Próby rugowania lekcji religii ze szkół

Różnymi metodami starano się ośmieszyć naukę religii w szkołach publicznych. Czyniono to poprzez prasę, poprzez uczniów czy samych nauczycieli. Nie czyniła tego niewidzialna ręka, ale konkretne organizacje, których zadaniem była laicyzacja społeczeństwa, na różnych  płaszczyznach jego działalności. W roku 1929, w pierwszych dniach grudnia w Kazimierzu Dolnym (pow. puławski), cofnięto etat dla księdza katolickiego jako prefekta miejscowej szkoły powszechnej i przekazano wykłady religii nauczycielom świeckim. Na tę niesprawiedliwość bardzo szybko zareagowali rodzice dzieci uczęszczających do tej szkoły, 9 grudnia 1929 r. zorganizowali spotkanie przygotowując rezolucję. Pod pismem widniało ponad sto podpisów. Od następnego dnia  rodzice zaprzestali posyłania dzieci do szkoły, przybyły tylko dzieci żydowskie. W rezolucji rodziców czytamy: „Oświadczamy, że do takiej szkoły, w której nauka religji jest traktowana lekceważąco, posyłać dzieci swych nie będziemy, nie mogąc brać ciężkiej odpowiedzialności wobec Boga i Narodu; i nie dopuścimy, by odebrano dzieciom najwyższe dobro, jakiem jest wychowanie w duchu religijnym. Domagamy się przywrócenia etatu dla ks. prefekta”[1].

Na tę niesprawiedliwość zareagowały także dzieci. Jeden z uczniów piątego oddziału szkoły powszechnej napisał list do redakcji „Rycerza Niepokalanej”, czytamy w nim:  „Panowie masoni i lewica! ─ odzywa się ten chłopczyna śmiało.─  Słysząc o waszych zamiarach, że chcecie odjąć nam dzieciom szkolnym najdroższy skarb, to jest religję, aby jej nas w szkole nie uczono, powiadam wam, że to na próżno: nigdy przenigdy nie porzucimy Wiary św., nic tu nie pomogą napady na Wiarę św., zawsze będziemy tacy sami i próżno lewica się morduje. My jesteśmy i będziemy Polakami, sługami Pana naszego Jezusa Chrystusa.

Panowie nauczyciele, którzy żądacie wydalenia religji ze szkół, pamiętajcie, że walczycie przeciw sobie! Bo gdy nie będzie religji w szkole, nie ujrzycie też uczniów w szkole i będziecie musieli posadę nauczycielską porzucić, gdy nie będzie kogo uczyć. A nie zmuszą nas żadne kary, byśmy chodzili do bolszewickich, bezbożnych szkół, bo my jesteśmy Polakami, a Polak nigdy nie będzie bezbożnikiem lub innowiercą, Kto walczy przeciwko Wierze św., jest bolszewikiem, jest zdrajcą Ojczyzny: chce wykorzenić i Wiarę, i miłość Ojczyzny zarazem. Niech żyje chwała i cześć Pana naszego Jezusa Chrystusa!”[2].

Wielokrotnie na łamach „Rycerza Niepokalanej” pojawiały się artykuły wzywające rodziców do obrony swych dzieci przed bezbożnictwem, które nadciągało ze wszystkich stron[3]. „A więc rodzice katoliccy, co posyłacie swe dzieci do szkół: waszą troską niech będzie, by dzieci wasze na wzór Syna Matki Najświętszej, pomnażając się w leciech, pomnażały się: w mądrości i w łasce Boga, i u ludzi”. Czyli: „(…) rodzice, nauczycielstwo, młodzież i wszyscy ludzie dobrej woli powinniśmy mieć tę zasadę, że w Chrystusie i Jego świętym Kościele jest tężyzna nasza i naszych przyszłych pokoleń. I dlatego, gdy poplecznicy antychrysta próbują występować przeciw religji w szkołach naszych, skrycie, czy już zupełnie otwarcie, wtedy zjednoczeni, gromadnie i głośno wołajmy: Nie pozwalamy!…”[4].

Wskazywano także, kim są bezbożnicy, jakie to grupy społeczne, polityczne próbują wyrugować religię ze szkół. „To są wszyscy bezbożnicy zarażeni bolszewickim wariactwem, masoni, wolnomyśliciele, rozmaitego kalibru wyzwoleńcy, a w części, socjaliści. To oni usiłują wyrzucić religię ze szkół, a przez to zgasić światło wiary na horyzoncie przyszłych pokoleń, by stały się bezbożnymi, na wzór wschodnich towarzyszy, ciemiężycieli innych i samych siebie”[5].

W okresie międzywojennym w domach katolickich jedynym pozdrowieniem były słowa: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”[6].  Jednak podjęto walkę z tym pozdrowieniem. „Rycerz Niepokalanej” na swych łamach  w 1933 r. informował czytelników, iż jeden z inspektorów szkolnych zakazał dzieciom witać nauczyciela tradycyjnym  pozdrowieniem „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, wprowadzając w jego miejsce „Dzień dobry” i „Do widzenia”. W innych szkołach pousuwano obrazy Pana Jezusa i Matki Boskiej. Utrudniano nauczanie lekcji religii, usuwając księży ze szkół, tylko dlatego, że byli duchownymi Kościoła katolickiego[7].

Na wszelkie te ataki daje odpór „Rycerz Niepokalanej”, który swym czytelnikom tłumaczył tymi słowami: „Prawdopodobnie są to występy poszczególnych panów, przedsiębrane na własną rękę. źle jednak się dzieje, że wśród nauczycielstwa polskiego, w szkołach katolickich, spotyka się jednostki wyraźnie niechętne Kościołowi, które pod pokrywką swojego urzędowego sumienia rugują prastary zwyczaj, a swojemi wolnomyślicielskiemi przekonaniami i nieodpowiedniem postępowaniem podważają zaufanie społeczeństwa katolickiego do szkoły. Liczą może na to, że nasz lud powoli przyzwyczai się do ich przeciwreligijnych popisów i że, osłabiwszy religijność młodzieży, będą mogli łatwo sprowadzić ją później do szeregów walczących z Chrystusem i z Kościołem”. Dalej autor odpowiadał inspektorom i gorliwym propagatorom bezbożnictwa: „(…) lecz mylicie się, panowie wolnomyśliciele! Rodzice katoliccy już poznali się na waszych zamysłach. Katolicy wiedzą, że szkoła katolicka i wychowanie religijne dzieci to nie łaska, ale prawo, zawarowane przez naszą konstytucję, przez ustawy państwowe. Wychowanie z prawa natury jest przywilejem i obowiązkiem rodziców. I tego obowiązku, a zarazem prawa do dzieci,  nikt nie może ich pozbawić, wyjąwszy wypadek ujemnego oddziaływania na dzieci. Szkoła zaś nie ma prawa zmniejszać wpływu rodziców na urobienie umysłu i serca, gdyż obowiązkiem szkoły jest dopomagać rodzicom w wychowaniu i kształceniu dzieci, w rozwijaniu nie tylko ich umysłu, ale przede wszystkim woli i serca. A to się nazywa urabianie charakteru. Zajęcie się umysłem dziecka, z pominięciem serca i woli, jest bolesną krótkowzrocznością i przynosi społeczeństwu nieopisane szkody”. Kończąc refleksje nad wychowaniem, dodał: „Cóż bowiem przyjdzie Ojczyźnie, społeczeństwu z tego, że będzie mieć wielu ludzi z rozwiniętą inteligencją, nawet wykształconych, jeśli pod względem moralnym będą to zera, jeśli będą to ludzie bez charakteru, na których uczciwość spuścić się nie można? A takich ludzi wychowuje szkoła niereligijna. Bo jedynie Wiara św. daje trwałe oparcie człowiekowi, by w przeciwnościach nie załamał się, by nie poszedł za złem otoczeniem, lecz by umiał złu i grzechowi przeciwstawić swoje silne, zdrowe poglądy i szlachetne, chrześcijańskie życie”[8].

© Ks. Krzysztof Bielawny

Przypisy:


[1]     Wobec zakusów na katolicki charakter polskiej szkoły, RN 1930, nr 2, s. 39-42.

[2]       Ibidem.

[3]     Zob. W pogoni za młodzieżą, RN 1936, nr 8, s. 232.

[4]       Zob. O szkoło, szkoło polska!…, RN 1930, nr 5, s. 133.

[5]     Ibidem.

[6]     Z dzieciństwa pamiętam, a były to lata siedemdziesiąte XX w., że przybysze do mojego domu nie witali się inaczej jak słowami – Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”. Były to sąsiadki, czy kuzyni, którzy nas bardzo często odwiedzali.  Było to naturalne pozdrowienie  przychodzących do domu. A, że mieszkałem na Mazurach, to z każdym rokiem coraz więcej przybywało turystów, przede wszystkim z Warszawy i powoli to pozdrowienie zanikało. Na rzecz – dzień dobry, czy Do widzenia. Ze swego dzieciństwa pamiętam także, że domu nie zamykało się na żadne zamki. Jedynym znakiem nieobecności mieszkańców był mały łańcuszek na drzwiach założony na zaczep. To świadczyło, że nikogo nie ma w domu. Nie było lęku przed kradzieżą, bo nie było co kraść. Standard życia wszystkich był podobny. Było skromnie, ale radośnie. Rodzina była miejscem szczęścia, wspólnego budowania przyszłości, na wartościach Chrystusowych. Nie było innych pokrętnych i bałamutnych idei. 

[7]       Zob. Rodzicom i nauczycielstwu pod uwagę, RN 1933, nr 3, s. 75.

[8]       Zob. Rodzicom i nauczycielstwu pod uwagę, RN 1933, nr 3, s. 75.