Propaganda lewicowo-feministyczna

Ruch na rzecz regulacji liczby potomstwa rozpoczął się w latach siedemdziesiątych XIX stulecia  w Europie Zachodniej, a w Stanach Zjednoczonych nieco wcześniej.

Z zabijaniem nienarodzonych dzieci spotykamy się już w starożytności. Zapiski prawne na ten temat odnajdujemy w babilońskim Kodeksie Hammurabiego (koło 2100 przed. Chrystusem). Grecki lekarz Hipokrates (460-330 p.n.Ch.) upominał kobiety przed tymi praktykami, przestrzegając przed  ujemnymi skutkami zdrowia i życia, a od lekarzy żądał przysięgi, że nie będą zabijali nienarodzonych dzieci. Z Hellady te praktyki przywędrowały do Rzymu, z czasem objęły wszystkie warstwy społeczne, a za czasów cesarskich były tak powszechne, że stały się przedmiotem rozmów na ulicach czy w teatrze. W późniejszym czasie wprowadzono kary, ale sądy ich nie stosowały, praktyki były tak częste, że  odbywały się nawet w pałacach cesarskich[1]. Dopiero chrześcijaństwo było w stanie stanąć w obronie życia dzieci nienarodzonych, choć musiało upłynąć wiele stuleci, by usankcjonowano to prawnie. W ostatnich dwóch stuleciach nastąpił regres moralny i obyczajowy. Upodobniamy się do ludów barbarzyńskich. 

Ruch na rzecz regulacji liczby potomstwa rozpoczął się w latach siedemdziesiątych XIX stulecia  w Europie Zachodniej, a w Stanach Zjednoczonych[2] nieco wcześniej[3]. Idea ta dojrzewała w państwach zarządzanych przez ludzi bezwyznaniowych, najczęściej o profilu ateistycznym[4].   Rozpoczęła się powolna ewolucja w kierunku legalizacji aborcji, wpierw czyniono to poprzez propagowanie i wprowadzanie środków niszczących płodność[5]. Proces ten potrzebował jeszcze czasu i ideowych prekursorów. Wiele osób zaangażowało się w propagowanie „regulacji urodzeń”. Na Kongresie w Londynie w 1922 r. przyjęto uchwałę lekarzy, członków królewsko-brytyjskiego towarzystwa medycznego, 161 głosami na 164 obecnych[6] takiej treści: „Zgromadzenie lekarzy na piątym Międzynarodowym Kongresie dla regulacji urodzeń stwierdza, że regulację urodzeń za pomocą metod hygjenicznych i środków ochronnych przeciw ciąży należy odróżnić od przerywania ciąży. Kongres wyraża przekonanie, że najlepsze środki przeciw ciąży nie są szkodliwe dla zdrowia i nie prowadzą do bezpłodności. Sekcja lekarska Kongresu stwierdza również, że higieniczne pouczenie o regulacji urodzeń powinno być obowiązkiem lekarskim”[7].

Od podjęcia kontroli urodzeń przez środowiska feministyczne i liberalne proceder ten stał się powszechny, z każdym rokiem wzrastał, obejmując miliony zabitych dzieci. Stał się intratnym interesem, na którym można było dobrze zarabiać[8]. Śmierć nienarodzonych dzieci stała się dochodowym interesem grup feministycznych skupionych wokół idei komunistycznych. Propagowano także informację, że proceder zabijania dzieci nienarodzonych w placówkach aborcyjnych nie jest szkodliwy „dla zdrowia i nie prowadzi do bezpłodności”[9].

   Nałożono także obowiązek na lekarzy o informowaniu pacjentek o nowej metodzie zabijania dzieci nie narodzonych. W Kongresie uczestniczyły osobowości o „sławie światowej” ─ w opinii socjalisty ─ H. G. Wells (1866-1946)[10], J. M. Keynes (1883-1946)[11], E. Westermarck (1862-1939)[12], zwolennicy regulacji urodzeń, reprezentujący poglądy liberalne, homoseksualiści, ateiści, głoszący idee względności etycznej.

Sześć lat później, w 1928 r., pod wpływem nacisków środowisk lewicowych i feministycznych Izba Lordów podjęła uchwałę, w której nałożono na rząd wprowadzenie przepisów prawnych, które będą zabraniały instytucjom społecznym, kościelnym, poradniom uświadamiania zamężnych kobiet o skutkach i metodach regulacji urodzeń[13]. Poprzez ten akt prawny pozbawiono wiele środowisk broniących życia nienarodzonych dzieci do aktywnego działania, ukazując niebezpieczeństwa płynące z regulacji urodzeń. Wprowadzenie tak restrykcyjnych  przepisów poświadcza, jak dużym autorytetem cieszył się jeszcze Kościół w Anglii, a z drugiej strony jak ważny był to interes ekonomiczny dla środowisk lewicowych i feministycznych, dostarczający duże środki finansowe. Socjaliści, feministki  i liberałowie budowali imperium finansowe na cmentarzach dzieci nienarodzonych.

Zmniejszająca się  liczba dzieci w  poszczególnych krajach i rodzinach była sukcesem feministek. W Holandii pierwsza poradnia powstała w Amsterdamie w 1885 r.[14].  Aletta Henriette Jacobs[15] w czasie Kongresu odbywającego się w Holandii złożyła sprawozdanie w którym ogłosiła, że od czterdziestu lat w Holandii istnieje ruch na rzecz regulacji urodzeń.  W tym czasie zorganizowano 52 poradnie (placówki aborcyjne), a współczynnik urodzeń spadł z 37,6 w roku  1880 na 19,3 w 1913. na 1000 mieszkańców, dodała, że śmiertelność dzieci również spadła z 23,9 na 9,9. Jeśli mniej dzieci się rodziło na 1000 osób, to także mniej umierało. Szwedzi podążali tą samą drogą co Brytyjczycy, Austriacy, Niemcy czy Holendrzy[16].

W literaturze pojawiło się nowe pojęcie, które rozwiązywało problem aborcyjny, pojęcie delikatnie brzmiące nie wprowadzające zamieszania wśród lekarzy i pacjentów, brzmi ono – medykalizacja przerywania ciąży.

W prasie lewicowej od wielu lat propagowano legalizację aborcji. Na łamach „Głosu Kobiet” w 1927 r.   odnajdujemy informacje o tym, że należy zmienić przepisy co do spędzenia płodu czy przerwania ciąży w Austrii i w Niemczech. Tytuł był znamienny, sugerował– masowe demonstracje. Choć ani jednym zdaniem nie napisano, gdzie odbyły się masowe demonstracje, albo jaki miały przebieg. Sam tytuł miał wywołać potrzebę  dyskusji o aborcji, która zniewala kobiety, przede wszystkim biedne proletariuszki[17].  Na łamach prasy kobiecej czytamy: „(…) ofiarami obowiązujących  przepisów padają kobiety proletariuszki, bo panie klas posiadających mogą zapłacić lekarza, czy sanatorjum i zawsze znajdą dosyć powodów, żeby upozorować konieczność zabiegu. (…)  Niesłychanie ciężkie jest życie kobiety obarczonej dziećmi. Przeważnie są to kobiety chore  i rodzą dzieci niezdolne do życia. (…) Tylko fanatycy i ludzie o ciasnych sercach, mogą tak prostej sprawie nadać charakter religijny czy agitacyjny”[18]. Przez cały czas propagowano eliminowanie ze społeczeństwa dzieci chore, a matkom zakazywano  rodzić dzieci chore, argumentując tym, że będą to dzieci niezdolne do życia. Proletariuszki miały inne zadania, znacznie ważniejsze i zaszczytniejsze. Praca na rzecz wspólnego dobra w fabrykach i kopalniach.

W roku 1930 kongres biskupów anglikańskich wsparł działaczy socjalistycznych i radykalne feministki, uznając racjonalizację urodzeń za sprawę słuszną[19].  W opinii socjalistów i feministek „(…) świadome macierzyństwo w Anglii zwyciężyło”. To dało początek powstawaniu wielu poradni w granicach Wielkiej Brytanii (placówek aborcyjnych).  W kolejnych latach na łamach prasy feministycznej  pojawiały się kolejne informacje z Wysp Brytyjskich. Tym razem argumentowano potrzebę prowadzenia klinik propagujących „świadome macierzyństwo” dużym bezrobociem w Anglii, w 1934 r. obejmowało ono około 3 mln mieszkańców. W opinii autora tekstu sytuacja bezrobotnych była beznadziejna i nie rokowała na przyszłość. Toteż proponowano ograniczanie liczby ludności, która jest ciężarem dla społeczności. Czytamy: „(…) Powstają kliniki świadomego macierzyństwa, zwanego tam brith control, jako jedyne deski tymczasowego ratunku. Mieszczą się one w najuboższych dzielnicach, w dwupiętrowych domach. (…) Lekarz kierujący poradnią mówi, nie dążymy do ograniczeń urodzeń, a jedynie do zwrócenia uwagi kobiet na warunki, w jakich może się wychować dziecko”. Kończy swą relację autor tekstu stwierdzeniem, że w krajach przeludnionych ograniczanie potomstwa jest koniecznością[20].

© Ks. Krzysztof Bielawny


[1]     Zob. H. Strasman, Przestępstwo przerywania ciąży. Szkic porównawczy, Warszawa 1928, s. 3-7. 

[2]     Zob. H. Kłuszyński, Regulacja urodzeń: rzecz o świadomym macierzyństwie, Warszawa 1932, s. 10.

[3]     Zob. S. Kuźma-Markowska, Walka z „babkami” o zdrowie kobiet: medykalizacja przerywania ciąży w Polsce… w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku, w: Polska 1944/45–1989. Studia i Materiały 2017, t. XV, s. 191.

[4]     Zob. A. Szymański, Ograniczanie urodzin, s. 14. 

[5]     Zob. H. Kłuszyński, Regulacja urodzeń, s. 6.

[6]     Zob. T. Boy-Żeleński, Piekło kobiet, s. 29.

[7]     Zob. H. Kłuszyński, Znaczenie regulacji urodzeń dla klasy robotniczej, cz. II, GK 1929, nr 13, z XII.

[8]     Zob. A. Szymański, Ograniczanie urodzin, s. 56. 

[9]     Zob. H. Kłuszyński, Znaczenie regulacji urodzeń dla klasy robotniczej, cz. II, GK 1929, nr 13, z XII.

[10]   Biolog i pisarz brytyjski. Wydał sześćdziesiąt trzy książki, przede wszystkim z obszaru fantastyki ale także obyczajowe a także z zakresu historii.

[11]     Ekonomista brytyjski, ateista i homoseksualista. Zob. P. Belien, On Abortion, the Welfare State, Keynes and Hayek, https://www.brusselsjournal.com/node/19, (dostęp: 9 .03. 2020 r.)

[12]   Fiński antropolog, socjolog, etnolog szwedzkiego pochodzenia. Głosił idee względności etycznej w życiu małżeńskim, wspierał homoseksualistów.

[13]   Zob. H. Kłuszyński, Znaczenie regulacji urodzeń dla klasy robotniczej, cz. II, GK 1929, nr 13, z XII.

[14]   Zob. J. Budzińska-Tylicka, Świadome macierzyństwo, s. 9-10.

[15]   Zob. L. L. Windson, Women in Medicine. An Encyclopedia, wyd. ABC Clio 2002, s. 107-108.

[16]   Zob. H. Kłuszyński, Znaczenie regulacji urodzeń dla klasy robotniczej, cz. II, GK 1929, nr 13, z XII; Por. T. Boy-Żeleński, Piekło kobiet, s. 23. Autor broszurki pisał: „(…) Walka ta toczy się wedle stopnia uświadomienia i siły; niesłychanie zacięta jest w Niemczech, gdzie z jednej strony tak potężny jeszcze nacjonalizm, militaryzm, imperializm, kapitalizm i zabobon chcą skłonić robotnika do nieograniczonego płodzenia, z drugiej strony proletariat coraz bardziej uświadamia sobie tę obłudną grę. Zresztą pod tym względem widzimy fantastyczne rozbieżności: neomaltuzjanizm czyni ogromne postępy w Anglii, związki neomaltuzjańskie i ich poradnie dla kobiet uznane są oficjalnie za instytucje dobra publicznego  w Holandii”.

[17]   Zob. W. Majdański, Polska kwitnąca dziećmi, s. 18.

[18]   Paragraf 144 w Austrii powoduje masowe demonstracje, GK 1927, nr 10, z X.

[19]   Zob. J. Budzińska-Tylicka, Świadome macierzyństwo, s. 9; Por. H. Kłuszyński, Regulacja urodzeń, s. 12.

[20]   Zob. Wiadomości z zagranicy. Anglja, GK 1934, nr 3-4, z III-IV.