Rozwody i związki cywilne – jedna z głównych przyczyn depopulacji

Depopulacja, która niszczy obecnie wiele narodów na świecie, ma bardzo wiele przyczyn. Ale zatrzymam się tylko przy tych, które dokonały i dokonują największych zmian w społeczeństwach, pogrążonych w cywilizacji śmierci. Każda z przyczyn jest zależna od czasu i miejsca, od konkretnej społeczności, w jakiej się pojawiła. Wśród nich należy wymienić rozwody i związki cywilne (w Polsce wprowadzone prawnie w 1945 r.), aborcję (w Polsce dopuszczoną Kodeksem karnym w 1932 r. pod konkretnymi obwarowaniami, a od 1956 r. tak powszechną, że traktowano ją jako niewinny zabieg) antykoncepcję i masową demoralizację.

  1.  Związki cywilne i rozwody

Tak jak to było w starożytnej Grecji czy Rzymie, tak stało się i w naszej cywilizacji. Po zanegowaniu wiary w bóstwa przyszedł czas na niszczenie małżeństw i rodzin. Wprowadzono rozwody oraz związki cywilne, a ostatecznie zaakceptowano wolne związki, życie bez zobowiązań. A przecież stabilność małżeńska i rodzinna była jednym z mocniejszych fundamentów każdej cywilizacji. Zepsucie moralne w małżeństwach i rodzinach było z kolei powodem deprawacji dzieci i młodzieży. Co z czasem przekładało się na demoralizację życia społecznego i politycznego. W Polsce od 966 do 1946 r. małżeństwo cieszyło się stałością i nierozerwalnością, z małym wyjątkiem za czasów Napoleona w XIX w. Propaganda idei rozwodów w Polsce pojawiła się wraz z propagandą środków niszczących życie, aborcji i „edukacji seksualnej”, czyli deprawacji dzieci i młodzieży. Po II wojnie światowej rozpadało się co piąte małżeństwo, a od kilku lat rozpada się co trzecie. Brak stabilności małżeńskiej i rodzinnej doprowadziło do zmniejszenia się liczby dzieci w rodzinach. Co stało się jedną z głównych przyczyn depopulacji w Polsce.

Mamy wiele różnych przyczyn rozpadu małżeństwa, cały katalog. Ale nikt nie przywołuje tej najważniejszej, że za tym stoi diabeł. Ten, który kusi, dzieli i jest odwiecznym wrogiem Boga i człowieka. Słowo „diabeł” jest pochodzenia greckiego i oznacza tego, który miesza, dzieli, oddziela i jest przewrotny. Jakże pasuje do tego, co dzieje się z małżeństwem, które się rozpada[1]. A przecież przed Bogiem ślubowali sobie „miłość, wierność i uczciwość małżeńską” oraz że „Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż, Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy jedyny i wszyscy święci”.

Małżeństwa sakramentalne i rozwody

W średniowiecznej Europie małżeństwo miało charakter religijny. Przez ponad tysiąc lat w żadnym cywilizowanym narodzie w Europie nie występowały rozwody. A zatem kto otworzył drogę do rozpadu małżeństwa, kto usankcjonował prawo rozwodowe? W Niemczech zbuntowany mnich, dr Marcin Luter[2], w Kościołach wschodnich i w Rosji doprowadziła do tego słabość biskupów i uległość ich wobec władz cywilnych[3], we Francji – osiemnastowieczni filozofowie, a następnie rewolucja, której celem było zburzenie tronu, a także ołtarza[4]. W ślad za tymi państwami poszły inne. Czy była to wola poszczególnych narodów? Wiemy doskonale, że wolę narodów przedstawiają większości parlamentarne, o ile parlament jest przedstawicielem narodu. A bywało różnie[5].

W przedrewolucyjnej Francji prawo państwowe respektowało zasady prawa kościelnego, w tym nierozerwalność małżeństwa. Małżeństwo zawierane w kościele wywoływało również skutki w sferze prawa cywilnego[6]. Wszelkie konflikty małżeńskie były rozwiązywane w sądach państwowych i kościelnych. Rozliczenia majątkowe związane ze stwierdzeniem nierozerwalności małżeństwa pozostawały w gestii sądów królewskich[7]. W latach absolutyzmu oświeceniowego podejmowano próby zmiany prawa małżeńskiego. Domagano się przede wszystkim wprowadzenia ślubów cywilnych i rozwodów. Czołowi bojownicy o prawo rozwodowe we Francji byli ludźmi, którzy ze względu na swe życie obyczajowe nie nadawali się na reformatorów prawa moralnego. Propagowali nową moralność, opartą na naturze. Jan Jakub Rousseau prowadził podwójne życie. Był związany z dwiema kobietami: z jedną znacznie starszą od siebie, ale mającą pozycję społeczną, z drugą zaś miał pięcioro dzieci, które oddał do przytułku[8]. Bez zażenowania pisze o tym w swych pamiętnikach Wolter, kolejny filozof i skandalista. Przez długie lata był kochankiem Émilie du Châteles, która wodziła rej na dworze króla Stanisława Leszczyńskiego[9].

 Jednym z czołowych agitatorów wprowadzenia rozwodów był Filip Orleański[10], który w 1789 r. skierował list do Stanów Generalnych, by zmieniono prawo małżeńskie. Niebawem ogłoszono artykuł 7 w Konstytucji z 3-14 września 1791 r. Brzmiał on: „Prawo uznaje małżeństwo za kontrakt wyłącznie cywilny. Władze ustawodawcze ustanowią dla wszystkich bez różnicy mieszkańców jeden sposób stwierdzania narodzin, ślubów oraz zgonów i wyznaczą odpowiednich urzędników do przechowywania ich aktów”[11]. Ostatecznie we Francji rozwody wprowadzono 20 września 1792 r. Było to jedno z „osiągnięć” rewolucjonistów masońskich[12]. Zwolennicy używali bardzo ciekawego argumentu za wprowadzeniem rozwodów. Alfred Józef Naquet i Aleksander Dumas propagowali pogląd, że rozwody będą umoralniały małżeństwo i będą miały dobry wpływ na podjęcie ostatecznej decyzji o zawarciu ślubu. Przekonywali, że w pierwszych latach po uchwaleniu ustawy wszystkie nieszczęśliwe małżeństwa się rozpadną i z czasem rozwodów będzie bardzo mało, mniej niż było separacji[13]. I co się stało?

We Francji od 1793 do 1799 r. średnio zawieranych było w ciągu roku około 7 tys. małżeństw, od 1800 do 1803 r. już tylko niecałe 4 tys. W tym okresie wzrosła liczba rozwodów, do 1799 r. jeden rozwód przypadał na pięć małżeństw, co stanowiło już liczbę dość dużą, a od 1800 r. jeden rozwód – na trzy małżeństwa[14]. Deprawacja społeczeństwa francuskiego dokonywała się błyskawicznie.

W kolejnych latach publicyści, aktorzy, artyści, filozofowie podważali sens małżeństwa, zaznaczając jego anachroniczny charakter[15]. W 1816 r., w czasie rządów Burbonów, wydano zakaz udzielania rozwodów[16]. Z czym socjaliści nie mogli się pogodzić i przez kolejne lata nawoływali rządzących do ich wprowadzenia[17]. Kolejny raz zalegalizowano małżeństwa cywilne i rozwody w 1884 r.[18]. We Francji w 1894 r. udzielono 1657 rozwodów, a w 1913 r. – 16 335, są to liczby względne. Należy tu przywołać przyrost naturalny Francji, w latach 1894-1913 wzrost ludności wynosił 9,1%, a rozwodów był prawie 10-krotny[19].

W społeczeństwach, które zalegalizowały rozwody, obserwuje się wzrost bezdzietności. We Francji np. w 1910 r. jedna trzecia małżeństw była bezdzietna[20]. W 1919 r. na 22 357 wniosków o rozwód 8140 małżeństw było bezdzietnych, czyli nieco ponad 36%. W Paryżu w 1919 r. na 2568 małżeństw po rozwodzie aż 1648 było bezdzietnych, to ponad 64%. Małżeństw mających jedno dziecko było 568. Warto tu dodać, że w latach trzydziestych XX w. we Francji dokonywano około pół miliona zabójstw dzieci nienarodzonych[21], a około 600 tys. przeszkodzono w poczęciu w wyniku antykoncepcji[22]. Z czasem upowszechnianie rozwodów doprowadzało do wolnych związków, w których kontestowano małżeństwo jako instytucję społeczną[23]. We Francji twórcy prawa rozwodowego nie kryli się z tym, że dążą do zniesienia chrześcijańskiego małżeństwa i rodziny, uważali, że są przyczyną „zwyrodnienia rasy, w której powstaje występek, nędza i śmierć”[24].

Od lat pięćdziesiątych XIX w. również rządy innych państw rozpoczęły wprowadzać do prawodawstwa małżeństwa i rozwody cywilne[25]. W Niemczech stało się to w 1875 r.[26], w Anglii w 1857 r.[27], w Austrii w 1868 r., na Węgrzech w 1894 r., a w Portugalii w 1910 r.[28]. Dość duży opór wobec tych ustaw był ze strony Kościoła rzymskokatolickiego[29]. Ksiądz Jan Kitrys tak pisał na łamach „Przeglądu Lwowskiego” w 1873 r. o zachowaniu polityków liberalnych wobec Kościoła: „[…] Paktujecie jeszcze z religią i Kościołem, bo wam są dogodne jako cenne narzędzia do waszych celów, chociaż ani w Kościół, ani w Boga nie wierzycie. Oszukujecie więc ludy, jesteście obłudnikami. Ustanawiacie cywilne małżeństwa, zdzieracie z nich cechę religijną, a jednak chcecie, aby związek małżeński tak był szanowany, jak katolicy szanują sakramentalne małżeństwo. Precz z małżeństwem! Niech nastąpi wyzwolenie ciała i pożądliwości jego, wspólność kobiet, oto przyrodzone prawo życia doczesnego”. Rodził się nowoczesny „duch postępu”. Ustanawiano prawo, które spycha społeczeństwo do pogaństwa, czyniąc z niego wspólnotę barbarzyńską[30].

W Rosji bolszewickiej śluby cywilne i rozwody wprowadzono dwoma dekretami wkrótce po zakończeniu rewolucji październikowej w 1917 r. Przez wiele lat Związek Sowiecki prowadził eksperymenty na rodzinie i małżeństwie[31]. Przede wszystkim pojawiła się ogromna liczba dzieci bezdomnych, porzuconych przez rodziców. Przywołajmy tu wydarzenia z republiki sowieckiej z okresu porewolucyjnego. Żona Lenina Nadieżda Krupska stwierdziła, że w 1923 r. dzieci porzuconych i zarejestrowanych było około 7 mln, z czego tylko 70 tys. mogło przebywać w domach dziecka[32]. Liczba rozwodów w okresie porewolucyjnym była zastraszająca. W Leningradzie w lipcu 1925 r. na 1000 małżeństw było 229 rozwodów, w sierpniu już 250, a we wrześniu 285. W Moskwie w tym samym czasie – 106, 116 i 140. W 1926 r. zawarto 24 608 małżeństw, a rozwodów było 2796. W Leningradzie w tym samym roku zarejestrowano w urzędach 22 442 małżeństwa, a rozwodów – 5613. Po zliberalizowaniu prawa o małżeństwach i rozwodach w 1926 r. liczba rozwodów znacząco wzrosła. W Leningradzie w 1927 r. zarejestrowano 24 244 małżeństwa, a rozwodów – 15 964, prawie trzykrotnie więcej niż rok wcześniej[33].

Korespondent „Kuriera Warszawskiego” w 1927 r. informował mieszkańców Warszawy o sytuacji społecznej w ZSRS: „[…] największą plagę systemu bolszewickiego stanowią bez wątpienia gromady wałęsających się po ulicach wszystkich większych miast Rosji dzieci obojej płci w wieku od lat 8 do 16, bez opieki i bez schronienia, tzw. bezprijutnyje. Gromady te powstały z następujących powodów. Na równi z różnymi przeżytkami i przesądami zgniłej burżuazji Zachodu bolszewicy nie uznają rodziny. Małżeństwo w naszym znaczeniu tego słowa, a więc skojarzenie się dwojga ludzi w celu wspólnego wychowania dzieci – nie istnieje. Człowiek jest tylko wyższą odmianą zwierzęcia, podlega zatem ogólnym prawom natury; miłość to objaw pociągu płciowego, któremu żaden ustrój społeczny nie ma prawa się oprzeć. Wystarcza zatem, żeby dwoje ludzi odmiennej płci zameldowano w komisariacie, że się kochają, żeby zostać urzędowo uznanymi za małżeństwo. Jeżeli zgłoszą się następnie po kilku miesiącach z wiadomością, że: […] kochać się przestali, dostają urzędowy rozwód, i wszystko na pozór w porządku. Ale tylko na pozór, bo pozostaje kwestia wychowania dzieci. Sama natura wyróżniła już co do tego człowieka od zwierząt, i to w sposób dość niekorzystny. Pies, kot, koń itp. już po kilku miesiącach po urodzeniu dojrzewają o tyle, że mogą się utrzymać same bez pomocy matki. Ale dziecko potrzebuje na to kilku lat”[34].

Korespondent dalej informuje czytelnika, jak ten problem rozwiązali bolszewicy, „[…] matka ma prawo pobierać od męża (nawet domniemanego) alimenta na wychowanie dziecka w ciągu czterech lat. Następnie powinna je oddać do prijutu, to znaczy do ochrony rządowej, gdzie dzieci przebywają do lat ośmiu. Starsze dzieci w zasadzie mają być oddawane do szkół rządowych, ale te są wszystkie przepełnione. […] oddaje się je zatem na łono natury, przywraca całą swobodę, tj. mówiąc mniej poetycznie, wypycha na ulicę”. Tam muszą sobie dawać radę same. Tworzą grupy przestępcze, zajmują się żebraniną, napadami, rabunkiem i prostytucją. „Widok bandy bezprijutnych jest tak przygnębiający, że wprost nie można o nim przez całe życie zapomnieć. Obdarte, brudne, niechlujne i zupełnie zdziczałe dzieci robią wrażenie raczej dzikich zwierząt niż ludzi”. W stolicy ZSRS liczba tych dzieci wahała się od 40 do 50 tys., w Leningradzie było ich ponad 30 tys., w innych miastach po kilkanaście tysięcy. Podobnie było w Europie Zachodniej, choć może nie na taką skalę. W niewielkiej Holandii w 1910 r. było około 1,3 tys. dzieci bezdomnych, w 1919 r. – około 1,8 tys., w 1921 r. – ponad 2,3 tys., a w Paryżu w 1919 r. ponad 1,3 tys.[35].

            Biskup anglikański z St. Albans dr Michael Bolton Furse 17 stycznia 1929 r. w liście pasterskim do swych diecezjan pisał o niebezpieczeństwie rozwodów. Przestrzegał przed zakusami rozejścia się, wskazując, że jest to bluźnierstwo, mające skutki grzechu. Czytamy: „Panuje dziś zdanie, że można się obejść bez Boga i dlatego ludzie chcieliby Kościół nagiąć do siebie. Powiadam wam, że będę się temu sprzeciwiał i dodaję, że kler nie powinien udzielać ślubu ludziom, którzy się rozwiedli. Nie będę nigdy pomagał w tym, by ktokolwiek rozwiedziony otrzymał ślub kościelny. Może powiecie: Kim jesteś, abyś ich sądził? Liturgia ślubna [anglikańska – przyp. red.] powiada: Na zło i dobro łączę się z tobą jako mąż albo żona, aż nas śmierć rozłączy. Składacie więc uroczystą przysięgę wobec Boga w Jego Kościele, a potem prosicie mnie, abym asystował przy takiej samej przysiędze mężczyzny lub kobiety, którzy przedtem przysięgę tę złamali. Nigdy nie zgodzę się na to, aby ze słów świętych czynić żart bluźnierczy! Nikt nie ma prawa prosić biskupa o poparcie tak obrzydliwej i ciężkiej blasfemji [bluźnierstwa]!”[36]. Biskup z Kościoła ekumenicznego bardzo wyraźnie stanął po stronie nierozerwalności małżeństwa, które przed Bogiem zawiera się aż do śmierci.

W drugiej połowie lat trzydziestych XX w. w Anglii prawo rozwodowe przewidywało rozpad małżeństwa w przypadku zdrady. Co doprowadziło do tego, że rozwody stały się chorobą społeczną. W 1937 r. wprowadzono nowe normy prawne. Znaleziono kolejne powody uniemożliwiające trwanie w małżeństwie. Były to: choroba psychiczna, weneryczna, złośliwe opuszczenie małżonka, posiadanie dziecka po ślubie z inną osobą, brak dzieci czy alkoholizm jednej ze stron. Środowiska lewicowe i feministyczne narzucały narrację wolnościową, zaś środowiska skupione wokół wartości chrześcijańskich broniły małżeństwa jako związku stałego i nierozerwalnego. Czołowi przedstawiciele Kościoła angielskiego przemilczeli ten dyskurs publiczny[37]. Rozwody stały się codziennością w społeczeństwie angielskim.

  • Małżeństwo i rozwody w Polsce

W Polsce przez wieki małżeństwo cieszyło się szacunkiem prawa i miało charakter sakralny. Do reformacji w Polsce nie było rozwodów. Od wielu stuleci tylko kościelny sąd zajmował się badaniem ważności zawartych małżeństw. Tadeusz Czacki tak pisał o nieprzyzwoitości rozwodów: „[…] w tak ważnej matery winniśmy w history prawa okazać, jakie nieprzyzwoitości stwarza wolność czynienia rozwodów. Każde małżeństwo ma na celu tworzyć, utrzymywać i zachowywać domowe społeczeństwo. Taki związek łączy obowiązek ojca i matki wobec dzieci, którym wspólnie dają jestestwo, a w załączonym dozorze potomstwa ważną część życia rosnących obywatelów kształci, doskonali, i od zepsucia usuwa. Obrony, które są czynione za wolnością rozwodów, nie są nowe”[38]. W pierwszych dziesięcioleciach po reformacji rozwody były nieliczne.

Od lat trzydziestych XVIII w. w Polsce można zaobserwować plagę rozwodów wśród zamożniejszej części szlachty i mieszczan. Było to związane z panoszącymi się deizmem i ateizmem[39]. Deizm był modny przede wszystkim wśród masonerii[40]. Stanisław August Poniatowski, król Polski, w przededniu upadku Rzeczypospolitej „[…] rozpustę petersburską zaszczepił w Warszawie. Obyczaje króla […] zepsuły stolicę i osłabiły śluby małżeńskie”. W tym czasie w Warszawie było dziesięć razy więcej rozwodów niż na Litwie. Król bardzo często otaczał opieką rozwódki, prosił biskupów o unieważnienie ich małżeństw, a usłużni hierarchowie Ignacy Jakub Massalski i Antoni Kazimierz Ostrowski za kilkadziesiąt dukatów rozdawali listy rozwodowe. Senator Jan Jezierski[41] w Warszawie otworzył dom publicznego zepsucia. Lekkomyślność i rozpusta, rozwody i wystawność rujnowała majątki i dwory szlacheckie. Taka była część arystokracji polskiej. Nie lepsze było duchowieństwo wyższe, biskupi, ministrowie i doradcy króla[42].

Angielski dyplomata i agent handlowy Nathaniel William Wraxall, który odwiedzał Polskę w latach siedemdziesiątych XVIII w., zapisał: „Jest łatwość rozwodów i ich powszechność […] W każdym innym kraju zwyczaje tak odrażające z punktu widzenia naczelnych zasad moralności byłyby niezwłocznie ukrócone. W Polsce jednak zarówno przepisy prawa, jak i więzy honoru i przyzwoitości są bez znaczenia”[43]. Ksiądz Balcer (Baltazar) Pstrokoński (1713-1796), kanonik katedry gnieźnieńskiej[44], w swych pamiętnikach tak charakteryzuje życie moralne małżonków w XVIII-wiecznej Polsce: „[…] w sprawach rozwodowych, które już na ten czas wszczynały się i mordowały sądy i trybunały duchowne; świętokradztwa w sakrament małżeństwa wprowadzały, i drogę bitą na potępienie piekielne torowały, a to z samej i jedynej przyczyny bezecnych i skażonych kobiet: bo mężowie prawie nigdy, a jeżeli kiedy który, to ledwie setny mąż, i to nie tak promował, jako bardziej, iż musiał pobłażać na taki niegodziwy rozwód złej żonie swojej”[45]. Ten deprawacyjny styl małżeński rozprzestrzeniał się od sfer najwyższych do najniższych. Brak odpowiedniego życia duchowego i moralnego był przyczyną coraz częstszego występowania chorób wenerycznych, zwanych warszawiankami[46]. Kraj chylił się powoli ku upadkowi. Upadek duchowy doprowadził do upadku moralnego, a ten doprowadził Polskę do niewoli na 123 lata.

Już w zniewolonej Polsce Kodeks Napoleona z 1808 r. przyczynił się do liberalizacji instytucji małżeństwa, sprowadzając ją do umowy cywilnej. Siłą rzeczy rozwód stał się „tylko” formą rozwiązania tej umowy[47]. Za czasów obowiązywania kodeksu Napoleona w Polsce unieważniono około 2000 małżeństw, z czego udało się udokumentować około 900 rozwodów[48]. Kodeks w Królestwie Polskim obowiązywał do połowy lat trzydziestych XIX w., a w granicach Rzeczpospolitej Krakowskiej do 1852 r.[49].

 Po 1918 r., po odzyskaniu niepodległości, w Polsce istniały trzy systemy prawne. Pruski miał charakter świecki, dopuszczał rozwody dla wszystkich, niezależnie od konfesji, małżeństwo było instytucją należącą do państwa[50]. W zaborze rosyjskim obowiązywał system wyznaniowy, gdzie możliwe były fakultatywne małżeństwa cywilne albo konfesyjne. W zaborze austriackim istniał mieszany system, małżeństwo zawierane w kościele podlegało jego jurysdykcji. U protestantów rozwód był dopuszczalny, u prawosławnych w zależności od okoliczności, a u wiernych Kościoła rzymskokatolickiego możliwe było tylko kościelne stwierdzenie nieważności małżeństwa[51].

  • Propaganda liberalna i socjalistyczna niszcząca małżeństwo

 Po zakończeniu I wojny światowej środowiska socjalistyczne, lewicowe za wszelką cenę starały się wprowadzić rozwody w całej Polsce. Podejmowały w tym celu bardzo różne akcje. Na łamach prasy socjalistycznej pojawiały się artykuły ukazujące trud życia małżeńskiego, które się skonfliktowało z bardzo różnych przyczyn[52]. Na II Zjeździe Kobiet PPS w Krakowie, w dniach 4-7 stycznia 1921 r., tow. Wanda Gancwolówna apelowała o zmianę prawa małżeńskiego i rodzinnego. „Konieczna jest również gruntowna reforma prawa familijnego. Sprawy małżeńskie winny być usunięte spod władzy kleru”[53]. Marzeniem środowisk feministycznych i liberalnych było wprowadzenie ślubów cywilnych[54] i rozwodów. W opinii tych środowisk małżeństwo winno mieć charakter świecki i powinno być umową czysto społeczną dwóch osób.

Obśmiewano prawo małżeńskie funkcjonujące w Polsce, a przede wszystkim środowiska katolickie broniące małżeństwa sakramentalnego[55]. Na łamach prasy feministycznej ukazał się obszerny artykuł czołowej aktywistki i komunistki Justyny Budzińskiej-Tylickiej[56]. Autorka opisuje w nim zjazd organizacji katolickich, który odbył się w Warszawie dniach 27-30 sierpnia 1926 r. Przywołała trzy referaty, prezentując główne przesłania i uchwały zjazdu dotyczące małżeństwa. Bardzo krytycznie i lekceważąco odniosła się do głosu wiernych Kościoła rzymskokatolickiego[57]. Pisała na łamach „Głosu Kobiet”: „Oto najważniejsze uchwały Zjazdu katolickiego i tych ciemnych i otumanionych mas, przeważnie kobiecych, które chcą panowania i władzy księży. Te kobiety nie rozumieją, że panowanie kleru utrzymuje ciemnotę, niewolę dziecka, że to zagraża wszelkiemu postępowi, uniemożliwia poprawę losu biednych wyzyskiwanych milionów i szkodzi naszym pięknym, szlachetnym dążeniom socjalistycznym…”. Aktywistka feministyczna odniosła się także do listu biskupów z 1926 r., w którym pasterze bronią małżeństwa sakramentalnego[58]. Ubolewała, że potępiono śluby i rozwody cywilne[59].

 Organizacja kobiet socjalistycznych Klub Polityczny Kobiet Postępowych na zebraniu w dniu 13 października 1926 r. wzywała władze państwowe do przeprowadzenia reformy prawa małżeńskiego. W której żądano „ślubów i rozwodów cywilnych”[60]. Dwa lata później na VIII Ogólnokrajowej Konferencji Kobiet PPS, odbywającej się w Warszawie w dniach 23-24 października 1928 r., postulowano uprawomocnienie „[…] w całej Polsce ślubów i rozwodów cywilnych”, celem uniezależnienia małżeństw cywilnych[61].

W 1931 r. radykalne feministki publikowały na łamach prasy lewicowej postulaty o wprowadzenie do Kodeksu karnego nowych norm prawnych w stosunku do małżeństwa[62]. Budzińska-Tylicka na łamach „Głosu Kobiet” pisała: „[…] od pół wieku w całym cywilizowanym świecie, tak i u nas mają nareszcie być rozwody dla nieszczęśliwie połączonych małżeństw. […] Będą tak, jak i na całym świecie dawane przez władze cywilne, a kto sobie życzy może brać ślub w Kościele, ale rozwody zawsze będą tylko sprawą sądową”[63]. W opinii autorki to rozwiąże wiele niesprawiedliwości i przyczyni się do dobra dzieci. Dla podparcia tych żądań przywoływano także przykłady z innych krajów, najczęściej Europy Zachodniej, gdzie środowiska feministyczne domagały się ślubów i rozwodów cywilnych. Informacja z Austrii miała przekonać polskie radykalne feministki, jak ważna jest praca nad propagowaniem nowych idei obyczajowych. W notce prasowej czytamy: „Tow. Adelheid Popp wystawiła żądanie reformy obowiązującego prawa małżeńskiego, które jest bardzo zacofane, a zastąpienie go przez odnośne prawodawstwo niemieckie, niedoskonałe wprawdzie, ale stanowiące znaczny postęp. W Austrii bowiem istnieje nie tylko nierozdzielność małżeńska, ale nawet w razie uzyskanego z trudem rozwodu małżonkowie nie mogą zawrzeć nowych związków, jeśli tylko jedno z nich należało w chwili ślubu do wyznania katolickiego, a później zmieniło wyznanie lub też stało się bezwyznaniowym”[64]. Dla feministek i komunistów takie prawo małżeńskie było nie do przyjęcia. Należało zmienić przepisy. Sukcesem feministek było wprowadzenie swego projektu pod obrady Rady Federalnej.

Na łamach prasy lewicowej i feministycznej lansowano pruski[65] model małżeństwa –świeckiego, a nie kościelnego. Przez długie lata po odzyskaniu niepodległości przez Polskę obowiązywał w Poznańskiem i na Pomorzu, były tam prawnie usankcjonowane śluby i rozwody cywilne. Temu projektowi przeciwstawiał się Kościół rzymskokatolicki w Polsce, toteż środowiska lewicowe i feministyczne starały się za wszelką cenę zdyskredytować autorytet Kościoła. Na łamach „Głosu Kobiet” pisano: „[…] gromy rzucają księża z ambon, dlaczego w swych katolickich pismach bez przerwy atakują projekt nowego prawa, że to niby będzie bolszewickie; że żenić się będą niby na próbę, że mężowie rzucać będą swe żony po paru tygodniach; że powstanie zgorszenie i przekleństwo Boże… […] Kobiety jeszcze bardziej dają posłuch tym kłamstwom niż mężczyźni”[66]. Kończąc swe refleksje, Budzińska-Tylicka apelowała do proletariuszek i feministek: „Nie wierzcie księżom! Ani paniusiom, ani panom, co księżowskie interesy podtrzymują – wierzcie nam socjalistom”. Dziś po wielu latach możemy ocenić, do czego doprowadziła nas wiara liberałom, socjalistom, radykalnym feministkom i zdeprawowanym osobom[67]. Prowadzą lud na manowce, następuje zapaść obyczajowa, rozpad małżeństwa na niespotykaną skalę.

Głos Kościoła rzymskokatolickiego w obronie małżeństwa przez cały czas był wyśmiewany i podważany przez środowiska feministyczne i komunistyczne. Katolicy bronili małżeństwa, czynili to różnymi sposobami, m.in. wydano broszurkę, która opisywała, jaka jest nauka Kościoła o małżeństwie i jakie zagrożenie dla wspólnoty narodowej płynie z niszczenia małżeństw[68]. „Podjęto kolejny raz próbę rozbicia rodziny – czytamy w broszurze – próbuje się zburzyć ostatnią twierdzę chrześcijańskiego wychowania, jaką jest rodzina: wrogowie Kościoła wiedzą, że ostoją wiary i dobrych obyczajów jest chrześcijańska rodzina; chcą zeświecczyć – i w części im się to udaje – szkołę i szkolne wychowanie; przeszkadza im jeszcze chrześcijańskie wychowanie w rodzinie i dlatego chcą rozbić rodzinę. Musimy bronić ostatniej twierdzy chrześcijańskiego wychowania”[69]. Księża biskupi w liście pasterskim skierowanym do wiernych również stanęli w obronie małżeństw katolickich. Nie trzeba było długo czekać na reakcje środowisk lewicowych. Czołowa radykalna feministka polska Dora (Dorota) Kłuszyńska[70] na łamach „Głosu Kobiet” pisała: „[…] martwią się księża biskupi, że święty sakrament małżeński nie jest szanowany”. W dalszej części snuła refleksje: „Małżeństwa się rozchodzą, zmieniają żony, względnie mężów, słowem – demoralizacja na całej linii”, ale duchowni nie chcą tego widzieć[71]. Skala rozwodów w społeczeństwie polskim była niewielka, ale w propagandzie feministycznej miała mieć niebotyczne rozmiary.

Środowiska feministyczne i komunistyczne nie rezygnowały z postulatów wprowadzenia ślubów i rozwodów cywilnych. Na I Ogólnopolskim Zjeździe, odbywającym się w Krakowie 25 listopada 1934 r. w sprawie regulacji urodzeń i reformy seksualnej[72], podjęto uchwałę dotyczącą małżeństw, zażądano „[…] jednolitej ustawy, oczyszczonej z teologicznych wymagań i przestarzałych obyczajowych przepisów”. Kategorycznie żądano, by nowa ustawa „[…] reformująca prawo małżeńskie w Polsce, wprowadziła śluby cywilne i uznała pełne prawo do rozwodów”[73]. W obronie małżeństwa jako wspólnoty stabilnej i sakramentalnej stawał Kościół rzymskokatolicki. Za swą ewangeliczną postawę był za każdym razem krytykowany i ośmieszany przez środowiska feministyczne, liberalne i komunistyczne. Budzińska-Tylicka w 1935 r. na łamach „Głosu Kobiet” pisała: „[…] nie można doczekać się dekretu prezydenta o ślubach i rozwodach cywilnych – choć od 7-miu lat projekt takiego prawa istnieje i czeka na zatwierdzenie, ale nie może doczekać się rozstrzygnięcia ta ważna sprawa, bo na to nie chce się zgodzić kler katolicki”[74].

 W numerze lutowym w 1936 r. Budzińska-Tylicka, odpowiadając na list jednego z towarzyszy, zbulwersowała się jego katolicką narracją, jaką przedstawił w liście. Czytamy odpowiedź na łamach „Głosu Kobiet”: „[…] bardzo nas zdziwiło, że towarzysz uznał, iż sprawa reformy (zmiany) obecnego prawa małżeńskiego jest »nienaczasie« i w złem świetle przedstawiona”. Kończy swój list tak: „Co Bóg założył, tego niech człowiek nie zmienia. – Żeby to powiedział jakiś ksiądz, co żyje z tego, że drogo bierze za ślub, chrzest albo pogrzeb – to jest zrozumiałe, bo każdy człowiek żyjący tylko dla pieniędzy, bez żadnych wielkich ideałów, tak uparcie trzyma się starego, zacofanego systemu; żeby tak mówił zakrystian, albo ciemna otumaniona dewotka, to także jest zrozumiałe, ale żeby takie zacofane, przestarzałe, bezkrytyczne zdania wygłaszał ktoś uważający się za socjalistę, to znaczy człowieka walczącego z przesądami, z wyzyskiem […] trudno uwierzyć!”[75]. W dalszej części listu uważa towarzysza za mało roztropnego i spostrzegawczego, niewyrobionego ideologicznie, zaś sama przechwala się swym wykształceniem, swymi osiągnięciami, a ostatecznie stwierdza, że towarzysz jest w błędzie i powinien dokształcić się ideologicznie.

Przez prawie tysiąc lat broniliśmy cywilizacji chrześcijańskiej, byliśmy przedmurzem chrześcijaństwa. Z mocą chrześcijańską, a przede wszystkim z pomocą Matki Bożej nasi dziadkowie i ojcowie bronili Warszawy przed nawałą komunizmu w 1920 r. Do cech naszej cywilizacji i narodu należało nierozerwalne małżeństwo. Polacy nigdy nie zaakceptowali rozwodów, mimo naporu prawosławia i protestantyzmu, które wprowadziły rozerwalność małżeńską. Poszanowanie rodziny i małżeństwa przez całe stulecia dawało nam siłę duchową i moralną, tak jak wiara i Kościół rzymskokatolicki.

Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę w 1918 r. rodzina nadal była ostoją chrześcijańskiej cywilizacji. Mimo prób zniszczenia świętości małżeństwa i rodziny Polacy obronili te dwie tak bardzo ważne instytucje społeczne. Profesor Władysław Abraham pisał w latach dwudziestych XX w.: „Odwołuję się do zmysłu samozachowawczego naszego narodu, aby tej sprawy (tj. prawa małżeńskiego) nie lekceważył, lecz starał się ująć ją w myśl zasad religijnych. W ten sposób wzmocni się także ten »wał ochronny, jakim jest nasze państwo przed pożogą bolszewizmu«. Zwolennikami rozwodów u nas, obok stronnictw radykalizujących tudzież osób interesownych, jest zresztą tylko cieniuchna, bo niecała warstwa naszej inteligencji, niepomnej tego, że inteligencja nigdy, jak doświadczenie dziejowe uczy, nie umiała opanować prądów rewolucyjnych, które sama, szerząc niebacznie radykalne hasła, wywołała”[76].

Konkludując, można rzec, że rozwody ze swej natury nie zmniejszają niemoralności, lecz przeciwnie – są źródłem jej wzrostu. Ponadto sprzyjają zabójstwom dzieci nienarodzonych, a także wyrządzają ogromną krzywdę tym, które już ujrzały światło dzienne, ale często stają się bezdomne[77].

  • Legalizacja rozwodów

Małżeństwa i rozwody cywilne zostały zalegalizowane prawnie w całej Polsce przez władze komunistyczne w 1946 r.[78]. Uczyniono to administracyjnie, bez zgody Polaków. Dokonano gwałtu na prawie tysiącletniej tradycji narodu polskiego, niszcząc nierozerwalność małżeństwa i świętość rodziny. W pierwszych latach liczba rozwodów była niewielka. Wraz z propagandą antykatolicką i głoszeniem nowych idei komunistycznych w społeczeństwie polskim wzrastała grupa osób niewierzących i obojętnych religijnie.

Dość dobrze charakteryzuje to ks. bp Władysław Miziołek: „Wśród przyczyn rozwodów nie wymienia się zazwyczaj braku lub osłabienia wiary i moralności, choć faktem jest, że mocna wiara i autentyczna moralność stoją na straży trwałości rodziny. Wykazuje to statystyka z naszego kraju, z której wynika, że w okolicach, gdzie żywsze są praktyki i tradycje religijne oraz wyższy poziom moralności chrześcijańskiej, mniej też jest rozwodów. Badania ankietowe wśród rozwiedzionych w ostatnich latach oraz przewody spraw rozwodowych pozwalają ustalić, że najczęstszymi przyczynami rozwodów w Polsce są: niewierność małżeńska, trwałe związanie się z inną osobą, alkoholizm, znęcanie się nad współmałżonkiem albo nad rodziną, niedobór charakterów, brak zainteresowania się domem. Jak widzimy, większość z tych przyczyn ma charakter moralny, podobnie jak wspomniane wyżej poczucie obowiązku i odpowiedzialności. Sam zaś fakt łatwej decyzji czy zgody na rozejście się jest u chrześcijan dowodem osłabienia wiary, bo wypowiedzi Ewangelii i nauka Kościoła są co do rozwodów jak najbardziej jasne. Z drugiej strony, religijność przeżywana wspólnie przez małżonków – pomaga przezwyciężyć egoizm, agresywność, zarozumiałość, lenistwo (wady, które najczęściej niszczą więź małżeńską), pozwala w sakramencie pokuty uwolnić się od dotychczasowych win, daje siłę do przebaczenia i rozpoczynania nowego życia, ułatwia zachowanie równowagi duchowej w sytuacjach trudnych i w chwilach zagrożenia”[79].

Ile w poszczególnych latach było zawartych małżeństw, a ile rozwodów w Polsce? Statystyka jest zatrważająca. Dość dokładnie możemy to prześledzić w poniższej tabeli.

Liczba zawartych małżeństw i rozwodów w Polsce w latach 1946-2018

RokLiczba zawartych małżeństw  w tysiącachLiczba małżeństw na 1000 osóbLiczba rozwodów w tysiącachLiczba rozwodów na 1000 osóbUdział procentowy rozwodów do nowo zawartych małżeństw
1946281,911,98,00,32,8
1947308,913,09,00,42,9
1948319,213,310,00,43,1
1949273,911,211,10,54,1
1950267,110,811,00,44,1
1951270,310,711,10,44,1
1952267,710,412,50,54,7
1953261,710,012,80,54,9
1954263,09,812,40,54,7
1955258,69,513,30,55,1
 2 772,3 111,2 4,0
1956260,09,413,80,55,3
1957256,79,115,70,66,1
1958263,79,215,70,56,0
1959277,19,515,40,55,6
1960244,28,214,80,56,1
1961236,07,916,80,67,1
1962228,17,518,00,67,9
1963219,87,219,50,68,9
1964230,77,420,90,79,1
1965199,96,323,60,811,8
 2 416,2 174,2 7,2
1966225,97,124,40,810,8
1967238,07,527,00,911,3
1968257,98,029,40,911,4
1969270,38,333,01,012,2
1970280,38,534,61,112,3
1971291,68,936,31,112,4
1972307,79,337,41,112,2
1973314,59,439,71,212,6
1974319,69,539,71,212,4
1975330,89,741,31,212,5
 2 836,6 342,8 12,1
1976326,79,538,01,111,6
1977326,39,443,21,213,2
1978327,29,335,81,010,9
1979319,09,040,31,112,6
1980307,48,639,81,112,9
1981322,79,040,21,112,5
1982315,88,746,71,114,8
1983305,98,445,81,315,0
1984285,37,752,91,318,5
1985266,87,249,11,318,4
 3 103,1 431,8 13,9
1986257,96,950,61,419,6
1987252,86,749,71,319,7
1988246,86,548,21,319,5
1989255,76,747,21,218,5
1990255,46,742,41,116,6
1991233,26,133,80.914,4
1992217,35,732,00,814,7
1993207,75,427,90,713,4
1994207,75,431,60,815,2
1995207,15,438,11,018,3
 2 341,6 401,5 17,1
1996203,65,339,41.019,4
1997204,95,342,61,120,8
1998209,45,545,21,221,6
1999219,45,742,01,119,1
2000211,25,542,81,120,3
2001195,15,145,31,223,1
2002191,95,045,41,223,4
2003195,45,148,61,325,1
2004191,85,056,31,529,2
2005206,95,467,61,832,7
 2 029,6 475,2 23,4
2006226,25,971,91,931,8
2007248,76,566,61,726,8
2008257,76,865,51,725,4
2009250,86,665,31,726,0
2010228,35,961,31,626,9
2011206,55,464,61,731,4
2012203,95,364,41,731,6
2013180,44,766,11,736,7
2014188,54,965,81,735,8
2015188,84,967,31,835,6
 2 179,8 658,8 30,3
2016193,55,063,51,732,8
2017192,65,065,31,733,9
2018192,45,062,81,632,6

Źródło: Rocznik Demograficzny 2018, GUS, Warszawa 2018, s. 24-26; Obliczenia własne autora.

            Najczęstszą przyczyną rozwodów jest niewierność małżeńska, innymi słowy – zdrada. W 2015 r. z tej przyczyny rozpadło się 14% małżeństw[80], zaś w 2018 r. ponad 10%[81]. Znaczący wzrost rozwodów zauważamy od 1966 r., kiedy w Polsce zalegalizowano sprzedaż pigułek antykoncepcyjnych. Antykoncepcja rujnuje nie tylko zdrowie, ale przede wszystkim niszczy więzy małżeńskie w wymiarze duchowym i moralnym. Przy stosowaniu środków niszczących płodność każda ze stron w małżeństwie wystawiona jest na pokusę niewierności. Kolejną przyczyną rozwodów jest niezgodność charakterów i nadużywanie alkoholu[82].

Tabela wskazuje liczbę zawartych małżeństw w kolejnych dekadach i jak w tym samym czasie rosła liczba rozwodów.

Liczba zawartych małżeństw i rozwodów w podziale na dziesięciolecia w latach 1946-2018

LataMałżeństwa w tysiącach  Zmiana procentowa małżeństw, dekady do dekadyRozwody w tysiącachZmiana procentowa rozwodów, dekady do dekadyUdział procentowy rozwodów do nowo zawartych małżeństw
1946-19552 772,3 111,2 4,0
1956-19652 416,2↓ 12,8%174,2↑ 56,6%7,2
1966-19752 836,6↑ 17,4%342,8↑ 96,8%12,1
1976-19853 103,1↑ 9,4%431,8↑ 25,9%13,9
1986-19952 341,6↓ 24,5%401,5↓ 7%17,1
1996-20052 029,6↓ 13,3%475,2↑ 18,3%23,4
2006-20152 179,8↑ 7,3%658,8↑ 38,64%30,3
2016-2018578,5 191,6 33,1
 15 146,2 2 788,2 18,4%

Źródło: Obliczenia własne autora.

Wykres przedstawiający liczbę małżeństw i rozwodów w podziale na dekady w latach 1946-2015 lepiej pokaże prawidłowość, która występuje w społeczeństwie polskim od połowy lat osiemdziesiątych XX w.

Filipiny

            Wraz ze spadkiem zawieranych małżeństw rośnie liczba rozwodów. To wskazuje na proporcje obu zjawisk, które są uzależnione od kondycji duchowej i moralnej społeczeństwa. Wraz ze słabszą kondycją życia duchowego i moralnego spada liczba małżeństw, a wzrasta liczba rozwodów. Procesy te w społeczeństwach dokonują się powoli, ale są bardzo niszczące, a w ostateczności są jednymi z ważniejszych impulsów społecznych przyczyniających się do depopulacji narodu. Co doskonale ilustruje powyższy wykres.

            Największą liczbę małżeństw Polacy zawarli w latach 1966-1985, była to grupa Polaków urodzona w czasie wyżu demograficznego po II wojnie światowej. Od 1992 r. liczba ta systematycznie spada, z niewielkimi wyjątkami. Takiego stanu rzeczy należy upatrywać przede wszystkim w deprawacji młodego pokolenia, które trwa co najmniej od trzech dekad. Proces ten spowodował, że wielu młodych odrzuciło instytucjonalne małżeństwo na rzecz wolnych związków. Rewolucja obyczajowa ma charakter masowy, w pierwszym etapie dokonywała się poprzez dyskoteki i kluby nocne, od końca XX w. dewiację propaguje się przez internet i w różnego rodzaju mediach.

            Duża liczba rozwodów w okresie powojennym była pokłosiem II wojny światowej. Przez turbulencje wojenne wiele małżeństw nie dochowało wierności, inne były poranione rozłąką, a inne niosły na sobie brzemię przedwojenne, przede wszystkim dokonania zabicia dziecka nienarodzonego (Kodeks karny z 1932 r. dawał możliwość zabicia dziecka nienarodzonego m.in. z powodu choroby). Innym powodem była nowa rzeczywistość, którą budowali w Polsce ludzie bez wiary w Boga i właściwej moralności. Członkowie PPS i PPR byli zagorzałymi propagatorami światopoglądu materialistycznego. Dla nich wiara w Boga i wartości moralne wynikające z religii chrześcijańskiej nie miały żadnego znaczenia. Małżeństwo było tylko kontraktem cywilnym. Rozwód był dozwolony, nie było żadnych barier.

            Gwałtowny wzrost rozwodów w Polsce nastąpił po legalizacji aborcji w 1956 r., która dokonała ogromnych spustoszeń w życiu moralnym wielu kobiet. W porównaniu do poprzedniego okresu (1946-1955) liczba rozwodów zwiększyła się o 56,6%, ze 111,2 tys. do 174,2 tys. rozwodów.  Ponadto na dość dużą skalę Polacy dokonywali apostazji, czemu sprzyjały władze propagujące światopogląd ateistyczny. Zniszczenie wrażliwości wobec norm moralnych wypływających z wiary katolickiej doprowadziło rzesze Polaków do podejmowania decyzji opartych na własnych osądach moralnych, niezakorzenionych w wyznawanej wierze.

Kolejnym impulsem, dość mocnym, w relatywizowaniu życia moralnego i duchowego było wprowadzenie w 1966 r. do sprzedaży pigułek antykoncepcyjnych. Liczba rozwodów do poprzedniego okresu (1956-1965) wzrosła o 96,8%, ze 174,2 tys. do 342,8 tys. Prawie się podwoiła. Lata 1966-1975 były czasem agresywnej ateizacji społeczeństwa polskiego, czemu sprzyjały propaganda „światopoglądu naukowego”, zabijanie nienarodzonych dzieci, a także różnego typu zachęty do stosowania środków antykoncepcyjnych. Demoralizacja sumień toczyła się przez Polskę na masową skalę. Nie wolno nam zapominać o rozpijaniu Polaków. Przyzwolenie na spożywanie alkoholu było wszechobecne. To doprowadzało do wielu konfliktów małżeńskich, a w ostateczności do rozwodów[83]. W 1960 r. ze szkół wyrzucono naukę religii, rozpoczęto laicyzację szkolnictwa[84]. Przez trzydzieści lat dzieci i młodzież były indoktrynowane wedle jedynie słusznego światopoglądu materialistycznego – „naukowego”. A Kościół i prawo Boże były wrogiem numer jeden[85].

W latach 1976-1985 rozpadło się 431,8 tys. małżeństw, nastąpił kolejny wzrost w porównaniu do poprzedniej dekady o 25,9%. W tym okresie udział procentowy rozwodów do nowo zawartych małżeństw wynosił 13,9%. Małżeństwo traciło swą stabilność i stawało się coraz częściej miejscem mało bezpiecznym, przede wszystkim dla dzieci. Deprawacja społeczeństwa polskiego z każdym dziesięcioleciem kroczyła ku przepaści, co zacznie się odbijać w przyszłości w depopulacji społeczeństwa polskiego.

Lata 1986-1995 były jedynym okresem, gdzie liczba rozwodów do poprzedniego dziesięciolecia spadła o 7%, z 431,8 tys. rozwodów do 401,5 tys. W 1990 r. w Polsce rozpadło się ponad 42 tys. małżeństw, w kolejnym – 33,8 tys., w 1992 r. – 32 tys., w 1993 r. – 27,9 tys., a w 1995 r. – do 38,1 tys.

Gdzie upatrywać przyczyn takiego stanu rzeczy? Otóż ogromny entuzjazm i nadzieję na odnowę moralną i duchową wśród Polaków przyniosły pielgrzymki Jana Pawła II do Polski[86]. Zaowocowały powstaniem ogromnej masy ruchów i stowarzyszeń katolickich[87]. Zaangażowanie wielu wiernych świeckich dawało nadzieję na budowanie lepszej i sprawiedliwszej Polski. Powrót katechizacji do szkół po trzydziestu latach jej nieobecności miał zapewnić odnowę moralną i konfesyjną. Jednak konfrontacja ze światem liberalnym i lewicowym spowodowała dalsze osłabienie wiary i moralności wśród Polaków. Toteż te nadzieje bardzo szybko zostały zniszczone w wyniku przemian społeczno-gospodarczych, które po 1990 r. wytworzyły ogromne bezrobocie, niepewność jutra, biedę wśród ogromnej masy Polaków[88]. Niewielkie grupy uwłaszczały się, stając się z dnia na dzień ludźmi majętnymi, a ogromne rzesze Polaków pozostawały bez pracy i środków do życia. Kolejny raz nadzieje Polaków na budowanie suwerennej Ojczyzny zostały zaprzepaszczone przez rządy socjalistów liberalno-lewicowych.

W latach 1996-2005 liczba rozwodów w Polsce, niestety, znów zaczęła rosnąć, z 401,5 tys. do 475,2 tys., co stanowiło wzrost o 18,3%. Warto tu nadmienić, że udział procentowy rozwodów do nowo zawartych małżeństw wynosił 23,4%, prawie 1/4 małżeństw się rozpadała. Był to czas utraconych nadziei na lepsze jutro. Od początku lat dziewięćdziesiątych XX w. w Polsce nasiliła się deprawacja młodego pokolenia. Wielki wpływ miały na to dyskoteki i muzyka disco polo, która ma charakter seksualizujący, a także inny typ muzyki, w której przemycano treści satanistyczne, osłabiające wiarę wśród młodzieży, co ostatecznie prowadziło do apostazji i zerwania z tradycją Kościoła katolickiego. Ogromne spustoszenie wśród młodych czyniła prasa dla nastolatków, która lansowała relatywizm moralny, niszcząc życie duchowe młodego pokolenia Polaków. Małżeństwo zaczyna być kontestowane przez młodzież. Wykreowano nowego człowieka, bez wartości moralnych, bez potrzeby życia duchowego, korzystającego z uciech tego świata. To powtórka z historii imperium rzymskiego, gdzie zamykano świątynie i biblioteki, a w ich miejsce tworzono aquaparki.

Kolejne lata, 2006-2015, również przynoszą wzrost rozwodów, z 475,2 tys. do 658,8 tys., co stanowiło 38,6% w stosunku do poprzedniej dekady. Ponad 30% nowo zawartych małżeństw rozpada się. Gdzie upatrywać tak daleko posuniętej destabilizacji małżeństwa? W deprawacji młodego pokolenia, która dokonuje się już od ponad 25 lat. Wielu Polaków odrzuciło wartości wyniesione z domu rodzinnego, tradycyjne wychowanie. Kontestują małżeństwo, żyją bez Boga. Przyjęli postawę bezwyznaniową o orientacji ateistycznej albo deistycznej.

Tak powszechne ośmieszanie duchownych i Kościoła rzymskokatolickiego niszczy w nich wiarygodność do przesłania ewangelicznego. Rozwód dla wielu z nich jest dobrem społecznym, z którego trzeba korzystać. Kolejną przyczyną rozpadu małżeństw była emigracja zarobkowa Polaków do wielu krajów Europy[89]. Długotrwała rozłąka powodowała niewierność małżeńską, a ostatecznie prowadziła do rozwodu[90]. Media liberalne lansowały przez cały czas nowy styl życia, gdzie nowoczesne społeczeństwo ma być tolerancyjne dla współczesnych zachowań, ma być na topie, modne i nikogo nierażące[91]. Liczbę rozwodów zwiększyły też nieuczciwie wykorzystywane przepisy prawa, które przyznawało zasiłek dla matki samotnie wychowującej dziecko[92]. Żeby otrzymać zasiłek, wiele rodzin decydowało się na fikcyjne rozwody.

Z końcem drugiej dekady XXI w. znacznie zmniejszyła się liczba małżeństw, a wzrosła liczba rozwodów. W 2017 r. zawarto 192,6 tys. małżeństw, liczba rozwodów wzrosła do 65,3 tys., co stanowiło 33,9% rozwodów do nowo zawartych małżeństw. Pod wpływem rewolucji seksualnej doprowadzono w Polsce do zerwania z wiarą katolicką, która niosła wartości moralne podtrzymujące naród przez ponad 1000 lat. Wiara i moralność obecnie jest traktowana jako dziedzictwo kulturowe. Apostazja dokonała się w grupie wiekowej do 60. roku życia. Społeczeństwo stało się areligijne, amoralne, aspołeczne, pielęgnujące konsumpcjonizm i hedonizm. Odrzucono tradycję katolicką i narodową na rzecz globalizacji liberalnej.

Mimo tak dramatycznej sytuacji naród polski podejmuje próby ratowania swej złej kondycji moralnej, przede wszystkim małżeństwa i rodziny. Fundacja Mamy i Taty przeprowadziła kilka lat temu kampanię społeczną pod hasłem „Rozwód? Przemyśl to”. Jej celem było uświadomienie rodzicom, że psychologiczne i emocjonalne konsekwencje rozwodu są dla dzieci bardziej poważne i dalekosiężne, niż się powszechnie uważa. Punktem wyjścia kampanii był przeprowadzony wcześniej sondaż na temat, co Polacy sądzą o rozwodach. Okazało się, że 84 proc. badanych uważa zjawisko rosnącej liczby rozwodów za drugi po narkomanii poważny problem społeczny. Ankietowani mają świadomość, że rozwód rodziców to trudny czas dla dzieci i że trzeba im pomóc przez niego przejść. Sądzą jednak, że „kulturalny rozwód” pomoże zniwelować ten problem. „Niewielu z nich zdaje sobie sprawę, że rozwód to coś więcej niż techniczny problem nieobecności jednego z rodziców, coś więcej niż emocjonalna niewygoda i stres przez jakiś czas. Rozwód to zbudowanie w dziecku trwałego przeświadczenia o niemożności tworzenia trwałych, stabilnych związków międzyludzkich. To zburzenie w nim nadziei na to, że możliwe jest trwałe, niezachwiane szczęście między ludźmi” – podsumowuje ten wątek Marek Grabowski, prezes Fundacji Mamy i Taty[93]. A zatem za wszelką cenę trzeba ratować małżeństwa, by były stabilne i trwałe aż do ostatnich dni swego istnienia. Okresy, w których nasilała się liczba rozwodów, a takie w naszych dziejach były – XVI, XVIII i druga połowa XX i XXI wiek – to czas upadku moralności i religijności. Ogromny regres społeczny, który zazwyczaj kończył się tragicznie.

Ile małżeństw jest obecnie po rozwodach, pierwszym, drugim, a może i kolejnym? W latach 1946-2018 udzielono 15 146 200 małżeństw, zaś sądy cywilne orzekły prawie 2 788 200 rozwodów, co stanowiło 18,4% ogólnej liczby zawartych małżeństw. A zatem, ile osób zostało poranionych rozpadem małżeństwa? Najczęściej cierpią dzieci, rodzice jednej i drugiej strony, najbliższa rodzina. Jeśli jeden rozwód pokaleczył 10 osób, włączając samych rozwodników, to dramat związany z rozwodami objął w Polsce 27 882 000 Polaków. Niebagatelna to grupa, której zafundowano swoiste doświadczenie nowoczesnego państwa, jak to szermują do tej pory radykalne feministki, liberałowie, wolnomularze i komuniści. Czy o taką wolność chodziło, wolność bez Boga i wartości moralnych? Opartą na wartościach bezwyznaniowej grupy społecznej, która propaguje bezbożność i deprawację, ból i cierpienie i przyszłość bez przyszłości narodu i rodziny?!

  • Dzietność a rozwód

Jak się okazuje, potomstwo w małżeństwie ma ogromny wpływ na decyzje o prawdopodobieństwie rozwodu. Wraz ze wzrostem dzieci w małżeństwie prawdopodobieństwo rozwodu maleje.

Liczba dzieci w rodzinie a rozwód

RokRozwody ogółemOdsetek rozwiedzionych małżeństw  
bez dzieciliczba dzieci
 1234 i więcej
198010037,643,415,62,70,8
199010031,139,723,44,51,4
200010035,140,119,34,21,4
201010040,838,117,42,90,8
201510041,836,518,12,80,7
201610041,336,019,13,00,7
201710041,435,619,52,80,7
201810042,434,919,13,00,7
Źródło: Rocznik Demograficzny 2019, GUS Warszawa 2019, s. 246.

            Jak wskazują dane zebrane z wielu lat, większość małżeństw rozwiedzionych to pary niemające dzieci albo tylko z jednym dzieckiem. Jest to grupa licząca około 80% rozwiedzionych małżeństw. Prawdopodobieństwo rozwodu zmniejsza się wraz ze wzrostem liczby dzieci. Drugie dziecko w rodzinie zmniejsza prawdopodobieństwo rozwodu o połowę, trzecie – pięciokrotnie, a czwarte – siedmiokrotnie[94]. W 2018 r. ponad 53 tys. dzieci, poniżej osiemnastego roku życia[95], było wychowywanych przez osoby rozwiedzione. Kolejny problem, który dotyka społeczeństwo polskie, to dość duża liczba urodzeń pozamałżeńskich, w 2016 r. było ich 25%, co czwarte dziecko rodziło się poza małżeństwem[96].

***

Brak stabilnego małżeństwa, związku mężczyzny i kobiety, bardzo niekorzystnie wpływa na przyrost naturalny. Osoby żyjące w związkach partnerskich ograniczają się do jednego dziecka albo zupełnie rezygnują z dzieci na rzecz własnego przyjemnego życia. To przekłada się na depopulację w Polsce, gdzie od kilku lat więcej osób umiera, niż się rodzi. Kontestacja małżeństwa przez młode pokolenie Polaków powoduje, że przyszłość naszego kraju rysuje się w ciemnych barwach. Na ulicach naszych miast i wiosek widać coraz mniej dzieci i młodzieży. Widoczni są starsi, których będzie z każdym rokiem przybywać.

Okres ostatnich siedmiu dekad kładzie się ogromnym cieniem na dziejach Polski. Dokonano ogromnego spustoszenia moralnego wśród małżonków, ale jest to pokłosie systematycznie realizowanego nowoczesnego społeczeństwa bez Boga i wartości moralnych. Systematycznie przenikają do społeczeństwa idee postmodernistyczne moralnego luzu, a każdy człowiek jest panem własnych wartości moralnych. Przy analizach naukowych o demografii w Polsce czy na świecie pomijany jest element moralny i konfesyjny, nie pozwala na to poprawność polityczna, a on ma największą wartość budującą trwałość małżeńską i populacyjną w narodach.

Ks. Krzysztof Bielawny

Przypisy:


[1]     Zob. M. Karczewski, Szatan w Apokalipsie św. Jana, Olsztyn 2013, s. 10.

[2]     Zob. T. Kałużny, Nierozerwalność małżeństwa w optyce luterańskiej, „Sympozjum” 2010, nr 1, s. 61-74; zob. T. Guz, Wprowadzenie rozwodu i negacja sakramentu małżeństwa przez Marcina Lutra, NDz 2015, nr 67. W 1529 r. M. Luter w przedmowie do „Trauhuchlein” pisał: „[…] skoro zatem ślub i stan małżeński są sprawą świecką (ein weltlich Geschaft), nie do nas księży i sług kościelnych należy zarządzanie czegokolwiek w niem, lecz powinniśmy zostawić każdemu miastu i krajowi zwyczaje, jakie w nich są przyjęte”. Ostatecznie Luter odarł małżeństwo z charakteru religijnego – przyznają to nawet liczni protestanci – i uczynił z niego instytucję czysto świecką.

[3]             Zob. K. Sochaniewicz, Rozwody na Rusi Halickiej w XV i XVI wieku, Lwów 1929, s. 4-44; zob. M. Zaborowski, Małżeństwo i rozwód w Kościele prawosławnym – aspekt prawno-kanoniczny, „Annales Canonici” 2012, t. 8, s. 109-123.

[4]     Zob. P.Z. Pomianowski, Rozwód w prawie francuskim w latach 1792-1816, „Studia Iuridica Lublinensia” 2016, t. 3, s. 767-782.

[5]     Zob. W. Kochowski, O rozwodach, dz. cyt., s. 135.

[6]     Zob. Rozwody, w: Słownik Apologetyczny wiary katolickiej podług dra J. Jaugey’a opracowany i wydany staraniem x. W. Szcześniaka, t. 3, Warszawa 1894, s. 460-467.

[7]     Zob. I. Malinowska-Kwiatkowska, Pozwolenie na małżeństwo w prawie francuskim XVI-XVIII stulecia, „Zeszyty Naukowe Uniwersytetu Jagiellońskiego. Prace Prawnicze” 1993, z. 149, s. 49; zob. P.Z. Pomianowski, Rozwód w XIX wieku na centralnych ziemiach polskich. Praktyka stosowania Kodeksu Napoleona w latach 1808-1852, Warszawa 2018, s. 41.

[8]     Zob. T. Boy-Żeleński, Dwie legendy Jana Jakuba Rousseau, „Teologia Polityczna Co Tydzień” 2018, nr 26.

[9]     Zob. Pogląd na stosunki religijno-obyczajowe za czasów Stanisława Augusta, PL 1875, z. 1, s. 5-6.

[10]   Żył w latach 1747-1793. Książę Orleanu od 1785 r. Gustował w poglądach liberalnych, poparł idee rewolucji francuskiej. Wyparł się własnego ojca, Ludwika Filipa Grubego. Mając 23 lata, wstąpił do masonerii, niebawem otrzymał swój pierwszy stopień wielkiego mistrza. 21 czerwca 1771 r. został wybrany na wielkiego mistrza Wielkiej Loży Francuskiej. Za jego czasów i z jego inicjatywy powstał ryt francuski, który w 1787 r. zreformował system stopni wolnomularskich, zostawiając ich tylko siedem. Każdego roku wizytował wraz z żoną loże masońskie na terenie Francji. Z końcem lutego 1793 r. zrezygnował z członkostwa w masonerii, motywował to słowami, które zapisał w liście do Journal de Paris: „Według mojej opinii w republice, szczególnie w czasie jej powstawania, nie powinno być tajemnic i tajnych organizacji. Nie będę już się mieszał w sprawy Wielkiego Wschodu ani w to, co jest omawiane na zebraniach wolnomularzy”. Wielki Wschód przyjął rezygnację Filipa jako wielkiego mistrza. Odebrano mu członkostwo w masonerii. Wkrótce ta ogromna organizacja została rozbita przez władze rewolucyjne. Mimo wielu swych braci wolnomularzy nikt nie stanął w jego obronie w czasie terroru Robespierre’a. Zginął na szafocie z rąk rewolucjonistów 6 listopada 1793 r.

[11]   Cyt. za P. Bureau, Rozprężenie obyczajów. Studium socjologiczne, Kraków 1929, s. 104.

[12]   Zob. P.Z. Pomianowski, Rozwód w XIX wieku…, dz. cyt., s. 43-55.

[13]   Zob. S. Podoleński, Rozwód…, dz. cyt., s. 33.

[14]   Zob. A. Szymański, Społeczne znaczenie…, dz. cyt., s. 68.

[15]   W liście do Sylwii publicysta francuski Jacques pisał: „Nie zmieniłem zdania, ani też nie pogodziłem się ze społeczeństwem, a małżeństwo pozostaje dla mnie zawsze tą samą w najwyższym stopniu barbarzyńską instytucją, najdzikszą z tych, jakie społeczeństwo ze siebie wydało, nie wątpię, że kiedyś będzie ono zniesionem, gdy rodzaj ludzki postąpi naprzód w kierunku sprawiedliwości i rozumu. Zastąpi małżeństwo związek bardziej ludzki, a niemniej święty, który potrafi zapewnić możność istnienia dzieciom urodzonym z mężczyzny i kobiety, bez tego by zawsze krępować wolność tych dwojga ludzi”. Zob. P. Bureau, Rozprężenie obyczajów…, dz. cyt., s. 108.

[16]   Zob. P.Z. Pomianowski, Rozwód w prawie francuskim…, dz. cyt., s. 767-782.

[17]   Zob. Kongres socyalistów, PL 1877, nr 17, s. 392-393.

[18]   Zob. P. Bureau, Rozprężenie obyczajów…, dz. cyt., s. 330.

[19]   Zob. A. Szymański, Społeczne znaczenie…, dz. cyt., s. 68-69.

[20]   Tu rodzi się pytanie, co było powodem tak wielkiej liczby bezdzietnych małżeństw? Odpowiedzi udziela nam A. Szymański: „Niektórzy rodzice litują się nad losem dziecka, które ma się narodzić. W razie rozwodu, który prawie zawsze przychodzi, dziecko będzie pozbawione domu rodzinnego, będzie się wychowywać u jednego współmałżonka z uczuciem niechęci i żalu do obcej osoby prywatnej lub instytucji społecznej. Po co dziecku krzywdę robić? Zazwyczaj jednak decyduje inny motyw: kłopot z dzieckiem; w razie rozwodu, musi je ktoś zabrać i utrudnić sobie życie, musi się procesować o alimenty, albo też musi je gdzieś umieścić i opłacać. Nawet ci, którzy zawierają małżeństwo z miłości bez myśli o rozwodzie, chowają gdzieś w głębi serca myśl: na wszelki wypadek wolę być osobą całkowicie wolną, bo któż zaręczy, że nasza miłość nie wygaśnie?”. Zob. A. Szymański, Społeczne znaczenie…, dz. cyt., s. 9. 

[21]   Zob. W. Majdański, Kołyski…, dz. cyt., s. 61.

[22]   Zob. A. Szymański, Społeczne znaczenie…, dz. cyt., s. 9.

[23]   Zob. P. Bureau, Rozprężenie obyczajów…, dz. cyt., s. 16-54.

[24]   Zob. A. Szymański, Społeczne znaczenie…, dz. cyt., s. 40.

[25]   Zob. Rozwody panujących i Kościół, w: Słownik Apologetyczny wiary katolickiej podług dra J. Jaugey´a opracowany i wydany staraniem x. W. Szcześniaka, t. 3, Warszawa 1894, s. 467-472. W średniowieczu i w późniejszych stuleciach wielu władców uważało siebie za stojących ponad prawem. Dlatego też dochodziło do konfliktów między papiestwem a władcami.

[26]   Zob. Ł. Borodziej, Polityka szkolna Prus 1871-1878, „Rozprawy z dziejów oświaty” 1970, nr 13, s. 51.

[27]   Zob. S. Podoleński, Rozwód…, dz. cyt., s. 29.

[28]   Zob. J.S. Pelczar, Masoneria. Jej istota, zasady dążności, początki, rozwój, organizacya, ceremoniał i działanie, wyd. 4, Kraków 1914, s. 77.

[29]   Kronika-Hiszpania, PL 1872, z. 3, s. 206-207.

[30]   Zob. J. Kitrys, Rzecz o szkołach elementarnych, cz. 3, PL 1873, z. 15, s. 171.

[31]            Zob. P. Fiedorczyk, Radzieckie prawo rodzinne jako przedmiot recepcji w Polsce i innych państwach Europy Środkowo-Wschodniej, „Studia nad Autorytaryzmem i Totalitaryzmem. Studia nad Faszyzmem i Zbrodniami Hitlerowskimi” 2009, nr 31, s. 363.

[32]   Tamże, s. 49.

[33]   Zob. A. Szymański, Społeczne znaczenie…, dz. cyt., s. 69-70.

[34]   J. Jasiński, Bezprijutnyje, „Kurier Warszawski” 1927, nr 160.

[35]   Tamże.

[36]   Pastor protestancki o nierozerwalności małżeństwa, RN 1929, nr 4, s. 113.

[37]   Zob. Nowy projekt ustawy rozwodowej w Anglii, GK 1937, nr 16.

[38]   Zob. T. Czacki, O litewskich i polskich…, dz. cyt., s. 29.

[39]   Zob. J. Kłoczowski, L. Miller, J. Skarbek, Zarys dziejów Kościoła katolickiego w Polsce, Kraków 1986, s. 172-174.

[40]   Zob. Statystyka masońska, RN 1924, nr 9, s. 186. Na łamach „Rycerza Niepokalanej” czytamy: „[…] z Rocznika 1923 roku wyjmujemy parę danych dotyczących liczebności masonerji powszechnej. W 1922 roku masonerja właściwa liczyła w całym świecie 26.751 lóż i 3,480.000 członków. W Azji i Afryce masonerja jest najmniej rozpowszechniona. Ameryka natomiast jest częścią świata najbardziej zmasonizowaną. Stany Zjednoczone z Kanadą posiadają 58 Wielkich Lóż. 17.035 zakładów i 2,777.030 członków. Meksyk i Kuba 285 lóż i 15.570 członków. Argentyna, Brazylja, Chili, Peru etc. 719 lóż i 30.610 członków. Europa ma 7.114 lóż i 523.339 członków. W Anglji jest najwięcej: 3.354 lóż i 245.000 masonów. Wielki Wschód Francji liczy 334 loże i 40.000 członków”.

[41]   Należał do masonerii. Zob. J.S. Pelczar, Masoneria…, dz. cyt., s. 349.

[42]   Zob. Pogląd na stosunki religijno-obyczajowe za czasów Stanisława Augusta, PL 1875, z. 1, s. 5-6.

[43]   Zob. Polska Stanisławowska w oczach cudzoziemców, oprac. i wstęp W. Zawadzki, t. 1, Wrocław 1963, s. 539-540.

[44]   Zob. Z. Libera, Z dziejów pamiętnikarstwa polskiego w XVIII wieku o „Pamiętnikach Księdza Pstrokońskiego”, „Pamiętnik Literacki” 1980, z. 3, s. 36-46.

[45]   Pamiętniki księdza Pstrokońskiego kanonika katedralnego Gnieźnieńskiego z rękopisu wydane przez Edwarda Raczyńskiego, Wrocław 1844, s. 47-48.

[46]   Zob. A. Brückner, Dzieje kultury polskiej. Dzieje najnowsze do roku 1831, t. 3, Kraków 1831, s. 262-267.

[47]            Zob. E.M. Ziółek, O cywilnych rozwodach na ziemiach polskich w XIX wieku. Nowe badania nad recepcją Kodeksu Napoleona, „Roczniki Humanistyczne” 2019, z. 2, s. 199-209.

[48]   Zob. P.Z. Pomianowski, Rozwód w XIX wieku…, dz. cyt., s. 43-55.

[49]   Zob. E.M. Ziółek, O cywilnych rozwodach…, dz. cyt., s. 200.

[50]   Taka sytuacja była w Sparcie. Zob. K.F. Nagelsbach, Pohomerycka teologia…, dz. cyt., s. 264.

[51]   Zob. A. Fastyn, Przeszkoda katolicyzmu (impedimentum catholicismi) w prawie województw południowych II Rzeczypospolitej, „Czasopismo Prawno-Historyczne” 2014, z. 2, s. 133-151.

[52]   Zob. M. Lerowa, W palącej sprawie, GK 1920, nr 3. Autorka ubolewa nad obecnie funkcjonującym prawem w Polsce, przede wszystkim nad brakiem rozwodów. Czytamy: „[…] W Polsce sprawa rozwodowa rozstrzyga się przeważnie morderstwem. W Polsce do dziś dnia obowiązują przepisy carskie, pruskie i austriackie. Sejm gotuje nam takie uchwały, że konstytucja Sejmu Czteroletniego z 1791 r. była więcej postępowa, aniżeli obecne wypociny reakcyjne. W 1808 r. obowiązywało cywilne prawo rozwodowe, obecnie w tym zakresie obowiązują, ku uciesze kleru, prawa carskie. […] Piszę o tych ranach społecznych, o tej hańbie dwudziestego wieku, bo z komisji konstytucyjnej rozlega się szyderczy chichot jezuity księdza Lutosławskiego, który z całą bandą reakcyjną pragnie Polskę obdarzyć konstytucją średniowiecza – choćby z XIII wieku”.

[53]   Zob. Nabielak M., II Zjazd Kobiet PPS, GK 1921, nr 2.

[54]           Na łamach „Rycerza Niepokalanej” w 1935 r. odnajdujemy wyjaśnienie, czym jest „ślub cywilny”: „[…] Istnieją słowa, których ludzie dobrze nie rozumieją, chociaż ich często używają, wskutek czego powstaje zamieszanie pojęć i ciągłe nieporozumienie. Takim słowem często używanym, a mimo to pustym, bez sensu i treści, jest wyrażenie: ślub cywilny. Zeszły się w tym określeniu dwa słowa, które żadną miarą nie mogą żyć z sobą zgodnie. Ślub oznacza przyrzeczenie złożone Bogu. I całkiem słusznie, umowa małżeńska zawarta w kościele wobec kapłana, występującego w imieniu Chrystusa, nazywa się ślubem, ponieważ nowożeńcy przyrzekają w niej Bogu wzajemną miłość, wierność i uszanowanie. Natomiast ślub cywilny ma oznaczać, że do ważnego zawarcia związku małżeńskiego zarówno między Katolikami, jak protestantami i żydami, konieczna jest obecność urzędnika państwowego, występującego nie w imieniu Chrystusa, lecz upoważnionego tylko przez władzę państwową i nie mającego nic wspólnego z Chrystusem. Może się nawet trafić, że tym urzędnikiem będzie żyd albo nawet ateusz. Więc jakiem prawem nazywa się ślubem przyrzeczenie, w którym o Bogu nawet wzmianki nie ma, gorzej jeszcze – przez które katolik znieważa Boga, gdyż wbrew woli Bożej usiłuje zawrzeć umowę przez Kościół zakazaną. Dla katolika albo ślub jest kościelny, albo żadnego ślubu nie ma”. Zob. Małżeństwo czy „ślub cywilny”, RN 1935, nr 2, s. 44.

[55]   Zob. Kronika, GK 1926.

[56]   Pochodziła z wielodzietnej rodziny o tradycjach patriotycznych. Ojciec jej Alfons Budziński za udział w Powstaniu Styczniowym w 1863 r. został zesłany na Syberię. Justyna Budzińska w 1892 r. wyjechała na studia medyczne do Paryża. Po sześciu latach uzyskała dyplom medyczny. W czasie studiów wstąpiła w szeregi partii socjalistycznej. Przez całe życie była aktywistką feministyczną, działaczką socjalistyczną, lekarzem i działaczką społeczną. Zmarła w Warszawie 8 kwietnia 1936 r. Pogrzeb odbył się bez „udziału kleru”. Zob. Bolesna strata. Zmarła Tow. dr Budzińska-Tylicka, GK 1936, nr 9.

[57]   Zob. R. Moskala, Zjazd katolicki w Warszawie, PP 1926, t. 172, s. 49-59. W relacji ze zjazdu czytamy: „[…] swą treścią przedstawiał bardzo wielką wartość, dlatego że treść referatów skoncentrowano prawie wyłącznie koło jednej bardzo doniosłej sprawy, sprawy odbudowy prawdziwie katolickiej rodziny. […] Temat ten wyczerpano wszechstronnie”.

[58]   Zob. Arcybiskupi i Biskupi Polscy w obronie Sakramentu Małżeństwa, RN 1926, nr 5, s. 132-133. List pasterski księży biskupów skierowany do wiernych czytany był we wszystkich kościołach w Polsce 7 albo 14 marca 1926 r., „Świętość rodzinnego życia, religijne wychowanie dzieci są podstawą nie tylko rodziny chrześcijańskiej, ale także trwałości i pomyślnego rozwoju życia narodowego i państwowego. Podstawa ta atoli jest uwarunkowana uświęceniem związków katolickich przez Kościół i przez nierozerwalność ich węzła. Od tych zasad Kościół katolicki ustąpić nie może i nie ustąpi. A my, Biskupi, będący stróżami przekazanych nam nauki i nakazów Chrystusowych, wymagać musimy i wymagamy, aby także wszyscy katolicy w tej sprawie sumienia mocno stali w obronie zasad Kościoła katolickiego i przeciwdziałali ustawowemu sankcjonowaniu tak zwanych ślubów i rozwodów cywilnych. Związek małżeński, zawarty przed urzędnikiem stanu cywilnego, jest nieważny, bo sprzeciwia się prawu Bożemu. Żaden też poseł katolik nie powinien głosować za tym, co jest sprzeczne z prawem Bożym, a wyborcy mają prawo i obowiązek zażądania od swych posłów, ażeby nie współdziałali w uchwalaniu ustaw, szkodliwych nierozerwalności i świętości węzła małżeńskiego. Prócz tego, mają Posłowie obowiązek użycia całego swego wpływu, w celu zapobieżenia wyrządzeniu tak niesłychanej krzywdy zasadzie katolickiej”. Kolejny raz księża biskupi stanęli w obronie małżeństwa na konferencji Episkopatu Polski w dniach 30.11-1.12.1927 r.; zob. Komunikat Najprzew. XX. Biskupów polskich, RN 1926, nr 2, s. 50; zob. Orędzie Biskupów Polskich do Wiernych w Polsce, RN 1927, nr 5, s. 147.

[59]   Zob. J. Budzińska-Tylicka, Konieczność zmiany prawa małżeńskiego, GK 1926.

[60]   Tamże.

[61]   Zob. VIII Ogólnokrajowa Konferencja Kobiet PPS, GK 1928, nr 10.

[62]   Zob. Nowe prawo małżeńskie, Warszawa 1931, s. 4. W 1931 r. projektowano, by art. 57 nowego prawa małżeńskiego dopuszczał wprowadzenie w Polsce rozwodów. Ostatecznie nie usankcjonowano barbarzyńskiego prawa antyrodzinnego. Ksiądz dr Stanisław Trzeciak wykazał w swej publikacji, że nowe prawo małżeńskie wzorowano na prawie talmudycznym. „Na podstawie prawa małżeńskiego w Talmudzie wykazałem łączność jego przepisów, nawet w szczegółach, z przepisami Projektu, a na podstawie pojęć Talmudu o niewolnikach i na podstawie traktowania ich przez żydów w starożytności – wykazałem dziwną łączność z ustawodawstwem o rejestracji małżeństw w bolszewii (od listopada 1926 r.) i z obchodzeniem się tamże z szerokimi masami podobnie jak z niewolnikami”. Zob. S. Trzeciak, Żyd jako obrońca ślubów cywilnych i rozwodów dla katolików, Warszawa 1932, s. 7.

[63]   Zob. J. Budzińska-Tylicka, O małżeństwie, GK 1931, nr 11-12.

[64]   Zob. Wiadomości z zagranicy. Austria, GK 1932, nr 1-2.

[65]   Doktryna rozwodowa ma soje źródło w protestantyzmie. W Polsce protestanci pod koniec lat dwudziestych i na początku lat trzydziestych XX w. wspierali działania społeczne i prawne na rzecz legalizacji prawnej rozwodów. W pierwszych szeregach stali: Paweł Hulko-Laskowski, bp Juliusz Bursche. Zob. R.M. Leszczyński, A.T. Tys, Problemy i rola ewangelików w katolickiej Polsce w refleksji religioznawczej Pawła Hulki-Laskowskiego, „Studia Religiologica” 2016, nr 4, s. 343; zob. A. Szymański, Społeczne znaczenie…, dz. cyt., s. 56.

[66]   Zob. J. Budzińska-Tylicka, Nowe prawo małżeńskie, GK 1932, nr 1-2.

[67]           Zob. Gdy rodzinie zagraża rozłam, RN 1939, nr 6, s. 168. Autor opisuje dramat małżeński: „[…] Nie wiedziałam, co począć. Prosiłam i błagałam męża, aby zerwał stosunki z ową kobietą, tłumaczyłam, że ma dzieci, które będą go kiedyś źle sądziły – wszystko na nic. Dla wspólnego naszego dobra poniżyłam się nawet, upadłam mu do nóg; myślałam, że może to go opamięta… Za całą odpowiedź odepchnął mnie brutalnie i poszedł. Co czynić? Co czynić? W najgłębszej rozterce postanowiłam skończyć z tym, wyciągnąć rewolwer męża i… Gdy ujrzy moje zwłoki – zmieni się może i poświęci swoje życie dzieciom, które bez niego zmarnieją tak czy inaczej… Lecz w chwili, gdy zamiar mój dojrzał, dziwną jakąś siłą wiedziona spojrzałam na obraz Matki Boskiej Bolesnej i oto zdało mi się, że widzę łzy, spływające po Jej świętej twarzy… W jednej chwili pojęłam, jak grzeszne były moje myśli, a jednocześnie niepojęta radość wstąpiła w moje serce. Wyspowiadałam się, przystąpiłam do Stołu Pańskiego i odtąd codziennie leżałam krzyżem przed obrazem Matki Bożej, modląc się gorąco o opamiętanie męża. Ofiarowałam najstarszego swego syna do stanu duchownego, o ile otrzyma od Boga łaskę powołania, a Matka Boża raczy najmiłościwiej odwrócić od nas grożące nieszczęście, postanowiłam ogłosić to w »Rycerzu Niepokalanej«. I oto Matka Boża wysłuchała moich błagań. Odzyskaliśmy męża i ojca. Jak się to stało – nie wiem. Nie podobna odgadnąć dróg, którymi Niepokalana dochodzi do spełnienia takich – jak moje – i innych próśb Swoich wyznawców. Po cóż jednak zagłębiać się w sprawy, niedostępne ludzkiemu rozumowi? Wierzmy i ufajmy, a wszystko godziwe, o co prosić będziemy – Matka Boża nam ześle. Do stóp Twoich świętych padam w najgorętszej podzięce, o Panno Najświętsza, i o dalszą opiekę nad nami błagam”.

[68]   Zob. Rozwody, rozwody, rozwody, Warszawa 1931. Podobnego formatu broszurkę wydano kilka lat wcześniej, nakładem Głównego Komitetu Obchodu, z okazji 200. rocznicy kanonizacji św. Stanisława Kostki. Zob. Nauka Chrystusa o małżeństwie. A nowa ustawa o ślubach i rozwodach cywilnych, Warszawa 1927.

[69]   Zob. Rozwody, rozwody…, dz. cyt.

[70]   Urodziła się 1 stycznia 1876 r. w Tarnowie w rodzinie żydowskiej jako Dora Pilcer, córka Ignacego Pilcera i Barbary. Ukończyła szkołę ludową, a następnie wydziałową w Tarnowie. Zmarła 22 listopada 1952 r. w Warszawie. Działaczka społeczna i feministka, socjalistka, senator w latach 1925-1935, posłanka w latach 1947-1952. Przynależała do PPS, a od 1948 r. do PZPR.

[71]   Zob. D. Kłuszyńska, Nieprzejednani, GK 1932, nr 12.

[72]   Zob. J. Budzińska-Tylicka, Coraz bardziej szerzy się w Polsce sprawa świadomego macierzyństwa, GK 1935, nr 1-2.

[73]   Zob. J. Budzińska-Tylicka, Świadome macierzyństwo, dz. cyt., s. 40.

[74]   Zob. J. Budzińska-Tylicka, Rodzina robotnicza…, dz. cyt.

[75]   Zob. J. Budzińska-Tylicka, Jeszcze o małżeństwie…, dz. cyt.

[76]   Cyt. za A. Szymański, Społeczne znaczenie…, dz. cyt., s. 84.

[77]   Tamże, s. 23.

[78]   Z dniem 1 stycznia 1946 r. dekretem z dnia 25 września 1945 r. – Prawo małżeńskie (DzU nr 48, poz. 270) instytucję rozwodu wprowadzono dla całego obszaru Polski, zniesiono instytucję separacji prawnej występującą w prawie małżeńskim obowiązującym w niektórych dzielnicach Rzeczypospolitej.

[79]   Zob. W. Miziołek, Duszpasterstwo małżeństw niesakramentalnych, „Homo Dei” 1981, nr 2, s. 117-129.

[80]   Zob. Rocznik Demograficzny 2016, GUS, Warszawa 2016, s. 237.

[81]   Zob. Rocznik Demograficzny 2019, GUS, Warszawa 2019, s. 236.

[82]   Tamże, s. 237.

[83]   Zob. J. Śledziński, Przesłanie trzeźwościowe – wolności od uzależnień w nauczaniu Jana Pawła II, w: Trzeźwość i uzależnienia jako wyzwanie duszpasterskie i pedagogiczne, pod. red. K. Linowskiego, M. Jędrzejko, Radom 2012, s. 57-74.

[84]   Zob. K. Bielawny, Trudne dzieje…, dz. cyt., s. 294-303.

[85]            Zob. K. Bielawny, Kościół katolicki i ewangelicki na przestrzeni sześciu stuleci w południowej części starostwa szesteńskiego, Olsztyn 2009, s. 77-161. Warto tu nadmienić, że szkolnictwo parafialne, elementarne i uniwersytety w Europie były zakładane przez Kościoły katolickie i ewangelickie, były prowadzone przez wiele stuleci. Pierwsze szkoły elementarne powstawały przy parafiach.

[86]           Ważną pielgrzymką Jana Pawła II do Polski była wizyta Ojca Świętego w 1991 r. Był wtedy dwukrotnie, pierwszy raz w czerwcu, a drugi w sierpniu, przybył na zakończenie VI Światowych Dni Młodzieży. W pierwszych dniach czerwca 1991 r. orędzie przekazane Polakom Jan Paweł II oparł na dekalogu jako podstawie życia społeczno-polityczno-moralnego. Przestrzegał rodaków przed absolutyzacją pojęcia wolności, która – jak podkreślał – może prowadzić do nowego totalitaryzmu. Ojciec Święty wołał, by rodzina była w centrum życia społecznego. Na lotnisku w Kielcach nawiązał do IV przykazania, z całą mocą wołał i przestrzegał przed „pozorną wolnością, która człowieka zniewala”, a niszcząca jest zarówno dla osoby ludzkiej, jak i dla rodziny. Polityków przestrzegał przed lekkomyślnym podchodzeniem do spraw małżeństwa i rodziny. „Łatwo jest zniszczyć, trudniej odbudować. Zbyt długo niszczono. Trzeba intensywnie odbudowywać”. „Niech się odrodzi w Bogu ludzkie ojcostwo i ludzkie macierzyństwo, niech się odrodzi rodzina, szczególne miejsce przymierza Boga z ludźmi. Imię jego: Kościół domowy”. Zaś w Częstochowie na Jasnej Górze wołał m.in. do młodych: „Drodzy przyjaciele, wiecie z doświadczenia, że upadek ideologii w krajach Europy Środkowej i Wschodniej pozostawił w wielu waszych kolegach i koleżankach uczucie głębokiej pustki, wrażenie, że zostali oszukani, a także zniechęcenie i lęk przed przyszłością. Również w krajach Europy Zachodniej wielu młodych ludzi zatraciło motywy, dla których warto żyć. Objawem tego głębokiego zagubienia jest zjawisko uciekania się do narkotyków. Brak zainteresowania polityką zdradza u wielu poczucie bezsilności w walce o dobro”.

[87]   W tym czasie powstała m.in. Akcja Katolicka, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, Sodalicja Mariańska i wiele innych stowarzyszeń i ruchów kościelnych.

[88]   Nadzieje na odnowę społeczną i polityczną związane były z okrągłym stołem w 1989 r., ale bezskutecznie. Przyszło nowe, jeszcze gorsze. Zob. R. Stefaniuk, Atrapa świętowania wolności, NDz 2019, nr 130.

[89]   Zob. K. Bielawny, Zmiany demograficzne…, dz. cyt., s. 46-50.

[90]   Zob. D. Becker-Pestka, Rodzina w obliczu migracji zarobkowej, „Colloquium Wydziału Nauk Humanistycznych i Społecznych” 2012, nr 1, s. 14-16.

[91]   Zob. P. Pustkowiak, Moda na rozwód, https://dziennikpolski24.pl/moda-na-rozwod/ar/c3-1901112, dostęp: 28.02.2020 r. Autorka pisze: „Stajemy się także bardziej tolerancyjni i przejmujemy nowe, rzadko spotykane wcześniej wzorce zachowań. Formuła wspólnego bycia razem coraz częściej oznacza partnerstwo, a nie małżeństwo, co wpływa także na to, że coraz więcej dzieci rodzi się z niesformalizowanych związków. W ostatnich latach odsetek urodzeń pozamałżeńskich wzrósł dwukrotnie w porównaniu z sytuacją z początku lat 90.; wynosi on obecnie 12 procent”.

[92]                Zob. J. Kwiatkowski, Rozwody na niby, https://nowiny24.pl/rozwody-na-niby/ar/5933211, dostęp: 29.02.2020 r. Rozmowa z Ireną Rząsą, prezes „Rodziny Rodzin” – Stowarzyszenia na rzecz Rodzin Wielodzietnych w Rzeszowie. „Czy rodziny pełne zostały w tej ustawie źle potraktowane? Ta ustawa godzi w dobre imię rodziny, szczególnie wielodzietnej. Prawo powinno egzekwować obowiązek łożenia na dzieci przez ojca czy matkę, którzy mają zasądzone alimenty. Można pytać: Co państwo chce popierać, kreując takie rozwiązania? Nasilona obecnie liczba pozwów rozwodowych świadczy o tym, że państwo popiera rodzinę niepełną, czasami wręcz patologiczną. Co myśleć o ludziach, którzy decydują się na fikcyjny rozwód dla zasiłku? Znam biedę od podszewki i wiem, że to ona popycha niektóre rodziny do tego kroku. Ale nie jest to dobre rozwiązanie. Czy może się zdarzyć, że rozwód – niby fikcyjny – rozluźni więzi między małżonkami? Może. Rodzic, u którego w wyniku rozwodu osłabło poczucie odpowiedzialności, z czasem może stać się zupełnie nieodpowiedzialny. Zna pani rodziny wielodzietne, które nie będą obchodzić prawa, mimo że żyją w biedzie? W moim stowarzyszeniu jest wiele takich rodzin. One wiedzą, jak wielką wartością jest rodzina, w której jest i ojciec, i matka”. Zob. Sytuacja demograficzna Polski do 2018 r. Tworzenie i rozpad rodziny, pod. red. J. Stańczak, Warszawa 2019, s. 89.

[93]   Zob. G. Starzak, Rozwód to koszmar dla dzieci, https://opoka.org.pl/biblioteka/Z/ZR/db201904_rozwod.html, dostęp: 29.02.2020 r.

[94]   Zob. K. Klinger, Rozwody wspomagają demografię lepiej niż małżeństwa, https://www.gazetaprawna.pl/artykuly/807448,rozwody-wspomagaja-demografie-lepiej-niz-malzenstwa.html, dostęp: 13.05.2020 r. Jakże ciekawe, ale mało przekonujące wnioski prezentuje w swych badaniach grupa naukowców pod kierunkiem prof. I.E. Kotowskiej w raporcie tematycznym „Niska dzietność w Polsce w kontekście percepcji Polaków. Diagnoza społeczna 2013”, Warszawa 2014. Na łamach „Gazety Prawnej” w 2014 r. czytamy: „Kraje, w których małżeństwo nie jest priorytetem i gdzie notowana jest wysoka liczba rozwodów, mają na ogół wyższą dzietność. Państwa, w których dominuje tradycyjne podejście do rodziny, mają kłopoty z demografią. Najwięcej dzieci rodzi się w liberalnej Francji oraz w Szwecji”. Takie są konkluzje opracowania „Uwarunkowania zachowań prokreacyjnych” prof. Ireny Kotowskiej z SGH. „[…] w analizie, która powstała w ramach Diagnozy Społecznej – nie da się tego traktować literalnie, ale można wysnuć tezę, że tworzenie małżeństwa oraz stabilność rodziny nie muszą gwarantować zastępowalności pokoleń. To zresztą potwierdzają inne dane: dotyczące urodzeń pozamałżeńskich. I znowu im bardziej liberalne podejście, tym lepsza sytuacja demograficzna. Choć w Polsce rośnie liczba dzieci spoza małżeńskiego łoża – jest ich blisko 23,4 proc. – to i tak jest ich niewiele w porównaniu ze starą Europą. We Francji, w Szwecji czy Belgii ten odsetek wynosi ponad 50 proc. W Niemczech podejście jest bardziej konserwatywne: liczba dzieci pozamałżeńskich nie przekracza 30 proc. Efekt: dzietność jest na bardzo niskim poziomie”. Należy tu dodać, że we Francji czy w Szwecji rodzą się dzieci, ale w rodzinach muzułmańskich, a nie w rodzinach zdeprawowanych Francuzów czy Szwedów. Dlatego też wnioski, które podaje się jako tezę, są błędne i wprowadzają opinię publiczną w błąd. Czy to jest zamierzone czy nie, tego nie rozstrzygam.

[95]   Zob. Rocznik demograficzny, Warszawa 2019, s. 246.

[96]   Zob. P. Szukalski, Zróżnicowanie przestrzenne zachowań prokreacyjnych we współczesnej Polsce, w: Sytuacja demograficzna Polski jako wyzwanie dla polityki społecznej i gospodarczej, pod red. A. Potrykowska, M. Budziński, A. Moliński, E. Kowalczyk, Warszawa 2018, s. 126.