obrazów. W   1717 r. Częstochowie na Jasnej Górze, w 1718 r. w Trokach Nowych, w 1723 r. w Kodniu, w 1724 w Sokalu, w 1727 r. w Podkamieniu, w 1730 r. w Żyrowicach (grekokatolicy), między 1739 r. a 1743 w Warszawie u oo. Kapucynów, w 1749 r. w Łucku, w 1750 r. w Wilnie, w 1751 we Lwowie u oo. Dominikanów, w 1752 r. w Łąkach Bratiańskich, w 1752 r. w Leżajsku, w 1754 r. w Chełmnie, w 1755 r. w Skępem, w 1755 r. w Jarosławiu, w 1756 r. w Berdyczowie, w 1761 r. w Białyniczach, w 1762 r. w Przemyślu u oo. Franciszkanów, w 1763 w Rzeszowie, w 1764 r. w Krakowie na Piasku, w 1765 r. w Chełmnie (u grekokatolików), w 1766 r. w Przemyślu u oo. Dominikanów, w 1767 r. w Miedniewicach, w 1773 r. w Poczajowie (u grekokatolików), w 1776 r. we Lwowie (u rzymskokatolików),  w 1777 r. w Bołszowcu, w 1778 r. w Latyczowie, w 1779 r. w Międzyrzeczu, w 1786 r. i w Szydłowie na Żmudzi. Po trzecim rozbiorze Polski wszelkie koronacje obrazów odbywały się opóźnieniem, albo były przesuwane w czasie, czekając na wolną Polskę. Tak było m.in. w Przemyślu u oo. Dominikanów, pięć lat później odbyła się koronacja, w Rzeszowie o 10 lat, we Lwowie o 18 lat a w Jarosławiu o 23 lata. W Krakowie korony przybyły w 1839 r., i do 1877 r. nie odbyła się koronacja.   

[25]   Zob. Korespondencye Wiad. Kośc., „Wiadomości Kościelne” 1877, nr 19, z 15 IX.

[26]   Zob. Starawieś, 8 września, „Pastor Bonus” 1877, nr 19, z  22 IX.

[27]   Zob. Ze Starej Wsi. 8 września, „Czas” 1877, nr 206, z 12 IX.

[28]   Zob. Hr. Stanisław Tarnowski o koronacji w Starejwsi, „Wiadomości Kościelne” 1877, nr 21, z 13 X.

[29]   Zob. Wspomnienia o jubileuszu z Częstochowy, „Czas” 1882, nr 217, z 23 IX.

[30]   Zob. Ś. p. X Wincenty Popiel, „Czas” 1912, nr 568, z 9 XII.

[31]   Zob. Jasna Góra Częstochowska – na jubileusz 500 lat, Poznań 1882, s. 126.

[32]   Zob. Wspomnienia o jubileuszu z Częstochowy, „Czas” 1882, nr 217, z 23 IX.

[33]   Na łamach „Słowa” czytamy: „(…) zgromadzenie ludu jest imponujące, a imponuje ono nie tylko olbrzymimi rozmiarami, ale i tym nadzwyczajnym spokojem, tym wzorowym porządkiem, którego naprawdę, niepodobna ani się dość nachwalić, ani dość podziwiać. Wyobraźcie sobie takie masy ludu, w jednym punkcie zebrane; wyobraźcie sobie te tłumy, które z największa pobożnością i skupieniem ducha spieszą z najodleglejszych okolic pomimo trudów i przeszkód, często bardzo uciążliwych, aby w dniu tym stanąć tutaj. Chciałbym widzieć podobny tłum dwakroćstotysięczny ludu prostego we Francji, Niemczech lub gdzieingdziej; co by tam się działo, i jak zabiegliwiej potrzebaby było agitacji, aby zebrać takie masy w jednym miejscu. Tu przeciwnie lud ten zgromadził się z własnej woli, nikt go do tego nie namawiał, nikt nie zachęcał, nikt mu tej pielgrzymki nie ułatwiał, a utrudniało wielu, a jedynym hasłem i bodźcem była wiara i to silne przywiązanie do dawnej tradycji i do miejsca, które tylu świętymi  i świetnymi zapisane pamiątkami w sercach wszystkich. Podobnego wrażenia  doznać można tylko w Częstochowie, i tu najwymowniej przekonana się każdy, (komu tylko zaciętość i przeciwreligijny fanatyzm  nie zaślepił oczów) jak wielką siłą i potęgą jest wiara i religia. Dość jest rzucić okiem na zachowanie się tego ludu, dla którego pielgrzymka taka nie jest bynajmniej rozrywką lub zabawą, ale czasem umartwieniem i modlitwą; dość przypatrzeć się temu poświęceniu i żarliwości tych tłumów, które kilkadziesiąt mil drogi pieszo odbywają, aby się przekonać, że wiara tego ludu pozostała taką jak dawniej i że pomimo wszystkiego zabiegi obcych ani jej podkopać ani osłabić nie zdołały. Przy tym zachowanie się wzorowe. Przez te dwa dni nie zdarzyło mi się spotkać pijanego. Wszyscy czas swój poświęcają modlitwie i śpiewom pieśni nabożnych. Jakiś mistyczny nastrój panuje wśród tych niezliczonych tłumów. Opowiadano mi, że jest zwyczaj, iż skoro pątnicy wejdą na Jasną Górę, to inaczej do siebie nie mówią jak bracie i siostro”.        

[34]   Zob. Jasna Góra Częstochowska – na jubileusz 500 lat, Poznań 1882, s. 130-131.

[35]   Zob. Wspomnienia o jubileuszu z Częstochowy, „Czas” 1882, nr 217, z 23 IX.

[36]   Ibidem.

[37]   Zob. Jasna Góra Częstochowska – na jubileusz 500 lat, Poznań 1882, s. 133-134.

[38]   Zob. Częstochowa, „Pielgrzym” 1882, nr 112, z 28 IX.

[39]   Zob. Obrzęd Pierwszej Komunii św. na wsi, „Bonus Pastor” 1877, nr 13, z 30 VI.